Miłość to trudne uczucie

Miłość to trudne uczucie
Para

Poznałam go w dość niebanalny sposób, raczej już na poznawanie kogoś było zupełnie za późno. Szykowałam się na nowy etap życia, suknia się szyła, a największym problemem był wybór dekoracji ślubnych. Poznałam go chyba za karę, bo nie wiedziałam, że znajomość ta skomplikuje mi życie na zawsze. Spowoduje, że zacznę się czuć jakby całe życie sprzysięgło się przeciwko mnie, a ja milczałam i to milczenie mnie dobijało.

Kiedy zamykałam oczy, widziałam jego, ale nie tego, którego te oczy powinny chcieć widzieć. Bałam się spać, bo w nocy przychodził do mnie i był, i tylko tam nie musiałam próbować go zwalczyć, bo tylko tam mogliśmy być sami. Piłam kawę i zastanawiałam się, co on robi, rozmowa z nie nadawała mi sens istnienia. W mojej głowie działy się takie rzeczy, że czułam wstyd sama przed sobą. Najgorsze było to, że jak tylko o nim pomyślałam, on wysyłał mi wiadomość, dla mnie wszystko było znakiem, że pragnęłam go każdego dnia bardziej i tylko ja wiedziałam, jak się za to nienawidziłam. Nienawidziłam siebie za to, że to nie o nim powinny być te wszystkie fantazje i to nie on powinien dawać mi to, co dawał, a dawał tak wiele, mimo że był tak daleko i tak nieosiągalny. Bałam się, że już nigdy nie uwolnię się od niego i jego oczu, uśmiechu i tej okrutnej chęci by być zawsze obok.

Moja historia nie jest jakoś wybitnie ciekawa, bo byłam zwyczajną kobietą, która w zwyczajny sposób poznała swojego partnera. Po jakimś czasie uznaliśmy, że warto to zalegalizować. Nie zrozumcie mnie źle, ale ja nie byłam nigdy tymi kobietami, które zachwycają się suknią ślubną czy marzą o ołtarzu. Nigdy nie potrzebowałam być w centrum zainteresowania, bo mnie było dobrze, ale chciałam uszczęśliwić człowieka, na którym mi tak zależało. Mogę powiedzieć o nim wszystko, ale najważniejsze to to, że on kochał mnie do szaleństwa i ja chciałam też go tak kochać, ale nie dałam rady. Żywiłam do niego ogromny szacunek i wiarę, że kiedyś moja miłość dorówna jego, bo słowa kocham cię nie są równe za każdym razem, kiedy je wypowiadamy.

Cieszyłam się, że to niedługo nadejdzie ten dzień i cały szał ślubny minie, sami przyznajcie, nie było w tym nic romantycznego. Ale wydawało mi się, że ja taka jestem, zimna, racjonalna i wycofana. Długo tak myślałam, zanim nie zrozumiałam, że żeby być tą zakochaną, romantyczną, namiętną i pragnącą atencji, trzeba mieć odpowiednią osobę do tego. I niestety mój parter był w stanie wykrzesać ze mnie wiele, ale nie umiał spowodować, żebym czuła ten dziwny ból brzucha w oczekiwaniu na wiadomość, nie był w stanie spowodować, żebym godzinami marzyła o jego dłoniach, wargach, żebym oszalała, żeby nawet kawa mi o nim przypominała.

Boże, jakie to nie było sprawiedliwe, jakie to było okrutne. Przypadek spowodował, że zmieniłam siebie, że zaczęłam rozumieć, że oddech drugiej osoby może powodować, że serce bije ci szybciej, a uśmiech nie może zejść ci z twarzy. Poznałam go w biurze, nie pracował ze mną, było moim klientem. Był czarującym, przystojnym, obytym, cholernie ambitnym człowiekiem. Jego jedno spojrzenie spowodowało, że zabrakło mi słów. Nasze częste spotkania biznesowe, nasze rozmowy godzinami przez telefon, wymiana maili, zmieniała charakter i mówiliśmy o tylu sprawach, piliśmy wirtualne wino i ani razu nie przeszło mi przez gardło, że za kilka miesięcy będę żoną innego człowieka. Spotkania w biurze przerodziły się w kawy na mieście, a jego obecność sprawiała, że czułam się jak w hermetycznym pomieszczeniu, chciałam być tylko z nim, pragnęłam go. Jednak każde spotkanie dobiegało końca, a ja już tęskniłam, czułam, że to moja połówka przysłowiowego jabłka, a ja próbuję zszyć się z połówką gruszki udającej jabłko.

Zaczęłam się oddalać, uciekać, tłumacząc się stresem. Ja czułam, że kradnę sobie resztki wolności, mojego życia, którego tak nienawidziłam, ale jak już ktoś zaczął mi je okradać z godności, bałam się, że zmieni mi się to życie już na zawsze.

Pewnego dnia po jednym ze spotkań złapał mnie za rękę, a ja poczułam, jakby tysiące małych igiełek przeszyły moje ciało, odwrócił mnie i pocałował. Nie protestowałam, tak bardzo na to czekałam, tak długo. Smak jego ust i zapach skóry już nigdy nie opuści mojej głowy. Odsunęłam się i spojrzałam na niego i poczułam, coś czego nie znałam. Uśmiechnął się czule i patrzył, patrzył, patrzył a ja rozwalałam się na milion kawałków, już chciałam mu powiedzieć prawdę, ale nie mogłam. Nie potrafiłam. Chciałam go mieć, jeszcze na te parę tygodni. Tak bałam się, że po tym wyznaniu odejdzie. Pocałował mnie w czoło i powiedział do jutra. Odchodził i obracał się patrząc na mnie. A ja wiedziałam, że to najgorsze, co mogłam sobie zrobić i co mogłam zrobić im.

Rozmowy z partnerem się nie kleiły, udawałam sztuczne zainteresowanie ślubem, kupnem tych wszystkich głupot, a wieczorami wracając do domu myślałam tylko o tym, że tak tęsknię. Wierzcie mi, ja bardzo chciałam być szczera przed nimi, ale ja nie byłam szczera nawet przed sobą. Starałam się zapomnieć, nie odbierać telefonów, odmawiać spotkań. Ale ból w klatce było ogromny. Po kilku dniach walki musiałam go zobaczyć. I poczuć na 10 minut chociaż, to co było tak idealne.

W końcu nadszedł ten dzień. Zapytał mnie czy możemy być razem, możemy spróbować, bo to co jest między nami jest cholernie szczere. Nie wiedział, że to jest szczere, ale to co jest wkoło, jest jednym wielkim kłamstwem. Nie pomyślałam, że to nadejdzie tak szybko i niespodziewanie. Ale nawet wtedy nie potrafiłam powiedzieć tego, co powinnam, podeszłam i pocałowałam go, na pocałunku się nie skończyło. Po wszystkim wymknęłam się z rana i biegnąc krzyczałam i płakałam, tak nie chciałam odchodzić, ale byłam zbyt głupia, naiwna i byłam zwykłą oszustką. Tak bardzo go kochałam.

Po powrocie do domu, wzięłam kąpiel i urlop w pracy. Mój telefon dzwonił cały dzień i to zarówno mój partner, jak i on. Nie wiedziałam co powiedzieć i jednemu, i drugiemu. W końcu zadzwonił dzwonek do drzwi, otworzyłam i zobaczyłam jego. Stwierdziłam, że w końcu nadszedł dzień prawdy i wyboru. Powiedziałam, że za kilka tygodni biorę ślub i że nie potrafiłam tego powiedzieć, nawet jak próbowałam. Długo milczał, podniósł wzrok i spojrzał na mnie, ale nie było w tych oczach tego blasku, była złość, rozpacz i łzy, wychodząc dodał: współczuję ci, bo będziesz żyć życiem kogoś, kim nie jesteś i współczuję jemu, bo nigdy nie dowie się, że jest z potworem i współczuję sobie, bo mimo że cię nienawidzę, to kocham cię równie mocno. Trzask zamykanych drzwi był jak uderzenie metalową rurką w głowę. Złamało się we mnie wszystko. I pod ołtarzem stał worek elementów, które nigdy się nie podniosą i nie poskładają.

Nie jest ważne, co inni myślą w kontekście twojego życia, ale istotne jest co czują w kontekście swojego życia. Nie uszczęśliwiaj innych na siłę, bo możesz ich skrzywdzić bardziej niż mówiąc prawdę. Bądźmy szczerzy ze sobą, bo udawanie kogoś kim nie jesteśmy może skończyć się tym, że przeżyjemy życie, które nigdy nie będzie nasze. Najlepsze kłamstwo, kiedyś wyjdzie. Najgorszy moment będzie wtedy, gdy zamkniemy oczy i nie zobaczymy tam tej osoby, którą powinniśmy zobaczyć, a zobaczymy tę, którą każdy element naszego ciała i duszy będzie chciał zobaczyć i ten koszmar nigdy się nie skończy. Miłość to trudne uczucie, nie utrudniajmy go jeszcze bardziej.