Fotografia to magia

Fotografia to magia
Melania Grzesiewicz, fot. Michał Buddabar

Fotografia to magia. Zamknięte wspomnienie na kliszy, a potem przeniesione na papier. Czerń i biel zastąpione zostały kolorem. Do dziś pamiętam ten dreszczyk emocji wywołany oczekiwaniem na to, co faktycznie udało mi się zrobić. Potem fotografia analogowa została dość mocno wyparta przez fotografię cyfrową – każdy mógł robić tysiące zdjęć cyfrówkami, nie martwiąc się, czy wyjdą, czy też nie, bo przecież się skasuje te niedobre. Jednak fotografia analogowa wróciła na dobre i ma coraz więcej zwolenników. Dziś rozmawiamy z jednym z nich, Michałem Buddabarem.

Katarzyna Krauss: Kocham robić zdjęcia i je oglądać (nie tylko te moje). Pamiętam ekscytację związaną z moim pierwszym aparatem, Smieną, i wyczekiwanie na efekt moich prób. Jak zaczęła się Twoja przygoda z fotografią? Czy zaczynałeś od fotografii analogowej?

Michał Buddabar: Jeśli chodzi o fotografię taką artystyczno-komercyjną to tak, od analoga. Kupiłem stary, 30-letni aparat i fotografuję nim ludzi już tak od 14 lat i do tej pory na nim pracuję. Oczywiście mam tu na myśli model aparatu, którego mam około 5 sztuk takich samych.

Czy robisz zdjęcia aparatami cyfrowymi?

Zdarza mi się zrobić zdjęcie aparatem cyfrowym, ale tylko wtedy, kiedy fotografuję produkt. Wykonanie człowiekowi portretu aparatem cyfrowym jest o wiele trudniejsze niż aparatem analogowym.

Dlaczego postawiłeś na fotografię analogową?

Fotografia analogowa jest celebracją fotografii. Zanim nacisnę spust migawki, długo zastanawiam się nad kadrem, nad światłem i nad postacią, którą zamierzam postawić w tym kadrze i światle. Podobnie robi malarz, który ustawia postać od obrazu.

Co robiłeś, zanim zostałeś fotografem? Bo po aparat sięgasz po 30-tce…

Głównie sprzedawałem samochody. A żeby tego dokonać, trzeba było zrobić zdjęcie do ogłoszenia. Więc już wtedy, znajomi którzy też tym się trudnili, przyjeżdżali do mnie, abym fotografował im samochody i wystawiał ogłoszenia w Internecie.

Skąd się zrodził ten pomysł?

Pomysł na fotografię był bardzo głupi i absurdalny. Poznałem dziewczynę na portalu randkowym, chciałem jej zaimponować, bo wiedziałem, że ona fotografuje takim starym, radzieckim aparatem. Kupiłem profesjonalną cyfrową lustrzankę w markecie z elektroniką i umówiłem się z nią na sesję. Najpierw ona robiła przez półtorej godziny 12 zdjęć. Widziałem, jak długo wszystko ustawiała, uznałem wręcz, że ona się męczyła z tym aparatem. Potem była moja kolej. Mówię do niej – patrz. W 20 minut na ustawieniach automatycznych zrobiłem 250 zdjęć. Myślałem, że zaimponowałem jej tą umiejętnością i nowoczesnym sprzętem. Gdy wróciliśmy do domu, ona wywołała negatyw i zeskanowała zdjęcia, a ja zgrałem je z karty – zobaczyliśmy przepaść. Jej 12 pięknych i niepowtarzalnych fotografii i moich 250 zdjęć, nudnych, bez pomysłu i praktycznie takich samych. Więc kupiłem aparat analogowy. Z pierwszej rolki wyszło mi tylko jedno zdjęcie. Ale ono „wygrało” Internet i pociągnęło mnie dalej. To zdjęcie nazywa się EDEN, można je znaleźć w czeluściach Internetu. Oczywiście jest jeszcze wiele anegdot na temat moich początków w fotografii, ale to długi temat.

Gdzieś wyczytałam, że nie uczyłeś się fotografii na żadnych kursach czy z książek, czyli te Twoje dzieła to talent i metoda prób i błędów?

Tak, błędy w fotografii analogowej są dotkliwe, a więc skuteczne. Po pierwsze, każda klatka kosztuje. Kosztuje negatyw, jego wywołanie i skan. Po drugie, w czasie sesji nie ma się podglądu, co wyszło, więc skupienie jest bardzo wymagane. Jeśli coś nawalę, trzeba sesję powtórzyć. Dlatego ważne jest przygotowanie się do sesji i, jak wcześniej wspomniałem, odpowiednia celebracja jej. Teraz sam uczę innych fotografii na warsztatach, które prowadzę.

Co poza portretami czy aktami lubisz fotografować?

Uwielbiam fotografować swoją rodzinę i życie codzienne. Ale to raczej takie prywatne zdjęcia.

Wydałeś już swój album? Zamierzasz?

Jest jeden album, który jest gotowy do druku. Tak naprawdę wszystko przedłużyło się przez perypetie wydawcy związane z wybuchem pandemii. Obecnie jestem na etapie rozmowy z drugim wydawcą. Pracuję również nad książką, opisującą moją pracę oraz instrukcją do aparatu, który zyskał dość dużą popularność, mimo swojej awaryjności, dzięki moim zdjęciom.

Stawiasz na kolorowe zdjęcia czy raczej wolisz czarno-białe?

Nie mam zasady, które według mnie jest lepsze. Generalnie uważam, że nie zawsze jest odpowiednie zdjęcie na wykonanie fotografii kolorowej. Kolor musi współgrać ze sobą, pasować i być spójny.

Które mają więcej magii?

Magia to pojęcie dość wywrotne. Dla jednych modelka w bieliźnie i szpilkach, w opuszczonych budynkach fabrycznych to magia, dla innych znów - dziecko z walizką na torach. Tu wszystko zależy od dojrzałości fotografa, jak również, co jest ważniejsze moim zdaniem – dojrzałości fotograficznej odbiorcy.

Ostatnio pracowałeś przy projekcie z Melanią Grzesiewicz – aktorką młodego pokolenia. Dlaczego akurat ona?

Melania jest piękną kobietą, ale też świetną aktorką i człowiekiem. Dla mnie zawsze jest najważniejszy ten ostatni aspekt. Każdy, kto chce stanąć przed moim obiektywem, obdarza mnie zaufaniem, więc jest to dla mnie coś pięknego. Niezależnie, kto z jakiego środowiska się wywodzi, będę go fotografował z tą samą celebracją i szacunkiem.  Melania dużo wnosi do mojego portfolio, jak już wspominałaś jest aktorką młodego pokolenia i pięknie patrzy w obiektyw. Wielką przyjemnością była ta współpraca i planujemy jeszcze kolejny projekt.

Jaka sesja z tego powstaje?

Ta sesja to takie wspólne „wyczucie się”. Poznaliśmy się tak naprawdę osobiście już na sesji, nie znając się wcześniej. Wzajemnie siebie wyczuwaliśmy. Musimy pamiętać, że fotograf pracujący aparatem analogowym zupełnie inaczej pracuje niż fotograf pracujący na sprzęcie cyfrowym. W obecnych czasach sesja analogowa jest taką egzotyką. Wszystko dzieje się powoli. Chodź zdarzyło mi się zrobić sesję w 5 minut, ale tylko tyle miałem na spotkane z Pawłem Edelmanem, zdobywcą Oskara.

Jak Ci się z nią pracowało?

Melania dużo wnosi do mojego portfolio, jak już wspominałaś jest aktorką młodego pokolenia i pięknie patrzy w obiektyw. Wielką przyjemnością była ta współpraca i planujemy jeszcze kolejny projekt. Jest jedną z nielicznych osób, z którą wyszedł mi każdy kadr z sesji. To świadczy o jej profesjonalizmie.

Jak Ci się pracuje z osobami znanymi? Czy w ogóle jest jakaś różnica między takimi a zwykłymi?

Dla mnie nie ma żadnej, każdy jest człowiekiem. Wiadomo, z aktorami czy zawodowym modelkami pracuje się niby łatwiej, ale też mają te osoby wyćwiczone pozy, spojrzenie, itp. Ja zawsze próbuję zajrzeć do ich wnętrza i pokazać coś więcej niż widzimy na co dzień. Często wtedy te osoby nie rozumieją, co fotografuję w trakcie sesji. Dopiero jak widzą odbitki, są zaskoczone efektem. Z Melanią też udało mi się takie zdjęcie zrobić.

Czy są jacyś fotografowie, których podziwiasz?

Zawsze i wszędzie podziwiam już nieżyjącego Helmuta Newtona. Robił on wielkie sesje bez żadnych osób wspomagających, jak asystenci, itp. Jego prosta fotografia jest bardzo treściwa i bardzo wyjątkowa. Mimo upływu lat, zmiany różnych trendów, nadal modna.

Skąd czerpiesz inspirację?

Inspirację czerpię z otaczającego życia. A staram się otaczać sztuką, każdą. Dla mnie nawet dobry mem jest sztuką, z której można czerpać inspirację.

Jakie szalone projekty chciałbyś zrealizować, o ile możesz uchylić rąbka tajemnicy?

W tych czasach ujawniłem dwa razy swoje projekty i ktoś już je zrobił. Albo przypadek, albo nie. Nie mi to oceniać, ale już trzymam język za zębami, aby nie mieć do siebie pretensji. Z fotografią jest jak z muzyką. Nie ma granic. Zawsze można stworzyć coś pięknego, coś, co ludzie zapamiętają do końca życia. Wystarczy tylko chcieć.