Przyjaźń, która wzrastała bez słów

Przyjaźń, która wzrastała bez słów

Dominika miała zaledwie 4 lata, kiedy… Ale o tym za chwilę. Rok wcześniej, dokładnie w trzecie urodziny, dostała pewien wyjątkowy prezent. Misia. Ale nie jakiegoś tam zwyczajnego misia. Misia przez duże M. Ten pluszowy jegomość był czymś znacznie więcej niż tylko zwyczajną zabawką. Tak jest, bo był to Miś Magiczny. Stał się nieodłącznym towarzyszem małej Dominiki. Odkrywał z nią świat. Nawet ten straszny, który mała dziewczynka zaczęła poznawać.

Pewnego wieczoru rodzice nie wrócili na czas od cioci z pobliskiego miasteczka. Jechali do swojej córeczki, aby być przy niej, gdy zasypia, przytulić i ucałować na dobranoc… Było tak co wieczór, odkąd Dominika pamiętała. Niestety, nie zdążyli. Jadąc do córki, spotkali na drodze kogoś, kto spieszył się nie patrząc na warunki drogowe i inne samochody. Nagły błysk świateł, zgrzyt metalu, dźwięk tłuczonego szkła. Ostatni krzyk i cisza… Jednostajny dźwięk i pozioma kreska na defibrylatorze. Babcia, najdelikatniej jak tylko potrafiła, walcząc z własnymi łzami, tłumaczyła małej, że rodzice już nie wrócą… Tego dnia Miś stał się jej jeszcze bliższy Dominice. Był przy niej, gdy płakała i chciała przytulić się do mamy. Był wtedy, gdy pragnęła, by tata wziął ją na ręce, bo akurat pod babcinym kredensem przemknął wielki pająk. Tata zawsze brał ją wtedy na ręce. I gdy patrzyła na pająka z góry, już wcale nie wydawał się taki ogromny. A potem tata sprawiał, że długo się śmiała. I z pająka, i ze swojego strachu.

Lata mijały, Dominika rosła, z przedszkola poszła do szkoły. I choć miała tam mnóstwo nowych koleżanek i kolegów, nowe zabawy, Miś był przy niej dalej. Dalej przytulała się do niego przed snem. Zaczęła też opowiadać mu o swoich sekretach. Miś uśmiechał się delikatnie. No i chociaż nic nie odpowiadał, dziewczynka czuła, że on po prostu wie i rozumie. I już. Minęło kilkanaście kolejnych lat. Choć Dominika już pracowała, opiekując się przy tym babcią, która zachorowała, jedno zostało bez zmian. Miś jak zwykle był na posterunku. Choć teraz zamieszkał na kredensie, gdzie siedział w towarzystwie dwóch porcelanowych figurek.

Kiedy Dominika miała trudniejszy dzień w pracy, brała Misia na ręce i, jak dawniej, wszystko mu opowiadała. Już wiedziała, na czym polegała magiczna moc pluszaka. Po prostu, gdy brało się go w ręce, wszystkie troski gdzieś znikały… Nawet kiedy ten pierwszy, wymarzony chłopak… ten, który miał być tym jedynym, zostawił Dominikę dla innej. Misiek może i nie wypowiedział się na temat jej sercowych rozterek, ale jedno pozostało niezmienne. Był. Milczał, choć rozumiał. I znów jakoś szybciej zrobiło się Dominice lepiej.

Pewnego razu, szukając czegoś w Internecie, Dominika trafiła na ciekawy wpis. Chodziło o akcję, w której organizatorzy zbierali zabawki. Używane, takie które ludzie mogli oddać i sprawić radość innym. Miały otrzymać drugie życie, trafić do dzieci w trudnych sytuacjach, których nie było stać na ich kupno. Szybkie spojrzenie na kredens. Misiek niby się nie ruszał, ale poczuła, że coś się w nim jednak „zadziało”. No, Misiek. Pora pomóc innej dziewczynce. Ja już dam sobie radę… – powiedziała do pluszowego przyjaciela. Szybki przegląd. Jak na swoje lata Misiek trzymał się bardzo dobrze. Kilka drobnych poprawek szwów, kąpiel i czyszczenie, nowa kokardka na szyję. Łezka w oku, ostatnie przytulenie… Żegnaj, wierny przyjacielu. I tak Misiek trafił w ręce kolejnej dziewczynki. Stał się towarzyszem zabaw, strażnikiem tajemnic. Dawał wsparcie, dokładnie tak, jak kiedyś Dominice.

Imię i nazwisko czytelniczki, znane redakcji.