Więcej...

    „Strefa wolna od dzieci” znakiem naszych czasów?

    Wszystko wolno czy życie ukryte? Dzieci w restauracji, przestrzeni publicznej i… sztuce. Ograniczamy czy pozwalamy na wszystko?

    ***

    Zabieracie czasem swoje dzieci do pracy? Ja pamiętam, że jako kilkulatek czasem urzędowałem z mamą, siadając za jej biurkiem uzbrojony w różnokolorowe pieczątki. Było jednak coś jeszcze fajniejszego: mama mojego najlepszego kolegi pracowała w teatrze muzycznym – scena, kulisy i garderoby były naszym placem zabaw. W trzeciej klasie szkoły podstawowej jeździłem już bez opieki miejskimi autobusami, a kiedy miałem szesnaście lat, pojechałem w pierwszą podróż autostopem. Chcielibyście, aby wasz nastolatek wyruszył w nieznane z plecakiem? Dzisiaj będąc ojcem, nie pozwalam dzieciom na wiele z tych aktywności, których sam zaznałem. Dlaczego? Bo tego nie chcą i się o to nie pytają? Czy po prostu byłoby to już nieakceptowane społecznie? Nie wiem. Kiedy opowiadam dzieciom, że chodziłem po podwórkach z kluczem na szyi, patrzą na mnie jak na raroga… Dzisiaj to już nie przejdzie.

    Nie tak dawno brałem udział w konferencji poświęconej między innymi dzietności. Konferencja była udana, przybyło wielu prelegentów. Wszyscy byli bardzo zadowoleni, tylko ja – malkontent, wyzłośliwiałem się, że nie było na niej… żadnego dziecka. Jedna, jedyna mama karmiła piersią na końcu korytarza, właściwie poza konferencją. Tacy jesteśmy profesjonalni, że dla dzieci czasem po prostu nie ma miejsca nawet na konferencji im poświęconej…

    ***

    Kiedy lata temu niemiecka Café Niesen otworzyła pierwszą child free zone – salę zarezerwowaną wyłącznie dla dorosłych – wywołało to dyskusje w całej Europie. Dzisiaj w Polsce mamy już wiele kawiarni, restauracji i hoteli, które wyraźnie proszą o to, aby nie zabierać tam dzieci. Nic w tym złego oczywiście: mamy ”strefę ciszy” w pociągu czy sale w restauracjach, z których mogą korzystać wyłącznie dorośli. Gorzej, jeśli wyklucza się całą grupę potencjalnych gości. Niedawno jeden z developerów ograniczył dostęp do osiedlowego placu zabaw osobom, które nie posiadają stosownego identyfikatora.

    Plac zabaw został sprywatyzowany, a dostęp otrzymali nieliczni posiadacze kart. Nawet mieszkańcy niektórych budynków owego osiedla zostali wykluczeni, nie mówiąc już o dzieciach z okolicznych podwórek. Czytając to, znów wspomniałem swoje dzieciństwo i założenia urbanistyczne osiedli z wielkiej płyty z ogromnymi, otwartymi, otoczonymi zielenią placami zabaw, a także wyprawy na podwórka okolicznych kamienic. Wtedy dziecku było wolno więcej. Dzisiaj jest skazane na życie ukryte.

    ***

    W takich czasach żyjemy – rosnącej presji na rodziców: muszą być perfekcyjni, majętni i nie ustawać w trudach zapewnienia rozrywki swoim milusińskim. Ideałem jest rozmieszczenie dzieci po rozmaitych zamkniętych i niedostępnych dla innych klubach, kursach, zajęciach itp. Niech siedzą w czterech ścianach i najlepiej nie wychodzą na ulice, do parków, restauracji, a już, broń Boże, do miejsc kultury wysokiej jak opera, filharmonia czy galeria sztuki!

    Oczywiście – osobną kwestią jest kindersztuba i umiejętność zachowania się w miejscach publicznych. Z góry zgadzam się z tymi, którzy słusznie zaprotestują przeciw złemu zachowaniu małych łobuziaków. Tutaj niezmiennie jest wiele do zrobienia i zawsze jest odpowiedzialnością rodzica, najlepiej przez własny przykład ukazanie właściwych norm. Jednak ilekroć obserwuję zachowanie dzieci z innych krajów naszego kontynentu, na przykład ze Skandynawii – zdumiewa mnie, jak wiele mogą i jak bardzo jest to akceptowane społecznie. To jest dla mnie zagadką. Wystarczy przepłynąć morze i dzieci od razu zyskują więcej praw… do bycia dziećmi.

    Aby sprawdzić kondycję naszej kultury vs. spraw dzieci – zapraszam do… galerii sztuki. Miejsca symptomatycznego i swoistego laboratorium, w którym możemy się jej przyglądać nie tyle od strony naukowej, ile właśnie artystycznej, czasem chwytając w lot to, co zazwyczaj stanowiłoby treści obszernych wywodów.

    ***

    Do dzisiaj wspominam swój entuzjazm na wieść o niegdysiejszej wystawie W Muzeum Wszystko Wolno w stołecznym Muzeum Narodowym. I późniejszy zawód. Personel szacownej placówki zbulwersowany tytułem wystawy wykazał najwyższą czujność i gotowość do represji wobec odwiedzających „bombelków”. Podekscytowane panie śledziły surowym wzrokiem każde dziecko, a ochroniarze z bronią za pasem pilnowali porządku.

    Sam otrzymałem surową reprymendę połączoną z groźbą wyprowadzenia, kiedy nieopatrznie syn dotknął palcem… przepierzenia ze sklejki (elementu tymczasowej ścianki odgradzającej ekspozycje). Nie będę wyzłośliwiać się na dobór dzieł sztuki, które (z wyjątkiem dwóch – trzech) jak sądzę, wcześniej przeleżały długo w piwnicach muzeum. Przeprosiwszy za profanacje świętej sklejki, poszedłem dalej w tłumie osowiałych zwiedzających. Konsternacja była naszym wspólnym udziałem. Daliśmy się nabrać. Zabraliśmy dzieci do muzeum, chcąc pokazać im, że świat sztuki i kultury czeka na nich z otwartymi ramionami. Nie czekał.

    ***

    Kiedy dowiedziałem się o zbliżającej się wystawie „Życie ukryte. Dziecko w polskiej sztuce współczesnej” w Zamku Ujazdowskim, mając jeszcze świeże wspomnienie z „W muzeum wszystko wolno” – z pewną nieśmiałością pomyślałem o wizycie… Nie wiem, jakie jest Wasze zdanie. Czy w ogóle cała ta sztuka, a zwłaszcza współczesna ma coś do zaoferowania dzieciom? Mówi coś na ich temat? Sam miałem kłopot, by wytłumaczyć dziecku jakość artystyczną dzieła, którego autor podwieszony pod sufitem rozmazywał farbę bosymi stopami…

    Dzieło jest wystawione słynnym muzeum, no i jest warte sporą sumę pieniędzy (argument ekonomiczny przekonuje nawet dzieci). Poza tym to może być fantastyczne uczucie sensoryczne, tak malować dyndając… Centre Georges Pompidou ma w swoich zasobach niejeden taki rodzynek. Ma też wspaniałe tarasy i perspektywę na Paryż, a wystawom często towarzyszą tematyczne przestrzenie zabaw. Ach! I te szkraby, które ledwo się nauczyły chodzić i już przemierzały sale Bourse de Commerce, człapiąc wśród dzieł, wczepione wspólnie w długą i pluszową gąsienicę, której koniec dzierżyła w dłoniach pani edukatorka. Co to był za widok! Tak, już trzylatki odwiedzają wystawy!

    ***

    Oczywiście możemy uznać to za niepotrzebne fanaberie. Po co dzieciom sztuka, muzyka poważna, jakieś mecyje w restauracji? Można odesłać milusińskich do piaskownicy smartfona i fast foodu. Tak często robimy. Sami też możemy żyć tylko tym, co oferuje nam telewizja, bar mleczny i wysiedziana sofa w salonie. Możemy sobie odmówić kultury – to nie jest karalne. Jednak jeśli nie zabierzemy dziecka do teatru, nie pokażemy na żywo widzianych w podręczniku dzieł sztuki, nie wprowadzimy w przestrzeń kultury wysokiej – znacznie ograniczymy jego horyzonty poznawcze i wrażliwość. Kolacja w eleganckiej restauracji też ma swój sens, jest istotna w budowaniu poczucia własnej wartości, obycia, wrażliwości i smaku. Galerie sztuki dawnej są ważne z edukacyjnego punktu widzenia. Sztuka współczesna jest istotna w rozumieniu rzeczywistości, w której żyjemy.

    ***

    O tym myślałem zdążając z dwójką dzieci w stronę Zamku Ujazdowskiego na wystawę „Życie ukryte. Dziecko w polskiej sztuce współczesnej”. Okoliczności przyrody były niewątpliwe piękne, wiosenne i skłaniające do radosnego brykania latorośli. Wkrótce zapomniałem o porównaniach i poddałem się chwili. Wejście do muzeum było tak przestronne i wygodne, obsługa tak miła i zapraszająca, że nawet nie zauważyłem, kiedy znaleźliśmy się w sercu wystawy. Napisałem „w sercu”, bo tak mi się skojarzyła czerwona przestrzeń ekspozycji, w której dzieci od razu zabrały się do roboty, czyli do tworzenia konstrukcji z pozostawionych w centralnym punkcie elementów. I tak było do końca. Nie czuliśmy, że zwiedzamy! Przebywanie w szacownej galerii sztuki, jednej z najlepszych w kraju, poważnej państwowej instytucji – nie krępowało nas.

    Wkręciliśmy się na całego, przechodząc przez rozmaite strefy i obszary wystawy, została ona bowiem podzielona tematycznie i prowadzi niejako przez cały okres dziecięctwa: od czasu prenatalnego aż do nazwałbym to – rozterek egzystencjalnych właściwych młodzieży. Przeszliśmy od serca do brzucha – strefy prenatalnej, zapewne myląc kierunki zwiedzania. Było to ciekawym doświadczeniem: oglądanie życia niejako wstecz, jak na przewijanej do tyłu taśmie filmowej. Zapewne było to sprzeczne z intencją organizatorów, ale nikt nam nie nakazywał kierunków, nie korygował nas i to właśnie było super! Bardzo ciekawe i emocjonujące zwiedzanie – może nie tak uważne, jak powinno. Nie rozważaliśmy poszczególnych elementów ekspozycji. Traktowaliśmy wszystko jako pewną całość i patrzyliśmy na to oczami dziecka, dla którego często istotne są emocje i myślenie syntetyczne, budujące obraz całości z poszczególnych wrażeń.

    ***

    Zamek Ujazdowski ma serce do dzieci! Pamiętam nie tak dawno wystawę Ludwiki Ogorzelec – zdawać by się mogło, że zupełnie dla dorosłych, a jednak nie zabrakło w niej fantastycznej przestrzeni eksploracji we wnętrzu instalacji artystycznej.

    Dzieci mogą, a nawet powinny mieć wstęp i swoje miejsce nie tylko w przestrzeni publicznej, ale też galeriach sztuki współczesnej. Wystawa „Życie Ukryte” poświęcona dzieciom w Zamku Ujazdowskim w Warszawie jest modelowym przykładem tego, jak zachęcać młodych uczestników do partycypacji, ukazując ich świat, ich optykę. Zachęcam do odwiedzenia jej z dziećmi albo indywidualnie, jeśli macie ochotę na refleksję nad własnym dzieciństwem. Chciałoby się więcej, by życie ukryte stało się bardziej jawne i ostentacyjne. Przekroczyło mury muzeum i manifestując w okolicznych Łazienkach i zdążało dalej placami: Zbawiciela i Konstytucji aż do Centrum. I pozostało w centrum – naszej uwagi nie tylko w Dniu Dziecka.

    ***

    Wystawa: Życie ukryte. Dziecko w polskiej sztuce współczesnej
    Kuratorzy:
    Łukasz Murzyn
    Joanna Winnicka-Gburek
    Wystawę można oglądać do 16/07/2023.
    Miejsce: Zamek Ujazdowski

    Wcześniejsze artykuły:
    Polscy Romowie na salonach w Wenecji

    Wystawa "Życie ukryte", fot. Przemysław Krajewski
    Wystawa „Życie ukryte”, fot. Przemysław Krajewski
    Wystawa „Życie ukryte”, fot. Przemysław Krajewski
    Wystawa "Życie ukryte", fot. Przemysław Krajewski
    Wystawa „Życie ukryte”, fot. Przemysław Krajewski
    Wystawa „Życie ukryte”, fot. Przemysław Krajewski
    Wystawa „Życie ukryte”, fot. Przemysław Krajewski

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY