Sztuka wybaczania

Sztuka wybaczania
Fot. Unsplash

Wybaczanie to proces, w każdym z nas zachodzi w indywidualny sposób w dostosowanym do jego potrzeb – czasie . Tu nic nie da się przyśpieszyć, poprawić. Na wszystko jest miejsce i czas.

Doświadczenia, jakie nam towarzyszą w życiu, zarówno dobre, jak i te złe, mają ogromny wpływ na nas, naszą emocjonalność i stosunek do innych, a zwłaszcza do siebie samych .

Niejednokrotnie słyszymy od bliskich, przyjaciół, że tkwią w relacjach nie do końca zdrowych czy dobrych dla każdej ze stron. Gdzie jedna strona warczy na drugą pod byle pretekstem . Bo jak wiadomo toksyczne więzi nie przynoszą niczego dobrego. Przez wiele lat nosimy ciężar własnych życiowych porażek, złych wyborów, krzywd doznanych w dzieciństwie czy zdrad.

Dźwigamy ciężar na własnych plecach, często upadając po drodze i co najgorsza – często będąc w tym wszystkim samym. Żyjemy w przekonaniu, że przecież mogliśmy żyć inaczej, zrobić coś inaczej czy wybrać inną drogę zawodową, a w konsekwencji pracę, do której chodzilibyśmy z chęcią i uśmiechem na ustach. Czy zostać singlem czy mieć gromadkę dzieci. Jednak jesteśmy dziś tu, a nie tam!

Czy zatem warto zamęczać się pytaniami i wrzutami, że przecież mogliśmy żyć inaczej, gdyby nie to i to? No właśnie! Czy wpędzanie siebie czy partnera za nasze złe wybory lub ich brak, wybory naszych rodziców, w poczucie winy za nasze wszystkie życiowe potknięcia i błędy i to wieczne  piętnowanie się do końca do życia ma sens? Czy nie lepiej zaakceptować przeszłość i podjęte kiedyś tam decyzje i wreszcie zrobić krok naprzód, a nie wiecznie stać w miejscu lub co gorsza – się cofać?

Każdy z nas, w całym swoim życiu doświadczył przykrości, kłamstwa, zawodu, uczucia porażki . Nie zawsze z własnej winy. Jednak nadchodzi czas podsumowań, by zrobić bilans zysków i strat. Co dla mnie jest dobre, a co mi szkodzi w obecnej sytuacji ? Czy warto tkwić w relacji, która wysysa ze mnie ostatnie przebłyski człowieczeństwa i ludzkich odruchów, która mnie niszczy psychicznie? Ale jeśli odejdę, czy poradzę sobie sama/sam ?

Czy odejść z pracy, która wpędziła mnie w depresję i  sama myśl o pójściu do niej przysparza mnie o poranne mdłości czy rozstrój żołądka? Czy zakończyć relację  z bliską przyjaciółką, która przypomina sobie o nas w trudnych dla niej chwilach, a gdy my szukamy pomocnej dłoni wokoło okazuje się, że drugiego człowieka brak!

Takich „Czy” jest bardzo wiele. Ilu ludzi – tyle pytań i wątpliwości. Tyle bólu i żalu do kogoś, do siebie.  I tu z pomocą przychodzi nam „Wybaczenie”. Aktem wybaczenia możemy zabliźnić wiele ran, które nosimy w sobie. Zostawić za sobą przeszłość, która ciągnie się za nami od lat i wpędza nas w kolejne pułapki i zakręty życiowe. Pozamykać drzwi do tematów które już lata temu powinny być zamknięte, ale jakoś brakowało do tego odwagi, by złapać za klamkę po ich drugiej stronie i więcej się nie oglądać. A gdy ktoś zapuka – móc ich nie otworzyć.

Dlaczego przebaczenie jest takie trudne?

Rzeczą wiadomą jest, że pierwszą myślą, jaka się pojawia, to: „Ale ja nie potrafię, tak się nie da, łatwo powiedzieć, nigdy mu/jej nie wybaczę” – nikt nie powiedział, że będzie to łatwe, szybkie i przyjemne. Zarówno sytuacje, których doświadczyliśmy i czy nadal doświadczamy często są dla nas bolesne, ale  bywają i takie sytuacje, w których wybaczenie przychodzi nam z wielkim trudem. Głęboko zacietrzewiony żal i pretensje przeradzają się w pewnego rodzaju karę. Karę dla naszego oprawcy – a teraz to ja ci pokażę, jak mnie bolało!

Całkiem nieświadomie zatracając się w gniewie wyrządzamy krzywdę samym sobie. Pielęgnując złe emocje w sobie wracamy do przeszłości i przeżywamy wszystko na nowo.  Rozdrapujemy rany, myśląc, że nie robi to szkody nam – ale jesteśmy w błędzie. Każde rozdrapywanie starych ran, sprawia, że blizna będzie coraz większa, a proces jej gojenia – znacznie dłuższy.

Tu pojawia się strach. Boimy się ponownie zaufać, by znów nie zostać oszukanym, zranionym.

Stajemy się własnym wrogiem i jednocześnie ofiarą, bojąc stawić czoła przeszłości i temu, co doprowadziło nam do miejsca, w którym jesteśmy, blokując siebie na kolejne lata naszego życia.

Wypuśćmy to, co głęboko zakorzeniło się w nas na wolność i dajmy temu odejść, życie „po” wybaczeniu może okazać się dla nas łaskawsze i mniej dotkliwe w doświadczenia. Wybaczanie to proces, w każdym z nas zachodzi w indywidualny sposób , tu nic nie da się przyśpieszyć.

Dlatego dajmy sobie czas, nic na siłę nie przyśpieszajmy – świadomie przejdźmy przez ten proces.

Z wolną głową i otwartym sercem na zmiany, na zmiany na lepsze. Nic tak nie uwalnia ciała i umysłu od zerwania wszelkich więzi z tym, co nas boli i ludźmi, którzy nam nie służyli swoją obecnością. Pozwólmy sobie na złość, łzy i wszystkie emocje temu towarzyszące, które pozwolą nam się uwolnić z sideł żalu, nienawiści, złości czy nawet bezsilności.

Nie bez powodu mówi się że jest to „sztuka wybaczania”, bo trzeba być bardzo silnym, by wybaczyć drugiemu człowiekowi z rąk którego doznaliśmy krzywd, rozczarowania czy braku wsparcia.

Nikt nie mówi, że jak za użyciem czarodziejskiej różdżki wymażemy z pamięci to, co złe, bo negowanie, że czegoś doświadczyliśmy i wypieranie trudnych przeżyć nie pomoże nam w procesie, a wręcz go utrudni czy nawet uniemożliwi. Przebaczenie pozwala zrozumieć siebie, zachowania i sytuacje w jakich byliśmy i zaprzestać pielęgnowania żalu, który w sobie nosimy i który jest dla nas ciężarem.

W moim odczuciu najtrudniej jednak jest wybaczyć samemu sobie. Spojrzeć na siebie i dać przyzwolenie na słabość, na łzy. Na wyrzucenie negatywnych emocji, które pozwolą nam wreszcie odetchnąć pełną piersią. Wewnętrzne pogodzenie i akceptacja aktualnego stanu rzeczy pozwoli nam ruszyć naprzód, bez oglądania się wstecz. Tylko dlaczego tak trudno wybaczyć jest sobie? Przecież każdy ma prawo do słabości, zwątpienia, błędów. Ty również. Dlatego nie bądźmy tak surowi dla siebie.

Czasem wystarczy przelać to, co nie zostało kiedyś wypowiedziane, wykrzyczane, bo już nie ma do tego okazji i napisać list. Do rodzica, partnera, przyjaciółki/przyjaciela czy nawet samych siebie, nie ograniczając się w doborze słów. Chcesz krzyczeć – krzycz pisząc! Potem go spalić. To bardzo uwalniające.

Dlatego nie bójmy się stawić czoła demonom z przeszłości, bo każdy z nas je gdzieś chowa w szafie czy pod łóżkiem. I pamiętajmy o tym, co najważniejsze – wybaczając komuś, wybaczamy również sobie.

Zadbajmy o siebie i nie obawiajmy się zmian, zmian dla nowych nas i nowego lepszego życia o jakim marzymy.

Bo jak pisał Paulo Coelho:

„Przebaczenie jest dwukierunkową drogą, bo ilekroć przebaczamy komuś, przebaczamy również samemu sobie”.