W toksycznej ramie

W toksycznej ramie
Fot. Pixabay

Kiedy miałam 4 lata, zaczęłam zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji. Trudne to jest dla takiego małego dziecka, które widzi świat, nie do końca go jeszcze rozumiejąc. Kiedy dorastałam, zaczęłam rozumieć, co dzieje się wokół mnie… kiedy ojciec bił matkę. Wydawało mi się, że to chyba nie jest normalne, ale nie znałam innego życia, więc uznałam, że to, co dzieje się w moim życiu – jest rzeczywistym życiem. Ojciec nie pił, to nie było tak, że można było go wytłumaczyć alkoholem, patologią czy czymkolwiek innym. Był szanowanym adwokatem, a matka pracowała w sądzie, ale to co działo się wieczorami, do dziś przyprawia mnie o dreszcze. Nie byłam ukochaną córeczką tatusia, byłam jego workiem treningowym, razem z matką i młodszą siostrą.

Ojciec był przystojnym, dobrze zbudowanym mężczyzną. Zawsze wyglądał bardzo dostojnie w eleganckim garniturze, pięknym samochodzie. Ludzie go cenili, mężczyźni podziwiali, a kobiety skrycie się w nim podkochiwały. Uważał się za kogoś lepszego od innych, kiedy wychodzili z matką na różnego rodzaju spotkania, matka musiała być idealna, pięknie ubrana, uczesana. Miała dużo nie mówić, ale jak już coś miała zamiar powiedzieć, musiała to sto razy przemyśleć, bo za wszystko groziła kara. Pamiętam jak kiedyś wrócili z takiego przyjęcia, już kiedy odprawili naszą opiekunkę, usłyszałam jak wazon w przedpokoju upadł. Ojciec popchnął matkę, bo ta źle wyraziła się o jakimś jego nowym pomyśle. Nie zrozumiał, o co jej chodziło a już w jego oczach zasłużyła na karę. Siedziałyśmy z siostrą w pokoju na łóżkach i panicznie bałyśmy się, kiedy rozegra się kolejny dramat. Ciągnął matkę za włosy albo uderzał jej głową o futrynę. Kiedy pytałyśmy ją, dlaczego tata to robi, ona po cichu odpowiadała, że zasłużyła. Taki obraz kobiety mam do dziś.

Przy ludziach ojciec był szarmancki, zawsze przynosił mamie kawę i ciasto. Przytulał ją, całował w czoło. Swoim pseudoprzyjaciołom opowiadał, jaką ma uroczą, kochającą, odpowiedzialną i pracowitą żonę. Problem w tym, że ta żona wieczorami była zamieniana w wycieraczkę, służącą, zwykłe popychadło. Kiedy byłyśmy małe, ojciec nas nie bił, krzyczał, ale nie bił. Ustawiał nas po kątach, mówiąc, że robi to po to, żebyśmy wyrosły na mądre kobiety, tylko nie wiem, co miało być w tym pouczającego, a już na pewno mądrego.

Czy kochałam ojca? Nie wiem, jako dziecko na pewno. Pamiętam jak przychodził do mnie do szkoły, zabierał mnie i moją siostrę. Inne mamy i moja nauczycielka mówiły, jakiego fajnego mamy tatę, a my miałyśmy go pocałować na dzień dobry, przytulić i przytaknąć, że nikt się nie myli. Kiedyś moja siostra tego nie zrobiła i w domu pierwszy raz widziałam jak dostała w twarz. Miała tylko 6 lat, ale wiecie, co było dziwne? Nie zapłakała. Byłyśmy tresowane jak matka, nasz dom to nie był dom, tylko zoo, w którym ojciec urządzał wieczorne popisy. Kiedy miało być cicho, to miało być cicho. Kiedyś przyszła do mnie koleżanka, oglądałyśmy bajki i jadłyśmy słodycze. Ojciec wrócił z pracy i spojrzał na mnie, a ja wiedziałam, że to się źle skończy. Oczywiście uśmiechnął się do mojej koleżanki, pogłaskał nas po głowie i życzył udanego seansu. W domu była cisza, a ja wiedziałam, że to jest cisza przed burzą. Nie był zadowolony, że w domu jest ktoś obcy. Po obejrzeniu bajki, po moją koleżankę przyjechał jej ojciec, przytulił ją i zabrał. Ja wtedy pomyślałam, że mógłby i mnie zabrać, bo wiedziałam co zaraz będzie. Kiedy samochód odjechał sprzed naszego domu, mój ojciec wyszedł z gabinetu, złapał mnie za ucho, wykręcił je tak, że pamiętam ten ból do dziś i powiedział: nigdy więcej!

Zaczynałam być nastolatką, późno wracałam do domu, zapisywałam się na wszystkie dodatkowe zajęcia. Z resztą moja siostra też zapisywała się na wszystkie zajęcia, jakie były w szkole. Nie chciałyśmy patrzeć na ojca i na to, co robi matce. Matka nigdy nie uroniła przy nas łzy, ale wieczorami słyszałyśmy jak płakała w łazience, salonie, w ogrodzie jak było lato. Kiedy miałam 15 lat zapytałam ją, dlaczego ona od niego nie odejdzie. Co takiego ją trzyma przy takim tyranie. Spojrzała na mnie i po cichu odpowiedziała, że ślub wiąże ludzi na zawsze. Odpowiedź mnie zatkała i wtedy pierwszy raz pomyślałam, że nigdy więcej jej o to nie zapytam, ale też nigdy w życiu nie wezmę ślubu, bo to nie jest normalne, żeby ślub wiązał ludzi do ich oprawców. W imię czego, tych łez, tej krwi na lodówce, tych dzieci, które nienawidzą swojego domu.

Zaczęłam mieć żal i do niej, i do niego. Bałam się o to, co się wydarzy, kiedy ja wyprowadzę się w końcu z domu, a zostanie w nim moja mała siostra, która w moich oczach ciągle była małą dziewczynką. Dlatego nie poszłam na studia dzienne, tylko zaoczne, patrzyłam jak ojciec terroryzuje nas. Zaczął popychać mnie i moją siostrę, za wszystko. Mówił, że daje nam pieniądze i będzie robił, co będzie mu się żywnie podobać. Poszłam do pracy, nie brałam ani złotówki, to słyszałam, że dostaję dach nad głową, kiedy lał mnie po pysku. Poczekałam, aż moja siostra skończy osiemnaście lat i wyprowadziłyśmy się obie. Obiecałam mu, jak zabierałam rzeczy, że nigdy moja noga nie stanie w tym domu. Żal mi było matki, kiedy się wyprowadzałyśmy, żegnała z nas sinym okiem i rozciętym łukiem brwiowym. Zapytałam, czy idzie z nami i długo patrzyłam jej w oczy, ale ona nie mówiła nic. Obróciłam się, zapakowałyśmy resztę rzeczy do samochodu naszego znajomego i odjechałyśmy.

Długo nie wracałyśmy do domu, w sumie ja nigdy już do niego nie wróciłam, moja siostra po jakimś czasie tam zaglądała, ale oczywiście wszystko było idealnie zakłamane, poukładane, uprane, ugotowane i nawet krew ze wszystkich mebli była pościerana. Matka wyglądała jak po walce. Powiedziała mojej siostrze, że może za stara jest żeby coś zmieniać. Jaka byłam wściekła! Pewnego dnia zadzwonił telefon, kiedy odebrałam usłyszałam głos lekarza, który powiedział, że mama jest na oddziale, bo ma wstrząs mózgu, wiedziałam dlaczego. Na miejscu dowiedziałyśmy się z siostrą, że przez przypadek upadła, schodząc ze schodów. Spojrzałam na ojca, który oczywiście udawał i grał jak zawsze przykładnego męża, tatusia. Obróciłam się i wyszłam.

Zgłosiłam pierwszy raz wszystko na policję. Dwadzieścia dwa lata czekałam, aż miałam w sobie na tyle odwagi, żeby powiedzieć całą prawdę. Moje dzieciństwo to koszmar, moje dzieciństwo to horror, który zgotował mi ojciec, a matka milczała i dała milczące pozwolenie na to, co się działo. Ojciec – prawnik, więc skutecznie się wybronił. Moja siostra też zerwała kontakt.

Wieczorami budzę się, krzycząc bo mam wrażenie, że za drzwiami jest ojciec, który idzie ściągnąć mnie za włosy z łóżka. Moja siostra również płacze, nie mówi, ale płacze nocami. Zniszczyli nas oboje. Przemoc w rodzinie to coś, co daje piętno na całe nasze życie. Walczmy o to, żeby ją zgłaszać do odpowiednich służb i przeciwdziałać jej. Ciche milczenie to przyzwolenie, ale nie tylko na te siniaki na twarzy, ale na problemy psychiczne, które zostaną z nami całe życie. To, co widzimy nie jest zawsze prawdą, ten idealny obraz rodziny, może być zawieszony w toksycznej ramie, na krzywej ścianie życia.

Paulina Oleśkiewicz — kobieta nieszablonowa, szukająca swojej drogi i samej siebie. Zakładała firmy i je traciła, otarła się o wojsko, pracowała na budowie, cały czas największą przyjemność sprawiało jej słuchanie ludzi. I tak dotarła do miejsca, w którym jest teraz — realizuje się w life coachingu, ale nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Z powodzeniem pisze i nadal szuka.