Polska jest kobietą!

Polska jest kobietą!
Premier Jadwiga Emilewicz

„To niesamowite, jak powszechne jest osamotnienie w zmaganiu się z codziennością. Praca, drugi etat domowy. Brak zrozumienia, brak wsparcia mężczyzny, przenikający tak naprawdę wszystkie wymiary”. Rozmowa z Jadwigą Emilewicz.

Przemysław Krajewski: Sufrażystki walczyły o przyznanie praw wyborczych kobietom nie tak dawno, bo na przełomie XIX i XX wieku. Dzisiaj realizacja ich postulatów jest czymś absolutnie niepodważalnym, oczywistym. Czy jednak głos kobiet jest w Polsce dostatecznie brany pod uwagę: w polityce, gospodarce, życiu społecznym?

Premier Jadwiga Emilewicz: Polska jest kobietą! Trudno jest znaleźć bardziej sfeminizowane społeczeństwo niż nasze. Mamy to głęboko ugruntowane kulturowo od XIX wieku. Kiedy Polski nie było na mapie i mężczyźni ginęli w powstaniach to ziemiańskie dziewczyny na przełomie XIX i XX wieku wzięły sprawy w swoje ręce. Zanim sfeminizowały się mieszkanki zachodniej Europy, w Polsce były zakładane szkoły samokształcenia kobiet. Mój poznański wątek i przykład Jadwigi Zamoyskiej i jej „Szkoły Życia” – w Kórniku, ale i w Kalwarii Zebrzydowskiej. Wszędzie tam, gdzie Zamoyscy mieli swoje włości, powstawały szkoły dla kobiet. Wreszcie Piłsudski przyznaje prawo wyborcze kobietom jako jeden z pierwszych przywódców w Europie. Odgrywały one ważną rolę w życiu publicznym dwudziestolecia międzywojennego i były aktywne w życiu społecznym także po czterdziestym piątym roku. Dlatego ruchy ideowe, które przetaczały się przez świat zachodni, u nas nie miały swojego naturalnego gruntu, ponieważ kobiety istniały już w sposób wyrazisty w polskim życiu publicznym. Także przez głębokie zakorzenienie w kulturze, w eposie dzieł literackich: Emilii Plater, Lilli Wenedy i całego mnóstwa silnych kobiet. Aktualnie rok 2022 jest mianowany rokiem Marii Konopnickiej. Nawet nie będę rozwijała oczywistego wątku Marii Skłodowskiej Curie. Współcześnie, także w polityce warto przypomnieć premier Hannę Suchocką, Hannę Gronkiewicz-Waltz, Beatę Szydło, właśnie ministrem finansów została Magdalena Rzeczkowska. Tych kobiet na listach czy też na wysokich stanowiskach jest naprawdę sporo.

A nie mogłoby być więcej? Jest pewien niedosyt, bo panowie troszeczkę jak mi się wydaje, jednak się łokciami rozpychają i trzymają się mocno.

Kobiety mają naturę bardziej menedżerską, jeżeli jest zadanie, które zostało postawione, to je wykonują i rzeczywiście tymi łokciami chyba mniej się rozpychają…

I raczej przy wódeczce z koleżankami nie ustalają strategii działania...

(Śmiech.)

Oczywiście, że nie. Wiele z kobiet aktywnych politycznie to są również mamy i żony, i ten czas bardzo skrupulatnie jest liczony, na pewno go nie starcza na to, co w polityce także bywa ważne, czyli właśnie nocne Polaków rozmowy. Poza tym z całą pewnością, biorąc pod uwagę damską populację, liczba kobiet w polityce nie odzwierciedla struktury społecznej. Byłoby fajnie, gdyby tych aktywnych politycznie, włączających się do polityki kobiet było więcej, tak jak w życiu gospodarczym, gdzie są bardziej merytoryczne kryteria i szanse są bardziej wyrównane.

To, co pokazują dane statystyczne, jeśli sobie spojrzymy właśnie na miejsce kobiet w UE na rynku pracy, to po pierwsze, że jesteśmy powyżej europejskiej średniej, jeżeli chodzi o liczbę kobiet na stanowiskach menedżerskich. Więc naprawdę nie jest źle, choć często kobiety czują, że zarabiają mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach. To jest temat na dłuższą rozmowę, bo wydaje się, że nierówność wynika z tego, że panie, które w umowie mają wpisane to samo co kolega-współpracownik, biorą na siebie dodatkowe zadania i nie formułują za to oczekiwań finansowych.

Kobiety pracując więcej, poświęcają znacznie więcej…

Cena sukcesu jest wysoka. Ja nie odczuwałam nigdy dyskryminacji w trakcie swojej aktywności politycznej z tego tytułu, że jestem kobietą, ale ciągle jest coś takiego… myślę w nas wszystkich kobietach, że aby zyskać szacunek i uznanie za to, co robimy, musimy zrobić troszkę więcej niż na tym samym polu będący mężczyzna. Istnieje taki poziom nieufności co do tego, czy kobieta na pewno sobie da radę.

Może to jest poziom ambicji, takie „teraz im pokażemy"?

Nie powiedziałabym. Raczej autoświadomość, ale ona z czegoś wynika. Musimy zrobić więcej, aby zasłużyć na podwyżkę, na awans, na cokolwiek. Jest to w dużej mierze kwestią kultury i edukacji. W tych obszarach naprawdę mamy jeszcze sporo do zrobienia.

Wydaje mi się, że przychodzi nam płacić za to cenę nie tylko demograficzną?

Dwa lata temu jako minister rozwoju zleciłam badania kobiet, między innymi w sferze oczekiwań związanych z życiem zawodowym. To było miarodajna, duża próba około 1400 kobiet, ponad 400 wywiadów. Najciekawsze były osobiste wypowiedzi komunikujące ogromne poczucie osamotnienia. I to niezależnie, czy badana była mieszkanką dużego miasta, małej miejscowości, czy wsi. To niesamowite, jak powszechne jest osamotnienie w zmaganiu się z codziennością. Praca, drugi etat domowy. Brak zrozumienia, brak wsparcia mężczyzny przenikający tak naprawdę wszystkie wymiary. Więc jeśli mówimy o edukacji, to jest rzecz do zrobienia. Trzeba o tym publicznie mówić. To jest też pytanie o kulturę masową.

Jak rozumiem, dyskomfort i brak wsparcia ma wpływ na demografię. A jaki wpływ ma demografia na… demokrację? Pytam Panią nie tylko jako praktyka, ale także jako teoretyka (Jadwiga Emilewicz jest politologiem, autorką publikacji dotyczących teorii władzy).

Populacja się kurczy i bardzo starzeje. To nie jest problem tylko tego stulecia, to jest problem, z którym się będą mierzyć pana i moje dzieci. Mało osób o tym mówi, ale to zmieni także kształt naszego życia politycznego. Zmieni się agenda – będziemy coraz starsi, młodych będzie coraz mniej. Zaczniemy więcej mówić o kulturze senioralnej, o emeryturach, opiece zdrowotnej. Coraz mniejsza może być oferta adresowana do młodych, bo tych młodych będzie coraz mniej. Czy będziemy mieć ludzi, którzy będą mogli pracować? Dzisiaj cieszymy się z rekordowo niskiego bezrobocia, ale może wkrótce w wielu sektorach znalezienie kogoś do pracy będzie bardzo trudne…

Jeśli jesteśmy przy trudnych pytaniach i ponurych wizjach. Sytuacja, którą teraz mamy w polityce międzynarodowej, związana jest z inwazją Rosji na Ukrainę, ale też i ze wzrostem napięcia i nastrojów nacjonalistycznymi w Europie, także wśród kobiet-polityczek, na przykład we Francji. Czy kobiety, które teraz idą po władzę, mają potencjalny ekspansywny zapał wojenny, czy raczej bardziej populistyczny, skierowany do wewnątrz kraju? Krótko mówiąc: czy kobiety pójdą na wojnę?

Kobiety są radykalne nie tylko po prawej stronie, także lewica ma swoje skrajne odsłony i postaci. Politycy wygrywają wybory, zakładają garnitury władzy i niezależnie od tego, czy są kobietą, czy mężczyzną, stają wobec konkretnych problemów, spraw do rozwiązania. Obserwuję kraje skandynawskie, w których obecność kobiet w polityce jest od dawna bardzo dobrze ugruntowana i raczej wolna jest od skrajnych postaw. Także ostatnio – kraje bałtyckie, właściwie w każdym z nich mamy kobietę, prezydent lub premier, reprezentującą wyważone stanowisko i wysoki poziom merytoryczny. Na pytanie, czy kobiety pójdą na wojnę, powiedziałabym przewrotnie, że w Polsce już są na wojnie ukraińsko-rosyjskiej. To głównie panie jako pierwsze udzieliły uchodźcom miejsca w swoich domach. Co ciekawe, z badań przeprowadzonych przez CBOS wynika, że to Polki są większymi orędowniczkami przyjęcia Ukrainy do NATO niż panowie w naszym kraju. Jak się okazuje, również w największych organizacjach pozarządowych, które były na pierwszej linii, pracowały głównie kobiety. Empatyczność, zdolność do szybkiego wchodzenia w zarządzanie kryzysowe – myślę, że to było testem naszej kobiecej dojrzałości.

Na gruncie politycznym – dzisiaj być może już jesteśmy zmęczeni bardzo ostrą debatą publiczną w Polsce. Jest pewna pula spraw kobiecych, która nas łączy. Gdyby się nam udało w sejmie wypracować katalog zmian ustawowych w zakresie prawa pracy, opieki nad dziećmi – to byłby znak nowej jakości. Nie chcę powiedzieć „kochajmy się i teraz będziemy razem załatwiać wszystkie sprawy”, nie ma co tworzyć tutaj jakieś fikcji. Natomiast w agendzie kobiecej wydaje się, że jesteśmy w stanie znaleźć kilka takich punktów, które nas łączą. Polacy oczekują takich wysp porozumienia.

Na Pani stronie na Fb widzę wiele aktywności, konferencji, projektów. Proszę nam przybliżyć choć trochę, czym się Pani obecnie zajmuje.

Przede wszystkim zajmuję się Poznaniem, to jest treść mojej pracy poselskiej – to oczywiście bardzo trudne dla posła, który jest przyjezdny, więc mam takie poczucie, że muszę robić dwa razy więcej, niż każdy inny poseł lokalny i staram się jak najlepiej wywiązać ze swoich obowiązków. Czyli wspierać w realizacji kilku ważnych dla Poznania i dla powiatu inwestycji, takich jak Szpital Uniwersytecki, ale też w obszarze kultury. Bardzo zainteresowała mnie próba zebrania kobiecego środowiska w Poznaniu, niedawno rozpoczął działalność Klub Kobiet. Uczestniczą panie w różnym wieku, które reprezentują różne obszary aktywności. Do inicjatorek należą Elżbieta Lachman – przewodnicząca Rady Rodziny przy wojewodzie, ale jest też pani prezes dużej firmy audytorskiej, wicedyrektorka muzeum sztuki współczesnej Zamek Ujazdowski (poznanianka). Duży przekrój aktywności kobiet. Część z nich to dziewczyny, które dopiero wchodzą na ścieżkę zawodową, a część jest z już ukształtowanymi pozycjami. Niedawno byłam zaproszona, by uruchomić inicjatywę dla nastolatek. Naprawdę nie jest im łatwo w świecie, w którym się nieustająco z kimś konfrontują. To jest próba pokazywania piękna kobiecości indywidualnej, wolnej od presji masowej promocji. Angażuję się w miejsce wsparcia dla rodziców świadomych trudności związanych z wychowywaniem dzieci, rodziców, którzy chcą się wspierać nawzajem, ale także wspierać swoje dzieci. Inicjatyw jest naprawdę sporo, ich inicjatorkami są bardzo mądre i fajne kobiety, cieszę się, że mogę się w tym gronie z nimi odnaleźć.

Poza tym mój okręg to nie tylko sam Poznań, ale powiat i szesnaście gmin podpoznańskich. W każdej z nich staram się być, rozmawiać, pomagać czy to klubom seniora, klubom aktywizacji, osobom niepełnosprawnym. Problemy, jak w całej Polsce…

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję. Pozdrawiam czytelniczki i czytelników Onetu i Damosfery!

Co wyborcy sądzą na temat idei walki o prawa kobiet ponad podziałami politycznymi. Czy takie „wyspy porozumienia” w polskiej polityce są jeszcze możliwe? Czekamy na Wasze opinie: [email protected] (pod tym adresem mailowym).