Skandalistki z obrazów mistrzów

Skandalistki z obrazów mistrzów

One były już na starcie nieszczęśliwe, niedopasowane, niezgrane. Małżonkowie uciekali w związki pozamałżeńskie. Muszę jednak powiedzieć, że kobiety zawsze były potem w jakiś sposób za to ukarane i były za to szkalowane. Rozmowa z panią Stefanią Lazar, autorką książki „Portrety kobiet niezwykłych”.

Przemysław Krajewski: Kiedy zobaczyłem tytuł książki, pomyślałem: Caryca Katarzyna, może Elżbieta Pierwsza, ewentualnie Maria Teresa Habsburg... Tymczasem, czytając książkę, poznałem kobiety, których nie znałem wcześniej. Czym kierowała się pani, wybierając właśnie te panie i właśnie te obrazy?

Stefania Lazur: Impulsem, który wyzwalał we mnie zainteresowanie, było piękno, które emanowało z przedstawienia malarskiego, a ponieważ mnie zawsze ciekawiło, kto spogląda z obrazu, zaczęłam drążyć biogramy, szukać informacji o tych postaciach. Akurat w tych przypadkach okazywało się, że to są rzeczywiście kobiety z krwi i kości, i postaci historyczne, nie jakieś anonimowe modelki, no i mało tego, poza pięknem tych przedstawień, kryje się za nimi także wspaniałe, fascynujące życie.

Ich historie są bardzo dramatyczne i pikantne. Nie da się ukryć…

Co sprawiało, że kobieta stała się jakby przedmiotem malarskiej kreatywności? Najczęściej pozycja przez nią zajmowana. Żeby kobieta mogła się na takim portrecie znaleźć, musiała być albo córką kogoś, kto zajmował wyjątkową pozycję. Księżną, księżniczką inflancką, żoną… albo kochanką, mówiąc wprost, bo również tak się działo. Kobiety, które były kochankami ważnych i wpływowych mężczyzn również na te płótna trafiały. W większości przypadków tych kobiet, ich życie oscylowało na pograniczu skandalu.

Jak czytałem, często to były związki, które dzisiaj można by nazwać związkami otwartymi. Obie strony dawały sobie dużą swobodę obyczajową, ponieważ decyzje o zamążpójściu były najczęściej aranżowane…

Niektóre postaci żyły w trójkątach małżeńskich, powiedzmy sobie to wprost. Wynikało to najczęściej z tego, że, tak jak pan wspomniał, były to małżeństwa aranżowane. One były już na starcie nieszczęśliwe, niedopasowane, niezgrane. Małżonkowie uciekali w związki pozamałżeńskie. Muszę jednak powiedzieć, że kobiety zawsze były potem w jakiś sposób za to ukarane i były za to szkalowane.

W tym wszystkim pojawia się postać artysty, który wnosi ze sobą nową jakość, także do tych relacji, związków, trochę skostniałych sytuacji. Jaka była rola artysty w ówczesnym świecie.

Na pewno w przypadku moich bohaterek malarze nie wprowadzali zamieszania, które by komplikowało związek małżeński. Te kobiety nie stawały się kochankami, muzami malarzy.

Nawet muza Botticellego? Abstrahując zupełnie od jego upodobań czy preferencji, to jednak trudno nie ulec urokowi takiej kobiety…

Oczywiście Botticelli autentycznie był owładnięty manią piękności Simonetty Vespucci. Wspomniał pan tutaj o jego preferencjach. Mówi się, że nie był zainteresowany związkami z kobietami, natomiast jej urok był prawdziwy i taki dojmujący, że nawet po jej śmierci wielokrotnie malował dając jej twarz innym postaciom. Mało tego, również inni malarze Florencji przedstawiali ją w wyidealizowany sposób.

Były jakieś awantury, konflikty?

Ciekawym przykładem takiej szorstkiej relacji modelki i malarza na przykład była relacja Juliette Récamier, uważanej za najpiękniejszą Francuzkę od czasów Merowingów. Postaci bardzo wyjątkowej, wielokrotnie uwiecznianej przez artystów. Juliette trafiła przed sztalugę słynnego francuskiego malarza, Jacquesa-Louis Davida i okazało się, że takie starcie dwóch tak silnych osobowości niekoniecznie jest dobre. Ona była taką rozpieszczoną damą salonów, on był uznanym już wtedy malarzem, najlepszym we Francji. Kiedy pozowała mu do słynnego portretu około 1801 roku, podobno zaczęła go poganiać i utyskiwać na powolność przy powstawaniu tego dzieła. On w końcu nie wytrzymał i podziękował za to jej modelowanie. Obrazu jej nie przekazał i nie ukończył go nigdy. Czasami to były takie indywidualności, że ich spotkanie w jednym pomieszczeniu i długie godziny pozowania powodowały pewne napięcia i czasami się współpraca po prostu kończyła, tak jak w tym przypadku.

Która z tych kobiet zafascynowała panią najbardziej? Która z nich jest tym numerem jeden?

Każda z nich na swój sposób absolutnie wyjątkowa i niesztampowa. Jeżeli patrzeć pod kątem wizerunku, to na pewno wyróżniłabym Simonettę – bohaterkę obrazu „Narodziny Wenus”. Piękno, które emanuje z tego wizerunku, jest absolutnie dla mnie urzekające. To jest prawdopodobnie chyba najlepiej sportretowana kobieta epoki renesansu, przynajmniej w renesansowej Italii. Wiemy o niej tak naprawdę niewiele… to jest legenda na poły.

Jeżeli chodzi o kobietę, która zrobiła na mnie wrażenie jako osobowość, to na pewno to będzie Seymour Worsley – arystokratka angielska, która żyła w drugiej połowie XVIII wieku. Nieświadomie stała się ofiarą skandalu obyczajowego, ale wykazała się przy tym niesamowitym hartem ducha. Nie chciałabym się oczywiście tutaj zagłębiać, żeby państwu nie zdradzać treści książki, ale postawiła na szalę swoją reputację, a to było coś, co kobieta miała najcenniejszego w tamtym czasie i zerwała zmowę milczenia, która dotyczyła wyidealizowanego obrazu małżeństwa angielskiej arystokracji. Przez to stała się kobietą, która do końca życia była szkalowana. Nie bała się tego uczynić dla miłości. To było niesamowite. Znamy ją z przedstawienia, które myślę, że dla wielu jest takim ikonicznym przedstawieniem ówczesnej mody. Na Wyspach Brytyjskich natomiast jej życiorys i te szczegóły, które się za nim kryją są absolutnie niesamowite, bardzo pikantne. To była kobieta o wyjątkowo silnym charakterze, o wielkim harcie ducha.

Przyznam się, że podoba mi się bardzo pomysł na tę książkę. Przedstawianie obrazów i postaci na tych obrazach w sposób popularnonaukowy, pikantny i po prostu ciekawy. Czy planuje pani kolejną książkę i kolejne przedstawienie nam biografii kolejnych fascynujących kobiet?

Takich postaci jest naprawdę sporo. Ponieważ to jest temat, który bardzo interesuje i intryguje, to myślę, że ma szanse na to, żeby jeszcze w przyszłości zasłużyć sobie na to, żeby go szerzej ukazać.

Cała rozmowa w podcaście. Zapraszamy do wysłuchania.

audio-thumbnail
Kobiety niezwyke
0:00
/20:51