Boże Narodzenie – czas duchowości i zadumy

Boze Narodzenie – czas duchowosci i zadumy zdjęcie główne 5128dccb7bf87f150dbc60fc

Zimowe święta to najpiękniejszy akcent całego roku, a jeśli są śnieżne – to dopełniają całości. Dziś święta nabrały komercyjnego wymiaru. Reklamy telewizyjne bombardują nas uśmiechniętymi, ślicznymi paniami – Śnieżynkami o idealnych rysach twarzy i przystojnymi, wymuskanymi brodaczami w czerwonym stroju i czapie. Bije od nich szczęście i radość. Ulice toną w blasku kolorowych światełek pod pierzynką białego puchu, które łechcą nasze zmysły, a  pachnący goździkami i cynamonem grzaniec potrafi nieźle rozgrzać. W sklepach półki aż uginają się od świątecznego towaru. Wszystko pięknie opakowane. Czy może być  coś piękniejszego?  Pewnie nie, ale jest jedno „ale”. Czy pod tą pierzynką reklamowego, białego, sztucznego puchu, pięknych, szerokich uśmiechów znajdujemy prawdziwe szczęście, prawdziwe wartości, radosny, rodzinny czas? Od wielu lat obserwuję, jak zmienia się świat. Ile zatraciliśmy pięknych relacji w pogoni za pieniądzem, blichtrem. Ile straciliśmy porzucając duchowy wymiar tych pięknych świąt.

Wiem i częściowo rozumiem, że dzisiejszy świat pędzi do przodu, że praca pochłania nam prawie cały dzień, że chcemy zarobić, aby móc kupić rzeczy, o których marzymy.  Z pewnością jest to dobre, ale czy potrzebne? Zastanówmy się, czy posiadanie kolejnego, markowego ciucha, czy perfum cieszy nas długo, czy przez chwilę? Czy mieliśmy czas w świątecznej gonitwie porozmawiać z dziećmi, opowiedzieć im o tradycjach i o tym, co czyni te święta wyjątkowymi?

Czasami mam ochotę wziąć ze sobą małe krzesełko do zaśnieżonego lasu (co już się nieczęsto zdarza). Usiąść na skraju drogi i zwyczajnie patrzeć na piękno przyrody. Napawać się ciszą, świeżym powietrzem, spokojem. Zamknąć oczy, przywołać wspomnienia z dzieciństwa z tamtych wspaniałych lat. Święta może były  skromne, ale jaki potencjał ze sobą niosły, jak scalały rodzinę, ile było w nich akcentów duchowości, celebracji zwyczajów. Mam ochotę zatrzymać się na chwilę kosztem nieulepionych pierogów i ocaleniem na dłużej życia karpia, by podładować akumulatorki, poukładać sobie priorytety, a potem strzepnąć na siebie śnieg z gałązki i wrócić do domu. Może brzmi to dziwnie i niejeden popukałby się w czoło, ale dla mnie to najlepszy reset i zastrzyk energii, aby móc dalej brnąć w tej świątecznej gorączce.

Od lat staram się, aby wszyscy moi domownicy uczestniczyli w strojeniu choinki. Włączam wtedy moją ulubioną płytę Zbigniewa Preisnera „Kolędy na koniec wieku”. Wyciągamy bombki i ozdoby. Zawsze przemycam moje ulubione, które łączą się ze wspomnieniami, mimo protestów, że nie pasują do całości, że nie są w odpowiednich kolorach i że są stare. Tłumaczę, że są ponadczasowe i dla mnie są piękne, mimo że nie spełniają dzisiejszych standardów.

Wyciągam też babcine przepisy na kutię, śledzika i tradycyjnego sernika, których smaki są niepowtarzalne. Przywołuję głośno do kuchni moje dzieci, by pomogły mi w kulinarnych przygotowaniach, co powiem szczerze czasem mi się udaje, a czasem nie. Zazwyczaj słyszę słynne „zaraz”, albo: „jak obejrzę odcinek serialu”. A kiedy mówią: „Już mogę”, to sernik piecze się już w piekarniku.

Lubię wyszukiwać  stacje radiowe, które serwują nie tylko „Last Christmas”, ale wypuszczają w eter audycje dotyczące celebracji świąt, bądź reportaże o ciekawych miejscach i ludziach w wymiarze świątecznym. Warto posłuchać i „nakręcić” się świątecznie.

Powiem szczerze nie wyrywam sobie rękawów, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Od jakiegoś czasu odpuszczam sobie. To nic, że nie zdążyłam umyć okien czy nie wyprasowałam obrusu. Ważne, że zadzwoniłam do mamy, która potrzebuje właśnie rozmowy, czy pomogłam zrobić zakupy schorowanej sąsiadce. Przeczytałam pasjonującą książkę. Tego czasu nikt nam nie odda, a to, że pościel nie będzie wykrochmalona, czy się nie zrobi grzybowej zupy, ale za to stanie się z kubkiem gorącej kawy na balkonie czy tarasie, popatrzy na piękny widok, to ten czas będzie miał wartość, bo będzie niósł dla nas to, co jest dla nas cenne.

Wiem, że Wigilia już nigdy nie będzie taka sama, jaką kiedyś była. Pewnie patrzę na nią oczami dziecka, ale były to inne czasy. Mimo wszystko warto się postarać, żeby był to inny dzień, wyjątkowy, piękny, rodzinny. Czas radości, przytulania i zachwytu nad tym, co wartościowe i prawdziwe. Zarażajmy pozytywną energią, rozmową i miłością, bo nic tak nie łączy jak wspólnie spędzony czas.

Angelika Grobelna