Więcej...

    Chrzest Polski – czy w ogóle się odbył? Przemoc i kontrowersje wokół chrystianizacji Polan

    Chrześcijanie trzymali pochodnie i w milczeniu patrzyli na domostwa. W bladym świcie te ubogie chałupy wtopione w bury krajobraz wydawały się opuszczone. Zbrojni jednak wiedzieli, że w chatach kryją się poganie.

    ***

    Chrześcijanie trzymali pochodnie i w milczeniu patrzyli na domostwa. W bladym świcie te ubogie chałupy wtopione w bury krajobraz wydawały się opuszczone. Zbrojni jednak wiedzieli, że w chatach kryją się poganie.
    Wódz stojących przed wioską, co to niedawno zmienił imię Częstogoj na chrzcielne Paweł, skierował wzrok na piętrzące się kurhany, mówiąc do swoich wojów:
    – Patrzcie jeno, kurhany pogańskie stawiają, a krzyża ni jednego. Cześć oddają piorunom i kamieniom. Przez nich my, chrześcijanie, sądzeni będziemy! Jeden z drugim to pogańskie nasienie na chrześcijańskiej ziemi. Już im Koptowie odetną te narzędzia grzechu w dalekim Kairze! Posokę zaleją gorącym bursztynem. Wżdy znacie co warte pogańskie pomioty: 75 dirhemów w Wolinie, 100 na Rusi Kijowskiej, a w kalifacie 300 lub więcej. Baby jasnookie, młódki 1000 dirhemów, a najwięcej za grajka z pogańską muzyką.

    Woje zaśmiali się z tego, że grajek był najcenniejszy z tej lichej osady, a rozochocony wódz dodał głośniej, by go usłyszeli także wieśniacy:
    – Uczynim z psubratów lud pokorny i bogobojny, gorliwy w wobec pana najwyższego i możnych. Chętny do pracy i służby. A reszta, co nie przyjmie wiary – w niewolę! Woje! Na nich!!!
    I ruszyli żądni krwi i pomsty na niewiernych. Zburzywszy w drzazgi drewnianą furtę, wpadli w sam środek osady jako wilcy w stado i jęli pochodniami podpalać strzechy. Te zajmowały się szybko, pierścieniowe ułożenie domostw przydatne w codziennym życiu mieszkańców, teraz było zarzewiem piekielnego ognia. Wioska zmieniła się w gniazdo pożogi. Dym wypędzał ukrytych mieszkańców, wychodzili bez walki, zasłaniając nos i krztusząc się od dymu. Nawet chrześcijanie musieli wycofać się poza bramę, ponieważ ogień palił twarze wszystkich bez wyjątku. Tam dopiero, na zewnątrz łapali uciekinierów i smagając kijem albo mieczem pętali ich.

    ***

    W okolicznych krzakach, drżąc, by ich nikt nie zauważył, stał schowany stary mężczyzna zwany Kąkolem, a obok niego syn jego nazywany Żyłką. Patrzyli wespół, jak brano ich krewnych. Żyłka dygotał ze strachu, ale ojciec jego drżał z wściekłości. To nie tylko wioska płonęła, ale płonął cały ich świat. Płonęli także bogowie i dziady w zwalonych kurhanach. Wtedy właśnie Żyłka powiedział te pochopne słowa:
    – Trzeba ten chrzest przyjąć, jako inni.
    – Na Peruna, Świętowita, na Swaroga. Patrzaj na dziedzictwo. Synu… – szepnął Kąkol. – W co pierwej wierzyli ci, co nas biją? Myślałem, że wzniecimy bunt i obrócimy w proch piastowskie grody! Ze będzi pomsta za przemoc drużynników i możnych i pójdziemy nie tylko na tych oprawców, którzy nas łupią, by utrzymać dwór i jazdę. Władza sięga dalej, na zachód. Tam siedzą mocarze. Cesarz i dalej jeszcze ten, co się nowym Piotrem zowie. Może oni by się zlitowali? Teraz już za późno… Wszytko to przez chrzest Mieszka pierwszego, który przed Przemyślidami się ugiął. Ślepy od urodzenia do śmierci ślepy będzie. Ino teraz to ślepota na wiarę przodków swoich. Na ojca Siemowita! Żyłka i ty ochrzcić się chcesz?! Jak Mieszko? Powiadam ci, że chrztu Mieszkowego nie było. Wszystko to nie prawda! Patrzaj na nasz kres i pomnij – bracia są mordowani, kaleczeni i oddawani do niewoli w imię wiary obcych ludów. To już koniec. Koniec!

    ***

    I wtedy to się stało. Stary mężczyzna ryknął jak ranny zwierz i wyszedł z ukrycia, nawet nie oglądając się na własnego syna. Podjął sam decyzję o swoim losie i szedł tam, gdzie płonął jego dawny świat – prosto w ręce oprawców. Szedł niespiesznie, dumnym krokiem – jeśli tylko bezkresna rozpacz może w sobie zawierać dumę. Był to akt tak doniosły i szlachetny, że na chwile chrześcijanie zamarli w milczeniu. Stary szedł bezbronny i wyprostowany. Wkrótce jednak dosięgnął go miecz Częstogoja, który wiedząc, że zadając ranę staremu, prędzej pozostałych mieszkańców wioski rzuci na kolana, podbiegł doń i wbił ostrze w obnażoną pierś. Kąkol stanął, raz ostatni omiótł wzrokiem po horyzont. Na polanę i pobliski zagajnik, spojrzał hen daleko w kraj swego dzieciństwa, w okolice zamieszkana przez bogi, w które wierzył. Raz ostatni spojrzał ostrym wzorkiem i głębokim na ten padół, po czym runął na ziemię.

    Żyłka obserwował to wszystko schowany w krzakach. Patrzył i nie rozumiał. Może kiedyś zrozumie, jak siła wyrwała z ukrycie starego, co kazało mu iść prosto ku śmierci? Wtedy jeno starał się powstrzymać paniczne drżenie i nie wydawać żadnego dźwięku. Czekać, przeczekać. Okrucieństwo, które widział, żałość starego i niepewność własnego losu paliły jego serce jak ogień. Jego chałupa już się dopalała. Smętny był to widok – wioski zniszczonej i spalonej. Powiązanych starców i młodzieńców. Lamenty niewiast przeplatały się z krzykiem niemowląt i dzieci oraz złowróżbnymi przekleństwami szeptanymi przez starców. Pośród pożogi stał wsparty na mieczu Częstogoj zwany Szymonem. Stał i sapał ciężko jakby na polu bitwy, a przecież nikt z tych wieśniaków przeciw niemu nie podniósł nawet kamienia.

    ***

    Byli to ludzie zupełnie bezbronni, a miecz jego był skąpany nie w posoce wroga, jeno niewinnych wieśniaków. Stał tak z dzikim wzrokiem i powtarzał raz za razem słowa zaczerpnięte ze świętej księgi „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz”. Powtarzał to nie tyle jako groźbę czy proroctwo – wszystko już się bowiem dokonało. Powtarzał te słowa jako usprawiedliwienie własnego okrucieństwa.
    Usłyszawszy to młody Żyłka i wiedział już jedno, że jeśli chce nadal żyć, musi przyjąć chrzest. Nawet jeśli chrzest Mieszka nie był prawdziwy, jego chrzest – Żyłkowy musi być prawdziwy. Najprawdziwszy…

    Powyższy tekst jest fikcją literacką zainspirowaną wątpliwościami, jakie mają badacze wobec procesu chrystianizacji Polan. Wielu historyków uważa, że data i okoliczności chrztu Polski pozostają do dziś niejasne i otoczone kontrowersjami.
    „Ja ciebie chrzczę” – tę formułę słyszą do dzisiaj wierni zgromadzeni w świątyni podczas chrztu dziecka. Wszakże kościół katolicki naucza, że chrzest przyjąć może jedynie człowiek. Z całą pewnością Mieszko I i jego najbliższy krąg, gdyby usłyszeli wtedy, że oto odbył się chrzest Polski, byliby niepomiernie zdziwieni.

    ***

    Chociaż od 966 tradycyjnie datujemy istnienie Państwa, to ówcześni używali co najwyżej terminu Civitas Schinesghe – państwo gnieźnieńskie. Sam proces tworzenia kraju nie miał wiele wspólnego z ceremonią kościelną – czego dowodzą znalezione w materiale archeologicznym ślady po spalonych grodach… Znaleziska licznych arabskich monet z tamtego czasu stanowią smutną pamiątkę innych ówczesnych praktyk – handlu słowiańskimi niewolnikami. Jeńcy wojenni stanowili znaczny przychód dworu Mieszka i byli podstawą ekonomiczną rozwoju przyszłego państwa. Takie były bolesne realia początku chrześcijaństwa na ziemiach Polan.

    Mimo że większość naukowców zgadza się co do faktu, że chrzest Polski miał miejsce, to jednak szczegóły zdarzenia, takie jak dokładna data i miejsce, są kwestią sporną z powodu braku dowodów historycznych. Niektórzy badacze twierdzą, że dokumenty pisane, które wspominają o chrzcie Polski, są zbyt późne i zostały sfałszowane lub zmienione w celu uzasadnienia późniejszych działań kościelnych w Polsce. Istnieje także teoria, że chrzest Polski był tylko formalnością, natomiast rzeczywista przemiana kulturowa i religijna nastąpiła później, w wyniku długotrwałych procesów; kontaktów z krajami zachodnimi, rozwoju struktur państwowych i czasem brutalnej chrystianizacji. Sam rytuał był tylko jednym z wielu czynników, które przyczyniły się do kształtowania się kultury polskiej i społeczeństwa. Wprowadzenie chrześcijaństwa było zgodne z ówczesnymi trendami w Europie, właściwie stanowiło konieczność polityczną i samo utrzymanie, i rozwój państwowości były zależne od tego aktu.

    ***

    Nie dysponujemy imponującą ilością świadectw z tamtych czasów, a relacji Słowian nie ma w ogóle, albowiem… pismo zawędrowało na tę ziemię razem z chrześcijaństwem. O chrzcie Polski nie wspominał ówczesny saski kronikarz Widukind, dopiero pięćdziesiąt lat później biskup Merseburga Thietmar napisał, że Mieszko „chrztem świętym zmył plamę grzechu pierworodnego”, jednakże nie ustalając, czy chrzest ten miał miejsce w 966, czy w 968 r. W polskich zapisach z połowy XI w. widnieją daty: 966, 965 i 967. Wspominane często zapisy kroniki Galla Anonima (co do którego nie ma pewności nawet czy był Francuzem, Niemcem, Węgrem, czy… Polakiem), pisanej po łacinie dopiero w latach 1113–1116 i która stanowiła dzieło o charakterze pochlebczym wobec dynastii Piastów i kościoła, więc zręcznie przemilczała szczegóły dotyczące pozostałości wierzeń przedchrześcijańskich na ziemiach polskich. Im dalej w las, tym więcej drzew – wątpliwości mnożą się na każdym kroku, im bardziej wgłębiamy się w historyczne dokumenty.

    Stosowanie przemocy w celu narzucenia wiary na terenie państwa gnieźnieńskiego nie było niczym nowym i stosowano je również na innych obszarach Europy. Na terenie Hiszpanii i na Półwyspie Skandynawskim ówcześnie chrześcijaństwo było wprowadzane w sposób agresywny i czasem brutalny. W przyszłości na ziemiach Polski niewątpliwie dochodziło do udokumentowanych przemocowych narzuceń wiary. Wincenty Kadłubek w swojej „Kronice polskiej” opisuje, jak Bolesław Chrobry nakazał w 1000 roku zamordować pogańskiego księdza Radzyma Gaudentego oraz jego wyznawców. Epoka krucjat miała dopiero nadejść, niemniej przemoc wpisana była ówczesne realia, a według ówczesnej nauki kościoła władca miał być rozliczany w dniu sądu, z „troski o zbawienie powierzonych mu ludu”. Kwestie wiary i praktyk religijnych zdecydowanie nie były zaś sprawą indywidualną a społeczną.

    ***

    Ówczesny porządek prawny zbudowany był na religijnej tożsamości plemienia. Przyjęcie nowej wiary oznaczało totalny przewrót. Pochodzące z epoki źródła dokumentują dramatyczną zmianę tradycyjnego „prawa przodków” w „prawo chrześcijańskie”. Wpływ tych zmian był rzeczywiście powszechny, ale następował powoli w zależności odległości od ośrodków władzy aparatu państwowego i kościelnego. Rozbudowa infrastruktury nowej religii trwała setki lat…

    Podobnie jak dzisiaj polityka miesza się z duchowością, tak i wtedy z jednej strony mnisi misjonarze starali się przekonywać Słowian do przyjęcia nowej wiary dobrowolnie – za pomocą argumentów racjonalnych i biblijnych, a także poprzez demonstrację swojej dobrej woli wobec mieszkańców. Nie wykluczało to jednak ewangelizacji ogniem i mieczem. Do dzisiaj nie milkną dyskusje ekspertów o faktycznym przebiegu owej chrystianizacji.

    Czy my – potomkowie Polan – dostrzegamy historyczny i teologiczny anachronizm pojęcia chrztu polski i czy wspominamy cenę, jaką nasi przodkowie zapłacili za utratę tradycji i wierzeń na rzecz „nowych praw” i chrześcijańskiej wiary? Na stronie Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej czytamy dzisiaj” „W celu upamiętnienia chrztu Polski, datowanego na 14 kwietnia 966 r., zważywszy na doniosłość decyzji Mieszka I, uznawanej za początek Państwa Polskiego, ustanawia się dzień 14 kwietnia Świętem Chrztu Polski” – głosi ustawa przyjęta przez Sejm 22 lutego 2019 r. Narodowe Święto Chrztu Polski upamiętnia wydarzenie sprzed 1056 lat i jest okazją do refleksji nad odpowiedzialnością za przyszłość polskiego narodu, a także skłania do zadumy i wdzięczności”. Refleksję nad tymi wydarzeniami pozostawiam czytelnikom. Żyjemy w czasach, w których powyższa kwesta podlega wyborom indywidualnym każdego z nas.

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY