Prawdziwa historia bohaterek filmu „Julie i Julia”

Kiedy w 2009 roku na ekranach kin pojawił się film Nory Ephron z Meryl Streep i Amy Adams, publiczność zobaczyła historię dwóch kobiet, które – mimo że żyły w innych dekadach – łączyła jedna, wspólna pasja: kulinaria. Filmowa historia – jakże przyjemna i apetyczna – pokazuje, że delektowanie się jedzeniem i gotowanie mogą odmienić życie. Rzeczywistość, jak to zwykle bywa, była nieco bardziej poszarpana.

Film, który pachniał masłem

Komediodramat „Julie i Julia” miał premierę 30 lipca 2009 roku w nowojorskim Ziegfeld Theatre, a tydzień później trafił do kin w całej Ameryce Północnej. Przy budżecie czterdziestu milionów dolarów zarobił na świecie sto dwadzieścia dziewięć i pół miliona – wynik więcej niż przyzwoity jak na kameralny film, w którym najwięcej dzieje się w kuchni. Krytycy byli (w większości) zachwyceni, szczególnie rolą Meryl Streep – Rotten Tomatoes podsumował odbiór filmu jednym zdaniem: „napędzany charyzmatyczną kreacją Streep w roli Julii Child, lekki, ale bardzo satysfakcjonujący kulinarny film obyczajowy”. Sama Streep otrzymała za tę rolę nominację do Oscara i wygrała Złoty Glob. Można uwielbiać Amy Adams (trudno inaczej), ale trzeba przyznać, że Streep grająca Child miała tu większe pole do aktorskiego popisu.

Jednak sukces „Julie i Julia” nie polegał tylko na doskonałym aktorstwie dwóch pań i znakomitego Stanleya Tucciego. Ten film miał w sobie coś, czemu trudno się oprzeć – dosłownie pachniał masłem, Francją, winem. Nora Ephron kręciła sceny gotowania z taką zmysłowością i takim wyczuciem detalu, że widzowie wychodzili z kina głodni i nagle chcieli obierać cebulę, dusić boeuf bourguignon i uczyć się francuskich technik krojenia. Jeden z recenzentów napisał wprost, że film „pobudza soki żołądkowe na sposób, jakiego kino nie oferowało od dekad”. To właśnie ta zmysłowość – nie fabuła, nie dramaturgia, tylko sam obraz jedzenia przygotowywanego z miłością – sprawiła, że „Julie i Julia” stał się czymś więcej niż kolejnym filmem biograficznym. Rozkochiwał ludzi w kuchni francuskiej, i to zupełnie niezależnie od tego, czy wcześniej w ogóle interesowali się gotowaniem.

Julia Child

Dla amerykańskiej publiczności Julia Child od dekad była postacią kultową – twarzą „The French Chef”, autorką poczytnej książki o kuchni francuskiej, kobietą, której głos i gesty naśladowano w niezliczonych skeczach. Ale poza Stanami Zjednoczonymi jej nazwisko było znane głównie wąskiemu gronu smakoszy i osobom zainteresowanym historią kulinariów. Film Nory Ephron to zmienił. Dzięki międzynarodowej dystrybucji i samej Meryl Streep, Julia Child trafiła do świadomości milionów ludzi na całym świecie. Ludzi, którzy nigdy wcześniej nie widzieli jej programu ani nie czytali jej książki. Dla wielu z nich to właśnie ten film, a nie oryginalne nagrania telewizyjne, stał się pierwszą okazją do spotkania z Julią i pierwszą zachętą, żeby w ogóle podjąć próbę przygotowania czegoś bardziej ambitnego niż codzienny obiad.

Wątek Julii Child był w filmie stosunkowo blisko prawdy – choć skondensowany i wygładzony. Prawdziwa Julia rzeczywiście spotkała męża Paula podczas pracy dla amerykańskiego wywiadu wojskowego OSS w Azji, rzeczywiście przeprowadziła się z nim do Paryża w 1948 roku, rzeczywiście zapisała się do szkoły kulinarnej Cordon Bleu i rzeczywiście napisała, razem z dwiema Francuzkami, książkę, która zmieniła amerykańską kuchnię domową na zawsze. Ta część historii nie wymagała żadnego dramaturgicznego podkolorowywania – była wystarczająco dobra sama w sobie.

Nora Ephron celowo pominęła niektóre cechy prawdziwej Julii Child. Może chcąc utrzymać lekki ton filmu, może przez sentyment do bohaterki. W każdym razie biografowie i historycy zauważają, że film „wybielił” prawdziwą historię. Julia Child była znana z okazjonalnych homofobicznych i antysemickich uwag – poglądów, od których znacznie odeszła w późniejszym okresie życia (zwłaszcza po tym, jak epidemia AIDS pochłonęła życie jej ukochanego prawnika). Skoro jednak „Julie i Julia” to przemilcza, może etykieta „film biograficzny” jest na wyrost?

Julie Powell

Druga bohaterka, Julie Powell, w filmie jest sympatyczną, nieco zagubioną trzydziestolatką, która ratuje się przed nudą, realizując wszystkie 524 przepisy z książki Julii Child i opisując to na blogu. To była prawda – ale niecała. Powell rzeczywiście założyła bloga „Julie/Julia Project” w 2002 roku, gdy pracowała jako urzędniczka (czego szczerze nie znosiła), i rzeczywiście miała setki tysięcy odsłon, co przełożyło się na kontrakt wydawniczy – jej książka trafiła na półki amerykańskich księgarń w 2005 roku. Cztery lata później powstał film.

Wątek Julie Powell został z jednej strony mocno ugrzeczniony, z drugiej udramatyzowany. Na przykład: w filmie legendarna redaktorka Judith Jones nie przychodzi do Julie na kolację z powodu złej pogody. W rzeczywistości Judith Jones odwołała spotkanie, ponieważ Julia Child zrecenzowała blog Powell, nazywając go „wybrykiem pozbawionym powagi”. W filmie Julie zakłada blog, ponieważ zazdrości swojej koleżance, blogerce Annabelle. Tak naprawdę Annabelle nie istniała, a Julie zaczęła blogować, żeby zapomnieć o pracy. Film przedstawia Julie jako ekscentryczną przedstawicielkę pokolenia milenialsów, piszącą o swoim kulinarnym wyzwaniu i przez obfitość wulgaryzmów, czarny humor i dosadne rozmowy o jej życiu seksualnym. Z tego trudno byłoby zrobić lekki i przyjemny film na wieczór.

Filmowa wersja kończy się po hollywoodzku – happy endem. Julie jest szczęśliwa z mężem u boku. A w rzeczywistości? No cóż… Rok po premierze „Julie i Julii” Powell opublikowała drugą książkę, „Cleaving”, w której opisała własne zdrady małżeńskie i naukę zawodu rzeźnika.  Ta publikacja została przyjęta przez krytyków dużo chłodniej niż pierwszy tom.

Julie Powell zmarła nagle z powodu zatrzymania krążenia w październiku 2022 roku, w swoim domu w stanie Nowy Jork, mając 49 lat. Została zapamiętana jako jedna z pierwszych blogerek kulinarnych, która udowodniła, że osobista, nieidealna historia o gotowaniu może zainteresować miliony ludzi.

Więcej niż masło, kaczka i wino

Poza masłem i francuską kuchnią film Nory Ephron niósł ze sobą jeszcze jedną rzecz – przesłanie, które trafiało do widzów niezależnie od tego, jaki mieli stosunek do gotowania. Historia Julie Powell, jakkolwiek skomplikowana okazała się poza ekranem, na ekranie pokazywała coś prostego i uniwersalnego: wartość dokończenia tego, co się zaczęło, nawet jeśli na starcie wydaje się to bezsensowne, nierealne albo zwyczajnie za trudne. Rok, 524 przepisy, praca na pełen etat – to była historia o konsekwencji, nie o talencie. I chyba właśnie dlatego tylu ludzi, oglądając film, poczuło nagłą chęć, żeby samemu dokończyć coś, co zostało odłożone na później.

Film Ephron zbudował narrację o duchowej więzi między dwiema kobietami z różnych światów i różnych pokoleń. W rzeczywistości Julia Child i Julie Powell nigdy się nie spotkały, a sama Child – zapytana o projekt Powell jeszcze za życia – nie kryła zniesmaczenia. Ich historie łączy właściwie tylko jedna książka kucharska i to, że obie przekonały się, ile można osiągnąć dzięki wytrwałości.

Więcej o kulturze i sztuce znajdziecie tutaj.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj


Inne w kategorii

PARTNERZY