Więcej...

    Chińczycy sięgają po złoto Bałtyku

    „Przedstawicielki chińskiej klasy średniej manifestują swój status za pomocą biżuterii z Polski.” Rozmowa z Ewą Rachoń – współtwórczynią targów bursztynniczych w Polsce, wiceprezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników.

    ***

    Przemysław Krajewski: Dlaczego Chińczycy robią w Polsce tak ogromne zakupy i czemu jest to właśnie bursztyn?

    Ewa Rachoń: To jest absolutny fenomen! Od Chińczyka łatwo jest kupić, ale sprzedać Chińczykowi to jest wyższa szkoła jazdy. My im niekiedy proponujemy produkty wykonane z… ich własnego surowca! To jest dopiero paradoks. Oni już wyeksploatowali złoża na terenie własnego kraju, więc wykupili na pniu większość dostępnego na międzynarodowym rynku surowica. Niektórzy polscy eksporterzy kupują od nich ten bursztyn, eksportując później swoje wyroby. Koło się zamyka. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że my Polacy już dawno postawiliśmy na wzornictwo i jakość. Chińczycy dobrze wiedzą, czym jest masowa i tania produkcja, kiedy zaś sami kupują – wybierają jakość i są gotowi za nią naprawdę dobrze zapłacić.

    ***

    Co takiego znaleźli u nas, czego nie mogliby znaleźć gdzie indziej?

    Pracowaliśmy na to od lat na wielu rynkach, ale nieoczekiwanie właśnie od chińskich partnerów dostaliśmy bodźce odnośnie jakości. Polski bursztyn wyrobił sobie markę, a polskie wzornictwo wyrobiło sobie renomę. Wcześniej jantar oprawialiśmy przeważnie w srebro. W Chinach jednak srebro nie jest cenione, więc nasi bursztynnicy zaczęli pracować ze złotem, niekiedy łącząc bursztyn z innymi kamieniami jubilerskimi.
    Mamy teraz poczucie, że wzorniczo jesteśmy światową stolicą bursztynu, że to u nas kreuje się trendy!

    I naprawdę przedstawicielki chińskiej klasy średniej manifestują swój status za pomocą biżuterii z Polski?

    Zacznijmy od tego, że w tamtej kulturze bursztyn funkcjonuje niemal od zawsze. W języku chińskim bursztyn wymawia się ‘hu po’ co oznacza dosłownie ‘dusza tygrysa’ lub ‘moc tygrysa’. W buddyzmie zaś bursztyn nazywany jest świętym, słonecznym kamieniem. Jest też po prostu i najzwyczajniej idealnym tworzywem: miły w dotyku, pięknie poddaje się obróbce. Mając świadomość tradycji odwiecznego chińskiego rzemiosła, nie zrobimy na przykład posążka buddy tak dobrego jak oni. Co innego z biżuterią. Nasza jest wręcz rozchwytywana, bo dla Chinek jesteśmy odległym, europejskim krajem, dzięki naszej biżuterii mogą wyróżnić się i zaakcentować swoją światowość, obycie, dobry smak. Jeżeli Chińczyk przylatuje do Polski, służbowo albo turystycznie, często pierwsze kroki kieruje do jubilera. Ogląda, pyta się o cenę. Robi zdjęcie i wysyła je, nie do żony, ale na… portal aukcyjny. Dopiero kiedy już ma kupca, finalizuje transakcję.

    ***

    A w większej skali?

    Opowiem panu o wystawie, którą obejrzało niedawno około półtora miliona ludzi. Inicjatorem i głównym kuratorem wystawy był Sebastian Tajl, kolekcjoner polskiej biżuterii z bursztynu, który od 2009 roku promuje w Państwie Środka wiedzę na temat Polski. Wydarzenie to ściągnęło do Muzeum Prowincji Yunnan prawdziwe tłumy odwiedzających. To wszystko udało się dzięki pomocy polskiego korpusu dyplomatycznego. Na otwarciu byli Konsul Generalny RP z Chengdu Grzegorz Morawski i Dyrektor Muzeum Ma Wendou, a także liczni przedstawiciele świata kultury i sztuki w Chinach.

    Relacje z wystawy obecne były w ponad trzydziestu chińskich mediach. A to wszystko zaczęło się od przypadkowego spotkania dwóch młodych ludzi: Polaka i Chińczyka. Poznali się właśnie na targach w Gdańsku. Okazało się, że jeden umiał się świetnie poruszać wśród polskich projektantów a drugi miał bardzo dobre relacje w decyzyjnych sferach swojej prowincji. Często powtarzam, że to właśnie bursztyn jest naszym najlepszym ambasadorem.

    ***

    Przyznam, że trudno mi uwierzyć, że ogromny chiński rynek zdobyły dzieła indywidualnych artystów, a nie masowy produkt…

    Oczywiście, że pieniądze robi się na rzeczach seryjnych, ale trzeba mieć najpierw coś mocnego, co otworzy zamknięte drzwi. Artysta projektuje jedną sztukę i serce by mu pękło, gdyby miał zrobić druga taką samą. Jest jednak wiele firm rzemieślniczych, które mają bardzo rozwinięte linie technologiczne i zatrudniają własnych projektantów i są w stanie realizować większe serie biżuterii. Chciałam jednak państwu powiedzieć, że solą tej branży są małe warsztaty rodzinne, a nie wielkie zakłady. Ten nasz krajowy sukces jest sumą pracy i kunsztu rzemiosła wielu drobnych, rodzinnych firm.

    Kiedy zaczął się ten boom?

    Chińska manna z nieba zaczęła się mniej więcej w 2008 roku. Niemal cały świat zachodni znajdował się w kryzysie, a tymczasem nasza branża zaczęła rozkwitać. Bardzo dobrą robotę zrobił też Spielberg

    ***

    Spielberg???

    Tak. Co prawda nie uczestniczył osobiście w targach i nie handlował bursztynem, ale jego film Jurasic Park nakręcił w Stanach ogromny popyt na bursztyn opowieścią o odtworzeniu dinozaura z DNA uzyskanego z bursztynowej inkluzji. Tak się zaczęła bursztynowa gorączka.

    I to pani była prekursorką targów bursztynniczych w Polsce.

    Na początku robiłam targi mody. Bardzo były ładne, z efektownymi pokazami, ale zupełnie nieskuteczne od strony komercyjnej. Tutaj nie było wtedy gruntu przemysłowego pod rozbudowanie tej branży. Kombinowaliśmy jeszcze, żeby próbować połączyć modę z biżuterią, ale to też nie wypaliło. Udział wzięło dosłownie cztery może pięć firm – klapa kompletna. Po tym wszystkim przyszedł do mojego szefa Giedymin Jabłoński i mówi: Zróbmy targi bursztynu! Szef się mnie spytał, czy ja w to wchodzę. Wahałam się, a Gedymin zachęcał: Zobaczysz, że będzie ponad sto firm! Ja sobie myślę: człowieku, nie wiesz co to jest zdobyć pięć firm na targi, a ty mówisz o setce… No, ale to ja nie miałam pojęcia za co się zabieram.

    ***

    Już na pierwszą edycję udało nam się to pozyskać niemal pięćdziesiąt podmiotów. Koledzy w pracy się trochę z tego śmiali, bo oni w tym czasie robili ogromne targi budowlane na powierzchni nie wiadomo jakiej, a do mnie przychodzili ludzie i po kilka godzin deliberowali jak sześciometrowe stoisko podzielić na trzy osoby. Czułam jednak, że będzie dobrze, bo na przykład wpadł młody człowiek z pytaniem: gdzie moje stoisko??? Ja, że nie wiem o co chodzi, a on na to: usłyszałem od klienta z zagranicy „no to spotkamy się na targach”. Puściłem to mimo uszu, ale jak mi o targach powiedział drugi klient – już się spiąłem. Jak mi trzeci wspomniał o tych targach, to od razu przyszedłem do pani spytać się, gdzie to moje stoisko.

    Czyli zaczęło się dziać.

    Ten entuzjazm był podyktowany tym, że targi dały małym firmom szasnę na samodzielność. Wtedy kontrakty były tajne i na rynku dominowało kilku potentatów, a cała reszta pracowała właściwe wyłącznie dla nich, bardzo często w chałupniczych warunkach. Pod koniec tej pierwszej imprezy usłyszałam od kogoś ze Szwajcarii, że tak powiem, dobrze zorientowanego: Ty sobie chyba nie zdajesz sprawy jak bardzo podpalacie step…

    ***

    Nie mieliście wizyt umięśnionych gości w czarnych skórzanych kurtkach?

    Chyba przeważyło przekonanie, że to jest po prostu korzystne dla branży. Powiem tak: różni ludzie przychodzili na targi, jednak nigdy, absolutnie nigdy nie przełożyło się to na coś niefajnego. Natomiast kiedyś ukradziono diamenty za 1,5 mln dolarów.

    O! To jak w filmie sensacyjnym.

    Tak. Było o tym głośno. Trafiliśmy nawet na pasek do CNN. Sama zapraszałam tego dziennikarza ze Stanów, który to opublikował. Pracownik belgijskiej firmy Benelux Diamonds – jednego z wystawców, oddał do depozytu towar. Normalna procedura na targach – w tym przypadku to było to około dwieście trzydzieści diamentów. Obsługa przyjęła je do depozytu wydając specjalne kody. Rano sprawca posługując się podrobionymi lub skradzionymi kodami odebrał szlachetne kamienie i zniknął…

    ***

    Udało się je odzyskać?

    Niestety, sprawcy ani towaru nigdy nie znaleziono. Z naszej strony dopełniliśmy wszystkich procedur. Natomiast firma, cóż… można powiedzieć, że mieli na targach stuprocentową sprzedaż, bo ubezpieczenie pokryło straty. Jakiś czas wcześniej równie spektakularna kradzież diamentów miała miejsce w Antwerpii. To się po prostu czasem zdarza. Ale rozmawiamy o bursztynach, tutaj jest znacznie spokojniej. Surowiec nie jest przecież tak cenny jak diamenty, więc spektakularne kradzieże raczej się nie zdarzają. To bardzo dobrze, bo jak wspominałam, często naszymi wystawcami są małe, rodzinne firmy, które mogą nie mieć aż tak wysokiego ubezpieczenia. Jak wspominałam, solą tej branży są małe warsztaty…

    Czyli nie tylko wielkie słonie, ale przed wszystkim małe mrówki.

    Jeśli mówimy o mrówkach, warto wspomnieć o inkluzjach – okazach fauny i flory zastygłych w bursztynach. To prehistoria przyrody sprzed milionów lat. W Polsce bardzo ciekawy i cenny okaz został znaleziony całkiem niedawno, bo w 1997 roku. Podczas spaceru na plaży Gabriela Gierłowska – bursztynnik, rzeczoznawca, od lat związana z naszym Międzynarodowym Stowarzyszeniem Bursztynników, w czasie kiedy jej mąż z kimś rozmawiał, schyliła się i podniosłą z piasku unikat na skalę światową – jaszczurkę uwięzioną w bałtyckim bursztynie. Jest to pierwsza bryłka zawierająca jaszczurkę znalezioną w Polsce i zaledwie druga na świecie. Ten bursztyn datowany jest na ponad czterdzieści milionów lat, jego zdjęcie zdobiło między innymi okładkę National Geographic i finalnie został zakupiony (za niemałą sumę) przez gdańskie Muzeum Bursztynu.

    ***

    Czyli cały czas warto podczas spaceru po plaży popatrzeć pod własne nogi.

    Bursztyn niezmiennie jest wyrzucany przez falę na brzeg po wiosennych i jesienno-zimowych sztormach. Jednak ostrzegam pana: bursztyn wciąga! Ktoś, kto choćby powierzchownie zainteresuje się tym tematem, później do niego wraca i staje się to jego prawdziwą pasją. Czego dowodem jest na przykład popularność serialu „Złoto Bałtyku” opowiadającego o losach mieszkańców Pomorza, których łączy właśnie to zamiłowanie.
    Dziękuję za rozmowę. Jak się okazuje bursztyn wciąga od dawien dawna i jantarowe ślady można odnaleźć nie tylko w serialach, ale także w klasyce. Żegnam się więc bursztynowymi słowami wieszcza.

    ***

    Ty może dzisiaj już nie jesteś taki,
    Jakim bywałeś, pamiętasz, przed laty,
    Gdyś wjechał w zamek z naszymi orszaki;
    Lecz dotąd w moim zachowałeś łonie
    Też same oczy, twarz, postawę, szaty.
    Tak motyl piękny, gdy w bursztyn utonie,
    Na wieki całą zachowuje postać.

    Adam Mickiewicz
    „Konrad Wallenrod”

    Biżuteria - Izabela Gutowska, fot. Archiwum Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników
    Biżuteria – Izabela Gutowska, fot. Archiwum Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników
    Biżuteria - Marcin Bogusław, fot. Archiwum Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników
    Biżuteria – Marcin Bogusław, fot. Archiwum Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników
    Fot. Archiwum Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników
    Fot. Archiwum Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników
    Giotto Necklace Art7, fot. Archiwum Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników
    Giotto Necklace Art7, fot. Archiwum Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników
    Gitara dekorowana bursztynową mozaiką - Walery Rybak, fot. Muzeum Gdańska
    Gitara dekorowana bursztynową mozaiką – Walery Rybak, fot. Muzeum Gdańska
    Jaszczurka Gierlowskiej, fot. Miszka Jabłoński, Muzeum Gdańska
    Jaszczurka Gierlowskiej, fot. Miszka Jabłoński, Muzeum Gdańska
    Modern Amulet Maria Fijałkowska MOJA FORMA, fot. Archiwum Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników
    Modern Amulet Maria Fijałkowska MOJA FORMA, fot. Archiwum Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY