Coś specjalnego...

Coś specjalnego...
Żar

Komisarz Renata Zamojska przetarła dłonią spocone czoło. Żar lał się z czerwcowego nieba, a tu ani skrawka cienia. Poczuła, jak kropla potu zaczęła szybką wędrówkę w dół jej pleców, łaskocząc delikatnie skórę. Marzenie o zimnym prosecco pojawiło się całkiem niespodziewanie i sprawiło, że bezwiednie oblizała spragnione usta.

Taki żar, a ona na zgliszczach pożaru. Nie dość, że słońce piecze z góry, to także od stóp czuć uderzenia gorącego powietrza. I jeszcze ten nieznośny smród spalenizny. Co za piekło, pomyślała.

Grupa strażaków dogaszała pożar, inni porządkowali już teren. Nagle obok niej pojawił się szef techników. W jasnej lnianej koszuli z podwiniętymi rękawami, świeży i pachnący wodą kolońską (Hugo Boss, rozpoznała zapach, któremu przez lata był wierny jej mąż), jakby wyszedł właśnie od fryzjera. A może rzeczywiście tam był, pomyślała. Przecież to niemożliwe, żeby pachnieć w takich okolicznościach.

- Stary parterowy budynek z drewna - zaczął sprawozdanie. - Dawniej zamieszkały, ale od kilku lat stał pusty i niszczał.

- Ofiary?

- Niestety – odparł. - Tam na prawo od komina znaleźliśmy spalone zwłoki. Mężczyzna, myślę, że trzydzieści, czterdzieści lat.

- Bezdomny? Zaprószył ogień?

Podrapał się w głowę.

- O ile bezdomni noszą drogie zegarki i mają iPhone’y.

- A on miał? - spytała zdziwiona policjantka.

Szef techników potwierdził kiwnięciem głowy.

- I z tego co widać po tym, co z niego zostało, ciuchy też nosił niczego sobie – dodał.

- To zmienia postać rzeczy.

- Aha, ale jest coś jeszcze...

Zamojska westchnęła głęboko.

- Wal pan, byle szybko, bo zaraz się tu roztopię.

Kiwnął głową ze zrozumieniem.

- No więc… On był... przypięty kajdankami do rury.

- Co?

- Nie mógł się wydostać z pożaru, bo był unieruchomiony kajdankami.

- Jezu, więc to może morderstwo. Albo… ktoś porwał tego bogatego dla okupu i tu go przetrzymywali.

- Tylko, co poszło nie tak? - zastanawiał się szef techników.

- No właśnie, co? To mamy zagadkę.

***

Komisarz Zamojska ustawiła twarz w strumieniu wentylatora. Zamknęła oczy i delektowała się chłodzącym strumieniem powietrza. Nie usłyszała, kiedy do pokoju wszedł szef techników. Chrząknął głośno kilka razy, żeby zwrócić jej uwagę. Wreszcie otworzyła oczy i spojrzała na niego.

- Co wiemy po sekcji? - spytała bez wstępu.

- Żadnych innych obrażeń poza tymi spowodowanymi przez pożar – odpowiedział. - Najprawdopodobniej umarł wskutek uduszenia.

- Nie udało nam się go do tej pory zidentyfikować – policjantka rozłożyła bezradnie ręce. - Nikt nie zgłosił zaginięcia ani porwania. Nic z tego nie rozumiem.

- Nie sądzę, żeby to było porwanie – powiedział mężczyzna.

- Tak? A skąd nagle to przypuszczenie?

- Bo podczas sekcji znaleziono kluczyk od kajdanek. Miał go przy cały czas w kieszeni spodni. Wygląda na to, że sam mógł się w każdej chwili uwolnić. Dlatego myślę, że to nie było porwanie.

- O! Ale to... bez sensu – powiedziała zaskoczona Zamojska.

- Jak sama pani powiedziała: mamy zagadkę.

***

Zamojska wpatrywała się w ekran komputera. Zdjęcia z miejsca pożaru przywołały wspomnienie panującego tam gorąca i smrodu. Przeglądała to po raz dziesiąty i powoli ogarniało ją zniechęcenie. Na kolejnym zdjęciu poza zgliszczami widać było także grupę gapiów, których przyciągnęła tragedia. Powiększyła je i przesuwała ekran do kolejnych twarzy, aż trafiła na tę jedną. Młody mężczyzna z ratlerkiem na rękach z grymasem innym niż u pozostałych widzów. Powiększała jego twarz, aż ta zajęła cały ekran. Tak, nie ma wątpliwości, mężczyzna płakał.

***

Siedział naprzeciwko niej. Tak jak na zdjęciu trzymał na rękach psa. Stworzenie wpatrywało się w Zamojską wielkimi oczami.

- To chihuahua, nie ratlerek – poprawił ją. - Ludzie często mylą.

Kiwnęła głową na znak, że zrozumiała swoją pomyłkę.

- Pana? - spytała.

- Nie, kolegi. Musiał wyjechać na kilka dni i zostawił mi go pod opieką.

Komisarz wpatrywała się w mężczyznę, szukając kontaktu wzrokowego. On jednak uciekał ze spojrzeniem.

- A może kolega nie wyjechał, co? Może… zginął, na przykład w tym pożarze, którego efekty pan z takim przejęciem obserwował i pan będzie musiał się już tym psem zajmować na stałe. Lubi pan psy? Dużo obowiązków, wiem coś o tym… Współczuję...

Mężczyzna był coraz bardziej zdenerwowany.

- Nie wiem, o czym pani komisarz mówi. Stałem tam z ciekawości. Taj jak inni. To może nie jest fajne, ale ludzie tacy są. Ciekawość i tyle.

Zamojska pokazała mu wydrukowane zdjęcie z powiększeniem jego twarzy.

- A płakał pan, bo ma pan takie dobre serce i żal było panu tego starego domu. Chyba… chyba, że pan wiedział, ze w środku ktoś był i to nie była osoba panu nieznana. To jak było?

Teraz patrzył jej prosto w oczy, ale milczał.

- No, niech pan powie, Jest trup, to nie żarty – drążyła Zamojska. - Przecież nie jest pan niewiniątkiem. Komputer od razu pana znalazł po tym zdjęciu – komisarz wzięła do ręki papierową teczkę. - Andrzej Rudzki. Oszustwa, drobne przekręty, sporo tego, ale jak do tej pory nic poważnego. A teraz taki numer. Ofiara była przykuta do rury, a – jak twierdzą strażacy – ogień podłożono równocześnie w co najmniej trzech miejscach. Więc ktoś musiał rzucić zapałkę. To był pan, prawda? Tylko po co? O co w tym chodzi? Niech pan wreszcie zacznie mówić! Niech pan powie przynajmniej, kim był ten spalony. Jak się nazywał? No, już!

***

- Masz się nim opiekować – powiedział Radek, przekazując mu psa. - Jak stąd wyjdę, odbiorę go.

- Radek, proszę cię, zrezygnuj – powiedział Andrzej Rudzki błagalnym tonem. - To już przegięcie. Pięć minut?! To za długo! Spalisz się! To nie warte tych pieniędzy.

- Zamknij się wreszcie – warknął Radek. - Zakład to zakład. Wiesz, że z tego żyję. Ty zresztą też. I to chyba nieźle, co? Nie ma ryzyka, nie ma kasy. Im większe ryzyko, tym ta kasa większa. Proste, nie? Więc zrób, co do ciebie należy. Podpalasz tę ruderę na mój znak i zmykasz. A potem stoisz na zewnątrz i filmujesz. Pamiętaj tylko, żeby włączyć relację. Żeby się potem nie okazało, że smażę się na darmo – zaśmiał się. - Na początek wrzucisz moje zdjęcie, jak jestem przykuty w środku. A potem już obraz na żywo. Wszyscy muszą widzieć wejście do domu i zegar z kamery. Zobaczysz, że padnie rekord. Będą obstawiać zakłady jak szaleni. Przebijemy wszystko, co pokazywaliśmy w sieci do tej pory. To będzie coś, mówię ci. To będzie coś specjalnego.