Więcej...

    Morderczy szał komsomolca Cełousowa

    Masowe strzelaniny kojarzą się ze Stanami Zjednoczonymi, w których powszechny jest dostęp do broni. Dochodzi do nich jednak na całym świecie. Nie inaczej było w Związku Radzieckim. Do jednego z najbardziej krwawych aktów przemocy, której dopuścił się masowy morderca, doszło w miejscowości Lamino w Kraju Permskim. W lutym 1958 roku komunistyczny aktywista Michaił Cełousow wszedł do szkolnej bursy i w szale zamordował pięć uczennic. Prawda o wydarzeniach w Laminie ujrzała światło dzienne zaledwie kilka lat temu - wcześniej przez dziesięciolecia była utajniona.

    Wirtualny spacer po miejscowości Lamino nie trwa długo. To zaledwie kilka ulic, sklep, urząd, szkoła. Parterowe domki, tylko w miejscu, które umownie można nazwać centrum, pojawiają się piętra. Zniszczone przystanki autobusowe, kałuże na ulicach. Po niemal 90 latach istnienia miejscowość sprawia wrażenie delikatnie wyludnionej. Oficjalnie liczy ok. 4,5 tys. mieszkańców. Nieoficjalnie – dwa razy mniej.

    Lamino powstało, gdy wokół Permu przed II wojną światową zaczęły tworzyć się kombinaty i fabryki. Wtedy budowano na potęgę. Do wiosek i miejscowości wokół miasta zaczęli zjeżdżać robotnicy, poszukujący zajęcia. Zsyłano tu „rozkułaczonych” rolników, przedsiębiorców i „wrogów ludu”, którzy jakimś cudem przedwcześnie wyszli z łagrów. Była tu jednak porządna szkoła i technikum włókiennicze, bursa dla uczennic i klub kultury, do którego biegała na tance młodzież z okolicy.

    Karierowicz bawidamek

    Właśnie do Lamino przyjechało małżeństwo Cełousowych. Wkrótce, w 1934 roku, na świat przyszedł ich synek Michaił. Rodzice pracowali w fabryce i chcieli, by syn poszedł w ich ślady. Żadnych fanaberii z nauką, zwłaszcza że syn chodził do szkoły jedynie po to, by ściągać na lekcjach i podrywać koleżanki z klasy. Po skończeniu ósmej klasy Michaił stwierdził jednak, że nie interesuje go zwyczajne życie, do którego tak namawiali go rodzice. Chłopak miał ambicję i wiedział, że będzie mógł się rozwinąć tylko wtedy, gdy zapisze się do komsomołu (młodzieżowej organizacji komunistycznej w ZSRR – red.) i wkroczy na drogę kariery partyjnej. Utwierdził się w tym postanowieniu podczas służby w wojsku – nabrał tam pewności siebie i przekonania, że właśnie robotnicze pochodzenie może otworzyć przed nim wiele drzwi.

    Po skończeniu służby wojskowej dostał się do szkoły budowlanej nr 6 w Lamino. Miał świetne rekomendacje z wojska, dlatego wkrótce został kierownikiem organizacji komsomolskiej. Wiązał z tą pozycją wielkie plany, również miłosne. Do jego obowiązków należało np. wypisywanie urlopów i skierowań na wypoczynek, dlatego wkrótce otoczony był wianuszkiem swoich zwolenników. Ci, którzy mu podpadli, nie mogli liczyć na żadne przywileje.

    Miał też najwyraźniej dar manipulowania ludźmi, bo mimo licznych miłosnych podbojów to tu, to tam, partyjni działacze wybaczali mu wszystkie wybryki i tylko uprzedzali, by za szybko nie został ojcem. Michaił nie miał zamiaru zaprzątać sobie głowy takimi sprawami – nie interesowało go to.

    Nie znosił jednocześnie sprzeciwu, a do największej furii doprowadzały go dziewczyny, które odrzucały jego zaloty. Nie przyjmował odmowy do wiadomości i tak długo osaczał nową ofiarę, że często kończyło się jej ucieczką do innej miejscowości i zmianą szkoły.

    Pewnego dnia poznał dziewczynkę, która miała zaledwie 15 lat, więc była nieletnia. To nie przeszkodziło mu jej uwieść.

    Kłopoty mogą być

    Na początku stycznia 1958 roku oznajmiła 24-letniemu wówczas Michaiłowi, że jest w ciąży i czas sformalizować ich związek. Michaił nie chciał o tym słyszeć. Dopiero zaczęło mu się powodzić, dostał podwyżkę, wkrótce chciał się też wyprowadzić od rodziców i zamieszkać we własnym pokoju (w tamtych czasach oddzielne mieszkanie było luksusem, większość mieszkała w mieszkaniach komunalnych – komunałkach – w których każdej rodzinie przysługiwał tylko jeden pokój. Dlatego wizja zakładania rodziny zupełnie nie wpisywała się w jego plan sukcesu.

    Matka dziecka zagroziła, że napisze do miejscowego zarządu komsomołu, który pozbawi Michaiła przywilejów z powodu związku z nieletnią i namawiania jej do aborcji, która dopiero od niedawna była legalna (od 1936 do 1954 roku na rozkaz Stalina aborcja była w ZSRR zakazana). Ostatecznie skargi nie napisała, zrobili to jednak uczniowie szkoły budowlanej, którzy mieli dość aktywności młodego komsorga (organizatora pracy jednostki komsomołu): nie znosił sprzeciwu, domagał się podziwu i gdy ktoś mu podpadł, potrafił mocno utrudnić życie takiej osobie.

    Dyrektor placówki już zapowiedział, że Michaił Cełousow zostanie zwolniony i wyrzucony ze szkoły.

    Gdy Michaił dowiedział się o tym, przez trzy dni pił. Wpadł w rozpacz – świetlana wizja przyszłości na jego oczach odpływała w bliżej nieustalonym kierunku.

    Nie wiadomo, co stało się impulsem do jego dalszych działań, wiemy jednak, że wieczorem 11 lutego 1958 roku Michaił Cełousow postanowił zabić wszystkich, którzy kiedykolwiek wyrządzili mu jakąś, nawet wyimaginowaną, krzywdę.

    Karabinek

    Nie miał problemu ze zdobyciem broni – zabrał wiszący w szafce karabinek, który należał do sekcji strzeleckiej miejscowego klubu kultury. Jako komsorg, odpowiadający za koordynację działań kółek zainteresowań, wiedział, w którym biurku może znaleźć klucz.

    Cełousow wyjął karabinek sprawdził liczbę nabojów i wyszedł ze szkoły budowlanej. Wcześniej ją podpalił – chciał obejrzeć ogień. Kilka razy wystrzelił w powietrze.

    Obok niego akurat przechodził dwaj młodzi mężczyźni, robotnicy z fabryki, którzy wracali z pracy.

    Młodzi mężczyźni zaczęli krzyczeć na Michaiła, by ten rzucił broń i się nie wygłupiał. Cełousow w odpowiedzi strzelił do nich obu, zabijając ich na miejscu. Zaczęła się jatka.

    Cełusow chciał pójść do domu znienawidzonego dyrektora, po drodze jednak zobaczył bursę, w której mieszały uczennice miejscowej szkoły nr 6 – de facto osoby, które dobrze znał.

    Było po dziewiątej wieczorem, gdy gwar w bursie na chwilę ucichł – dziewczęta ze zdziwieniem spoglądały na młodego mężczyznę, który z impetem otworzył drzwi i przystanął, jakby zastanawiają się, w którą stronę ruszyć. Chwilę później wyciągnął karabinek i zaczął strzelać.

    Strzelał bez zastanowienia, do wszystkiego i wszystkich, którzy znaleźli się na jego drodze. Dziewczyny usiłowały schować się pod łózkami albo w szafach, ale i tam je odnajdywał.

    Strzelał niespiesznie, metodycznie, nikogo nie pomijając. Szkoda mu było jednak kul na dobijanie ofiar – w tym celu wziął ze sobą z domu nóż kuchenny swojej matki. Większość jego ofiar miała 17 lat. Były to dziewczynki, które urodziły się w 1941 roku i którym udało się przeżyć II wojnę światową.

    Po kilku minutach strzelania Cełousow zauważył na stole w jednym z pokojów butelkę z resztką wódki. Wypił wszystko duszkiem i poszedł szukać zakąski. Udało mu się znaleźć coś w dużej wspólnej kuchni. Gdy jadł, kilka dziewcząt, które nie zostały ranne, zdołało uciec z budynku i zaalarmować dzielnicowego.

    Dosłownie minutę później Michaił Cełousow wyszedł z budynku. Zastanawiał się, w którą stronę iść w ciemności, by dotrzeć do domu dyrektora szkoły budowlanej. Wtedy dzielnicowy nakazał mu rzucić broń i poddać się. Później udało mu się zajść Cełousowa od tyłu, powalić na ziemię i odebrać mu broń. Na oddział milicji czekał kolejne pół godziny, siedząc okrakiem na zatrzymanym.

    Michaił Cełousow zabił siedem osób (dwóch mężczyzn i pięć dziewcząt, z czego dwie zmarły w szpitalu). Sześć poważnie zranił.

     Tajne / poufne

    Podczas procesu nie przyznawał się do winy, żądając powołania biegłych, którzy by stwierdzili jego niepoczytalność. Wcześniej dużo czytał o psychozach i stanach zniesionej poczytalności. Taka ekspertyza nie została jednak nigdy zlecona.

    Sąd nie tylko uznał Cełousowa za winnego masowego zabójstwa, ale też skazał go na dodatkową karę za to, że, oględnie mówiąc, podczas kradzieży karabinka zanieczyścił proporczyk z wizerunkiem Lenina, który znalazł w gabinecie dyrektora szkoły nr 6. Teraz była to już nie tylko sprawa o morderstwo, ale też sprawa polityczna.

    Sprawa mordercy z Lamino od razu została utajniona, a akta sprawy przesłane do Moskwy pod osobisty nadzór Nikity Chruszczowa, ówczesnego 1. sekretarza partii komunistycznej. Pogłoski o dramacie pod Permem rozpełzały się po całym kraju, ale z czasem sprawa obrosła tak nieprawdopodobnymi szczegółami, że nikt już nie ufał opowieściom o masowym strzelaniu do ludzi.

    Sąd po kilku miesiącach rozprawy skazał Michaiła Cełousowa na karę śmierci. Skazany pisał odwołania i apelacje, nie były one jednak rozpatrywane. Wyrok wykonano niecały rok po tym, jak radziecki strzelec rozpoczął swoją krwawą przejażdżkę.

    Sprawa strzelca z Lamino po dziś dzień jest mało znana nie tylko w Rosji, ale nawet w miejscu, w którym doszło do dramatu. Mieszkańcy albo słabo pamiętają tamte czasy, ale uważają, że uważają, że zaszła pomyłka i to nie może chodzić o dzieje ich miejscowości.

    Szkoła budowlana nr 6 i bursa zostały zburzone po upadku ZSRR. Nikomu nie opłaca się kupować tak olbrzymiego terenu i budować czegoś od nowa.

     

    Źródła:

    https://59.ru/text/incidents/2021/05/20/69924446/

    https://lenta.ru/articles/2022/02/12/shooting/

    https://dokumen.pub/quot-quot-quotsocualism-does-not-generate-criminalityquot-9785752530289.html

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY