Wpław ku wolności

Wpław ku wolności
Photo by Anastasia Taioglou / Unsplash

Ucieczki z więzienia to zazwyczaj gotowy scenariusz na film. Trzeba mieć sporo determinacji, samozaparcia i sprytu, by tego dokonać. Dla Stanisława Kuryłowa więzieniem był Związek Radziecki. By z niego uciec, wyskoczył za burtę statku pasażerskiego na środku Pacyfiku i przez trzy dni płynął do najbliższego brzegu. W ojczyźnie został skazany na 10 lat więzienia za zdradę i trafił na listę kryminalistów.

Stanisław Kuryłow urodził się w czerwcu 1936 roku w radzieckim Semipałatyńsku (dziś Semej w Kazachstanie), mieście, w którego pobliżu po II wojnie światowej powstał poligon atomowy.

Pierwszym słowem, jakie w dzieciństwie wypowiedział mały Sława (bo tak mówili na niego rodzice), była „woda”. Na ścianie w mieszkaniu rodziców wisiał obraz, przedstawiający żaglowiec na wzburzonych falach, przed którym chłopiec potrafił siedzieć godzinami. Dla niego było to wręcz mistyczne przeżycie. Wymarzył sobie, że zostanie marynarzem, a gdy miał 10 lat, sam nauczył się pływać. O mało przez to zresztą nie zginął, bo przepływając przez rzekę Irtysz zbliżył się za bardzo do śruby łodzi motorowej. Gdy miał 15 lat uciekł z domu i przedostał się do Leningradu, licząc, że zostanie chłopcem okrętowym radzieckiej floty bałtyckiej. Nic z tego jednak nie wyszło, musiał wrócić do domu z przykazaniem, żeby wrócił do nich po szkole.

Sława najpierw trafił jednak do wojska. Nie został przydzielony do marynarki, więc po zakończeniu służby stawił się w Akademii Marynarki Wojennej w Leningradzie. Okazało się jednak, że nieoczekiwaną przeszkodą na drodze do kariery w marynarce stała się... wada wzroku, której Sława nawet nie był świadom. Sława Kuryłow nie porzucił jednak nadziei o pracy na wodzie – ukończył oceanografię i zaczął pracować na stacji meteorologicznej nad Bajkałem.

Po kilku latach trafił do zespołu badawczego, który działał w Gelendżyku, popularnym kurorcie na kaukaskim wybrzeżu Morza Czarnego. Pracował w podwodnym laboratorium „Czarnomor” i ćwiczył m.in. przetrwanie w ekstremalnych warunkach pod wodą, badał np. wpływ ciśnienia na organizm zanurzony przez dłuższy czas na głębokości 30 metrów. Na liczniku nurkowań miał ponad dwa tys. godzin. Intensywnie ćwiczył też jogę, na praktykę czasem przeznaczał nawet 12 godzin dziennie. Był bardzo wytrzymały i silny.

Wciąż jednak nie był szczęśliwy. Postrzegał życie w Związku Radzieckim jako zniewolenie. Chciał jeździć na konferencje, poznawać nurków z innych krajów, testować nowoczesny sprzęt, produkowany zagranicą. Był wybitnym nurkiem, którego do swojego projektu zaprosił nawet Jacques-Yves Cousteau. Wiedział jednak, że jako specjalista, z wiedzą o radzieckiej technice i z dostępem do tajemnicy wojskowej nie będzie mógł przenieść się na Zachód. Ponadto jego młodsza siostra wyszła za mąż za obywatela Indii i udało jej się wyjechać z kraju, a później emigrować do Kanady. Dlatego dla Sławy jedyną drogą na Zachód była ucieczka. Z determinacją opracował plan nielegalnego opuszczenia ZSRR.

„Żyłem w państwie, w którym ludzie ciągle się czegoś bali. Widziałem strach w ich oczach, w ich postawach, w sposobie mówienia do siebie, ciągłego nasłuchiwania i oglądania się za siebie. Aż trudno uwierzyć, że w kraju jest wielu zdrowych, silnych mężczyzn, ogarniętych ciągłym strachem. Było trudno żyć wśród nich” – pisał po latach w swojej książce „Sam w oceanie”.

W grudniu 1974 roku dostał zgodę na wypłynięcie w rejs na statku pasażerskim „Związek Radziecki”. Statek miał płynąć w stronę równika przez Ocean Spokojny, ale nie zatrzymywać się w żadnym porcie. Przez kilkanaście dni podziwiał potęgę żywiołu, a 13 grudnia, gdy statek przepływał u wybrzeża Filipin, wykorzystał nadarzającą się okazję i wskoczył z pokładu prosto do wody. Nikt nie zauważył tego skoku. Kuryłow sądził, że do najbliższego brzegu ma zaledwie 17 km, okazało się jednak, że mocno się pomylił – musiał pokonać ponad 100 km. Po trzech nocach i dwóch dniach w ciągłym ruchu, bez wody, jedzenia i snu, dopłynął do filipińskiej wyspy Siargao na Morzu Filipińskim. Gdy znaleźli go rybacy, tańczył na plaży z radości. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów, dlatego od razu trafił do więzienia, w którym trzymano nielegalnych emigrantów. Był przesłuchiwany przez władze, które podejrzewały, że jest radzieckim szpiegiem. Co ciekawe, załoga radzieckiego statku zorientowała się, że brakuje jednego z pasażerów, dopiero po 8 godzinach od desperackiego skoku Kuryłowa. Natychmiast zawiadomiono radzieckie wojsko, które wpisało Stanisława Kuryłowa na listę zaginionych bez wieści. Gdy okazało się, że Kuryłow przeżył i odnalazł się w jednym z krajów „kapitalistycznych” za żelazną kurtyną, został zaocznie skazany na 10 lat pozbawienia wolności za zdradę ojczyzny.

Po kilku miesiącach, spędzonych w filipińskim więzieniu, Sława został deportowany do Kanady, w której mieszkała jego siostra. Tam dostał kanadyjskie obywatelstwo i tuż przed czterdziestką zaczął układać sobie życie na nowo. Pracował jako pizzaiolo, dostawca jedzenia i kierowca. Gdy podszkolił angielski, znalazł pracę w firmach, specjalizujących się badaniach morskich. W 1978 roku, podczas przyjęcia u znajomych, poznał swoją przyszłą żonę, z którą zamieszkał w Izraelu. Pracował w Instytucie Oceanografii w Hajfie.

29 stycznia 1998 roku, podczas jednego z nurkowań, Kuryłow zaplątał się w sieci rybackie, z których usiłował wydostać sprzęt do badania dna morza. Zginął pod wodą. Miał 61 lat.