Wojtek – żołnierz bez munduru

Wojtek – żołnierz bez munduru

Jestem sobie mały miś, gruby miś. Znam się z żołnierzami nie od dziś.  To nie Miś Uszatek, znany nam z bajek, a prawdziwy niedźwiadek  Wojtek, najprawdziwszy, bohaterski wojak, który dzielnie walczył pod Monte Cassino i był ulubieńcem polskich żołnierzy.

Na mocy układu Sikorski-Majski z 30 lipca 1942 roku, który przywracał stosunki dyplomatyczne między Polską a Związkiem Sowieckim, dzięki amnestii polscy żołnierze zostali wypuszczeni z niewoli sowieckiej. Powstała polska armia, której dowódcą został generał Władysław Anders, który podczas kampanii wrześniowej dostał się do niewoli sowieckiej. Wielu z tych, którzy chcieli zasilić szeregi armii nie dotarło, gdyż zginęli w drodze z zimna i głodu, czy też chorób. Zastanawiające też było, czemu kadra oficerska nie zgłaszała się do punktów zbornych. Sowieci odmawiali odpowiedzi na pytania o los polskich oficerów. Nikt jeszcze nie wiedział o zbrodni katyńskiej. Ponadto Rosjanie niechętnie pomagali w zaopatrzeniu i uzbrojeniu Polaków, a interwencje u zachodnich aliantów nie przynosiły spodziewanych efektów. Narastał konflikt między generałami Sikorskim i Andersem z jednej strony, a Stalinem z drugiej. Po negocjacjach Churchilla ze Stalinem postanowiono wyprowadzić polskie oddziały do Iranu.

8 kwietnia 1942 roku żołnierze polscy wraz z ludnością cywilną, maszerując z Pahlevi w Iranie do Palestyny, spotkali perskiego chłopca niosącego w worku malutkiego niedźwiadka brunatnego (Ursus arctos syriaceus). Najprawdopodobniej jego matka została zastrzelona przez kłusowników. Niedźwiadek był tak uroczy, że porwał za serce 18-letnią Irenę Bokiewicz, zwaną Inką, która namówiła porucznika Anatola Tarnowieckiego do jego kupna. Za kilka konserw, tabliczkę czekolady, garść monet i nóż wojskowy Inka została posiadaczką pięknego, malutkiego misia. Opiekowała się nim dzielnie, ale zajmowanie się dzikim zwierzęciem było trudne. Wobec tego podarowała go 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii, gdzie przyjął go szef sztabu – gen. Boruta-Spiechowicz. Opiekunem zaś został kapral Piotr Prendysz. Niedźwiadek nie umiał jeść i żołnierze karmili go mlekiem skondensowanym, zmieszanym z wodą w butelce po wódce. Za smoczek służyły skręcone szmaty. Upodobanie do napojów z takiej butelki zostało misiowi na zawsze. Jego przysmakiem była też marmolada, miód, słodkie syropy, owoce oraz kawa, którą pił w godzinach porannych.

W ten sposób kompania powiększyła się o jednego żołnierza – kanoniera Wojciecha – bo takie imię mu nadano (Wojciech, czyli ten, który cieszy jako żołnierz). Nowemu rekrutowi przysługiwał mundur, hełm, menażka, płaszcz przeciwdeszczowy oraz kalosze. Jego wyżywienie powiększyło się o racje żołnierskie i jak na faceta przystało, Wojtkowi przysługiwało również  piwo, które uwielbiał pić. W szczególności upodobał sobie ten trunek w puszkach, które potrafił przedziurawić pazurem. Po wypiciu większej ilości alkoholu niedźwiadek stawał się wesoły i zabawny. Lubił wtedy przechadzać się po obozach, wzbudzając panikę wśród żołnierzy, a zwłaszcza u „Pestek”, czyli członkiń Pomocniczej Służby Kobiet przy 2 Korpusie. Większość osób wiedziała, że Wojtek jest maskotką oddziału i przymykała oko na demolowanie przez niego magazynów i spiżarni. Niedźwiadek przebywając wśród braci żołnierskiej znalazł upodobanie w papierosach, tylko ich nie palił, ale zjadał i to najczęściej zapalone.

Pewnego dnia kompania otrzymała rozkaz dostarczenia leków i żywności do szpitala dziecięcego pod Bejrutem. Na akcję zabrano misia, który rozchmurzył twarze smutnych dzieci. Wojtek popisywał się przed nimi różnymi sztuczkami – z wiszeniem u sufitu włącznie. W progu szpitala powitała niedźwiadka sama Hanka Ordonówna.

Wojtek tak zżył się ze swoimi ludzkimi kompanami, że nie wykazywał żadnych oznak agresji, darzył ich ogromnym zaufaniem i towarzyszył im na każdym kroku. Nauczył się także salutować. Futrzana maskotka szybko urosła na żołnierskiej kuchni i stała się potężnym zwierzęciem. Miał swoją sypialnię w postaci dużej, drewnianej skrzyni, ale nie lubił w niej spać i często zakradał się do namiotu kaprala Prendysza i przytulał się do niego.

Niedźwiedź towarzyszył żołnierzom w ich codziennym życiu, będąc nieodłącznym elementem 2 Korpusu. W ramach zabawy siłował się z żołnierzami, a Ci z czułością traktowali Wojtka. Początkowo żołnierze jakoś dawali sobie radę z potężnym zwierzakiem, ale później, gdy dorósł, nie dawał szans rywalom w improwizowanych zapasach. Pokonanych lizał po twarzy i nigdy nie zrobił nikomu krzywdy. Polacy kochali zwierzaka, traktując go jako pół-żołnierza. Zresztą Wojtek wpisany został do stanu kompanii w stopniu szeregowego. Później oficjalnie awansowano go do stopnia kaprala.

Jak przystało na żołnierza jednostki transportowej, Wojtek był za pan brat z wojskowymi pojazdami. Jego ulubionym środkiem transportu był kompanijny dźwig, na którego wchodził i jak cyrkowiec podciągał się w górę, zwisał na jednej łapie, kołysał się i zjeżdżał z niego okrakiem. Uwielbiał też jazdę na pace z łapami w szoferce. Oczywiście chciał wejść do środka, jednak ze względów bezpieczeństwa nie pozwalano mu na to.

Śmieszne sytuacje z udziałem Wojtka zdarzały się na postojach. Gdy konwój się zatrzymywał, opiekunowie przywiązywali misia  do pala. Oczywiście było to bardzo umowne. Kiedy Wojtek chciał zmienić miejsce, wyciągał pal i wbijał go gdzie indziej. We Włoszech niedźwiedź był przyczyną paniki na plaży. Otóż pewnego dnia misiek opuścił konwój i pobiegł na plażę. Opalające się Włoszki podniosły rwetes i w popłochu uciekały z plaży. Wojtek w tym czasie się wykąpał i wrócił do obozu.

W lipcu 1943 roku, kiedy polska kompania stacjonowała w północnym Iraku, niedźwiadek zdołał wynagrodzić swoim opiekunom oraz całej kompanii, jeśli nie korpusowi, wszystkie swoje wybryki. Wojtek uwielbiał kąpiele. Woda była deficytowa, dostarczana przez cysterny. Żołnierze, aby ulżyć zwierzakowi pozwalali mu brać z nimi prysznic, mimo, że przepychał się, by być najbliżej natrysku. Problem  pojawił się, kiedy mądre zwierzę domyśliło się, że wystarczy pociągnąć za sznurek, aby woda poleciała. Wojtek tak długo i często pociągał za sznurek, aż cały zapas wody się wyczerpywał. Postanowiono zamykać prysznice na kłódkę, by Wojtek nie mógł zużywać całego deputatu wody przeznaczonego dla kompanii.

Zdesperowany niedźwiedź zawsze kręcił się w pobliżu baraku kąpielowego. Pewnego dnia miś dostrzegł, że drzwi do niego są lekko niedomknięte. Wszedł do środka. Chwilę potem przez obóz przetoczył się przeraźliwy krzyk. Gdy na miejsce przybyli wartownicy okazało się, że w pomieszczeniu stoi Wojtek i przygląda się drapiącemu ściany i wrzeszczącemu Arabowi.  Intruza zabrano i przesłuchano. Okazało się, że był to szpieg, który miał przeprowadzić rozpoznanie obozu i zlokalizować ważniejsze budynki, jak na przykład magazyn broni. Celem był atak arabskich dywersantów na polskich żołnierzy. Podczas przesłuchania udało się dotrzeć do wszystkich informacji, dotyczących nazwisk kompanów Araba i miejscem ich stacjonowania. Najprawdopodobniej zadziałała tu  groźba zamknięcia szpiega z Wojtkiem w jednym pomieszczeniu. Następnego dnia ujęto wszystkich niedoszłych dywersantów w mieście Kirkuk. W ten sposób kochany miś uratował swoich kompanów przed zamachem. Tego dnia mógł brać prysznic tak długo jak chciał, a barak kąpielowy był tylko jego.

Z Iranu Polacy trafili do Palestyny, stamtąd do Egiptu i wreszcie do Włoch, gdzie w składzie 8 Armii bili się o przełamanie Linii Gustawa. (W drodze do Włoch Wojtek został pełnoprawnym żołnierzem. W Kairze okazało się, że w dalszą drogę, tym razem drogę morską, Wojtek, jako zwierzę jechać nie może, dowództwo musiało wydać  specjalną zgodę na wpuszczenie zwierzęcia na pokład „Batorego”. Zakaz ominięto wciągając go na oficjalną listę personelu II Korpusu Polskiego. Wojtek dostał stopień kaprala. Miał książeczkę wojskową, a nawet przydział na papierosy). Punktem kulminacyjnym walk było zdobycie Monte Cassino, co pozwoliło aliantom na kontynuowanie ofensywy i wkroczenie do Rzymu. Polacy odznaczyli się w bitwie szczególnie, wkraczając na kluczowe dla losów batalii wzgórze. Wojtek po raz kolejny towarzyszył 22 Kompanii, walczył ramię w ramię z żołnierzami. Miś nie był szkolony do pracy przy noszeniu 45-kilogramowych skrzyń z pociskami. Jak postępować z ładunkami nauczył się poprzez obserwację żołnierzy. Niedźwiedź sam od siebie łapał skrzynie i przenosił je w charakterystyczny sposób: stojąc na tylnych łapach, rozkładał ramiona, w które żołnierze wkładali skrzynie z amunicją. Przenosił je w pobliże stanowisk ogniowych, po czym wracał do ciężarówki po kolejną porcję ładunku. Żołnierze czasem zachęcali Wojtka do pomocy, dając w zamian przysmaki, bowiem niedźwiedź sam decydował o tym, jak długo będzie pracował. Podczas bitwy pod Monte Cassino kompania Wojtka dostarczyła ładunki dla wojsk polskich i brytyjskich:  17300 ton amunicji, 1200 ton paliwa, 1100 ton żywności. Jeden z polskich żołnierzy postanowił uwiecznić zaistniałą sytuację na papierze. Szkic stał się symbolem 22 Kompanii. Był to wizerunek niedźwiedzia z pociskiem w łapach. Żołnierze malowali go na ciężarówkach, proporczykach i nosili na rękawach mundurów. Miś Wojtek był również obecny przy zdobywaniu ważnego portu Ankona, przełamaniu fortyfikacji w Apeninach i przy wkraczaniu do Bolonii.

Po wojnie niedźwiedź wraz ze swoją 22 Kompanią Zaopatrywania Artylerii został przetransportowany do Glasgow w Szkocji. W Winfield Park, gdzie stacjonowali Polacy, Wojtek stał się ulubieńcem Szkotów. Towarzystwo Polsko-Szkockie mianowało go swoim członkiem, a miejscowe dzieci karmiły go marmoladą w zamian za pogłaskanie dzielnego wojaka.

Obecność wielotysięcznej armii polskiej była ogromnym problemem logistycznym. Wojna się skończyła, ale wciąż nie mogli wrócić do ojczyzny, gdzie nowe, komunistyczne władze prześladowały członków Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Ostatecznie w 1947 roku wojska zostały rozformowane, a Polacy przeszli do cywila. Ich powojenną tułaczkę podzielił także Wojtek, jednakże los obszedł się z niedźwiedziem okrutnie. Został zamknięty w edynburskim zoo i odcięty od kontaktu z ludźmi. Próbowano socjalizować go z innymi niedźwiedziami, ale niestety wszelkie starania okazały się fiaskiem. Wojtek był nieszczęśliwy Zabrano mu wolność i towarzystwo. Sporadycznie odwiedzali go polscy żołnierze, którzy wchodzili do klatki z misiem. Nigdy ich nie zapomniał i cieszył się na ich widok. Wojtek przeżył w swym więzieniu 20 lat. Zmarł 2 grudnia 1963 roku. Władze polskie starały się sprowadzić Wojtka do siebie, by zapewnić mu lepsze warunki życia, jednakże próby okazały się fiaskiem.

Historia niedźwiadka zafascynowała wielu historyków i pisarzy. Brytyjska pisarka Aileen Orr poświęciła mu publikację przygotowaną przez Wydawnictwo Replika. Wielu innych autorów i czytelników dowiadywało się o niezwykłej przyjaźni Polaków i potężnego zwierzęcia.

W 2008 roku powstał polski film dokumentalny pt: „Piwko dla niedźwiedzia!” w reż. Marii Dłużewskiej.

W 2011 w kooperacji telewizji BBC i TVP powstał na podstawie książki Wiesława Lasockiego pt. „Wojtek spod Monte Cassino” film dokumentalny w reż. Williama Hooda i Adama Lavisa pt. „ The Bear that went to war” (O niedźwiedziu, co poszedł na wojnę).

Dzieje Misia Wojtka są tematem warsztatów dla dzieci z cyklu: ”Co by było, gdyby zwierzęta mówiły”, przygotowanego przez  edukatorów IPN. Zajęcia cieszą się ogromną popularnością. Przygotowano również film animowany, do którego są przygotowane karty pracy. Pani Krystyna Wieczorek jest autorką książki pt. „Miś Wojtek Wspaniały”

Powstała również gra IPN  Miś Wojtek, a w 2019 r., w 75. rocznicę bitwy pod Monte Cassino odbył się I Ogólnopolski Turniej Misia Wojtka.

Wojtek jest też postacią w grze Hearts of Iron IV oraz w grze karcianej : „Gwint  -Wiedźmińska gra karciana”. Przy wyłożeniu  karty „Treser Tuirseach”, czyli wojownika frakcji Skellige wspomagającego się niedźwiedziami, można usłyszeć jedną z linii głosowej, aktywowanej po zagraniu karty – „Wojtek zostań!” oraz „Bierz ich Wojtek”. Co jest ukłonem w stronę Wojtka.

Postać Misia Wojtka upamiętniają też pomniki postawione na jego cześć w wielu miejscach na świecie. W Polsce mamy ich 9. W Żaganiu, Szymbarku, Krakowie, Warszawie, Szczecinie, Sopocie, Gryfinie, Wrocławiu, Poznaniu (W poznańskim Nowym Zoo działa azyl dla niedźwiedzi po traumatycznych przeżyciach, po wykorzystywaniu ich w cyrkach albo w niewoli w niewłaściwych warunkach. Ma tu dom 7 niedźwiedzi brunatnych. Każdy z nich ma do dyspozycji wybieg o powierzchni kilku tysięcy m² lasu z basenem. Tego szczęścia nie miał Wojtek, który żył w koszmarnych warunkach na 10 m². Rzecznik poznańskiego zoo dodaje z żalem… ”Wielka szkoda, że kiedy Kapral Wojtek przechodził po wojnie na wojskową emeryturę”, nie było jeszcze tego rodzaju ośrodków dla zwierząt” (…).. Ulica w zoo poznańskim prowadząca do dyrekcji zoo nosi nazwę Kaprala Wojtka).

We Włoszech pomniki Wojtka są w mieście Imola, Cassino, w Wielkiej Brytanii: w Londynie, Grimsby, Penhros, W Szkocji: w Edynburgu, Duns.

Na uwagę zasługuje też muzyka związana z Wojtkiem.

Piosenka angielska ”Voytek the soldier Bear” szkolnego zespołu Sangs and Clatter Group,

Piosenka „Wojtek, the Bear soldier” polskiej grupy Őszibarack,

Piosenka „Wojtek” z albumu „Paszport” brytyjskiej piosenkarki polskiego pochodzenia Katy Carr.

„Piosenka o Wojtku” z albumu „Panny Wyklęte” w wykonaniu Mariki i Maleo Reggae Rockers.

Piosenka „Kapral Wojtek” z albumu „Księżycówka” Jacka Stęszewskiego.

Dempsey „Armia Andersa” z płyty „Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Pojawienie się Wojtka wśród żołnierzy było lekiem na całe zło. Wielu żołnierzy utraciło w wyniku wojny rodziny, dobytek całego życia. Niektórzy byli torturowani i cudem uniknęli śmierci. Wojtek był pewnego rodzaju odskocznią od codzienności. Swoją obecnością leczył rany pozostawione w psychice ludzkiej, będącej następstwem okrutnej wojny. Polacy go wychowali. Był nie tylko maskotką, ale także szanowanym żołnierzem. Choć był tylko zwierzęciem, kochali go wszyscy, mimo figli, które robił, podkradając suszącą się bieliznę dziewczynom czy przysmaki. Dzięki jego odwadze i pomocy Monte Cassino zostało wydarte Niemcom. Żołnierze traktowali go jak kolegę, z którym przebyli szlak bojowy.

Po latach jeden z żołnierzy tak wspominał kaprala Wojciecha: „Choć był tylko syryjskim niedźwiedziem z perskich gór, to jednak w głębi duszy był Polakiem. Był naszą nadzieją i przyjacielem w tych wojennych czasach”.