Banda Dziadka Mroza. Usypiali rodziców, okradali mieszkania, wpadli przez "dobre serce"

Banda Dziadka Mroza. Usypiali rodziców, okradali mieszkania, wpadli przez "dobre serce"

Pod koniec 1978 r. w Moskwie działała nietypowa grupa przestępcza. Składała się z kilkorga mężczyzn przebranych za Dziadka Mroza oraz kobiety w stroju Śnieżynki. Z rozmysłem wybierali rodziny, które okradali, a ich zuchwałość i pomysłowość zadziwiała nie tylko milicjantów i dziennikarzy sądowych. Banda wpadła, gdy jej szef zbyt mocno wczuł się w rolę…

Pewnego grudniowego dnia 1978 r. mały chłopiec, którego imię nie zapisało się na kartach tej historii, szedł po choinkę w centrum Moskwy i gorzko płakał. Pokłócił się z rodzicami, którzy kategorycznie odmówili kupienia mu psa. Padły klasyczne argumenty o wyprowadzaniu na spacery, tonach sierści w domu i niszczeniu mebli – a przecież dopiero co udało się odstać w kolejce importowany półkotapczan! 7-latek próbował przekonywać, że jest już wystarczająco duży, by samemu chodzić z psem na spacery, jednak rodzice byli nieprzejednani. Dlatego chłopiec postanowił uciec z domu.

Nie wiadomo, dlaczego uznał, że to będzie dobry pomysł, ale nie zastanawiał się długo. Teraz szedł przed siebie i zanosił się płaczem z żalu i złości. Nie zauważył, że od dłuższego czasu idzie za nim nietypowo ubrany mężczyzna, który nagle przyspieszył kroku. Po chwili złapał 7-latka za ramię. Chłopiec nie mógł uwierzyć własnym oczom – stał przed nim najprawdziwszy Dziadek Mróz, w czerwonym kubraku przepasanym sznurkiem. Miał długą białą brodę, ale młode oczy, a na knykciach wytatuowane sygnety. W ręku trzymał worek.

– Co się stało? Dlaczego płaczesz? – zapytał.

Chłopiec od razu opowiedział o wszystkich swoich problemach. Dziadek Mróz mocno się wzruszył. Po chwili wyciągnął z worka podłużne pudełko i wręczył je zaskoczonemu chłopcu.

– Miałem ci to wręczyć 31 grudnia, zgodnie z naszą radziecką tradycją, ale skoro już się spotkaliśmy… – powiedział Dziadek Mróz. Malec nie posiadał się z radości – dostał w prezencie kolejkę z torami i stacją kolejową. Importowany, deficytowy skarb, o którym koledzy z klasy mogą jedynie pomarzyć.

Dziadek Mróz niepostrzeżenie zniknął, zadowolony z dobrego uczynku. Chłopiec odwrócił się na pięcie i pobiegł do domu, zapominając o wszystkich troskach – chciał jak najszybciej pochwalić się prezentem tacie i mamie.

Jakież było jego rozczarowanie, gdy rodzice nie tylko nie uwierzyli w spotkanie z Dziadkiem Mrozem, ale po krótkiej rozmowie… zadzwonili po milicję. Starszy mężczyzna rozdający na ulicy prezenty nieznajomym dzieciom – takie zachowanie wymagało interwencji stróżów prawa. Kolejka została zarekwirowana, jako dowód w sprawie. Okazało się bowiem, że od kilkunastu dni po Moskwie grasowała banda… Dziadków Mrozów, a konkretnie kilku mężczyzn przebranych w stroje poczciwego staruszka z białą brodą, którym często towarzyszyła dość potężnie zbudowana Śnieżynka.

Banda działała nadzwyczaj przebiegle. Dziadek Mróz i Śnieżynka dzwonili do drzwi mieszkania dobrze sytuowanej rodziny z dzieckiem w wieku przedszkolnym, wygłaszali płomienne przemowy, rozdawali dzieciom drobne upominki, słuchali należnych wierszyków i piosenek, a po części artystycznej, proponowali rodzicom uczczenie nadchodzącego Nowego Roku kieliszkiem koniaczku wyciąganego z przepastnego worka.

Nikt nigdy nie odmówił Dziadkowi Mrozowi. Nikt nie wiedział, że do koniaku dosypano klonidynę – mocny i błyskawicznie działający środek usypiający. Gdy tylko dorośli zasypiali, Śnieżynka mówiła dziecku, że rodzice są bardzo zmęczeni i proponowała zabawę w chowanego. Przejęte dziecko chowało się pod łóżkiem albo w szafie, czekając na znalezienie, a w tym czasie do mieszkania wkraczało jeszcze kilku Dziadków Mrozów. Ogołacanie mieszkania trwało zazwyczaj kilkanaście minut, a łupem padało wszystko, co miało wartość – od biżuterii po zabawki. I to właśnie z takiej kradzieży pochodziła kolejka podarowana małemu chłopcu przez Dziadka Mroza.

W ten sposób obrabowano już dyrektora fabryki, ordynatora szpitala, a także rodzinę wysoko postawionego partyjnego dygnitarza, który nabrał podejrzeń i nie chciał pić koniaku. Wtedy jeden z Dziadków Mrozów zagroził mu obrzynem, a to już oznaczało inną kwalifikację czynu – napad z bronią w ręku.

Co więcej, milicja wytypowała już podejrzanych. Okazało się bowiem, że w siedmiu z niemal 20 przypadków kradzieży był wspólny mianownik – dzieci ofiar chodziły do tego samego przedszkola w centrum Moskwy. Gdy przesłuchiwano personel, jeden z milicjantów zwrócił uwagę na zdjęcie roześmianych dzieci w gablotce. Dzieciom towarzyszył równie roześmiany Dziadek Mróz, który trzymał w ręku ogromny wór z prezentami. Na knykciach miał tatuaże sygnetów – symbol typowy dla kryminalnego półświatka, zwłaszcza złodziei, którzy odbyli już kilka wyroków.

Milicjant zapytał, kim jest mężczyzna na zdjęciu – okazało się, że to Jewgienij Kriwoszejew, konkubent jednej z przedszkolanek, Oksany Woroniec, zwolnionej niemal rok wcześniej za kradzież produktów. Mężczyzna studiował aktorstwo na uczelni w Niżnym Nowogrodzie i podobno uznawany był za jednego z najbardziej utalentowanych studentów. Uwielbiał dzieci i organizował pełne atrakcji poranki świąteczne. Pod koniec trzeciego roku trafił jednak za kratki za kradzieże i fałszowanie dokumentów. Dlatego w światku przestępczym zasłużył na pseudonim "Artysta".

To właśnie on i Śnieżynka – Oksana Woroniec, byli brani pod uwagę jako potencjalni sprawcy kradzieży. Milicja nie mogła jednak trafić na ich trop – często zmieniali miejsce zamieszkania, a pomysł znalezienia na ulicach Moskwy mężczyzny przebranego za Dziadka Mroza w okresie noworocznym zakrawał na szaleństwo.

Dlatego przygoda 7-latka, który dostał cenną kolejkę od nieznajomego w tak charakterystycznym stroju, od razu postawiła na nogi milicję w całej Moskwie. Założono, że Kriwoszejew może mieszkać w okolicy, w której spotkał chłopca – i to był strzał w dziesiątkę. Po zaledwie kilkunastu godzinach poszukiwań odnaleziono mieszkanie, w którym zatrzymali się Oksana Woroniec i Jewgienij Kriwoszejew. Oboje zostali aresztowani zaledwie dzień po tym, jak Dziadek Mróz podarował chłopcu kolejkę. Wspólnikami – Dziadkami Mrozami – byli koledzy Kriwoszejewa z celi.

Gdy po kilku miesiącach ruszył proces, okazało się, że oskarżyciele nie potrafili przedstawić dowodów na więcej niż dwie kradzieże – klonidyna skutecznie wymazywała pamięć ofiar. W dwóch przypadkach na miejscu zdarzenia znaleziono odciski palców Kriwoszejewa i to one, obok zapamiętanych przez dwóch świadków tatuaży na palcach, były głównym dowodem w sprawie, której z ciekawością, ale i rozbawieniem przyglądali się moskiewscy dziennikarze sądowi.

Dziadek Mróz i Śnieżynka zostali skazani na odpowiednio pięć i cztery lata więzienia. Po wyjściu z zakładów karnych rozpłynęli się w powietrzu. Ich wspólnicy, którym nie zdołano udowodnić winy, zostali wypuszczeni z aresztu i również zniknęli z pola widzenia.

Niestety, nie wiadomo, czy 7-letni chłopiec, który przyczynił się do zatrzymania Jewgienija Kriwoszejewa i Oksany Woroniec, dostał jednak upragnionego psa i czy nadal wierzył w Dziadka Mroza.