Żelazna Bella. Chciała zostać "królową kurortu". Za niepohamowany apetyt na luksusy zapłaciła najwyższą cenę

Żelazna Bella. Chciała zostać "królową kurortu". Za niepohamowany apetyt na luksusy zapłaciła najwyższą cenę

Oficjalna propaganda w Związku Radzieckim głosiła, że to kraj równych szans. Premiowano pochodzenie robotniczo-chłopskie, a władza dbała o to, by w społeczeństwie panowała „urawniłowka” – by wszyscy zarabiali mniej więcej tyle samo i by nikt nie czuł się lepszy od innych. W rzeczywistości dzięki temu kwitło podziemie dystrybuujące delikatesy i towary luksusowe, a dzięki skomplikowanemu systemowi łapówek i powiązań wielu urzędników partyjnych „dorabiało się” potężnych majątków. W morzu luksusów pławiło się sporo płotek, ale zdarzały się też potężne rekiny, które uważały, że dzięki swoim koneksjom z władzą są bezkarne. Do takich rekinów należała Żelazna Bella – kobieta, która za sprawą swojej niepohamowanej ambicji kontrolowała wszystkie państwowe restauracje i stołówki w nadmorskim kurorcie – Gelendżyku. Za swój niepohamowany apetyt na luksusy i wiarę w swoich mocodawców zapłaciła najwyższą cenę.

Berta Korol nie miała łatwego dzieciństwa. Urodziła się w 1927 roku w miejscowości Biła Cerkwa na Ukrainie, w rodzinie szewca, który od rana do nocy pracował, by wykarmić dziesięcioro dzieci. Udało jej się przeżyć czasy Wielkiego Głodu, wtedy też postanowiła, że zrobi wszystko, by nigdy więcej nie czuć głodu. Była świetną i pojętną uczennicą, ale zdobycie wykształcenia przerwała II wojna światowa, a po wojnie nie było już dzieciństwa i trzeba było pójść do pracy.

Berta od dzieciństwa nie lubiła swojego imienia. Po wojnie, gdy przeprowadziła się do tętniącej życiem portowej Odessy, przedstawiała się już jako Bella. Miała olśniewający uśmiech i szybko znalazła pracę w miejscowej kawiarni. Szybko wyszła za mąż, ale równie szybko znudziła się starszym od siebie statecznym mężem. Od koleżanek słyszała, że najlepiej żyje się w kurortach – klient w kawiarni jest mniej awanturujący się, nastawiony na wypoczynek, a często do tego stopnia podchmielony, że nie zwraca uwagi na jakość serwowanych potraw. Bella poczuła, że czas ruszyć nad morze.

W 1951 roku przeprowadziła się do miasta Gelendżyk – kurortu nad Morzem Czarnym, do którego lubili przyjeżdżać partyjni dygnitarze. Wkrótce po przyjeździe Bella rozkochała w sobie kolejnego mężczyznę – tym razem znacznie starszego od siebie marynarza, kapitana marynarki wojennej III rangi. Szybko wzięli ślub, urodziła się córka, ale Bella – po mężu Borodkina – nie wyobrażała sobie siebie jako domatorki i pani domu. Miała ambicje, by zostać „królową kurortu”. Zatrudniła się w kawiarni, w której szybko awansowała. Mężowi, który był alkoholikiem, często dostarczała „paliwo”, które sprawiło, że szybko owdowiała i została właścicielką całkiem pokaźnego jak na tamte czasy majątku.

Bella awansowała na szefową kawiarni i zaczęła zaprowadzać swoje porządki. Przede wszystkim, nakazała wszystkim pracownikom oddawać sobie część wypłaty. Przywilej pracy w kawiarni i dostępu do deficytowej w tamtych czasach kawy i herbaty były wystarczającym wabikiem, by pracownicy bez szemrania opłacali się szefowej. Poza tym za pomocą palonego cukru dodawała kolorów kawie i herbacie, dlatego też udawało jej się wyprowadzać z kawiarni niemal połowę rozdzielanego centralnie produktu. Sprzedawała kawę i herbatę znajomym, obdarowywała też wszystkich urzędników i urzędniczki, gdy chciała coś załatwić pod stołem.

Wkrótce do Belli szczęście uśmiechnęło się jeszcze szerzej – została szefową jednej z państwowych restauracji. Dzięki temu mogła zarabiać „na lewo” jeszcze więcej – od razu nauczyła kucharzy, że do kotletów mielonych trzeba dodać więcej bułki i kaszy, a nadwyżkę mięsa, które nie trafiło na restauracyjne stoły, sprzedawała właścicielom „szaszłycznych”, którzy zawsze mieli problem z pozyskaniem tego cennego, nomen omen, surowca. Klienci nie zauważali różnicy w smaku potraw, podlewanych pikantnym sosem. Zmniejszyła też o połowę wydawane klientom do posiłków porcje masła. Najwięcej jednak zarabiała na rozwadnianiu alkoholu i dolewaniu np. do szlachetnego koniaku wódki żytniej. Dzięki takim działaniom Bella Borodkina po kilku latach zgromadziła okrągłą sumkę ponad 80 tys. rubli. Jednocześnie Bella bezlitośnie zwalczała konkurencję, czyli „sektor prywatny” – mieszkańców Gelendżyka, którzy wynajmowali turystom pokoje. Ludzie Borodkinej wynajmowali pokoje, podając się za kuracjuszy, a po kilku dniach udawali zatrucie pokarmowe i pisali skargi do odpowiednich służb sanitarnych. Właściciele płacili wysokie kary i często rezygnowali z prowadzenia tak ryzykownego biznesu. W mieście zaczęto nazywać ją Żelazną Bellą.

Bella nie kryła się z miłością do luksusów. Szczególnie ukochała futra i biżuterię, za którą potrafiła zapłacić każdą kwotę. Lubiła też towarzystwo młodszych mężczyzn i często wręczała im drogie podarki. Jednocześnie bez sentymentów zwalniała ludzi, którzy w jakikolwiek sposób jej podpadli, a promowała tych, którzy mogli pomóc jej w dojściu do wysoko postawionych urzędników państwowych. Dzięki umiejętnemu lawirowaniu i oszukiwaniu oraz znajomościom, w 1974 roku Bella Borodkina została kierowniczką trustu – wszystkich państwowych kawiarni, restauracji i stołówek w Gelendżyku. Swoją pozycję wykorzystywała do organizowania bankietów i przyjęć dla możnych nie tylko z Gelendżyka, ale też z całego regionu. Na stołach pojawiały się deficytowe produkty, np. kawior, oraz najlepsze zagraniczne alkohole. Prokurator Gelendżyka, który szepnął słówko Belli, bawił się na zorganizowanym przez nią ślubie swojej córki, który godny był koronowanych głów tego świata. Wkrótce znała wszystkich dygnitarzy i doskonale wiedziała, co każdy z nich miał za uszami. By przymykali oko na jej działania, wręczała potężne łapówki. Mówiono, że pieniądze dostaje od niej nawet „gospodarz Kubania” Siergiej Miedunow – pierwszy sekretarz Krasnodarskiego Komitetu Krajowego KPZR. Wiadomo, że na jego prośbę organizowała przyjęcia i bankiety, za które płaciła z własnej kieszeni, nie czerpiąc z kasy partyjnej. Organizowała nawet bankiet na cześć samego Leonida Breżniewa.

La dolce vita Belli nie trwało jednak tak długo, jak by sobie tego życzyła. Któregoś dnia latem 1981 roku jeden z mieszkańców doniósł do prokuratury, że w jednej z państwowych restauracji odbywają się zamknięte seanse filmów porno. Milicja zorganizowała nalot i faktycznie złapała organizatorów nielegalnych pokazów za rękę. Wszyscy pracownicy restauracji jak jeden mąż wskazali Bellę Borodkiną jako pomysłodawczynię pokazów, która przy okazji pobierała całkiem pokaźny procent od każdego biletu.

Gdy milicjanci zapukali do drzwi domu Belli, najpierw usłyszeli śmiech, później wyzwiska, a na końcu groźby, że będą mieli duże problemy za burzenie spokoju Żelaznej Belli. Milicjanci wkroczyli jednak do jej domu i tam zobaczyli niespotykane dla człowieka radzieckiego luksusy: szafy pełne futer i zagranicznych ubrań, spiżarnie pełne delikatesów, stoły uginające się od porcelany i antyków. Największe wrażenie jednak zrobiły na milicjantach słoje wypełnione gotówką. Trzylitrowe słoiki ukryte były za tapetami i dywanami wiszącymi na ścianach, za przetworami w piwnicy, były nawet zakopane w ogródku. Podliczono, że Bella w ciągu swojej kariery przyjęła łapówki na kwotę ponad 500 tys. rubli i wyprowadziła z kasy państwa ponad milion rubli.

Bella została zatrzymana i ochoczo poszła na współpracę z prokuraturą. Wydawała wszystkich urzędników, którzy się jej opłacali, podawała też nazwiska tych, którym wręczała łapówki. Wiedziała, że za przestępstwa gospodarcze w ZSRR płaci się wysoką cenę, liczyła jednak, że dostanie 15, najwyżej 20 lat kolonii karnej i konfiskatę majątku. Nie wiedziała, że „na górze”, w najwyższych sferach władzy trwa walka o to, kto zostanie następnym gensekiem – sekretarzem generalnym partii komunistycznej. Leonid Breżniew był już coraz słabszy, a walka toczyła się pomiędzy szefem KGB Jurijem Andropowem a wspomnianym już Siergiejem Miedunowem. Miedunow bał się o swoją pozycję, a sprawa Borodkinej na pewno nie była mu na rękę, dlatego nie chciał być w jakikolwiek sposób zamieszany w jej ratowanie.

Bella, ku zaskoczeniu wszystkich, nawet oskarżycieli, została skazana na karę śmierci. Mimo odwołań i apelacji wyrok utrzymano. Cały jej majątek skonfiskowano. Została stracona w sierpniu 1983 roku i pochowana w bezimiennym grobie.