Versace Podhala

Versace Podhala

Andrzej Siekierka, mistrz nad mistrzami! Każdy chciał mieć strój od niego! Uszył tysiące góralskich gorsetów. Ubierał Marylę Rodowicz i Kaję, szył garnitur Szpilmanowi i spodnie narciarskie Ninie Andrycz!

Wybierając się na Podhale, często sprawdzam program lokalnych ośrodków kultury. Można trafić na ciekawą wystawę czy warsztaty rękodzieła. W grudniu, w ten sposób, trafiłam na warsztaty haftowania koralikami w Czerwonym Dworze w Zakopanem. Prowadził je sam Andrzej Siekierka! Versace Podhala. To był dla mnie zaszczyt poznać Mistrza.

Pan Andrzej jest wyjątkowo skromny, ze spokojem i cierpliwością pokazywał nam, uczestnikom warsztatów, sztukę haftu koralikami.

A przecież to osoba-instytucja na Podhalu! Najlepszy fachowiec w swojej dziedzinie. Kogo on nie ubierał…

„Szyję już 50 lat, a od 1990 roku same stroje góralskie. Tych gorsetów to tysiące uszyłem, na pewno. Wcześniej to szyłem narciarskie spodnie. Na zawody, dla Bachledów, dla Ałusia, dla wielu. A komu ja nie szyłem! Nawet Szpilmanowi szyłem garnitury. Cyrankiewiczowi i Ninie Andrycz. Jej to szyłem spodnie narciarskie. Wtedy pracowałem w Zakopanem w zakładzie. Potem szyłem na zamówienie Maryli Rodowicz i Kai, Kaja zamówiła u mnie ubranie, jak miała występ w Zakopanem.” – wspomina pan Andrzej.

„Ja wszystko szyłem, nawet stroje kąpielowe. Ino sutanny nie szyłem księdzu. Dużo szyłem zagranicę, najwięcej to do Ameryki.” – dodaje.

Pan Andrzej mieszka w Suchym, koło Poronina, w małej drewnianej góralskiej chałupie. To jego dom rodzinny. Tu się urodził, tu się wychował.

„Czwórka dzieciaków nas była, rodzice i dziadkowie jeszcze z nami. Czarna izba i biała. I komórka była, gdzie się przygotowywało jedzenie dla zwierząt.” – wspomina.

Dziś w białej izbie całe bele materiałów na szafie i obok szafy, na kredensie słoiki pełne różnokolorowych koralików. Pan Andrzej zamawia je na kilogramy, mówi, że na mniejsze paczki się nie opłaca, bo by ciągle brakowało. „Na gorset to i kilo koralików zejdzie.” – mówi. Przed domem wystawione manekiny, bo w małej chałupce już się wszystkie nie mieszczą.

„Zawsze szyłem, lubiłem to. Z babcią szyłem, ona mnie nauczyła. Siostry nie chciały, to one sprzątały, mama gotowała, a ja szyłem, dla nich też.”

Pan Andrzej uczył się w szkole u Modrzejewskiej. „Tam było 560 dziewczyn i ja, jeden chłopak.” Dziś szkoła już nie istnieje, nie ma gdzie nauczyć się zawodu. Mistrz wspomina, że babcia go wprowadziła w świat krawiectwa i haftu, ale najwięcej nauczył się jednak w szkole. I później już szyjąc sam.

„Lubię szyć, dużo żakietów szyłem, katany ze spódnicami. Lubię też haftować, ale koralikami wolę niż nićmi. Nie mam cierpliwości do haftowania nićmi, umiem, ale nie mam cierpliwości.”

„Baby do mnie przychodzą, bo mówią, że lubią moje stroje, bo się w nich dobrze czują, jak druga skóra. Tak są skrojone. To cała sztuka jest skroić. U mnie tylko raz przychodzą na miarę, jak zmierzę, to skroję. I zawsze pasuje.” – mówi.

Pan Andrzej szył ubrania góralskie, gorsety, spódnice, katany. Wzory, z których korzysta, wymyśla sam. Mówi, że to samemu trzeba pomyśleć, narysować i wyhaftować.

To bardzo pracochłonne. „Taki gorset to dwa tygodnie trzeba szyć, ale to trzeba szyć! Po 20 godzin dziennie! Wtedy mało śpię.” – mówi pan Andrzej.

„A ciotka Bułeckula to z 80 ode mnie ubrań miała, ona chyba najwięcej.” – dodaje.

Pan Andrzej szył także różnego rodzaju żakiety i sukienki inspirowane góralszczyzną. Sam je wszystkie projektował. Jeden z jego ulubionych modeli to sukienka z góralskiej chusty, z frędzlami, uszyta ze skosa. „Taka góralska stylizacja do charlstona.” – śmieje się. „Babki bardzo lubiły ten krój, był bardzo kobiecy.”

Pan Andrzej uwielbiał ubierać kobiety, wymyślać kolejne wzory. „To jest fajne, że się widzi efekt swojej pracy.” – mówi.

Nic dziwnego, że kobiety oszalały na punkcie jego strojów, nie tylko góralki chciały mieć „ciuch” od Siekierki. I nie tylko Polki.

Miał wystawy swoich ubrań w Hiszpanii, we Włoszech, w Czechach , na Słowacji, w Grecji, w Turcji.

„W Hiszpanii to miałem 80 tysięcy ludzi, a trwała tydzień.” – wspomina.

„Od 2000 roku to był tu szoł. TVN nie wiem ile programów ze mną zrobili. Nie było tygodnia, żeby tu nie byli. Nieraz jak telewizja tu do mnie przyjechała, to pełno było samochodów. W Kawie i Herbacie byłem, w Dzień dobry TVN, w Runway Project. Dużo. Potem się zrobił taki mętlik, że już odmawiałem.” – wspomina pan Andrzej.

„Wywiady miałem wszędzie, w Tygodniku (Tygodnik Podhalański – przyp. autorki) to non stop byłem, nawet na pierwszej stronie. Z gazet przyjeżdżali, teraz dychli trochę. Raz miałem taki pokaz, wtedy Horowitz z Nowego Joru robił zdjęcia.” - opowiada Pan Andrzej pokazując kolejne wycinki z gazet. Pozbierał je wszystkie, bo w Poroninie robiono mu kronikę. Wspaniale, że zostało to wszystko zebrane. „Diabeł ubiera się u Prady, a góralki u Siekierki”, „Góralski Versace”, „Duma Podhala” – to tytuły tylko wybranych artykułów.

„Ja lubiłem jeździć po świecie. Użyłem jak czort, czasem wpadałem się przepakować tylko i dalej w drogę, to było życie na walizkach.” – dodaje Mistrz.

Pan Andrzej nadal szyje, choć już coraz mniej. „Już tak teraz nie przyjmuję zamówień, bo oczy już nie te, zmęczony jestem.” Jednak gorsetów ma zamówionych na najbliższy rok.

Prowadzi też warsztaty w Gminnych Ośrodkach Kultury, w Cichem i Poroninie, a ostatnio w Czerwonym Dworze w Zakopanem. Przekazuje rękodzieło kolejnym pokoleniom.

„Jak poumierają starzy, to już nie będzie miał kto szyć. Młodym się już nie chce. Zamawiają ludzie ciągle, ale już nie ma kto szyć. Teraz to same stare babki haftują.”

„Ale mam takie panie, co już 3 lata chodzą, co tydzień. Są takie, że nie opuściły ani jednych zajęć. Kiedyś nawet z Irlandii przyjechała do mnie babka, żeby się nauczyć. Przez Internet się o mnie dowiedziała. I przez Internet jej pokazywałem trochę, a też chce przyjechać.”- dodaje.

– A sobie Pan uszył góralskie ubranie? – pytam pana Andrzeja.

– Nie.

– A dlaczego?

– A bo nie było czasu!

Odwiedzając Zakopane, zajdźcie Państwo do Czerwonego Dworu (Kasprusie 27), to pięknie odnowiona góralska willa ze stałą wystawą rękodzieła. Jest kilka strojów pana Andrzeja, można je zobaczyć, a nawet kupić.

Aleksandra Karkowska

Aleksandra Karkowska – autorka międzypokoleniowych książek "Banany z cukru Pudru", "Na Giewont się patrzy", „Marsz, marsz BATORY". Od 2015 roku prowadzi Oficynę Wydawniczą Oryginały. Działa społecznie na warszawskiej Sadybie. Kocha podróże.