Więcej...

    Kraków z nutką dekadencji

    Stolica Małopolski oferuje nie tylko pełen życia nocny krajobraz, ale również różnorodne możliwości znalezienia korzystnych i nietypowych miejsc na nocleg.

    Kraków od lat przoduje w europejskich rankingach turystycznych. Średnio zorientowany turysta wie, czego możesz się spodziewać na rynku Starego Miasta czy Kazimierzu. Zapraszam Was do poznawania tego pięknego miasta od podszewki, razem z miejscowymi niebieskimi ptakami, artystami i utracjuszami – słowem wespół w zespół z krakowską bohemą. W podanych niżej destynacjach nie obowiązuje dress code, nic jednak nie stoi na przeszkodzie byśmy ubrali się elegancko, a myślę, że i strój wieczorowy nikogo by nie zaskoczył. W Krakowie kapelusze są mile widziane! Dekadenci doceniają dyskretny urok burżuazji… bywanie w krakowskich restauracjach, jeśli nie zrujnuje Waszego portfela, na pewno znacząco uszczupli. Cóż – żyje się tylko raz, a Kraków jest tylko jeden. Nawet jeśli odwiedziłaś/odwiedziłeś go już wielokrotnie i znasz na pamięć większość jego zabytków – zapewniam, że udając się szlakiem dekadencji, za każdym razem odkryjesz coś na nowo… Zapraszam do niebanalnego, nieoczywistego zwiedzania!

    ***

    Pierwszym, najbardziej oczywistym miejscem, które nasuwa się na myśl jest oczywiście Piwnica pod Baranami. Kultowe miejsce owiane legendą mieszczące się w podpiwniczeniu Pałacu pod Baranami. Dawniej bardzo łatwo było tam trafić wyławiając z tłumu najbardziej charakterystyczną osobę – najczęściej ubraną na czarno, w pelerynie albo czarnym płaszczu często w imponującym kapeluszu, wystarczyło udać za osobnikiem i zejść kamiennymi schodami w dół, by otworzywszy ciężkie podwoje znaleźć się w czeluści piwnicy, tonąc w oparach dymu papierosowego i woni alkoholu. Nie każdemu było dane znaleźć się za tymi ciężkimi drzwiami. Niejeden przedstawiciel krakowskich elit odbił się od tych wrót. To właśnie tutaj wschodziły gwiazdy: Marka Grechuty, Ewy Demarczyk, Zbigniewa Preisnera, Grzegorza Turnaua, Zygmunta Koniecznego, Anny Szałapak i wielu innych.
    Dzisiaj drzwi są szeroko otwarte i Piwnica jest zupełnie innym miejscem – czystym, eleganckim i rozświetlonym. Z bogatą kartą win, efektownych drinków, kalendarzem kulturalnych wydarzeń. Ciągle jeszcze możemy tutaj spotkać artystów, jeśli nie osobiście, to poddając się spojrzeniom plejady gwiazd zerkających ze zdjęć powieszonych na ścianach.
    Wspinając się po schodach w górę i wychodząc ponownie na Rynek zauważymy po lewej stronie postać… Piotra Skrzyneckiego siedzącego przy kawiarnianym stoliku. Jest to oczywiście jedynie pomnik, figura, pamiątka. Ciągle jednak zdarza się ktoś, kto chce przysiąść się do pomnika, by „wypić z nim” kawę albo kieliszeczek czegoś mocniejszego. Taki intruz bywa przeganiany przez obsługę lokalu, przy którego witrynie zasiada Piotr. Być obsztorcowanym przez barmana słynnego „Zwisu” jest właściwie honorem i wyróżnieniem. Tutaj niemal od zawsze bryluje śmietanka krakowskiej bohemy. Oprócz czeredy piwnicznych gości, prawdziwą fortunę zostawili za barem Jan Nowicki, Jerzy Pilch czy Zbigniew Wodecki. Z pewnością spędzając tutaj dłuższą chwilę wyłowicie z grona gości którąś z zacnych postaci nie tylko krakowskich. Nie tak dawno poznałem tutaj założyciela dawnego zespołu muzycznego Wawele, czy znanego krytyka literackiego.
    Lokal kolokwialnie nazywa się „Zwis” ale jego prawdziwa nazwa to Vis-à-vis. Nie wydacie tutaj fortuny, ale nie szukajcie tutaj wymyślnych potraw czy drinków, to miejsce słynie ze swojej prostoty i pewnych niewygód, jak np. bardzo odległa toaleta, do której trzeba pobrać specjalny klucz z wielkim i ciężkim brelokiem. Miejsce to właściwie nie zmieniło się od czasów tak zwanej komuny i bardzo dobrze – mimo upływu lat zachowało swój dawny koloryt, ciągle odgrywa niebagatelną rolę w wykształceniu rzeszy nowych już, współczesnych dekadentów.

    ***

    Większość osób zainteresowanych kulturą kawiarnianą z pewnością słyszało o Piwnicy i Vis-à-vis, ale nie każdy zna Café Szafe – lokal o nieco krótszej, bo kilkunastoletniej tradycji, którego naprawdę nie sposób opisać słowami. Chapeau bas! To najdziwniejszy, najbardziej tajemniczy i niesamowity lokal w jakim byłem. Jest prawdziwą mekką artystów – przyciąga ich jak magnes, lecą tam jak ćmy do lampy. Lokal słynie nie tylko z niebanalnego, nawiązującego do wnętrza szafy wystroju. Jest prawdziwą instytucją kultury, odbywa się w nim wiele wydarzeń bardziej lub mniej formalnych, które przeradzają się w dyskusje, kłótnie, i zupełnie nieprzewidziane zdarzenia. Widziałem tutaj postacie przedziwne, w sytuacjach tak odrealnionych, że nawet sformułowanie „jak we śnie” – byłoby zbyt banalne. Oniryczne kobiety zwisające z szezlongów, mężczyźni deklamujący na stołach, katatoniczne osoby, które potrafią poruszyć się przez cały wieczór raz czy dwa, wpadające znienacka z wielkim hałasem czeredy aktorów po spektaklu. Kwiat polskiego pisarstwa tutaj bywał: Tokarczuk, Dukaj, Witkowski, Karpowicz, Dehnel Gretkowska i wielu innych. Hipnotyczna atmosfera tego lokalu przypomina klimatem piosenki kultowego zespołu Morphine i wciąga… Nie bez powodu właśnie tutaj realizowano zdjęcia do filmu „Pod mocnym aniołem” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego z życiową rolą Roberta Więckiewicza, wg. powieści wspomnianego już przy okazji „Zwisu” Jerzego Pilcha. To miejsce, w którym miernik dekadencyjności przekracza skalę, a przecież przeważnie jest tu tak cicho i spokojnie, powietrze niemalże nieruchome, a goście poruszają się jak na zwolnionym filmie. Z pewnością warto zajrzeć tu i wypić szklaneczkę czegoś mocniejszego albo chociaż tylko małą czarną i nawet jeśli nikogo tu nie znamy, popatrzeć na to wszystko jak na przedstawienie, film, imaginarium.

    ***

    Niedaleko stąd jest przystanek Filharmonia, można tu wsiąść do tramwaju i udać się na Kazimierz, który stanowi swoistą przeciwwagę dla Starego Miasta. Znajduje się tam wiele przybytków, które można określić mianem dekadenckie. Można zagubić się w jego uliczkach, odwiedzając małe knajpki i zaskakujące restauracje. Ja polecam Wam klub Baza, który integruje środowiska twórcze i feministyczne. Miejsce dużo młodsze od poprzednich i zdecydowanie bardziej witalne To tutaj możesz osobiście sprawdzić, czy Marcin Świetlicki faktycznie jest taki nieprzysiadalny, jak o tym pisze i posłuchać live zespołów o zaskakujących nazwach jak Ohyda czy Ogórek. Baza znajduje się w piwnicy, ale dysonuje także urokliwym ogródkiem. Nigdy nie wiadomo, czy będzie tu tłum ludzi, czy niemal zupełnie pusto. Miejsce zagadka – zupełnie nieprzewidywalne.

    ***

    Bardziej elegancka i stonowana niż Baza jest Alchemia, ze swoim słynnym, czerwonym salonem. Jest tu ciemno, trochę duszno i bardzo gwarnie. Każdy chce tu być, mimo iż miejsce to nie jest tanie i ma swoją specyfikę. Organizowane są tu koncerty, jednak nie tak szalone jak np. Krakowska Jesień Jazzowa. Nieopodal Alchemii znajduje się jeszcze bardziej eleganckie Hevre, które także zawiera w sobie salę stylizowaną na salon. Serwują tam znakomity tatar wołowy, kunsztowne drinki. Osobną atrakcją są tańce w osobnej sali na piętrze. Co ciekawe i dodające pikanterii – te hulanki odbywają się w przestrzeni dawnego domu modlitewnego żydowskiej wspólnoty. Uczestniczyłem tam ostatnio w jednym z wydarzeń festiwalu Czesława Miłosza i byłem oczarowany, nie tylko wystrojem i atmosferą miejsca, ale też znakomitym, krakowskim towarzystwem. Moje czujne oko przyuważyło kilku znanych literatów, krytyków i profesów Uniwersytetu Jagiellońskiego, a nawet posturę twórcy krakowskiego Teatru Bückleina. To dopiero była miejscówka! Bodaj pierwszy w Polsce prywatny teatr, w którym pierwsze kroki na profesjonalnej scenie stawiał nie kto inny jak Maciej Maleńczuk. Przybytek ten był miejscem niesamowitych, epickich spotkań – które mogłyby stanowić temat na kolejny artykuł, a nawet książkę. Dzisiaj istnieje już tylko w opowieściach, legendach anegdotach, z których nikt nie wie, co jest do końca prawdą, a co nie…

    ***

    I taki właśnie jest dekadencki Kraków. Są tam takie miejsca, które przemijają i zostaje po nich tylko legenda, są takie, które trwają i choć wydają się już nam trochę leciwe, ciągle jeszcze dają radę. Podobnie z bywalcami. Niektórzy żyją krótko, jak motyle, inni zaś jakby posiedli sekret długowieczności. Są kawiarnie, które dzięki przypadkowemu towarzystwu – jak kwiat paproci rozkwitają tylko w jeden niezapomniany wieczór, są takie, które odkrywamy sami zwiedzeni odgłosami czy chwilowym kaprysem, są też „pewniaki” – gdzie niemal zawsze czeka nas przygoda.
    Jestem przekonany, że korzystając z tego mini przewodnika każdy znajdzie coś dla siebie i wyjedzie z Krakowa nie tylko ze wspomnieniami dotyczącymi zwiedzania zabytków, ale też beztroskich szalonych i upojnych nocy. Oczywiście nie namawiam nikogo do spożywania wyskokowych napojów – wszak wielu z nas potrafi świetnie bawić się bez procentów, a barmani coraz częściej mają w ofercie znakomite drinki zero.
    Nie ukrywam jednak, że szalone krakowskie wieczory są kosztowne i chcąc bilansować wyjazd oszczędzam nieco na noclegach korzystając z oferty domów studenckich. Mój ulubiony Fafik bije na głowę wszystkie hotele, a nawet hostele swoją ofertą. Nocleg w osobnym pokoju o podstawowym standardzie kosztuje tam jedynie 35 zł. Brawo dla tej ceny! Stolica Małopolski oferuje nie tylko pełen życia nocny krajobraz, ale również różnorodne możliwości znalezienia korzystnych i nietypowych miejsc na nocleg.

    Więcej o podróżach znajdziecie tutaj.

    Cafe Szafe 1, fot. Przemysław Krajewski
    Cafe Szafe 1, fot. Przemysław Krajewski
    Cafe Szafe 2, fot. Przemysław Krajewski
    Cafe Szafe 2, fot. Przemysław Krajewski
    Hevre, fot. Przemysław Krajewski
    Hevre, fot. Przemysław Krajewski
    Piwnica pod Baanami, fot. Przemysław Krajewski
    Piwnica pod Baanami, fot. Przemysław Krajewski
    Vis-à-vis, fot. Przemysław Krajewski
    Vis-à-vis, fot. Przemysław Krajewski

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY