Cyniczna, zła kobieta

Cyniczna, zła kobieta
Fot. Pixabay

Tak bardzo chciałam kochać, że nie widziałam, kogo kocham. Tak bardzo chciałam być czyjaś, że nie wiedziałam, do kogo należę. Tak bardzo tęskniłam za kimś obok, że wpuściłam do mojego domu byle kogo. Czy to źle czy dobrze? Czy ja nie mam prawa chcieć i nie mam prawa do całej reszty tego szczęścia, które jest na ziemi? Ja naprawdę chciałam, jak wiele innych osób, napić się kawy w niedzielę z kochaną osobą, zjeść sobotnią kolację. Nie wiedziałam, dlaczego komuś to się należy, ktoś to zwyczajnie ma, a ja w całej swej samotności nie podejrzewałam siebie o to, że stracę czujność, chociaż tak naprawdę byłam taka od zawsze. Poznajcie moją historię. Historię kogoś, kto tak bardzo boi się być sam, że traktuje miłość jak obowiązek i najzwyczajniej kocha… albo po prostu tak mu się wydaje.

Zacznę od początku. Mojego partnera, z którym mam dwoje dzieci, poznałam przez zupełny przypadek. Mieszkałam od kilku lat w nowym miejscu, w małym mieszkaniu na poddaszu i po prostu szukałam współlokatora. Przez zupełny przypadek pojawił się on, zaczęliśmy ze sobą mieszkać i po miesiącu dwie sypialnie zamieniliśmy na jedną. Po dwóch latach urodził się nasz pierwszy syn, a po kolejnym roku nasza córka. Dość szybko poczułam, że to nie to, że ja chciałam współlokatora, a nie partnera i dzieci. Czy byłam egoistką? Nie wiem, wtedy wydawało mi się, że nie jestem egoistką. Kiedy zdradziłam go pierwszy raz, nie miałam wątpliwości, że należy mi się że od życia coś więcej niż tylko pieluchy i jego opryskliwe gadanie. Nie układało nam się. O kolejnym z moich życiowych wybryków, mój partner dowiedział się i może was to zaskoczy, ale wybaczył. Czy ja to doceniłam? Doceniałam bardzo wiele rzeczy, że umie gotować, sprzątać i uwielbia bawić się w dom. Poza tym nie doceniałam w nim zbyt wiele. Czułam się niepotrzebna.

Mojego kolejnego partnera poznałam w restauracji, w której byłam menedżerem. Zjawił się tak po prostu. Postanowiłam odejść od mojego partnera. Uczciwie powiedziałam, dlaczego odchodzę. Był zdruzgotany i bardzo wściekły. W ogóle mu się nie dziwiłam, w końcu wybaczył kobiecie zdradę, a ona i tak odeszła. Niestety odeszła do człowieka, który nie był gotowy na kobietę z dwójką dzieci i dość szybko zorientowałam się, że bardziej mnie nie chce niż chce. Długo zabiegałam o jego uczucia, mnie chyba nawet bardziej interesowało w nim to, że o niego walczę, niż to, że z nim jestem. W sumie interesowali mnie faceci, którzy najlepiej, jak byli niedostępni, tacy, którzy mnie poniżali, bo wydawało mi się, że to jest fascynujące. Jeśli macie już teraz jakieś obiekcje i zastanawiacie się, co w tym jest fascynującego, nie wiem, co jest fascynującego. Ja sama nie wiem, pewnie nigdy się nie dowiem. Kiedy uderzył mnie pierwszy raz, stwierdziłam, że mogło mu się to zdarzyć, ale przestał mnie fascynować.

Poznałam kolejnego faceta. Przeszkadzało mi w nim wszystko, ale był dobry w łóżku. Mówiłam sobie, że przecież gotować, prać i sprzątać mogę sama, a jeśli nie zrobię tego sama, to ojciec moich dzieci bardzo chętnie mnie wyręczy. Kochałam moje dzieci i w pewien sposób kochałam ich ojca. Z nowym partnerem zamieszkaliśmy w centrum miasta. Nie było to mieszkanie z mężczyzną, tylko bardziej współlokatorem. Byłam zaskoczona, jak bardzo moje życie się zmieniło i jak ta zmiana bardzo mi się nie podoba. Męczyłam się, poświęciłam moje życie i życie moich dzieci dla kogoś, kto nie wiedział, co z tym swoim własnym życiem ma robić. Mijały tygodnie. Utrzymywałam go, dbałam o niego, przez to coraz mniej mnie fascynował, ale był. Poczułam pewnego dnia, że to kolejny człowiek w moim życiu, który powinien zniknąć, ale sam nie chciał tego zrobić… pewnie z wygody. Miałam wrażenie, że ci naiwni idioci przyklejają się do mnie jak muchy do lepu. Nie znosiłam, jak ktoś wchodzi mi na głowę. Seks, owszem, dalej był dobry, chociaż zmusiłam się do refleksji, że chyba nie tylko o to w życiu chodzi, ale nie mogłam połączyć życia z dwoma partnerami, z których jeden będzie opiekunem domu, a drugi opiekunem mojej pościeli. Znudziłam się. Na horyzoncie pojawił się kolejny człowiek, niby niepozorny, taki zwykły, wiejski burak, ale świetnie zbudowany. Miał to „coś”, dopóki się nie odezwał, bo kiedy zaczynał mówić, zaczynałam się zastanawiać, czy znam jeszcze swój ojczysty język. W łóżku też był kiepski.

Niestety po pewnym czasie wszyscy moi koledzy, jak i ojciec moich dzieci zorientowali się, co robię i jaka jestem. Co jest akurat dziwne, bo sama nie wiedziałam, jaka jestem, ale oni wiedzieli. Przecież wszyscy zawsze wiedzą od nas lepiej, zostałam sama. Czy to źle? Nie zaskoczę was, nie wiem. Nie mogłam być cyniczna do granic możliwości oszukiwać i okłamywać, ale głównie samą siebie. Od kilku miesięcy jestem sama, nie jest mi z tym wygodnie, poszukuję nowej fascynacji, ale nie jest z tym tak prosto, jak mogłoby mi się wydawać. Czy ja jestem zła? Ja tylko chciałam kochać, tak trochę na własnych zasadach, każdy ma jakieś zasady, a może ja nie chciałam w gruncie rzeczy kochać, tylko czuć te motyle w brzuchu. Kiedy motyle odfruwały – czułam, że to koniec. Może to nuda nie miłość, w końcu całe życie musiałam otaczać się mężczyznami. Część z nich była ze mną, część obok mnie a część korzystała z tego, co w życiu udało mi się mieć.

Jesteście już teraz zażenowani moją historią… pewnie tak, cyniczna, zimna kobieta bawi się mężczyznami. Nie doceniająca swojego życia, matka dwójki dzieci, zimna zołza. Wielu z was ma racje, sama zaczęłam tak o sobie myśleć jakiś czas temu. Czy mi z tym źle? Właśnie nie i myślę sobie, że jeszcze wiele fascynacji w moim życiu spotkam. Może nawet ktoś zostanie na dłużej, bo może zafascynuje mnie bardziej i będzie mi z nim dobrze. Życie ma różne scenariusze, moje jest jak dobry dramat z komedią w tle. Jeśli kiedyś spotkacie osobę, która ma w sobie tyle sprzecznych emocji, co ja, nie oceniajcie, bo najłatwiej nam jest ocenić kogoś, kogo widzimy z boku, u którego w głowie nigdy nie byliśmy i którego nawet nie pytamy: dlaczego? Najłatwiej jest oceniać innych wtedy, gdy wydaje nam się, że nasze poglądy, przekonania są jedynymi słusznymi. Nie wstydzę się, dlatego opowiedziałam tę historię, nie wstydzę się swojego życia, bo wstydzi się tylko ten, kto czegoś żałuje, ja nie żałuję niczego.

Paulina Oleśkiewicz — kobieta nieszablonowa, szukająca swojej drogi i samej siebie. Zakładała firmy i je traciła, otarła się o wojsko, pracowała na budowie, cały czas największą przyjemność sprawiało jej słuchanie ludzi. I tak dotarła do miejsca, w którym jest teraz — realizuje się w life coachingu, ale nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Z powodzeniem pisze i nadal szuka.