Skansen u stóp Babiej Góry

Skansen u stóp  Babiej Góry

Skansen w Zubrzycy Górnej zaprasza do orawskiej wsi na podróż w czasie. Wejdziemy do drewnianego dworku, wiejskich chałup i zagród, zobaczymy tartak, folusz, magiel, farbiarnię, szkołę i  kościół. A wszystko to tuż u stóp Babiej Góry.

Bardzo lubię odwiedzać skanseny, które jako muzea pod otwartym niebem pozwalają na podróż w czasie, podróż do życia na dawnej wsi. Możemy spacerować między budynkami, ale możemy też zobaczyć wnętrza dawnych chałup, często również warsztaty, a także kościoły, kapliczki czy szkoły.

U podnóża Babiej Góry znajduje się Muzeum – Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej.

Orawa to podtatrzańska kraina historyczna znajdująca się w dorzeczu rzeki Orawa. Dzisiaj przeważająca jej część znajduje się w granicach Słowacji, tylko jej północno-wschodnia część należy do Polski. Otaczają ją Tatry od południowego zachodu. Nad regionem króluje Babia Góra – królowa Beskidów polskich o wysokości 1725 m npm.

Skansen w Zubrzycy Górnej to pierwsze tego typu muzeum w powojennej Polsce. Jednak jego historia sięga jeszcze lat 30-tych XX wieku, kiedy potomkowie rodu Moniaków,  Joanna z Łaciaków Wilczkowa i jej brat Aleksander (a właściwie Sándor Lattyak, mieszkający w Budapeszcie), przekazali na rzecz Skarbu Państwa część swojej ojcowizny – drewniany dwór z przyległymi budynkami i małym parkiem u podnóża Babiej Góry z intencją utworzenia w nim muzeum. Chcieli, by w tym miejscu była prezentowana kultura polskiej Orawy.

W 1937 roku podjęto pierwsze prace zabezpieczające ten unikalny zespół dworsko-gospodarczo-parkowy. Niestety prace te przerwała wojna. Joanna Wilczkowa, która mieszkała w dworze i pełniła rolę „pierwszego kustosza”, zmarła w 1951 roku. Dwór XVII-wieczny niszczał, budynki i park popadały w ruinę. Nowe władze zorganizowały w dworze stajnię dla owiec.

Na szczęście niedługo później podjęte zostały decyzje o stworzeniu muzeum w tym miejscu i ruszyły prace remontowe. Były one prowadzone przez miejscową ludność.

Za datę narodzin muzeum przyjmuje się 1955 r., kiedy dwór Moniaków został otwarty dla zwiedzających. Do dziś to najważniejszy i najcenniejszy zabytek. Wtedy administrację nad obiektem sprawowało Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze (PTTK), gdyż w XVIII-wiecznej karczmie z Podwilka (pierwszym przeniesionym budynku na teren skansenu), zorganizowane zostało schronisko turystyczne. Dziś w tym budynku znajduje się kasa muzeum.

Skansen w Zubrzycy Górnej zajmuje obszar 12 hektarów. Znajduje się tu ponad 60 obiektów.

Wśród obiektów na terenie skansenu możemy odwiedzić, tuż przy wejściu, wspomnianą czarną karczmę, w której obecnie znajduje się kasa muzeum oraz lamus z pięterkiem i galeryjką. Możemy się także zapoznać się z rzemiosłem i codziennymi obowiązkami na dawnej wsi odwiedzając folusz, kuźnię, tartak, młynotartak, bacówki, magiel, pasiekę. Na terenie parku znajdziemy też drewniany kościół pw. Matki Bożej Śnieżnej.

Serce skansenu stanowi drewniany dwór Moniaków i zabudowania gospodarcze. Możemy odwiedzić wiele chałup wiejskich, których wnętrza wyposażono w dawne meble i sprzęty. Są makatki, garnki, zabawki, narzędzia. Mamy wręcz wrażenie, że ich mieszkańcy właśnie wyszli na chwilę.

W skansenie są organizowane imprezy cykliczne w oparciu o kalendarz, ukazujące dawne zwyczaje, obyczaje, zajęcia tworzące dziedzictwo niematerialne Orawy. Wśród nich m.in. wieczór kolęd, konkurs na najpiękniejszy tradycyjny koszyczek wielkanocny, stawianie moja, orawskie zaduszki czy święto borówki.

Ja odwiedziłam ten skansen w sierpniu – szykowano się właśnie do warsztatów i konkursu na najpiękniejszy bukiet ziół z okazji święta Matki Boskiej Zielnej. Każde zioło czy roślina w bukiecie ma swoją symbolikę i zastosowanie, dziś często zapomniane. Zbierano m.in. dziurawiec, piołun, i inne zioła o leczniczym zastosowaniu, zbierano zboże, by podziękować za plony, ale także kwiaty dla dekoracji. Te wszystkie rośliny układano w bukiet. Poświęcony bukiet był przechowywany w domu, a gdy coś złego się działo, na przykład ktoś w domu zachorował, korzystano z ziół z bukietu.

Tego typu spotkania mnie inspirują, by zebrać na łące piołun, dziką miętę, pokrzywę czy maliny, poziomki i przygotować sobie własną herbatę na zimę. Nie zaszkodzi, a często pomoże – przywołując wspomnienie lata, kiedy za oknem szaro.

Aleksandra Karkowska– autorka międzypokoleniowych książek "Banany z cukru Pudru", "Na Giewont się patrzy", „Marsz, marsz BATORY". Od 2015 roku prowadzi Oficynę Wydawniczą Oryginały. Działa społecznie na warszawskiej Sadybie. Kocha fotografie i podróże.