Obrazy, które pomagają

Obrazy, które pomagają
Anna Olszewska, 32 Rozwój, fot. Archiwum Galeria Apteka Sztuki

Twórczość Anny Olszewskiej wymyka się klasyfikacji i ocenom, bo też nie one – nawet te najbardziej przychylne - stanowią cel, do którego wytrwale dąży od kilku lat. Nikt też nie maluje tak, jak Hari Om. Pseudonim, którym podpisuje się pod obrazami wyraża ideę projektu: uzdrowienie. Wystawa „Słowa mocy” w Galerii „Apteka Sztuki” w Warszawie jest kolejnym etapem na tej drodze, otwierającym koncept twórczy na nowych odbiorców ze środowiska artystycznego i przyjaciół galerii.

Duszą obrazu Hari Om jest słowo, a sercem agat brazylijski – kamień, którego nazwa pochodzi od greckiego słowa „agates”, czyli „dobry”.  Znany ze swoich właściwości już w starożytności, wzmacnia intencję, z którą artystka rozpoczyna malowanie każdej kolejnej pracy.

Z Anną Olszewską rozmawia Magdalena Krowicka, kuratorka wystawy.

Magdalena Krowicka: U źródła obrazów, które nazywa Pani również „obrazami duszy”, są słowa starannie wybrane z tych dobrych, korzystnych dla stanu psychiki i ciała. Ale wcześniej, zanim jeszcze zaczęły powstawać obrazy, była diagnoza…

Hari Om: Tak, w 2018 roku usłyszałam diagnozę nieuleczalnego nowotworu krwi. Mielofibroza – włóknienie szpiku kości, stan zaawansowany, rokowanie bardzo złe. Pracowałam wtedy w dużej korporacji, w mediach, mieszkałam w Warszawie, moja kariera się rozwijała. Miałam uczucie, że w tamtym momencie mój świat się zawalił. Z miesiąca na miesiąc czułam się coraz gorzej, bolało mnie całe ciało i nie miałam siły chodzić… Aby odciągnąć myśli od bólu, zapisałam się na warsztaty z Vedic Art. Podczas malowania tą metodą, nie skupiając się na tym, co namaluję, tylko na samym procesie tworzenia, doświadczyłam malowania różnymi technikami. Po raz pierwszy nie oceniałam, czy obraz będzie się podobał. Nie malowałam dla kogoś, malowałam dla siebie. Cieszyłam się tym doświadczeniem dobierając różne kolory, malując rękami, pędzlem, szpachelką, a czasem nawet kawałkiem zwiniętej szmatki. Uświadomiłam sobie, że podczas tworzenia takiego obrazu staję się szczęśliwsza, wolna od bólu i cierpienia.

Czy ulgę w cierpieniu przyniosło oderwanie od realiów w trakcie tego twórczego „zapomnienia się”, czy też ma ona jeszcze inne źródła?

Można powiedzieć, że przez następne dwa lata kolejne kursy, warsztaty i szkolenia z malowania intuicyjnego pochłonęły mnie całkowicie, a ja czułam się coraz lepiej.  Przekonałam się wtedy, jaką siłę daje arteterapia. Od tamtej pory nazywam moje obrazy „obrazami duszy”. Zrozumiałam wówczas, że malując kompozycje nie odwołuję się już głównie do umysłu, jak robiłam to wcześniej kontrolując temat i sposób malowania, tylko że łączę się z sercem i ze swoją duszą… A to, co czuję już swobodnie płynie na płótno.

A kiedy po raz pierwszy zastosowała Pani przy malowaniu kamień? I dlaczego?

Kiedy już namalowałam przez te parę lat ponad sto obrazów, uwalniając i tym samym uzdrawiając wszystkie emocje związane z diagnozą w moim życiu, poczułam że chciałabym pomóc innym chorym ludziom. Wtedy to w 2020 roku założyłam Fundację Samouzdrawianie, aby móc propagować wiedzę o tym, że najważniejsze w procesie zdrowienia jest zrozumienie – świadomość, że to ja jestem odpowiedzialna za ten proces. Zrozumienie, że nie mogę czekać, aż lekarz mnie uzdrowi, ale muszę też pozwolić lekom zadziałać – wzmacniając naturalne siły zdrowienia w sobie samej. W procesie zdrowienia często malowałam w naturze, chodziłam na długie spacery. I wtedy, można tak powiedzieć, zaczęły przyciągać mnie kamienie, minerały, kryształy. Zachwycałam się ich kształtem, kolorami i pięknem, które stworzyła sama natura. Zgłębiając wiedzę na ich temat dowiadywałam się, że określone minerały mają konkretne cechy, właściwości, że mają moc integracji energii i przekazywania jej wibracji. Gdy zobaczyłam po raz pierwszy plastry agatów, zachwyciłam się ich różnorodnością kształtów i kolorów. Przeczytałam, że te wyjątkowo piękne kamienie przywracają równowagę w każdym aspekcie życia ludzkiego, zwiększają samoświadomość i sprzyjają rozwojowi osobistemu. Poczułam też wtedy, że chciałabym ludzi obdarować takimi kamieniami „mocy”.

Nikt tak nie maluje. Na którym etapie tworzenia w procesie arteterapii Vedic Art wypracowała Pani swój niepowtarzalny styl? Czy to konkretny obraz dał początek serii obrazów „Słowa mocy”? A może najpierw była idea?

W procesie samouzdrawiania dużo medytowałam. Często korzystałam z medytacji prowadzonych i w ich trakcie wielokrotnie padały zdania podobne do tych: „Myśli i słowa, których używasz tworzą twoje jutro, tworzą twoją rzeczywistość. Aby wyzdrowieć, spełnić swoje marzenia i być szczęśliwym człowiekiem, warto zatem wybierać słowa i myśli wysokowibracyjne, pozytywne”. Stałam się więc uważna i obserwowałam, jakich słów używają osoby w moim otoczeniu, a często było to niestety tzw. narzekanie. Uświadomiłam sobie, że – między innymi właśnie przez wzorce społeczne – mamy tendencję do odbierania sobie sił, życia z maskami na twarzach i z lękiem przed otworzeniem się. Marzyłam, aby ludzie zmieniali swój sposób myślenia poprzez używanie słów, które ich wzmacniają i dają im siłę do uwierzenia w siebie, żeby móc żyć szczęśliwiej i zdrowiej. W trakcie przypominania sobie procesu przemiany, którą przeszłam dzięki diagnozie nowotworowej, zaczęły pojawiać się słowa oznaczające różne emocje i stany, przez które musiałam przejść, aby zmienić swoje życie na lepsze.

A te słowa – prekursorzy następnych, to….

Wybaczenie, Przebudzenie, Empatia, Zaufanie i też Dobroć . Wtedy też poczułam, patrząc na jeden ze zgromadzonych agatów zasilających mnie w energię, że każdy z nich niejako wibruje innym słowem. Intuicja dała mi bardzo wyraźny sygnał do namalowania pierwszego obrazu z niejako „wmalowaną”  intencją słowa mocy, w którym mogłabym umieścić kamień wzmacniający tę intencję. Gdy pierwszy raz ujęłam kamień – różowy plaster agatu, przekaz był jasny – słowem mocy jest Nadzieja. Chwyciłam zatem płótno, różową farbę i… powstał obraz „Nadzieja”.

Zwiedzający wystawę „Słowa mocy” zwracają uwagę na oryginalne  formy powstałe w kompozycjach z kamienia i kolorów. Wiele osób też wyczuwa „swoje” słowa-obrazy, spędza przy nich więcej czasu niż przy innych, a wychodząc – dziękuje za niezwykłe, zaskakująco wzmacniające doświadczenie. Dużą rolę odrywa w tym odbiorze prac kunszt ich wykonania, dobór barw…

Używam różnych technik, czasem odwzorowuję motyw z wybranego do obrazu kamienia, a niekiedy czuję, że ma on  niejako wtopić się w obraz, czasem czuję, że wręcz odwrotnie ma swoim pięknem i siłą wybić się z obrazu, który jest jedynie tłem, jak ma to miejsce w obrazie pt. „Indywidualność”. Kamienie mnie zatem inspirują, a intencja i intuicja prowadzi w procesie powstawania obrazu.

Jak Pani rozpoznaje, że obraz jest skończony i nie potrzeba niczego nowego i kolejnego na płótnie?

Może to zabrzmi trywialnie, ale „to się wie” i czuje całą sobą. Czasem wracam kilkanaście razy do obrazu. Są też takie, które namalowałam i od razu wiedziałam, że dokładnie tak ma pozostać. Jest to głos z wnętrza, czucie obrazu. Podobnie dzieje się przy wyborze miejsca, w którym ma pozostać kamień – pewność przychodzi do mnie po domknięciu całego procesu i zawerniksowaniu obrazu. Jest to tzw. kropka nad „i”, a wtedy obraz staje się kompletny i można już wyczuć jego siłę.

Bywa, że artyści niechętnie rozstają się ze swoimi dziełami – „dziećmi”. Mogą to być prace powstające w specjalnym momencie życia lub mające dla twórcy wartość sentymentalną z innych powodów.  Pani maluje z intencją obdarowania innych osób dobrem zawartym w słowach i emanującym potem z obrazów, które wręcz skrzą energią. Ale czy któryś z nich zatrzymała Pani tylko dla siebie?

Tak, to prawda (śmiech). Jako matka 13-latka jestem na etapie, gdy umiejętność dawania dziecku przestrzeni do jego życia jest bardzo ważna.  Myślę, że porównanie swoich obrazów do dzieci jest bardzo trafne i rzeczywiście miałam takie uczucia, szczególnie, gdy parę obrazów ze względu na wyjątkowo ważne dla mnie słowa mocy chciałam w pierwszej chwili pozostawić w domu. I faktycznie, wiele z nich wisiało na naszych ścianach podczas malowania całej serii „Słowa mocy” przez ostatnie dwa lata. Jednak zdecydowałam się zdjąć je wszystkie i przekazać do galerii, gdyż – jak matka, która musi kiedyś wypuścić z gniazda swoje pociechy – tak i ja poczułam, iż czas, aby te obrazy i słowa mocy dostały możliwość pomagania innym ludziom, którzy być może bardziej tego potrzebują. Ja, pomimo iż zmieniłam całkowicie swoje życie, a raczej właśnie dlatego, jestem dzisiaj szczęśliwą, silną kobietą. Teraz chcę przekazywać tę siłę, moc i pozytywną energię innym ludziom wiedząc już, że każdy jeden z moich obrazów może być tą brakującą cząstką i „portalem”, który wzmocni konkretną osobę. Patrząc na obraz w swoim domu ktoś przypomni sobie to słowo mocy, które w niego wmalowałam i odnajdzie w sobie siłę, żeby zmieniać swoje życie.

Anna Olszewska „Słowa mocy” – wystawa w Galerii Apteka Sztuki w Warszawie: otwarta od 22 lipca do 12 sierpnia 2022 roku.