Więcej...

    Lazurowy Balaton. Przepis na udane wakacje

    Balaton stanowi świetną alternatywę dla naszego morza, włoskich jezior, a nawet śródziemnomorskich wybrzeży.

    ***

    Nie wiedziałem, że Balaton ma taki fantastyczny kolor, dopóki nie zobaczyłem tego na własne oczy! Jak tylko wzejdzie słońce (a latem jest tutaj go dużo) mieni się lazurowymi odcieniami. To jest bardzo fotogeniczne! Wybaczcie ilość wykrzykników, ale ten wyjazd był naprawdę wow!

    Planując podróż, nie do doszacowałem atrakcyjności tego miejsca. Spodziewałem się zwykłego jeziora jak na Mazurach tylko większego – a tymczasem znaleźliśmy krajobrazy i kolory, które kojarzyły nam się ze Śródziemnomorza, a nawet nieco bardziej odległymi podróżami. Wrażeń estetycznych dopełnił ciepły, umiarkowanie oceaniczny klimat. Krajobraz, widowiskowe zachody słońca, koncerty cykad, czyste i trawiaste nabrzeże, jasny i niemal plażowy piasek, słodka woda uzupełnia bogata oferta turystyczna, która zadowoli każdego nawet najbardziej wybrednych turystów.

    Oprócz dwójki dzieci towarzyszyła mi moja teściowa, dla której wyjazd był wspomnieniem niegdysiejszego pobytu nad „węgierskim jeziorem”. W czasach PRL- był to synonim luksusu. Mimo, że zazwyczaj podróżuję dość ekonomicznie, tym razem zdecydowałem się zasmakować luksusu i wybrałem oferty z górnej półki. Między innymi dlatego, że inflacja i inne negatywne zjawiska towarzyszące aktualnie turystyce spowodowały rozchwianie cen, co przy stabilności działań obiektów sieciowych cztero- lub pięciogwiazdkowych, wskazuje na idealny czas, żeby posmakować luksusu, zanim stanie się droższy.

    ***

    W ogóle tak naprawdę wybraliśmy ten Balaton trochę z przekory. Znajduje się on relatywnie blisko Chorwacji (którą w tym roku postanowiliśmy omijać szerokim łukiem). Planowaliśmy alternatywnie Czarnogórę, ale ostatecznie przekonały nas udogodnienia komunikacyjne w podróży na Węgry, ilość połączeń lotniczych, kolejowych i wygoda. Szukaliśmy spokoju, komfortu, piękna krajobrazu i… atrakcji dla dzieci. Postanowiliśmy nocować naprzeciw półwyspu Tihany w niewielkiej miejscowości Szántód. Można się tam dostać z Polski już w kilka godzin.

    Do centrum Budapesztu dotarliśmy z Warszawy w cztery godziny łącznie z transferami lotniskowymi. Po zwiedzaniu stolicy (a zapewniam – jest co oglądać) i chwilowym odpoczynku w miejskim parku udaliśmy się metrem na dworzec południowy, gdzie wsiedliśmy do pociągu Balaton Expres. W niecałe dwie godziny dotarliśmy do stacji docelowej w Szántód. Rodzinny bilet kosztował nas tylko kilkanaście złotych za całą czteroosobową grupę.

    Wysiadając na lokalnej stacji kolejowej znajdujemy się już od razu bezpośrednio nad jeziorem i po krótkim spacerze doszliśmy do malowniczej przystani (którą widzicie na tytułowym zdjęciu), z której kursuje wahadłowo prom na drugą stronę jeziora. Tym, co zaważyło o naszej decyzji, jest bez wątpienia możliwość korzystania z nowo wybudowanego rodzinnego centrum rozrywki, które jest ogólnodostępnym elementem znacznej inwestycji szwajcarskiego pięciogwiazdkowego hotelu.

    ***

    To był strzał w dziesiątkę! Dzieciaki naprawdę doceniły Aquapark i jego niespodzianki, a najbardziej wiadro, do którego… sikała papuga. Tak! Na szczycie konstrukcji znajdowała się papuga, z której dolnej części spływała woda do ogromnego wiadra. Fizyki nie oszukasz – wypełnione wiano przechylało się w końcu na jedną stronę i… chlust! Kaskada wody z hukiem spływała w dół. Hubert to uwielbiał! Stawał pod tym wiadrem i czekał na zimny prysznic. To wszystko działo się pod czujnym okiem ratownika, a przestrzeń między basenami była wyłożona miękkim, bezpiecznym i antypoślizgowym tartanem, więc wszystko było bardzo bezpieczne. Strefa basenów przylegała do parku zabaw. Można tam między innymi podróżować wehikułem zawieszonym pod dachem – jeśli starczy nam… siły, albowiem pojazd jest napędzany pedałami.

    Ulubioną zabawą Olgi I Huberta był laserowy pokój, w którym przeżywali przygody rodem z sensacyjnych filmów, gimnastykując się, skacząc i czołgając starali się omijać wiązki świateł laserów w drodze do wyznaczonych celów. Świetnie też się nam strzelało z armatek na piankowe piłeczki w zaaranżowanym miasteczku Dzikiego Zachodu.

    ***

    Wróćmy jednak nad samo jezioro – jest imponujące i oferuje naprawdę wiele atrakcji. Na północnym brzegu znajduje się najstarsze średniowieczne miasto w regionie – Tihany, którego symbolem jest barokowe opactwo, zbudowane na szczycie starego średniowiecznego zamku oraz oryginalny klasztor benedyktynów. Na przeciwległym brzegu nieopodal miejscowości Keszthely, znajdziemy jeden z najpotężniejszych zamków na Węgrzech – Szigligeti vár. Stąd już niedaleko do małego miasteczka Tapolca, gdzie możemy zwiedzić trzy kilometry przejść w podziemnych formacjach krasowych, płynąc po wodzie we wnętrzu jaskiń. Nieopodal w Keszthely znajdziemy bogato zdobiony barokowy pałac z XVIII-XIX wieku, a w pobliskim Hévíz wody termalne i pamiątki dawnej obecność starożytnych Rzymian. Jak widać już oni doceniali walory turystyczne tych okolic.

    Balaton to coś znacznie więcej niż choćby najbardziej luksusowa infrastruktura turystyczna, relaks i zwiedzanie. Wiele już widziałem zachodów słońca, ale takiego jak tutaj – jeszcze nie. Wieczorne dźwięki cykad, nieruchoma tafla wody i czerwona kula słońca chowająca się za grzbietami wzgórz… Niewątpliwą zaletą Sznatód jest pejzaż, jaki tworzy widok na wzgórza przeciwległego brzegu półwyspu Tihany.

    Na udany wyjazd składają się nie tylko naturalne uwarunkowania i infrastruktura turystyczna, ale także dobra kuchnia i tutaj mamy do dyspozycji naprawdę wiele: od miejscowych barów, w których zjemy tani posiłek, do luksusowych restauracji. My zostaliśmy zaproszeni do jednej z nich przez austriackiego gospodarza i jedliśmy tam dania… kuchni orientalnej. Muszę się wam zwierzyć z pewnego sekretu dotyczącego gustów kulinarnych. Owszem, wyszukane dania, eksperymenty, smaki i smaczki są cenne, ale prawdziwą „creme de la crème” często jest najprostsza potrawa.

    ***

    O węgierskiej specyfice kulinarnej zaświadczały (ku mojemu zaskoczeniu) ceny papryki w Central Market Hall. Byłem zdumiony, że w paprykowej ojczyźnie warzywo to jest jeszcze droższe niż u nas w Polsce – przecież tam się je uprawia w ogromnych ilościach. Skąd ta różnica w cenie? Okazało się, że Madziarzy bardzo chętnie eksportują tę tańszą paprykę, a sami zostawiają dla siebie: najlepszą, najsmaczniejszą i najdroższą. Może dlatego mają znacznie więcej restauracji z gwiazdkami Michelin niż u nas. Kwestia jakości kunsztu kulinarnego i pewnej kultury obsługi pojawi się w tekście na temat Budapesztu.

    Chciałbym jedynie zaprosić was na kulinarną przygodę, jaką jest próbowanie lokalnych produktów, zwłaszcza masarskich. Tym, co oszołomiło moje kubki smakowe i było dla mnie prawdziwym szokiem kulinarnym (pisząc to przełykam ślinkę) i cudem gastronomicznym, objawieniem tego wyjazdu była… regionalna kiełbasa. Tak, zwykła kiełbasa przyrządzana przez lokalnego mistrza kiełbasianego, którym mieszkał po drugiej stronie wody. Idealnie krucha i chrupiąca skórka, szlachetny mięsny miąższ nasączony paprykową esencją. Nikt tutaj na niczym nie oszczędzał i gdyby podano mi obok jakąkolwiek wykwintną potrawę – ja i tak wybrałbym tę kiełbaskę. Myślę, że w moim życiu nie zjem już lepszej. Nie spodziewałem się, że tak trywialny produkt może mieć taki wykwintny, głęboki i wielowątkowy smak. Będąc nad Balatonem, pytajcie się o produkty regionalne, zwłaszcza kiełbasy, o których można by pisać w nieskończoność, samych rodzajów i ich nazw jest naprawdę sporo.

    ***

    Syci i szukający rozrywki miłośnicy imprez do białego rana także nie będą rozczarowani. Jest tutaj sporo dyskotek w pobliżu ogromnych kempingów, pełnych ludzi (dlatego wybór miejsca noclegu i miejscowości, w której będziemy przebywać jest kluczowy). Każdy znajdzie tu coś dla siebie, ale też i przypadkiem może znaleźć coś zupełnie nie dla siebie (nie każdy chce mieć regularną imprezę za ścianą), dlatego analizujmy dokładnie miejsce docelowe. Czy chcemy przebywać w oazie spokoju (wtedy wybieramy hotel, ośrodek wczasowy, resort, kompleks apartamentów) czy też jedziemy się bawić na przykład na kampingu. Jeśli pomylimy te sprawy – możemy wrócić rozczarowani. My wybraliśmy nowy obiekt o wysokim standardzie, ktoś inny czułby się w nim skrępowany i wybrałby np. kemping w Siófok.

    Polecając Wam Balaton, trudno jest mi napisać jednoznacznie co stanowi o genius loci tego miejsca. Jest to połączenie egzotyki i czegoś bardzo swojskiego, luksusu z sielskością, piękna krajobrazu i pewnej prostoty – wszystko to jest ujmujące, ale kiedy w drodze powrotnej zastanawialiśmy się, co sprawiło, że czuliśmy się tam tak dobrze, wymienialiśmy opisane powyżej elementy wyjazdu, konkludując, że nie wyczerpaliśmy tematu. Gdybyśmy mogli, to wisielibyśmy w pięknym Vac nad górzym brzegiem Dunaju i ruszyli w z powrotem, nad Balaton, wsiadając do byle jakiego pociągu, ściskając w ręku zielony kamyk…

    ***

    Dzieci ciągle wspominają ten wyjazd, zwłaszcza dzikie harce w basenach i family parku. Nie żałujemy wydanych pieniędzy – mimo iż często podróżujemy ekonomicznie, to jednak muszę stwierdzić, że dzieci także zasługują na odrobinę luksusu. O czym przypominają nam przywiezione z podróży zdjęcia z roześmianymi buziami.

    Z Warszawy do Budapesztu odjeżdżają dwa pociągi Intercity – dzienny i nocny. Z Wrocławia, Zielonej Góry i Opola odjeżdża austriacki NigtJet Metropol – wybraliśmy go w drodze powrotnej i to był świetny wybór (kupując cztery bilety klasy drugiej, otrzymaliśmy do dyspozycji cały przedział… klasy pierwszej). Na Węgry możemy dolecieć także dwoma tanimi liniami i naszym krajowym przewoźnikiem LOT, w czasie niewiele dłuższym niż godzinę z kilku lotnisk w Polsce. Z kraju odjeżdżają też autokary bezpośrednio nad Balaton, ale ten rodzaj podróży odradzamy jako najmniej komfortową.

    Zapraszamy nad Balaton. Naprawdę warto!

    Poniżej znajdziecie wcześniejsze artykuły, które być może Was zainspirują:
    1. tutaj.
    2. tutaj.

     

    Więcej o podróżach znajdziecie tutaj.

    Creme de la crème- kiełbaski-), fot. Przemysław Krajewski
    Creme de la crème- kiełbaski-), fot. Przemysław Krajewski
    Lazurowy Balaton, fot. Przemysław Krajewski
    Lazurowy Balaton, fot. Przemysław Krajewski
    Powitanie w hotelu, fot. Przemysław Krajewski
    Powitanie w hotelu, fot. Przemysław Krajewski
    Szántód Familypark, fot. Przemysława Krajewski
    Szántód Familypark, fot. Przemysława Krajewski

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY