Farmaceutka zamordowała byłego męża i jego nową rodzinę

Farmaceutka zamordowała byłego męża i jego nową rodzinę

Najpierw zmarła 10-miesięczna Michelle. Kilka godzin później jej mama Swietłana, która była w piątym miesiącu ciąży. Następnie Alonka, pierwszoklasistka. Najdłużej walczył Michaił – głowa rodziny. Nie mieli szans na przeżycie – potężna dawka trucizny została dosypana do każdego produktu, jaki znajdował się w ich kuchni. Morderczyni cudem uniknęła kary śmierci, a po odsiedzeniu wyroku dostała pracę… w aptece.

Jekaterina, dla bliskich Katia, od dzieciństwa marzyła o tym, by zostać lekarzem. Często wyobrażała sobie, jak w białym kitlu chodzi po szpitalnych korytarzach, odprowadzana zachwyconymi spojrzeniami wdzięcznych pacjentów. Była śliczną dziewczynką, ulubienicą nauczycieli, dobrze się uczyła i wszystko wskazywało na to, że jej ambitne marzenia spełnią się bez najmniejszych problemów. Pewnego lata, na początku lat 80., na obozie pionierskim ("pionierzy" – młodzieżowa organizacja komunistyczna w ZSRR – red.) poznała Michaiła Lisiczkina, Miszę, starszego od siebie o pięć lat chłopaka, który z miejsca się w niej zakochał. Po wakacjach kontakt na jakiś czas się urwał, ale po kilku latach spotkali się znowu. Ona była już studentką technikum medycznego, Michaił, który ze względów zdrowotnych nie dostał wymarzonej pracy na statku wielorybniczym, trafił do Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego – czyli owianego mroczną sławą KGB.

Michaił co wieczór czekał na ukochaną pod jej uczelnią i odprowadzał do domu. Wkrótce postanowili się pobrać. Po ślubie najpierw wynajmowali mieszkanie, później Michaił, dzięki pracy w KGB, dostał dwa pokoje w mieszkaniu komunalnym w domu na Nabrzeżu Frunzego 50 w Moskwie. W budynku mieszkało wielu znanych radzieckich pisarzy, aktorów i działaczy partyjnych.

Koniec małżeństwa

W mieszkaniu poza Katią, Miszą i ich synkiem Jurijem zameldowane były też dwie wiekowe damy, których obecność mocno denerwowała młodą matkę. Marzyła, by zamieszkać oddzielnie od wszystkich. Udało jej się zamienić dwa pokoje w prestiżowej lokalizacji na oddzielne dwupokojowe mieszkanie niemal w samym centrum Moskwy – w okolicach Dworca Kijowskiego. Po szkole średniej Katia już nie chciała być lekarzem – praktyki w szpitalu uświadomiły jej, że nie ma ani cierpliwości, ani serca do pacjentów, a zwłaszcza ich wiecznie wypytujących o wszystko bliskich. Postanowiła zostać farmaceutką. Jej ścisły umysł doskonale radził sobie z obliczaniem dawek leków i tworzeniem nowych receptur. Dostała się na farmację na uniwersytecie medycznym i ukończyła ją ze świetnym wynikiem. Tymczasem jej mąż stracił pracę w KGB – po upadku ZSRR jego dział został zlikwidowany. Wraz z kilkoma kolegami postanowił otworzyć "biznes" – jak to często było na początku lat 90., prowadzenie własnej firmy wiązało się z kontaktami z półświatkiem, z czym Misza nie potrafił sobie poradzić. Nie mógł odnaleźć się w nowej, "demokratycznej" rzeczywistości. Miał wrażenie, że jest nieudacznikiem, zwłaszcza na tle energicznej, ambitnej żony.

Gdy Katia po studiach poszła do pracy, uświadomiła sobie, że z mężem nie łączy jej już nic poza synem. Zażądała rozwodu. Michaił, któremu akurat nie wypalił kolejny interes, nie oponował. Wyprowadził się z domu. Nocował czasem u kolegów, czasem u matki, podczas gdy Katia mieszkała z synem w ich wspólnym mieszkaniu.

Własny kąt

Wszystko zmieniło się, gdy w życiu Michaiła pojawiła się Swietłana. To imię, wymyślone przez rosyjskiego pisarza Aleksandra Wostokowa na początku XIX w., pochodzi od słowa "swietłaja" – jasna, mądra. Imię faktycznie pasowało do wybranki Michaiła – Swietłana rozjaśniła jego życie, choć sama nie miała lekko. Była sierotą – jej matka, alkoholiczka, zginęła tragicznie, gdy Swieta miała kilkanaście lat. Była samotną matką – Alonka, jej córka, nigdy nie poznała swojego biologicznego ojca. Swietłana pracowała w zakładzie krawieckim, była wykrawaczką skór. Mieszkała z córeczką w maleńkim pokoju w mieszkaniu komunalnym, a jej największym marzeniem była duża rodzina i własny kąt.

Michaił i Swietłana pobrali się krótko po pierwszym spotkaniu. Zamieszkali w pokoju komunalnym Swiety, szybko jednak okazało się, że spodziewają się dziecka. Swieta zrezygnowała z pracy, Michaił postanowił zainwestować w kolejny biznes, licząc na duże dochody. Okazało się jednak, że i tym razem się nie udało, a największym problemem było to, że Michaił pożyczył pieniądze na inwestycję od dawnych kontrahentów, którzy zażądali natychmiastowej spłaty kredytu, naliczając przy tym ogromne odsetki. Z pięciu milionów rubli w ciągu kilku miesięcy zrobiło się piętnaście. Michaił ubłagał matkę, by ta sprzedała swoje mieszkanie. Udało się, dług został spłacony, ale w komunalnym pokoiku w dzielnicy na peryferiach mieszkał już nie tylko Michaił z żoną i jej córką, ale i matka Michaiła. Troje dorosłych, dziecko, a wkrótce miał do nich dołączyć niemowlak.

Na rodzinnym zebraniu długo dyskutowali, co zrobić w tej patowej sytuacji. Swietłana przypomniała, że Michaił wciąż ma mieszkanie – to, w którym mieszka jego była żona Katia z ich synem Jurijem. Ponieważ podczas rozwodu nie było rozprawy dotyczącej podziału majątku, Michaił wciąż był właścicielem dwupokojowego lokalu w okolicy Dworca Kijowskiego, z którego wyprowadził się z własnej woli. Oznajmił byłej żonie, że wkrótce on i jego nowa rodzina zajmą jeden z dwóch pokoi w mieszkaniu. Liczył na to, że korzystnie je sprzedadzą, podzielą się pieniędzmi, a wtedy uda mu się kupić coś pod Moskwą.

Uprzykrzyć życie

Tymczasem Katia, choć od rozwodu minęło pięć lat, wciąż była sama. Pracowała jako laborantka w akademii medycznej, w tzw. damskim kolektywie. Mężczyźni, których poznawała, wydawali jej się nieciekawi, mało ambitni i słabo wykształceni. Dotąd jej to nie przeszkadzało, ale mieszkająca za ścianą nowa rodzina byłego męża coraz bardziej działała jej na nerwy. Dlatego pewnego dnia zamknęła swój pokój na klucz i wyprowadziła się wraz z synem do matki. Okazało się jednak, że nie zamierza rezygnować ze swojej własności. Postanowiła wszelkimi możliwymi sposobami uprzykrzyć życie byłemu mężowi i jego rodzinie. Codziennie pisała po kilka pism do różnych instytucji, udowadniając, że w zajmowanym przez nią mieszkaniu nie mają prawa przebywać osoby niezameldowane. Wzywała dzielnicowego, by ten o godzinie 23 wypraszał z domu Swietłanę, która wciąż była zameldowana w mieszkaniu komunalnym, w pokoju, który teraz zajmowała matka Michaiła. Zresztą, ten pokoik też wkrótce sprzedali. Swietłana często musiała spać w aucie przed domem i dopiero nad ranem wracała do dzieci.

Gdy konflikt zaczął przybierać na sile, Michaił wniósł do sądu pozew o zamianę mieszkania na dwa oddzielne lokale, tak, by nie musiał przebywać w jednym mieszkaniu z byłą żoną. Sąd jednak oddalił pozew, uznając, że taka zamiana nie załatwi problemu, a Jekaterina byłaby stroną poszkodowaną, ponieważ musiałaby otrzymać lokal o powierzchni mniejszej od zajmowanego pokoju. Taka decyzja sądu – jak się później okazało, bezprawna, rozzuchwaliła Jekaterinę. Niekiedy wracała do domu z towarzystwem, urządzając libacje, przez które żadne z dzieci – ani Alona, ani kilkumiesięczna Michelle – nie mogły zasnąć. W największą wściekłość wpadła jednak, gdy okazało się, że Swietłana jest w kolejnej ciąży.

Trzy godziny w kuchni

23 marca 1995 r., gdy Michaił był w pracy, Jekaterina Lisiczkina weszła do mieszkania w towarzystwie siostry i trzech mężczyzn – rzekomo po swoje rzeczy. Wyrzuciła Swietłanę na klatkę schodową, a dwoje dzieci zamknęła na klucz w pokoju i nie wypuszczała ich, choć krzyczały wniebogłosy, a Swietłana błagała przez drzwi, by mogła je zabrać.

Wyszła po trzech godzinach.

Wieczorem, przy kolacji, roztrzęsiona Swietłana opowiedziała o wszystkim Michaiłowi. Nagle zemdlała. Gdy doszła do siebie, skarżyła się na silny ból głowy i mdłości. Michaił uznał, że to skutek stresu i zdenerwowania. Następnego dnia Swietłana poczuła się jeszcze gorzej, więc Michaił odwiózł żonę na ostry dyżur, a sam wrócił do dzieci. Czuł się coraz bardziej osłabiony, zaprosił więc do domu znajomego zielarza, by skonsultować z nim swój stan. Wieczorem Michaił zaczął tracić przytomność. Karetka na sygnale zabrała go do tego samego szpitala, w którym już leżała jego żona. Dziećmi zajęła się przyjaciółka Swietłany, Lena, zaniepokojona stanem kobiety. Towarzyszył jej syn, Kirył. Przygotowała dzieciom kolację, którą poczęstowała również zdumionego niespodziewanym rozwojem wydarzeń zielarza. Nazajutrz wszyscy trafili do szpitala…

Dopiero dokładne badania dzieci wykazały, że w ich organizmach znajdowały się ogromne ilości soli talu – pierwiastka, którego związki są silnie toksyczne. Dawka śmiertelna dla dorosłego człowieka wynosi 1 g rozpuszczalnej soli talu. W organizmach dzieci znaleziono go znacznie więcej…

Jako pierwsza zmarła 10-miesięczna Michelle. Kilka godzin po niej – Swietłana, która była w piątym miesiącu ciąży. Alonka walczyła o życie przez kilka dni, ale dawka trucizny była zbyt wysoka. Najdłużej z całej rodziny walczył Michaił – niestety, jego również nie udało się uratować.

Po gwałtownej śmierci czteroosobowej rodziny milicjanci nie musieli prowadzić długotrwałego śledztwa, by ustalić sprawcę. Jekaterina Lisiczkina, pracująca w laboratorium uczelni medycznej, miała dostęp do silnie toksycznych substancji. Jej przełożeni odnotowali brak dużej ilości tej trującej substancji. Okazało się też, że kilka miesięcy wcześniej Jekaterina już raz podjęła próbę otrucia byłego męża i jego rodziny – do butelki wódki dosypała chlorek baru, silnie trującą substancję, której dawka śmiertelna wynosi zaledwie 0,8 mg. Katia nie uwzględniła tylko tego, że wódki nie ruszy ani ciężarna Swietłana, ani dzieci, ani Michaił, który stronił od alkoholu.

Wyrok

1 kwietnia 1995 r. Jekaterina Lisiczkina została zatrzymana. Za radą adwokata podczas procesu co chwila zmieniała zeznania, początkowo usiłując wzbudzić współczucie publiczności i opowiadając, że Michaił był alkoholikiem i damskim bokserem, a po rozwodzie nie płacił alimentów. Śledczy nie znaleźli żadnych dowodów, potwierdzających jej wersję wydarzeń. Wykazali jednak, że Lisiczkina przez wiele miesięcy nękała drugą żonę byłego męża, pisząc na nią skargi do dzielnicowego z najbardziej błahych powodów. Gdy 23 marca 1995 r. wyrzuciła Swietłanę z mieszkania, skrupulatnie wsypywała truciznę do cukru, soli i wszystkich sypkich produktów w kuchni, licząc się z tym, że mogą one zostać zjedzone również przez dzieci.

Wiosną 1996 r. sąd skazał Jekaterinę na 15 lat pozbawienia wolności. Miała niewiarygodne szczęście, ponieważ właśnie wtedy w Rosji wprowadzono moratorium na wykonywanie kary śmierci, a zamieszanie związane ze zmianami ustawodawstwa sprawiły, że nie można było skazać jej na dożywocie.

Dziennikarze portalu Projekt Media ustalili, że Jekaterina Lisiczkina odsiedziała 13 lat w kolonii karnej i wszyła na wolność przedwcześnie, za dobre sprawowanie. Co zdumiewa najbardziej, po takim wyroku udało jej się zatrudnić w przyszpitalnej aptece, w której miała dostęp do trucizn i innych niebezpiecznych substancji. Lisiczkina wytoczyła portalowi proces o zniesławienie, przegrała go jednak, a sąd uznał, że dziennikarze wykazali się odpowiedzialnością, informując opinię publiczną i byłego pracodawcę Lisiczkinej o jej więziennej przeszłości.

Kilka lat po zakończeniu odsiadki Jekaterina Lisiczkina wyszła za mąż za lekarza i chętnie udzielała się na portalach społecznościowych, chwaląc się nowym autem i podróżami do ciepłych krajów. Publikacja w portalu Projekt Media sprawiła, że zmieniła nazwisko i zniknęła z wirtualnego świata.

W mieszkaniu, które stało się przyczyną śmiertelnego konfliktu byłych małżonków, otoczona zdjęciami zmarłego syna i wnuczek, mieszka samotnie matka Michaiła.