Monumentalnie, wręcz pomnikowo – drugie życie zabawek

Monumentalnie, wręcz pomnikowo – drugie życie zabawek
Monooments

Kiedy jej życie zwolniło, spędzała dużo czasu w domu, szczególnie w pokoju swoich dzieci. Zabawki zainspirowały ją do tego, żeby dać im drugie życie. Zaczęło się od dinozaurów jej syna. Tak powstało Monooments – zabawki zawisły na ścianie. Przed Państwem Maria Koper-Bednarska.

Anna Krauss: Na Twojej stronie na Facebooku można wyczytać, że dajesz drugie życie zabawkom. To wspaniałe! Pomysł jest rewelacyjny! Jak to się zaczęło?

Maria Koper-Bednarska: Przed urodzeniem dzieci pracowałam jako scenograf i dekorator wnętrz. Zmienianie, przerabianie i urządzanie przestrzeni oraz praca z przedmiotami były moją codziennością. Później moje życie zwolniło i bardzo dużo czasu spędzałam w domu, szczególnie w pokoju moich dzieci. Nieprzebrana ilość zabawek, wylewających się z każdego konta, zainspirowała mnie do tego, żeby dać im drugie życie. Zaczęło się od dinozaurów mojego syna. Zamiast kurzyć się w szufladzie, zawisły na ścianie. A potem to już poszło lawinowo.

Twoja praca to rękodzieło. Na czym dokładnie polega?

O wszystkim decyduję sama. Inspiruję się, wybieram odpowiedni przedmiot czy zabawkę. Przerabiam ją, maluję, przymierzam odpowiednie tło i ramy. Jest to praca z narzędziami, farbami, lakierami, pigmentami. Lubię używać pigmentów malarskich i past pozłotniczych, bo nadają zwykłym przedmiotom patyny i szlachetności.

Zbiór

Przy tworzeniu monooments bawisz się kolorami – co Cię inspiruje?

Przy wybieraniu nazwy, zastanawiałam się, co mogłoby się kojarzyć z czymś monumentalnym, wręcz pomnikowym. Postanowiłam posłużyć się kolorem. Głównie używam całej gamy złotych i srebrnych odcieni, czerni, szarości i pasteli. Te barwy kojarzą się z elegancją, wyrafinowaniem i są całkowitym przeciwieństwem kolorów używanych przy masowej produkcji zabawek, szczególnie tych plastikowych czy gumowych. Dzięki zastosowaniu odpowiednich kolorów i faktur, zwykłe zabawki nabierają sznytu, stają się monumentalne, wyglądają jak odlewy ze szlachetnych materiałów czy kruszców.

Flaming

Czy wszystkie zabawki przerabiasz, czy jakieś określone?

Ogranicza mnie tylko moja wyobraźnia. Lubię eksperymentować z nowymi materiałami, fakturą, kolorem. Głównie eksploruje motywy zwierzęce, ale jestem otwarta na inne tematy. Dotychczas wykonałam setki personalizowanych prezentów z nowych i starych zabawek. Ale miałam też specjalne zamówienia: na przykład dla filmowca przygotowaliśmy obrazek w klimacie Oscarów, posługując się repliką statuetki Wiktora. Musieliśmy tak zrobić, ponieważ Oscary są całkowicie zastrzeżone. W tej pracy ważny jest też materiał i jego własności – niektóre zabawki po prostu nie nadają się do tego, aby powstało z nich coś trwałego.

Czy w jednej pracy łączysz różne zabawki?

Tak – robiłam na przykład lampy, które składały się z kolażu rozmaitych zabawek połączonych ze sobą w bryłę. Przy tworzeniu tego typu rzeczy potrzeba dużo precyzji i cierpliwości, ale nie ukrywam, jest to dla mnie również wspaniała zabawa.

Pracujesz sama czy monooments są efektem pracy kilku osób?

Przy tworzeniu obrazków pracuję sama, ale przy obmyślaniu całego konceptu Monooments pomaga mi mój mąż Dawid. Czasami też przy wystawianiu się na targach „wykorzystuję” mojego brata, czyli można by uznać, że jest to przedsięwzięcie stricte rodzinne. Są też moje dzieci, które bardzo chętnie naśladują to, co robi mama. Teraz jesteśmy już na tym etapie, że każdy z nas ma swój zestaw zabawek. Panuje niepisana umowa, że ja nie podbieram im zabawek, tak jak to miało miejsce na początku, a oni szanują to, że mama ma własne zabawki, którymi można się bawić, ale później trzeba je oddać.

Baran

Tworzysz sporo arcydzieł. Jak zdobywasz zabawki do swoich minimalistycznych dekoracji?

Staram się pracować zgodnie z ideą upcyclingu – wydobywam na nowo piękno z gumowych i plastikowych figurek. Większość zabawek pozyskuję na rynku wtórnym, czasami jednak mam bardzo konkretne zamówienia, na przykład określone zwierzę lub konkretnego bohatera, których muszę znaleźć w sklepie lub w Internecie.

Przybliżysz czytelnikom ideę upcyclingu?

Jest to sposób przetwarzania rzeczy, przedmiotów, czasami też odpadów, w wyniku którego powstają nowe, atrakcyjne wyroby o wyższej wartości – oczywiście podlega to subiektywnej ocenie. W skrócie jest to dawanie przedmiotom właśnie tego drugiego życia, czy to w znaczeniu artystycznym czy użytkowym. W przypadku mojej pracy są to zabawki. Pokazuję moim klientom możliwość obcowania z ukochanym przedmiotem w dorosłym życiu. Każdy ma sentyment do jakiejś zabawki z dzieciństwa. Dzięki przerabianiu figurek zwierząt, superbohaterów czy ludzików LEGO i oprawianiu ich w odpowiednie ramy, jest to możliwe. Staram się robić dekoracje, które wymykają się kategoriom wiekowym.

Czy zamierzasz zorganizować wystawę swoich prac? A może już była taka wystawa?

Jeszcze nie miałam swojej wystawy, ale mam nadzieję, że pewnego dnia to się wydarzy.

Gdzie można kupić Twoje dzieła?

Głównie wystawiam się na różnych warszawskich targach designu. Sprzedawałam też rzeczy w concept storach oraz na portalach internetowych, stworzonych do tego, żeby sprzedawać sztukę użytkową, design i szerokie wyposażenie wnętrz. Teraz pracuję nad własną stroną internetową, ale najłatwiej mnie złapać na Instagramie lub na Facebooku.

Czy pracujesz na zamówienie? Można u Ciebie zamówić dekoracje w określonej kolorystyce bądź o określonej tematyce?

Jak najbardziej. Jeżeli robię coś na zamówienie, to daję swoim klientom możliwość wyboru rozmiaru i kształtu ramki, koloru i faktury tła, sposobu przedstawienia figurki zwierzaka lub bohatera, czasami jest to cała postać, czasami połowa, która robi trójwymiarowe wrażenie, a czasami jakaś mała część.

Monooments

Czy możesz coś więcej o sobie powiedzieć czytelnikom? Kim jesteś z wykształcenia? Czy masz wykształcenie artystyczne?

Skończyłam kulturoznawstwo, ale zaraz po studiach zaczęłam pracować jako asystent scenografa i tak od projektu do projektu przepracowałam kilkanaście lat. Nie mam wykształcenia artystycznego, ale moją mocną stroną jest kombinowanie, przerabianie, zmienianie, łączenie, tworzenie nowej jakości istniejących już rzeczy. Lubię mieć brudne ręce, pracować z różnego rodzaju tworzywami, farbami, barwnikami. Zawsze miałam zacięcie techniczne. Mam swoją ukochaną skrzynkę z narzędziami, która towarzyszy mi przez całe dorosłe życie. Nie da się ukryć, że to rodzinne – moja mama, a wcześniej mój dziadek, byli przez całe życie związani z rzemiosłem.

Czy poza tworzeniem przepięknych dekoracji z zabawek masz jeszcze jakieś hobby?

Potrafię i bardzo lubię szyć na maszynie. Prawie cała garderoba mojego męża wyszła spod mojej ręki. Szycie jest dla mnie formą odpoczynku i medytacji. Był taki moment w moim życiu, kiedy myślałam, żeby zająć się tym na poważnie, ale na razie traktuję to jako swoje hobby.

Jakie masz plany związane z zabawkami i z Monooments?

Jestem w trakcie poszerzania oferty monoomentsów. Od jakiegoś czasu eksperymentuję z silikonami formierskimi, odlewam formy różnych przedmiotów, a potem pracuję z żywicami i gipsem. Chciałabym poszerzyć asortyment. Mam teraz nową inspirację: oprócz obrazków, chcę tworzyć różne przedmioty dekoracyjne i użytku codziennego. Ważne, żeby były spójne z tym, co robiłam dotychczas.

A masz jeszcze jakieś plany artystyczne nie związane z Monooments?

W mojej głowie jest całą masa inspiracji i planów – ale małymi kroczkami. Mam dwójkę małych dzieci, które są czasowymi pochłaniaczami. Moim marzeniem jest prowadzenie pracowni czy sklepu, w którym mogłabym zrealizować wszystkie swoje pomysły, ale robić też rzeczy spersonalizowane, na zamówienie. Taka artystyczna kopalnia przeróżnych przedmiotów i prezentów, w której każdy mógłby znaleźć coś wyjątkowego dla siebie.