Z okna pociągu

Z okna pociągu
Pociąg, pixabay.pl

Komisarz Renata Zamojska stała na dworcowym peronie. Miała zamknięte oczy i  wciągała nosem wieczorne letnie  powietrze. Pachniało dzieciństwem, wakacjami i podróżą. No i krwią, tego zapachu nie udało jej się niestety oddzielić od  pozostałych.

Usłyszała, że ktoś podchodzi i zatrzymuje się tuż obok niej. Pachnie Hugo Bossem. To łatwa zagadka, uśmiechnęła się w duchu: szef techników, to jego zapach, jest jak podpis.

- Lubi pan dworce? - spytała nie otwierając oczu.

- Szczerze mówiąc, nie wiem – odpowiedział po chwili wahania. - Nie mam w tym względzie żadnych godnych uwagi doświadczeń. Nawet nigdy nie jechałem pociągiem.

Otworzyła oczy. Szeroko, ze zdziwienia.

- Co? Jak to? Nigdy? - nie potrafiła ukryć zaskoczenia.

- Nooo, nigdy.

Teraz spojrzała na niego. Wyglądał na zmieszanego i zawstydzonego, jakby właśnie zdał sobie sprawę, że niefrasobliwie zdradził jej swoją wstydliwą tajemnicę.

- To… dziwne – powiedziała. - I jak to możliwe? Żadnych kolonii w dzieciństwie, wczasów z rodzicami, wycieczek szkolnych, nawet wyjazdów na szkolenia… Ani razu? Naprawdę?

Pokręcił głową jednocześnie bezradnie wzruszając ramionami.

- Nic. Po prostu nie złożyło się. Mam samochód. Moi rodzice też zawsze mieli – tłumaczył się zakłopotany. Na wycieczki w szkole jeździliśmy autobusem. Tak jakoś wyszło...

Popatrzyła na niego niemal ze współczuciem. A potem zamknęła i otworzyła szybko oczy, jakby chciała zresetować myśli krążące jej po głowie i błyskawicznie zmieniła temat:

- Co wiemy? - spytała rzeczowym tonem.

- Na razie niewiele – odpowiedział z ulgą, że deficyt jego życiowych doświadczeń w dziedzinie podróżowania pociągiem został odłożony na bok. - Dwóch mężczyzn, obaj około trzydziestki zginęło pod kołami intercity do Białegostoku o 23.20. Jeden z nich pracował tu na dworcu jako zawiadowca.  Obaj śmierć na miejscu. Rozumie pani, pociąg… Kurczę, straszne… To był wyjątkowo długi skład. Szesnaście wagonów. Podobno na kolei nazywali go jamnik...

- Jakiś monitoring? - spytała.

Pokiwał głową.

- Jest, ale stary i kiepski. A do zdarzenia doszło w nocy, na końcu peronu. Musimy dać to do obróbki jakiemuś specowi z zewnątrz, inaczej na nic nam się to nie zda.

- A jakaś teoria?

Dziwnie się roześmiał.

- Nawet więcej – powiedział. - Mamy już oficjalny komunikat regionalnego dyrektora kolei.

- Ach, naprawdę?

***

Komunikat został przekazany wszelkim zainteresowanym mediom i brzmiał następująco:

„Z wielkim żalem zawiadamiamy o śmierci naszego pracownika Tadeusza Miśniaka, który pozostawił w żałobie rodzinę i całą społeczność kolei państwowych, a w szczególności naszego regionu i miasta.

Tadeusz Miśniak zawiadowca z długoletnim stażem do końca wykazał się odwagą i hartem ducha, jak przystało na pracownika naszej szacownej instytucji. Zginął bohaterską śmiercią, próbując bezskutecznie ratować zdesperowanego człowieka od samobójczej śmierci pod kołami pociągu. Na zawsze zapamiętamy go jako serdecznego, zawsze gotowego do pomocy kolegę i profesjonalistę kolejarza w każdym calu.”

***

- Czemu się pan tak pospieszył z tym komunikatem? Nie można było zaczekać na wyniki śledztwa?- spytała Zamojska szpakowatego okrągłego mężczyznę, siedzącego za biurkiem w swoim biurze.

- Śledztwa? Jakiego śledztwa? - dyrektor regionu kolei podniósł się z fotela wyraźnie zaniepokojony. - A po co śledztwo? Sprawa jest jasna, nie widzi pani tego?

- Nie bardzo. Za to widzę, że chce pan coś przed nami ukryć – odpowiedziała policjantka. - W komunikacie nie ma mowy o tym, że druga ofiara, Leszek Seweryn też do niedawna był pracownikiem kolei. I że pan osobiście go zwolnił jakiś miesiąc temu. Można wiedzieć dlaczego?

Mężczyzna opadł na fotel i założył ręce na piersiach. Miał teraz minę obrażonego dziecka.

- Jesteśmy firmą z tradycjami – powiedział uniesionym głosem. - Nie wszystkie rodzaje zachowań są u nas akceptowane.

- Na przykład to, że Seweryn był gejem?  - powiedziała Zamojska. - Tak, wiemy o tym. Także o tym, że nie pan jeden nie mógł tego znieść. Temu Miśniakowi też się to nie podobało, prawda? A dłuższy czas pracowali razem i dochodziło między nimi do napięć. Nie było tak? A to rzuca na całą sprawę zupełnie nowe światło...

Dyrektor spojrzał na nią spode łba.

- Nic pani nie wie, nic pani nie rozumie.

***

Maszynista ukrył twarz w dłoniach.

- Nawet nie wie pani, jak często nam się to zdarza – powiedział cicho.

Spojrzał na nią smutnymi oczami.

- Każdy z nas ma takie doświadczenia. Pociąg to nie samochód. Nie skręcisz w ostatniej chwili, bo nie masz dokąd, nie zatrzymasz się w miejscu, bo ten kolos ma szesnaście wagonów…  To prawie pięćset metrów składu, kilka tysięcy ton. Jak już ktoś jest przed tobą na torach, to… nic się nie da zrobić. Można tylko włączyć syrenę… I zapomnieć się tego potem też nie da...

Komisarz Zamojska pokiwała głową ze zrozumieniem.

-  Widział pan ich? Co tam się stało? - spytała.

Znowu to smutne spojrzenie.

- Widziałem. Wszystko widziałem.

***

Stali obok siebie na peronie. Z lewej strony, w oddali, zamajaczyło wyraźnie światło pociągu. Zbliżało się szybko.

Spojrzeli sobie w oczy.

- Jesteś pewien? - spytał Tadeusz.

Leszek pokiwał głową.

- Nie mogę już tak dłużej – odpowiedział. - Po prostu nie mogę.

Pociąg, ciągle rozpędzony, wjechał na peron. Złapali się za ręce i zrobili krok naprzód nad krawędź peronu, w tej samej chwili, gdy rozległa się ostrzegawcza syrena pociągu.

***

Komisarz Zamojska uśmiechnęła się do szefa techników i pokazała mu dwa kartoniki papieru.

- Co to? - spytał.

- Niespodzianka – odpowiedziała. - Zapraszam pana na przejażdżkę. Intercity do Warszawy. Tradycyjny, z przedziałami. Godzinka drogi w jedną stronę. Spodoba się panu.

- Dobrze – roześmiał się trochę zakłopotany.

- Szkoda mi się pana zrobiło – powiedziała. - Spodoba się panu – powtórzyła.

- Ale co właściwie? Co ma mi się spodobać?

- Jak to co? Spojrzenie na świat z okna pociągu.