Pokochałam biedaka bez wykształcenia

Pokochałam biedaka bez wykształcenia
Rozstanie, pixabay.pl

Mezalians oznaczał kiedyś związek szlachcica z chłopką (szlachcianki z chłopem). Dziś wiele spraw uległo zmianie i mezaliansu nie odnosi się do różnic klasowych sensu stricto, ale jest on traktowany paradoksalnie szerzej i może odnosić się do różnic wykształceniowych, majątkowych, związanych z zainteresowaniami, ale niekoniecznie związanych z pochodzeniem klasowym.

Wychowanie

Urodziłam się w normalnej rodzinie. Wykształcenie wyższe w mojej rodzinie było czymś oczywistym. Zaglądając nawet w drzewo genealogiczne widziałam notki o przodkach, którzy pokończyli takie czy inne kierunki. Oczywiście, częściej dotyczyło to facetów niż kobiet. Kobiety zaczynają się kończyć studia w XX wieku, rzadko jest to jeszcze okres rozbiorów. Ten zwrot zaczyna być widoczny w dwudziestoleciu międzywojennym. Tzw. wykształciuchy w okresie PRL nie były zbytnio cenione, jednak moim rodzicom udaje się wiele osiągnąć. Uczyli mnie i moje rodzeństwo, że czasy się zmieniły i pochodzenie nie ma znaczenia, że wykształcenie, owszem jest ważne, ale najważniejsze jest to, kto jakim jest człowiekiem. Przecież ludzie bez wykształcenia też są wartościowi. Wyposażona w takie wychowanie, przekonania i wartości wyruszyłam w świat.

Miłość

Kończąc studia medyczne (wiecie, to 6 lat, a nie jak większość 5) poznaję, w jednym ze studenckich klubów, Adama. Adam jest niezwykle przystojnym facetem, świetnie tańczącym. Te czarne oczy wciągnęły mnie i w nich utonęłam, a ponieważ zawsze uwielbiałam tańczyć, to uwiódł mnie tańcem. Już następnego dnia do mnie zadzwonił i poszliśmy na kolację. A potem na tańce. No wpadłam po uszy. Już w kolejny weekend pojechaliśmy na wspólny, pierwszy wyjazd. Było wspaniale. Tańce, śmiech, rozmowy. Kochaliśmy się jak szaleni każdej nocy. Wszystko potoczyło się szybko. Rok później mi się oświadczył.

Wszyscy – rodzina i przyjaciele – mówili: „Hanka, nie rób tego, nie pasujecie do siebie. Może i jest miły, ale on jest tylko piekarzem u kogoś w piekarni, nawet nie w swojej.” Nie na darmo się mówi, że miłość jest ślepa. Kochałam, uważałam, że to, że ma zawodowe wykształcenie i pochodzi z biednej rodziny nie ma żadnego znaczenia. Wzięliśmy ślub, pojawiły się dzieci. W tym czasie zrobiłam specjalizację i zostałam kardiologiem. Zarabiałam naprawdę dobrze. Zaczęły się przyjęcia nasze branżowe. Chciałam chodzić tam z mężem, ale on nie chciał. On tam po prostu nie pasował. Nie pasował wyglądem, nie czuł się dobrze w tych wszystkich garniturach, w które go ubierałam, ale najgorzej czuł się podczas rozmów – nie miał o czym z ludźmi rozmawiać. On był tylko piekarzem. Próbowałam go wciągać w ten mój świat – świat opery, teatru, książek, muzyki, przyjęć, ale on go nie rozumiał. Myśmy byli z totalnie różnych światów.

Kryzys

Kryzys w naszym związku czuć było w powietrzu od dawna. On nie czuł się dobrze w moim świecie, ale i ja zaczynałam się go wstydzić. To co kiedyś mi nie przeszkadzało i wydawało mi się, że miłość pokona wszystko, to teraz zaczęło. Z siłą wodospadu zrozumiałam, że żyję z obcym człowiekiem, który zauroczył mnie tańcem i śmiechem, ale niczym innym. Zrozumiałam, że wspólne zainteresowania, wspólne pasje, podobne wykształcenie mają olbrzymie znaczenie. Wzięłam Adama na rozmowę. Kochałam go nadal i szanowałam, mimo tak wielu różnic. Właściwie to nie wiem, o czym chciałam rozmawiać, co chciałam osiągnąć tą rozmową. Jak powiedzieć człowiekowi, które się jakoś jeszcze kocha, że nie jest z naszego świata, że nie pasuje do naszego życia? Że to są rzeczy nie do przeskoczenia. Ja nawet nie wiedziałam, jak chcę tę rozmowę poprowadzić. Co chcę nią uzyskać. Rozwód? Próby ratowania naszego związku? Adam wyczuł te moje rozdarcie. To on zaczął rozmowę. Powiedział, że to co nas połączyło już nie wystarczy na ratowanie tego związku, że on widzi, że nie pasujemy do siebie. Wie, że nie pasuje do mojego świata, źle się w nim czuje, ale nie zamierza się zmieniać, bo to nie o to chodzi, zresztą co miałby zrobić? Pójść na studia? Zacząć szukać pasji, których poza wędkowaniem nie miał? Zmienić pracę?

Patrzyliśmy na siebie nie wiedząc co powiedzieć. Tak po prostu ma się to zakończyć? A z drugiej strony jak w takim tkwić? Adam powiedział, że on wie, że nic już z tego nie będzie, że nie ma sensu się oszukiwać i tkwić w czymś, co obojgu sprawia ból i przykrość.

Rozstanie

Decyzja o rozstaniu jest niezwykle trudna. Mamy dzieci, mamy mieszkanie. Właściwie jak tak myślę coraz częściej o tym, to moja rodzina i przyjaciele mieli rację. Nie pasowaliśmy do siebie, a wspólna pasja jaką był taniec nie jest w stanie zbudować silnych podwalin dla związku. Rozstanie przynosi mi ulgę. Jednak się z nim męczyłam. Na tyle dobrze zarabiam, że spłacam Adama z mieszkania. Niby rozstajemy się w zgodzie, a jednak mam poczucie z mojej strony pewnej pretensji, żalu, że on był taki. Tylko, że ja widziałam, jaki on był, ale chciałam udowodnić światu, że miłość przezwyciężyć jest w stanie wszystko. Nie jest. Adam nie miał ambicji, jemu było dobrze w byciu piekarzem i nie mam w tym nic złego, ale myśmy nie pasowali do siebie. Nie było szans na porozumienie. Różnice były zbyt duże. Zaczęłam mieć nawet pretensje do samej siebie, że z nim byłam, że mogłam być z kimś na moim poziomie, tylko jakie to ma teraz znaczenie? Nie ma żadnego. Jest dwójka dzieci, które trzeba wychować i jest jeszcze kawał życia do przeżycia.

Jednak w związku podobne wykształcenie, wychowanie, status majątkowy i wspólne pasje mają znaczenie. Dziś to wiem bardzo boleśnie.