"Baba Jaga" z Petersburga. Niech nie zmyli was jej wygląd...

"Baba Jaga" z Petersburga. Niech nie zmyli was jej wygląd...

Media okrzyknęły ją potworem, "rozpruwaczką", Babą Jagą. 68-letnia Tamara Samsonowa nie wyglądała na kogoś, kto byłby w stanie z zimną krwią zamordować i rozczłonkować ciało ofiary. Podejrzewano, że ma na sumieniu co najmniej 12 istnień, ostatecznie udowodniono tylko jedno zabójstwo.

Tamara Samsonowa potrafiła wzbudzić w rozmówcy zaufanie. Drobna, chudziutka 66-latka z burzą farbowanych na rudo loków i ujmującym uśmiechem łatwo nawiązywała znajomości. Pewnego dnia, załatwiając sprawę w urzędzie, zagadnęła starszą od siebie, wyraźnie zagubioną kobietę, Walentinę Ułanową. Pomogła wypełnić dokumenty. Okazało się, że są niemal sąsiadkami – mieszkały niedaleko siebie w historycznej dzielnicy Petersburga, Kupczino, obie na ul. Dimitrowa. 79-letnia Walentina Ułanowa nie miała rodziny, mąż zmarł dawno temu, doskwierała jej samotność, więc towarzystwo nieco gadatliwej, ale wesołej Tamary sprawiało jej dużo radości.

Starsze panie zaprzyjaźniły się, Tamara często odwiedzała Walentinę w jej dwupokojowym mieszkaniu, przynosząc zakupy czy wpadając na pogaduszki przy herbacie. Opowiadała o swoim barwnym życiu. Urodziła się 25 kwietnia 1947 roku w małym mieście Użur w Kraju Krasnojarskim. Od dziecka miała talent do języków, dlatego po szkole średniej mierzyła wysoko – ukończyła lingwistykę na jednej z prestiżowych moskiewskich uczelni, swobodnie mówiła po francusku, niemiecku i angielsku, planowała zostać nauczycielką. Stało się jednak inaczej – w 1971 r. zakochała się w mieszkańcu Leningradu i wyjechała ze stolicy za miłością. Związek szybko się rozpadł, ale Tamara nie miała czasu rozpaczać – wkrótce poznała Leonida Samsonowa, pracownika jednej z fabryk samochodów i szybko wyszła za niego za mąż, ponieważ akurat nadarzała się okazja, by zdobyć dwupokojowe mieszkanie w niedawno wybudowanym bloku z wielkiej płyty przy ul. Dimitrowa 4. Nie mieli dzieci, ale niczego innego im nie brakowało, nawet w czasach socjalistycznego deficytu.

Tamara Samsonowa chwaliła się też swoją pracą – dzięki znajomości języków obcych przez wiele lat była "etażną", dyżurną w leningradzkim hotelu Europejskim. Barwnie opowiadała nowej znajomej o przygodach sławnych gości, których zdarzało jej się widzieć na swoich zmianach. Raz napomknęła, że jednym z jej obowiązków było donoszenie towarzyszom z KGB na gości, ale więcej nie wracała do sprawy.

Walentina Ułanowa bardzo polubiła wygadaną i energiczną koleżankę, dlatego bez wahania zgodziła się, by pomieszkała u niej przez kilka miesięcy – w mieszkaniu Tamary akurat zaczął się od dawna planowany i w nieskończoność przekładany remont generalny. Walentina cieszyła się nawet, że będzie miała codzienną opiekę i towarzystwo. Szybko okazało się jednak, że na co dzień Tamara potrafi być zgryźliwa, złośliwa i dosadna w słowach. Gdy minęło kilka miesięcy, a nowa lokatorka nie zamierzała się wyprowadzić, Walentina, przedstawicielka klasycznej leningradzkiej inteligencji, zaczęła się zastanawiać, jak delikatnie zasugerować, że najwyższy czas wrócić do starego układu.

Tułów w zasłonce prysznicowej

Wieczorem 26 lipca 2015 r. jedna z mieszkanek domu nr 10 przy ul. Dimitrowa zwróciła uwagę na kilka niebieskich pakunków, które od kilku dni leżały na brzegu pobliskiego stawu. Oburzyła się, że ktoś znowu zaśmieca okolicę. Gdy zajrzała do jednego z nich, przeżyła szok. To była ludzka stopa, zawinięta w kawałek plastikowej płachty, przypominającej zasłonkę prysznicową. Kobieta natychmiast wezwała milicję. Okazało się, że w innych zawiniątkach znajdowały się kolejne części kobiecego ciała. Brakowało jednak głowy i kilku fragmentów tułowia. Śledczy przez całą noc zabezpieczali ślady, a już następnego dnia, po przesłuchaniu kilkudziesięciu osób z bloku nr 10 ustalili, kim jest ofiara.

Udali się do jej mieszkania. Drzwi mieszkania otworzyła rudowłosa starsza pani. Grzecznym tonem przedstawiła się – Tamara Samsonowa. Na pytanie, czy wie, gdzie jest właścicielka lokalu, Walentina Ułanowa, odpowiedziała – kilka dni wcześniej upiła się, nazajutrz wyszła z domu i już nie wróciła. Gdy milicjanci weszli do łazienki, wszystkie części układanki wskoczyły na swoje miejsce. Brakowało zasłonki, a na podłodze, między fugami, znaleziono brunatne plamy. Jeszcze więcej ujawnił monitoring – kamery zamontowane przed klatką schodową zarejestrowały, że niebieskie pakunki wynosiła z domu właśnie Tamara Samsonowa.

Potwierdziło się: Walentina Ułanowa nie żyła, zginęła wieczorem 23 lipca. Należało ustalić, jaki był motyw zabójstwa. Tamara początkowo twierdziła, że morderczynią jest pielęgniarka środowiskowa, która co kilka dni zaglądała do starszej pani i upewniała się, czy wszystko z nią w porządku. Okazało się jednak, że kobiety nawet nie było w tym czasie w Petersburgu. Samsonowa w końcu przyznała się, że to ona zabiła.

Zabójcza sałatka

Zeznała, że poszło o wyprowadzkę. W słonecznym mieszkaniu Walentiny Tamarze podobało jej się znacznie bardziej niż we własnym. Dlatego rozzłościła się, gdy koleżanka poprosiła ją, by czym prędzej zakończyła remont i wyprowadziła się z jej domu. Samsonowa opowiedziała podczas przesłuchania, że pewnego dnia pojechała do zaprzyjaźnionego aptekarza i kupiła opakowanie fenazepamu – silnego, narkotycznego środka nasennego. Następnie w pobliskim supermarkecie kupiła jarzynową sałatkę Olivier – ulubione danie Walentiny, wsypała do sałatki wszystkie tabletki nasenne, a wieczorem poczęstowała nią Walentinę i cierpliwie czekała, aż narkotyk zacznie działać. Co ciekawe w organizmie ofiary nie znaleziono śladów substancji odurzających, biegli podkreślili jednak, że nie można jednoznacznie stwierdzić przyczyny zgonu ani wykluczyć, że mogło dojść do otrucia.

Walentina straciła przytomność w kuchni. Tamara przeciągnęła ciało do łazienki i tam poćwiartowała zwłoki. Zawinęła je w pociętą zasłonkę prysznicową. Siedem razy wynosiła pakunki z mieszkania i wrzucała do pobliskiego stawu. Podczas składania zeznań zachowywała się spokojnie, była wręcz rozbawiona.

Gdy Samsonowa znalazła się w areszcie, w mediach zawrzało. Jak drobna, starsza pani mogła z zimną krwią zaplanować i zamordować koleżankę, a później rozczłonkować jej ciało? Od razu nadano jej przydomki "babcia-rozpruwaczka", "babcia Jaga", "potwór z Kupczino". Plotkowano nawet, że dopuściła się kanibalizmu (nigdy tego nie dowiedziono). Tamara znalazła się na pierwszych stronach gazet. Nie okazywała skruchy, uśmiechała się do sądu, a fotoreporterom posyłała całusy.

Dzienniki poliglotki

Natomiast śledczy, przeszukujący mieszkanie Samsonowej, natrafili na kilkanaście zeszytów – dzienników, pisanych przez Tamarę po rosyjsku, angielsku, niemiecku i francusku od kilkudziesięciu lat. Rozszyfrowanie i przetłumaczenie notatek zajęło kilka tygodni. Lektura ich zaszokowała. Z zapisków wynikało, że Walentina Ułanowa nie jest pierwszą ofiarą Samsonowej…

Mąż Tamary, Leonid, zniknął z jej horyzontu pod koniec lat 90. Jak mawiała Samsonowa, pewnego dnia poszedł po zapałki i nie wrócił. Jego zaginięcie zgłosiła dopiero na początku 2015 r. Z kolei z zapisków wynikało, że mógł zostać otruty przez żonę. Jego ciała nigdy nie znaleziono, a Samsonowa nigdy nie przyznała się do jego zamordowania.

Kolejną ofiarą, opisywaną przez Tamarę w dzienniku, był jej lokator, któremu wynajmowała pokój w 2003 r. Śledczy przypomnieli sobie, że faktycznie, w 2003 r. w zaroślach na terenie przedszkola, 650 metrów od ul. Dimitrowa znaleziono rozczłonkowane zwłoki mężczyzny, którego tożsamości nie udało się ustalić. Z zapisków Samsonowej wynikało, że może to być Siergiej Potianin, który przyjechał do Petersburga w poszukiwaniu pracy i po miesiącu zniknął. Samsonowa twierdziła też, że jedną z jej ofiar był Aleksandr Baryszew, jej kochanek, którego miała zamordować w październiku 2003 r. W sumie opisywała 12 zabójstw. Śledczy w rozmowach z dziennikarzami wspominali, że notatki Samsonowej przypominały najbardziej krwawe powieści Stephena Kinga.

Ostatecznie Tamarze Samsonowej udowodniono tylko zabójstwo Walentiny Ułanowej. Proces "babci-rozpruwaczki" zakończył się w 2017 r. Nie została jednak skazana na karę więzienia – biegli orzekli, że choruje na schizofrenię i nie może odpowiadać za swoje czyny. Trafiła do szpitala psychiatrycznego w Kazaniu, na oddział dla wyjątkowo agresywnych przestępców, gdzie przebywa do dziś i nic nie wskazuje na to, by miała z niego wyjść.