Polscy Romowie na salonach w Wenecji

Polscy Romowie na salonach w Wenecji
Fot. Daniel Rumiancew

Maria Eichhorn rozorała budynek, Francuzi zainscenizowali retro kawiarnię, a do jednego z pawilonów wchodziło się przez wielkie ucho. Felieton o Pawilonie Polskim w Wenecji.

Przyjemnie płynęło się słoneczną laguną w drodze z lotniska Marco Polo na wyspę. Stateczek był niemal pusty, niewielu turystów skorzystało z tej formy transportu lotniskowego, większość osób wybrało niewiele tańsze autokary. Podobnie jest z przemieszczaniem się po wyspie i ostatecznie także ze zwiedzaniem Biennale. Chodzenie utartym szlakiem bywa męczące i warto oddalić się od głównego nurtu. Wenecja bywa bardzo łaskawa dla indywidualistów!

Wysiadając na przystani Giardini, zaraz obok przycumowanych jachtów milionerów, można przez chwile poczuć się prawie jak jeden z ich właścicieli… Czar pryska już za chwilę, kiedy trzeba się ustawić w gigantycznej kolejce do kas. Wkrótce mój panamski kapelusz zwiędnął, a elegancka koszula stała się mokra. Brak jakiegokolwiek zadaszenia wystawiał wielonarodowy tłum odwiedzających na pastwę słońca. Kto jak kto, ale milionerzy na pewno nie stoją w kolejkach – pomyślałem, zanim wpadłem na pomysł, że przecież mogę kupić bilet przez telefon. Tak też zrobiłem, pocieszając się w myślach, że właściciele ogromnych jachtów (albo ich konsjerże) także kupują bilety online. Wkrótce przekroczyłem rajskie wrota Biennale i nogi same mnie poniosły do Pawilonu Polskiego. Rzeczony pawilon nie jest ultras, jak można by sądzić, ekspozycja ma charakter transnarodowy. Autorka – Małgorzata Mirga-Tas (Polka narodowości romskiej) inspirując się renesansowymi, astrologicznymi freskami z Palazzo Schifanoia w Ferrarze przedstawiła pracę „Przeczarowując świat”, składającą się z dwunastu wielkoformatowych tkanin. Górny pas ekspozycji obrazuje historię mitologicznej wędrówki i przybycia romskich społeczności do Europy. Na środkowy składają się postacie kobiet, osób ważnych dla autorki okraszone astrologiczną symboliką. Dolny pas przedstawia życie codzienne społeczności romskiej z Czarnej Góry i innych osiedli romskich na Podhalu i Spiszu.

Wielkie patchworkowe przedstawienie wypełnia ściany od podłogi do sufitu. Ma w sobie coś z marzenia sennego, wspomnienia z dzieciństwa, pokoju babci, wnętrza świątyni, monidła i pop-artu. Historyk sztuki, etnograf, a kto wie, czy nawet rozkapryszony filozof – wyszliby zadowoleni. Jest to dzieło uniwersalne i choć można je postrzegać na kilku poziomach wtajemniczenia. Może przemówić do każdego, niezależnie od stopnia przygotowania do odbioru sztuki – nawet do mnie…

Biennale to targowisko próżności, morze różności i ocean pieniędzy. Pawilony narodowe konkurują między sobą o uwagę widza. Wszyscy się starają: Maria Eichhorn rozorała budynek, Francuzi zainscenizowali retro kawiarnię, a do jednego z pawilonów wchodziło się przez wielkie ucho. Nie zawsze jest to uzasadnione, zrozumiałe i niosące istotne treści. Polski Pawilon przez swoją spójność, krystaliczność intencji był oazą odpoczynku na tle innych. Wiem – nie zostaliśmy wyróżnieni nagrodą, w tym roku Złotego Lwa dla najlepszego pawilonu narodowego otrzymała Sonia Boyce i jej multimedialna wystawa “Feeling Her Way” w Pawilonie Brytyjskim. Nie mniej Biennale to nie igrzyska i nas kraj zaprezentował się bardzo dobrze, podobnie jak wystawiony na poprzednim 58 Biennale „Lot” autorstwa Romana Stańczaka.

Dzisiaj Małgorzata Mirga-Tas jest bardzo zajętą osobą. Szykuje kolejną wystawę, a przecież jeszcze nie tak dawno eksponowano jej „Wyjście z Egiptu” w ramach RomaMoMA na węgierskim Off Biennale (wcześniej prezentowane w Galerii Arsenał w Białymstoku). Czekam na jej kolejną dużą wystawę w jednej z krajowych galerii. Mam nadzieję na godną oprawę i obsługę medialną. „Zachęta”, która organizuje Pawilon Polski, moim zdaniem wydaje się stawiać na ekskluzywizm, co niekoniecznie sprzyja poszerzaniu grona odbiorców sztuki współczesnej, choć z drugiej strony trzeba docenić trafny wybór w konkursie na kuratorski projekt polskiej wystawy.

Choć Romowie należą do największych europejskich mniejszości, pierwsza poświęcona im wystawa w historii Biennale odbywa się właśnie teraz w Pawilonie Polskim. W naszej tradycji malarskiej znajdziemy co prawda przedstawienia tej mniejszości na przykład u Henryka Siemiradzkiego („Cyganka” z 1877r.), czy Zygmunta Sidorowicza („Szatry cygańskie” z 1876r.), nie była to jednak rola pierwszoplanowa, a raczej widziana od zewnątrz. Praca Mirgi-Tas przeczarowała wnętrze pawilonu w imaginarium, fragment wewnętrznego świata romskiej kultury.

„The Milk of Dreams”, to tytuł tegorocznego biennale. Taki mleczny, świadomy sen, marzenie miałem wracając z wystawy towarzyszącej w Palazzo Contarini Polignac, gdzie koreański artysta Chun Kwang Young wystawiał swoje monumentalne instalacje wykonane z jubilerską precyzją z sześcianów morwowego papieru (ta wystawa mogłaby być tematem osobnego felietonu). Trafiłem tam przypadkowo, zabrany dosłownie z ulicy, nie okazując żadnego biletu wstępu i nie płacąc złamanego euro, zaproszony przez bardzo dobrze ubranego jegomościa z obsługi do wnętrza pałacu. W tych imponujących wnętrzach spędziłem niemal trzy godziny – podziwiając prace koreańskiego artysty i przy okazji sam pałac, ogród i wyjątkowy widok na Canal Grande. Później, wracając pomyślałem sobie… o polskich Romach ze szczepu Bergitka Roma. Wyobraziłem sobie, że w trochę lepszym świecie mógłbym powiedzieć przedstawicielom tej społeczności, jak bardzo byłem oczarowany przedstawieniem ich historii, doświadczeń, kultury. Na przykład  spotykając ich w  Palazzo Contarini Polignac, przy Canal Grande w Wenecji – jednego z najwspanialszych miast multikulturowej Europy.

W tej Europie kultur miło mi było dostrzec ludzi szukających miejsca z napisem Polonia i z przyjemnością patrzyłem na tłumy odwiedzające polską ekspozycję. Wydaje mi się, że podobnie czuliby się Romowie, gdyby zostali tam zaproszeni przez krajowego organizatora ekspozycji. Z pewnością składałoby się to dobrze z inkluzywnością  światowych galerii czy na przykład agencji PR i zespołu managerów organizujących wystawę w Palazzo Contarini Polignac. Niestety, nasz krajowy pawilon, mimo transnarodowej ekspozycji wewnątrz – moim zdaniem nadal jest atrakcyjnym, ale ekskluzywnym salonem o bardzo wąskim wejściu. Myślę, że gdybyśmy byli znacznie bardziej otwarci, Małgorzata Mirga-Tas mogłaby zakomunikować „Przeczarowując świat” jeszcze szerszemu gronu odbiorców. Korespondując z nią wyraziłem nadzieję, że rodzima społeczność jest zbudowana jej  dokonaniami. Artystka odpowiedziała, że Romowie są dumni!