W Polsce przywitali nas znakiem Victorii...

W Polsce przywitali nas znakiem Victorii...

Możesz zostać aresztowany nawet za skarpetki, jeśli mają one kolor biało-czerwony. Można pójść do więzienia za kolor ubrania… W naszym kraju bili nas pałkami, a w Polsce przywitali nas znakiem Victorii… Rozmowa z emigrantami Białorusi: Viktorem Boldinem, Heleną Boldiną i Olgą.

Czy na pewno chcecie wystąpić pod własnym imieniem i nazwiskiem? Nie obawiacie się zemsty białoruskich tajnych służb?

Helena Boldina: Na ten moment możemy. Otrzymaliśmy w Warszawie zapewnienie o politycznej ochronie. Czujemy się bezpiecznie. Możemy rozmawiać pod własnym nazwiskiem.

Olga: Wolałabym zachować anonimowość z uwagi na bezpieczeństwo mojej mamy, którą zostawiłam w kraju.

Jaka jest obecnie sytuacja na Białorusi?

Viktor Boldin: Uważam, że aktualnie na Białorusi jest sytuacja podobna do Polski w grudniu 1981 roku, kiedy wprowadzono stan wojenny. Wypłaty padły. Ceny rosną każdego dnia. Ludzie są zastraszeni. Niezależni dziennikarze siedzą w więzieniach, niezależne organizacje są pozamykane. Ludzie boją się protestować. Protestują w kuchni, we własnym domu, kiedy nikt nie widzi. Dużo, bardzo dużo osób wyjeżdża lub myśli o wyjeździe.

Olga: Ludzie są po prostu zastraszeni i biedni. Jestem w kontakcie z przyjaciółką, wraz z mężem mają dość wysoki status materialny, mają między innymi duży dom i obawiają się, że państwo im po prostu ten dom zabierze albo obłoży ich horrendalnie wysokim podatkiem i stracą wszystko. W pośpiechu chcą sprzedać nieruchomość, ale nikt jej nie chce kupić. Ludzie niechętnie wydają pieniądze, spodziewając się najgorszego. Nie mówię tutaj o dysydentach, protestujących, tylko o zwyczajnych ludziach. Każdy, kto może, stara się wyjechać jak najdalej od miasta, na wieś i przeczekać ten ciężki czas. Represje się nasilają do absurdu. Moja znajoma została zwolniona z pracy za lajka na Facebooku. Możesz pójść do więzienia za proste słowa, na przykład powiesz coś wśród gości na imprezie w swojej własnej kuchni i jutro zapukają do twoich drzwi umundurowani funkcjonariusze. Możesz zostać aresztowany nawet za skarpetki, jeśli mają one kolor biało-czerwony. Można pójść do więzienia za kolor ubrania…

Proszę mi powiedzieć, jak udało Wam się dotrzeć do Polski. Czy wasz wyjazd był zaplanowany?

Helena Boldina: To nie było zaplanowane. Wyjechaliśmy zaraz po otrzymaniu wizy humanitarnej. Wcześniej braliśmy udział w protestach na Białorusi, byliśmy niezależnymi obserwatorami podczas wyborów, pracowaliśmy w sztabie kandydata na prezydenta Wiktora Babaryka, który teraz przebywa w więzieniu. 25 marca, kiedy opozycja świętowała Święto Niepodległości, do naszych drzwi zapukali funkcjonariusze i zaczęło się przeszukiwanie naszego domu. KGB zabrała wszystkie nasze telefony, komputery, przejrzeli każdą kartkę w książkach…

Viktor Boldin:Zabrali mnie na przesłuchanie. Trwało cztery godziny. Zaproponowali mi współpracę. Po prostu, żebym został ich agentem. Postanowiłem grać na zwłokę, postawili mi ultimatum, ale wypuścili mnie. Od razu wiedzieliśmy, że trzeba uciekać. Zwróciliśmy się do konsula i otrzymaliśmy wizę humanitarną. Przez kilka dni ukrywaliśmy się w Mohylewie (miasto na Białorusi, nad Dnieprem, blisko granicy z Rosją – przyp. red.). Nie jest tak łatwo wyjechać z Białorusi… Granica lądowa z Polską jest aktualnie zamknięta, pozostaje jedynie droga lotnicza, zarezerwowana dla wyjazdów służbowych. Trzeba było kombinować… Jechaliśmy naokoło. Najpierw przez Rosję, co też było trudne, bo w zasadzie granice Rosji również pozostają również zamknięte ze względu na COVID. Oficjalnie, bo w bazie Federalnej Rosji byliśmy jako osoby chore, które jadą na pilne leczenie. Dzięki temu udało się przejechać przez Rosję. Dalej podążaliśmy przez Ukrainę. I dopiero z Ukrainy dojechaliśmy do Polski, do Gdańska.

Wszyscy z niepokojem obserwujemy eskalację problemów na granicy polsko-białoruskiej. Co o tej sytuacji myślą sami Białorusini?

Viktor Boldin: To może kontrowersyjne, ale ja i moi znajomi uważamy, że polskie służby działają bardzo profesjonalnie, strzegąc granicy. To po pierwsze. Po drugie, Łukaszenka parł mocno do przodu, ale teraz zwyczajnie dostał po zębach. Stanowcza reakcja dała mu do myślenia. Zarówno Łukaszenka, jak i Putin uznają jedynie argumenty siły. Po trzecie, jest to akt desperacji. Przywództwo naszego kraju znajduje się pod ogromną presją polityczną i ekonomiczną. Ja uważam, że na dłuższą metę nie dadzą rady właśnie pod względem ekonomicznym.

Helena Boldina: Kiedy przejeżdżaliśmy przez granicę na Ukrainie i w Polsce funkcjonariusze służb granicznych pytali nas, dlaczego jeden człowiek u nas rządzi tak długo. Dwadzieścia siedem lat. Odpowiadałam, że właśnie ta sytuacja na granicy polsko-ukraińskiej pokazała wszystkim, jak trudno jest u nas w kraju cokolwiek zmienić. Jak łatwo służbom przychodzi wykorzystywać ludzkie losy, nie mając żadnego względu na wartości humanitarne, żadnego względu dla kobiet i dzieci. Zmuszają ludzi do płaczu, tylko po to, by grali w ich grę. To dotyczy także, a nawet przede wszystkim, własnych obywateli. My osobiście od dawna pomagaliśmy organizować finansowanie pewnej organizacji na rzecz chorych dzieci na Białorusi. Po dwóch nieprzyjemnych wizytach KGB u koordynatorki pomocy dla dzieci, musieliśmy odejść, aby nie stwarzano tej organizacji problemów. Polityka, brutalność służb wkracza także tam, gdzie chorują dzieci białoruskie…

Olga: Odpowiem własnym przykładem. Bardzo bym chciała odwiedzić moją mamę w kraju. Nie wiem, czy to się uda, obawiam się, że reżim mi nie pozwoli albo że na miejscu spotkają mnie represje. Jeżeli ja, Białorusinka, nie mogę legalnie wrócić do mojej ojczyzny, to jak mam tam się dostać?! Może naprawdę jest to możliwe już tylko naokoło, przez Turcję, razem z obywatelami na przykład Iraku?

Czy wiele nas różni jako sąsiadów pod względem politycznym. Dostrzegacie Państwo jakieś znaczne różnice mentalne, ekonomiczne? Co nam przeszkadza w dialogu między naszymi krajami?

Olga: Nie spotkałam się tutaj z żadną wrogością. Jesteśmy Słowianami, mamy podobny język. Nie widzę jakichś większych przeszkód w asymilacji. Oczywiście tutaj jest większość katolików, u nas prawosławnych. U nas nie ma na przykład religii w szkołach, tutaj jest. Potrawy mamy podobne, ale ich smak jest trochę inny. Tutaj wszystko jest takie pikantne! U nas przyprawia się łagodniej. Nawet obiady szkole wydawały się naszym dzieciom za ostre. Teraz się już przyzwyczaiły. (Śmiech).

Mieszkam w Gdańsku i paradoksalnie tutaj więcej ludzi rozmawia po białorusku niż na Białorusi! W naszym kraju dominuje teraz kultura i język rosyjski.

Viktor Boldin: Ważny też jest przykład ekonomiczny, jaki daje Polska. Trzydzieści lat wzrostu ekonomicznego to doskonały przykład dla innych krajów bloku postsowieckiego. My nie wykorzystaliśmy tej szansy.

Olga: Kiedy Łukaszenka został prezydentem, nasz kraj nie miał żadnych długów. Teraz zakłady pracy zapożyczają się, żeby mieć na wypłaty dla pracowników…

Helena Boldina: Nam się bardzo podoba polska kultura. Oglądaliśmy filmy Wajdy, ekranizację trylogii Sienkiewicza, słuchaliśmy polskiej muzyki.

Viktor Boldin:Właśnie, słuchaliśmy Maryli Rodowicz, „Czerwonych gitar”…

Olga: My z mężem także interesowaliśmy się polską kulturą, często odwiedzaliśmy Dom Polski na Białorusi. Mąż jest z pochodzenia Polakiem.

Jak się czujecie teraz w Polsce?

Viktor Boldin: Nareszcie możemy swobodnie oddychać. Czujemy się bezpiecznie i odpoczywamy. Kiedy przyjechaliśmy, miałem nadzieję, że za trzy miesiące wrócimy. Teraz to się wydaje coraz bardziej niemożliwe. Nie tracę jednak wiary i chciałabym dalej walczyć o wolną Białoruś. Jeśli byłaby możliwość organizowania wolnych wyborów, to wracam natychmiast!

Helena Boldina: Ja nie wiem, czy potrafiłabym wrócić. Czy nie wolałabym zostać tutaj… Chciałabym powiedzieć o czymś bardzo dla nas ważnym. Przyjeżdżając do Polski, czuliśmy się skrępowani i zastraszeni. Byliśmy zaskoczeni otwartością i powszechną życzliwością. Tutaj w Sopocie, na budynku Urzędu Miasta wisi flaga Białorusi i napis „Solidarni Z Białorusią”. Także na autobusach miejskich w Gdańsku widzieliśmy takie napisy i znak Victorii – dwa palce. Dla nas to bardzo ważny symbol.

Olga: W Polsce jestem od dwóch lat, właśnie rozpoczyna się trzeci rok mojego pobytu. Od początku wraz z mężem postawiliśmy na edukację. Ja rok po przyjeździe do Polski zostałam magistrem ekonomii, mąż jest inżynierem elektronikiem. Uczyliśmy się także języka polskiego i angielskiego, żeby lepiej się odnaleźć na rynku pracy. Dostaliśmy duże wsparcie od miasta, organizacji pozarządowych, od szkoły, w której uczą się nasze dzieci. Po przyjeździe rodzice koleżanek i kolegów ze szkoły naszych córek zorganizowali dla nas zbiórkę najpotrzebniejszych rzeczy. Jestem bardzo zadowolona z polskiej szkoły. Tutaj dziecko może powiedzieć nauczycielowi to, co naprawdę myśli. I jeśli pytają się nas teraz, czego najbardziej potrzebujemy, odpowiadam: historii. Teraz, kiedy materialnie, finansowo stanęliśmy na nogi, najbardziej potrzebujemy prawdy historycznej, bo u nas historia jest zakłamywana.

Dziękuję Państwu za rozmowę.

Pożegnaliśmy się znakiem Victorii. Podczas spotkania Viktor Bodin trzymał polską flagę. Ich białoruski biało-czerwono-biały sztandar skonfiskowało im KGB podczas przeszukania.

Rozmawiał Przemysław Krajewski

Podziękowania dla Svietlany Rosliakovej za pomoc w tłumaczeniu.