Bycie starą panną to wstyd...

Bycie starą panną to wstyd...
Samotna kobieta, pixabay.pl

Ponoć kobiet jest więcej niż mężczyzn, więc fakt, że więcej jest samotnych kobiet nie powinien być szokujący. Jednak starych panien jest bardzo dużo i co ciekawe, nie zawsze chcą by nazywać je singielkami.

Zbierałam się do napisania tej mojej opowieści, tych moich spostrzeżeń dość długo, bo nie jest łatwo zmierzyć się z takim tematem w obecnych czasach, gdy świat ci mówi, że masz być piękna, młoda, szczęśliwa, nawet gdy tak nie jest.

Ale do rzeczy. Gdy byłam mała, miałam marzenia. Pewnie takie, jak ma większość dziewczynek - skończyć studia, znaleźć dobrą pracę, wyjść za mąż, urodzić dzieci.

Nie wiem, kiedy moje życie zleciało i wylądowałam w wieku 55 lat sama, samotna. Moje przyjaciółki mają mężów, dzieci, a ja jestem sama. Tak, wiem, powiecie, że te moje przyjaciółki mają na pewno w swoich związkach lepsze i gorsze dni. Pewnie, że mają, ale mają je. Ja każdy dzień mam sama. Oczywiście, mam przyjaciół, znajomych, chodzę do pracy, spotykam się z przyjaciółmi, ale to są tylko chwile. Czasem nie widzę sensu życia, bo każdego dnia jestem sama. Sama wstaję i sama kładę się spać. Sama spędzam weekendy, poza wyjątkami.

Chyba nie zgadzam się z narracją, jaką teraz przyjmują media, mówiąc o samotnych kobietach singielki. Nie czuję się singielką. Singielka to wybór, ja samotności nie wybrałam. Tak się stało.

Jestem panną, starą panną. Nie założę już rodziny, nie będę miała dzieci, wnuków.

Wmawianie nam kobietom, że największą wartością jest bycie niezależną, że faceci nie są nam do niczego potrzebni, że same sobie ze wszystkim poradzimy, że po co mamy rodzić dzieci, jest krzywdzące dla wszystkich.

Jasne, wszystko możemy, nic nie musimy. Tylko lansowanie tego powoduje, że jako młode dziewczyny mamy wiele sprzecznych informacji płynących ze świata. Jeżeli dom nasz rodzinny nie daje nam silnych podstaw i wartości, to będziemy chłonąć skądinąd te wzorce. To nie dom będzie naszym autorytetem a różne dziwne osoby zewsząd - z mediów, ze szkół, z pracy czy nawet z przygodnej kawiarni.

Nas, starych panien wiele osób nie zaprasza na imprezy i spotkania. Jesteśmy mało atrakcyjne, choć obiektywnie możemy być piękne. Jesteśmy dodatkowo niebezpieczne - bo według niektórych kobiet nic innego nie robimy tylko czyhamy na ich mężów. Pewnie część z nas czyha, ale druga część nie. My też mamy swoje zasady. Mamy swój honor. Nie chcemy odbijać innym kobietom facetów, chcemy żyć jak inni, ale społeczeństwo nas wielokrotnie wyklucza.

Gdybym mogła cofnąć czas? Gdybym miała taką szansę, nie wierzyłabym w te wszystkie dyrdymały o byciu singielką, o seksie bez zobowiązań, o byciu niezależną. To nikomu nie służy. A na pewno nie nam kobietom.

Tak więc cofam ten czas i oczywiście kończę studia, pracuję, ale nie zgrywam ciągle niezależnej i silnej. Nie, nie jestem słodką idiotką, ale pozwalam sobie na chwile słabości, na pomaganie mi, nie zgrywam herod baby, która sama walizkę dźwignie, gwoździe wbije, kran zmieni etc. Wmówiono nam, że słabość jest wstydem, że musimy umieć wbijać te gwoździe, dźwigać te walizki. Nie mówię, że mamy tego nie umieć, ale nie musimy nic nikomu udowadniać, a wmówiono nam, że musimy. Że musimy pokazać facetom, że my bez nich super cudownie funkcjonujemy.

I nagle się budzisz jak ja, w wieku 55 lat. Rozglądasz się wokół i co widzisz? Jedną wielką pustkę. A wiecie co jest najgorsze? Że wiesz, że nie założysz rodziny, że nie będziesz mieć dzieci, bo jesteś w takim wieku, który powoduje, że nie jesteś atrakcyjna na rynku matrymonialnym, właściwie na tym rynku jesteś już nikim. Nawet nie jesteś z odzysku, bo nigdy nie byłaś ani żoną, ani matką, byłaś w opinii mediów singielką...

Imię i nazwisko czytelniczki znane redakcji.