Lady Gaga, Madonna, Fergie i Beyonce ubierają się w Sopocie

Katarzyna Konieczka ubiera gwiazdy - Madonna, Lady Gaga czy Beyonce

Lady Gaga, Madonna, Fergie i Beyonce ubierają się w Sopocie
Fot. Sylwia Makris

Katarzyna Konieczka – kostiumografka z Mask Singer, wizjonerka i projektantka mody, caryca odzieżowej awangardy. Uznana przez CNN za jedną z dziesięciu najbardziej obiecujących projektantek mody przyszłości. Elektryzuje i prowokuje także w rozmowie.

Przemysław Krajewski: Jesteś artystką. To rodzinna tradycja?

Katarzyna Konieczka: Mój ojciec mógł być artystą fotografem, tak prawdę nim był. Mieszkaliśmy w bloku na gdańskiej Żabiance, miał tam ciemnię w pomieszczeniu po zlikwidowanym zsypie i tam wywoływał zdjęcia, a fotografował namiętnie. Miał też okazałą kolekcję aparatów, rysował, ale gdy był młody lubiano męczyć mężczyzn głupimi uwagami, zwłaszcza seniorzy rodów w tym celowali. Wybór był ograniczony: wojsko, medycyna, ewentualnie prawo...

Co wybrał?

Prawo. Ja też zdawałam na prawo.

(Śmiech).

Byłam bardzo pewna siebie, ale zabrakło mi chyba trzynaście punktów. Ja kompletnie nie umiem przegrywać...Lubię postawić na swoim, na przykład miałam kiedyś taką sytuację z Beyonce: styliści napisali mi w mailu, że za parę dni ma być gotowe. Ja na to: Chyba pomyliliście daty. Odpisali, że może tym razem się nie uda, ale bądźmy w kontakcie i mnóstwo takich tam uprzejmości. To nie jest już moment, w którym ja będę po prostu rzucała wszystko i biegła. Chyba sobie to przemyśleli i nasza następna rozmowa wyglądała już zupełnie inaczej.

Jesteś gwiazdą wobec stylistów gwiazd...

No coś ty?! Jakaś laska z Europy Wschodniej? Oni są gotowi myśleć, że jak przyjdzie paczka z Polski, to będzie opisana cyrylicą.

Lady Gaga. Podobno współpraca też była trudna.

Współpracowałam z nią wielokrotnie i to nie zawsze wychodziło tak idealnie jakbym chciała. W pewnym momencie ukazał się teledysk za bardzo inspirowany moimi projektami, które mieli w tym teledysku użyć. Zrobili sobie odpowiedniki moich maszynek z masy plastycznej. To nie był dla nich problem, bo przecież posiadali je na miejscu, w rękach, a nie na zdjęciach z internetu, ponieważ na etapie planowania teledysku pokazałam im zdjęcia moich nowości, a oni byli zachwyceni. Wysłałam je im odpowiednio wcześniej i mieli na to czas. Byłam trochę rozżalona, dałam temu upust w internecie. Ba! Nawet opublikowałam korespondencję z teamem Gagi. Temat podchwyciły polsatowskie „Informacje” wprost atakując artystkę, że jest za to odpowiedzialna. Nie wchodząc w szczegóły, fani Lady Gaga w Polsce oszaleli z wściekłości, natomiast fanpage artystki posilił się na wnikliwą analizą korespondencji między mną a jej ludźmi, wziął pod lupę daty i same projekty, moje i z teledysku i przyznali mi rację. Dla mnie to było ważne, taka bezstronna (no prawie, w końcu to jej fanpage) analiza. Jednak echa tej sprawy do dziś się za mną ciągną. W świecie rozeszło się że jestem popie...ona, dlatego zawsze wysyłają mi papier, że mam nie kłapać jęzorem! Niedawno stylistka jednej z topowych, zagranicznych gwiazd wysłała mi do podpisania taki długi prawniczy dokument o nieudzielaniu informacji. Nie mogę więc podać szczegółów, ale to będzie wielkie wow! Jubileusz bardzo, bardzo znanej gwiazdy światowego formatu.

Byłaś kiedykolwiek w Stanach Zjednoczonych?

Wyobraź sobie, że nie.

Twoje prace można zobaczyć w Nowym Yorku, pracujesz dla Hollywood, ale nigdy tam nie byłaś osobiście?

Naprawdę, dzisiaj to kompletnie nie ma znaczenia. Mieszkam w Sopocie od dzieciństwa i tutaj pracuję, mimo tego, że dwukrotnie przegrałam tutaj przetarg na pracownię (wiesz, że nienawidzę przegrywać). Próbowałam w Londynie posiedzieć, ale dla mnie to nie jest fajne, nie czułam się tam dobrze.

Twoja kariera zaczęła się od...?

Od dzieciństwa. Oczywiście interesowały mnie księżniczki, a księżniczka może być tylko jedna. Pamiętam do dzisiaj, jak siostra wpadła do mojego pokoju, żaląc się: Anka (koleżanka z klasy) znowu ma nowe ciuchy. Wiedziała, jak mnie podejść, mimo że czasem się nienawidziłyśmy, jak to bywa z rodzeństwem. Kiedy mi o tej Ance powiedziała, to ja od razu: Mów, co chcesz pożyczyć! Potrafiłam nawet buty sama zrobić. Później ubierałam ludzi na imprezy. Potrafię tak wystylizować dojrzałą kobietę, że wygląda na trzydzieści lat młodszą. To jest naprawdę fascynujące doświadczenie wykreować królową balu!

Zdecydowałaś się na Międzynarodową Szkoły Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie, bo...?

Kiedy zadzwoniłam pierwszy raz do szkoły, rozmawiałam z panią dyrektor trochę tak, jak rozmawia allegrowicz, telefonując do sprzedawcy. Wypytywałam o wszystko. Między innymi: A dlaczego szkoła nie ma w portfolio żadnych nagród? Nasza szkoła jest nowa i to nam będzie zależało, żeby promować absolwentów, chcemy mieć w portfolio najważniejsze nagrody – usłyszałam. Wtedy zdecydowałam, że to jest szkoła dla mnie.

Jakie były twoje pierwsze prace?

Moje pierwsze prace miały charakter zdecydowanie lżejszy niż teraz, bardziej kabaretowy, jednak już pierwsza kolekcja nazywała się Cela i były tam na przykład buty druciane, nie do chodzenia, tylko do leżenia... Po ukończeniu szkoły pani dyrektor zadzwoniła do mnie i powiedziała: Pani Kasiu, przecież jest Złota Nitka, a pani tam jeszcze nie ma! Wysłałam więc swoją kandydaturę. Oczywiście potem byłam wściekła i obrażona, bo nie wygrałam głównej nagrody. Wtedy, w 2009 roku, było to bodajże dwadzieścia tysięcy. Są jednak rzecz ważniejsze niż pieniądze. Jak się okazało, byli tam ludzie z brytyjskiego Vogue'a, którzy robili wówczas takie tournée po Europie Wschodniej i w geście protestu przeciw werdyktowi jurorów, przyznali mi indywidualną nagrodę. Później pojawiła się na stronach Vouge’a bardzo, bardzo pozytywna recenzja mojej kolekcji Mascarade. Mascarade to by taki bal u Wolanda z Mistrza i Małgorzaty. Była tam baletnica, która miała takie czarne ręce od smaru, czarne oko z czarną dziurą, były jakieś mroczne postacie niby ze snu, niby cyrku. W Vouge nazwano moją kolekcję „dark teatr”. Dla mnie to było naprawę super – czytać o sobie. Do dzisiaj pamiętam, jak natrafiłam na zdjęcia z mojej kolekcji na portalu branżowym dla fotografów i znalazłam pod nimi mnóstwo komentarzy. Na przykład taki „od razu widać, że Konieczka”. To pieściło moje ego.

Dzisiaj twoje projekty są znane w najodleglejszych częściach świata. To ma także swoje minusy. Podrabiają je na przykład w Indonezji...

Rozpoznaję plagiaty nie tylko dlatego, że wyglądają podobnie. Do swoich projektów często opracowuję unikalne metody tworzenia konstrukcji. One by się nie utrzymały, gdyby były pomyślane w inny sposób. Faktycznie odnalazłam kopie, między innymi w Indonezji. Nie trzeba jednak daleko szukać. W Polsce jest taka pani, która zbudowała sobie całą, że tak powiem karierę, przysposabiając moją estetykę i kopiując wszystko do tego stopnia, że jestem po prostu z nią mylona. Ludzie oznaczają mnie pod jej pracami i odwrotnie. To mi trochę uprzykrza życie...Prawdopodobnie, gdyby miała swój własny styl i pomysł na siebie to odniosłaby sukces, bo jest pracowita. Natomiast jak postanowiła zagrać moją artystyczną siostrę bliźniaczkę to ja już byłam u szczytu. Moje projekty to był pewniak i nie mówimy tu o projektowaniu „Małej czarnej”, ale o bardzo wyróżniającym się, mrocznym stylu.

Projektowałaś między innymi słynne gorsety Dody. Powiedz, jak pracuje się tobie z krajowymi gwiazdami?

Konstruktywnie. Bardzo dobrze też pracuje mi się z Nergalem. Uwielbiam szyć dla Małgorzaty Rozenek-Majdan. Ta kobieta ogarnia tyle rzeczy: trójka dzieci, firma odzieżowa, angażuje się społecznie. Ona nie zadaje pierdołowatych pytań. Jak się raz dogadałyśmy, to wszystko działa. Ja jestem nastawiona właśnie na taką współpracę. Przygotowuję także kreacje na Halloween dla jej rodziny. W tym roku na Pudelku napisali tylko” Najbardziej pracochłonne przebrania”. Mało. Przy złotym gorsecie to się działo! Ludzie się rzucili do gardeł. To mnie tak zaczęło bawić! Hejtujący na Facebooku jakby nie mieli świadomości, że widać ich własny profil, ich prywatne zdjęcia. Pani Bożenka w kiepskim programie graficznym wsadzona w zachód słońca i kwiaty pisze pod moim projektem „ale kicz”, albo pani Bogusława w różowym komplecie (takim strasznym) pisze, że „nigdy by czegoś takiego nie włożyła”. I wtedy mówię: Wow! Super!!! I zaraz robię screen, i rozsyłam znajomym.

Twoja kolekcja Necromantic z 2011 roku elektryzuje do dzisiaj. Elektryzuje w sensie niemal dosłownym. Na Twoim profilowym masz zdjęcie z tego pokazu. Czytałem takie komentarze "Teraz już wiem, co się stało z drutem kolczastym z mojej działki” lub po prostu „horror”. Faktycznie są to projekty rodem z horroru?

Necromantic? Nie pamiętam już czy to był horror, czy film pornograficzny...

Tkaniny imitujące ludzką skórę, gorsety ortopedyczne, metalowe konstrukcje przywodzą na myśli naprawdę mroczne inspiracje. Chodzi mi o to, czy te zainteresowania są stricte fikcyjne. Czy szukałaś w życiu takich mrocznych, ryzykownych sytuacji?

To jest taki rodzaj ciekawości, wiedzy, która moim zdaniem pomaga w życiu. Jeżeli ktoś rozumie, jak działają schematy, to jeżeli się trafi na kogoś szalonego... Po prostu masz wiedzę, jak się zachować.

Może inspiracją są narkotyczne wizje?

(Śmiech).

Ostatnio powiedziałam komuś podczas telekonferencji: Chłopie, powinieneś więcej ćpać...

Ćpasz?

Dużo osób w relacjach korporacyjnych jest tak usztywnionych… ja naprawdę nie zawsze pasuję do tego. Ktoś może czasem pomyśleć o mnie: Kobieto, co ty ćpasz? Nie, nie. To nie dla mnie. Naprawdę nie muszę tego robić.

Na TikToku zdradzasz nieco arkana swojej pracy. Oglądałem filmik, na którym malujesz firanki i powstaje z tego naprawdę niesamowita, ażurowa kreacja.

Od dawna marzyłam, żeby ogarnąć TikToka. Myślałam sobie: mam 40 lat, muszę chyba iść na korki do jakiejś dwunastolatki. Ja myślałam, że jestem już jakimś czerstwym waflem, że nie jestem w stanie wygenerować fajności. Czasem na sesji zdjęciowej jak walnę jakimś tekstem, to czuje się jak mój stary przy kasie w Lidlu. Na takie żarty pani się uśmiecha, bo klient przecież zaraz pójdzie do kierownika i złoży skargę, albo napisze na stronie Lidla “bezczelna baba za kasą”. Więc pani się uśmiecha, chociaż myśli: ale czerstwe żarty. Myślałam, że jestem już taka czerstwa jak wujek z wesela. Okazało się, że tak nie jest. Udało mi się ogarnąć chyba w dwa tygodnie piętnaście tysięcy followersów. Jak przyszłam do programu Mask Singer, przekierowałam tam dużo swoich treści i z ich pomocą robiłam virale. Mówiłam: Chodźcie na 5 minut, zrobię wam sto tysięcy wejść. Poszło w miliony. Taka to jest dynamika. Kiedy wracam na Facebook, to jakbym na cmentarz poszła. Po prostu nic się nie dzieje.

Wspomniałaś o pani z Lidla. Ty też miałaś epizod w stylu kobieta za ladą, a konkretniej –  kobieta za barem.

Och, nie…To było coś tak nieistotnego. Ja nawet nie wiem, czemu to puściłam przez autoryzację. Przez nieuwagę. To krótka historia. Raz w życiu stanęłam za barem - jeden jedyny raz, jeszcze przed szkołą kostiumografii. Przyszedł taki typ, zamówił jedno piwo. Ja cała w nerwach nalewałam mu to piwo do plastikowego kubka. On się tak na to patrzył, patrzył i wreszcie wycedził przez zęby: Do czego k.…a to piwo lejesz? Rozumiesz – do młodej dziewczyny, za te swoje grosiki. Na szczęście moja koleżanka była obok. Nalała mu to piwo do pokala, przeprosiła. Ja to sobie zapamiętałam i zawsze, podkreślam – zawsze w sklepie, czy w usługach staram się być najmilsza, jak tylko potrafię. Nawet jak dzwonię z reklamacją, to jestem bardzo cierpliwa.

Każdy, kto wpisze Katarzyna Konieczka w wyszukiwarkę znajdzie wiele inspiracji. Nie jesteś tym wszystkim już zmęczona? Nie chciałabyś spocząć na laurach?

Kiedy szłam do szkoły, to prostu chciałam stroić ludzi. To mi sprawia radość. Wystarczy zajrzeć na przykład na https://www.instagram.com/konieczkacostumes/.  Można się przekonać, jak niezmiennie mnie to uwodzi: ubrać kogoś tak, żeby wszystkim opadły szczeny.

Fergie (Blacked Eyed Peas)
Fot. Agata Grymuza
Fot. Anna Kryża
Fot. Danielle Duella i Iango Henzi. Model Natasha Poly
Fot. Elizaveta Porodina
Fot. Maciej Boryna
Fot. Sylwia Makris
Fot. Sylwia Makris Vogue Italia
Fot. Sylwia Makris
Fot. Sylwia Makris