Buduję swoje postaci ze skrawków. Rozmowa z Joanną Marat

Buduje swoje postaci ze skrawków. Często zaczyna od imienia, lub nazwiska, potem przychodzi cała reszta i idzie jak z płatka. Postać żyje swoim życiem, ma swój własny język. Po prostu sama się pisze. Ale bywa też odwrotnie… Rozmowa z Joanną Marat. 21 października ukaże się jej „Jedenaście tysięcy dziewic”, drugi to z cyklu „Gdańskie historie”.

Anna Krauss: „Motyle z miasta wolności” to powieść, która  otwiera cykl „Gdańskie historie” (Wydawnictwo Axis Mundi), kolejne tomy serii ukażą się w październiku i listopadzie. Jakie będą kolejne tytuły? 😊

Joanna Marat: Kolejne tytuły to moje wcześniejsze gdańskie powieści w nowej redakcji: „Jedenaście tysięcy dziewic” i „Madonny z ulicy Polanki”.

Powiedz coś więcej o tytule, który ukaże się w październiku. 😊 [Premiera książki „Jedenaście tysięcy dziewic” Joanny Marat (drugiego tomu cyklu „Gdańskie historie”) zaplanowana jest na 21 października 2026 roku.]

Bohaterką powieści „Jedenaście tysięcy dziewic” jest Anka, trzydziestoparoletnia historyczka sztuki, która mieszka w willi przy ulicy Polanki w Gdańsku. Anka, chociaż zawodowo zajmuje się przeszłością, nie zna historii domu, w którym mieszka, nie wie także, jak wiele ją łączy z kilkoma innymi kobietami należącymi do różnych pokoleń, które w jakiś sposób były związane z tym miejscem. Mąż Anki wyprowadza się do kochanki i żąda rozwodu, a podstępna choroba wciąż daje znać o sobie.

W „Motylach z miasta wolności” powrót matki burzy rodzinny układ i zmusza wszystkich do ponownego zdefiniowania swoich ról. A wszystko dzieje się tuż po transformacji ustrojowej na przełomie lat 80-tych i 90-tych. To bardzo ciekawy moment w historii. Twoi bohaterowie mogą być nam, współczesnym, bliscy. Jak kreujesz swoich bohaterów?

Buduję swoje postaci ze skrawków.  Często zaczynam od imienia, lub nazwiska, potem przychodzi cała reszta i idzie mi jak z płatka. Postać żyje swoim życiem, ma swój własny język. Po prostu sama się pisze. Ale bywa też odwrotnie, walczę z jakimś bohaterem lub bohaterką, przekształcam go, lepię niczym figurkę z gliny albo z ciasta. Męczę się długo i dopiero po jakimś czasie wszystko wskakuje na swoje miejsce i mam gotową osobę.

„Jest to opowieść o Polsce przełomu 1989 roku nie przez pryzmat politycznych gabinetów, lecz przez losy ludzi, których codzienność zostaje wywrócona przez zmianę systemu” – podkreśla Joanna Marat (w wywiadzie dla Onetu) i dodaje – „To historia rodziny, w której powrót emigrantki, utrata zawodowej pozycji, nowe społeczne hierarchie i osobiste dramaty układają się w portret kraju uczącego się żyć na nowo. Jednocześnie jest to portret miasta Gdańska – rozdwojonego między polskością i niemieckością, ruiną a odbudową, które uczy się wolności na nowo.” Żyć na nowo i być wolnym na nowo. Czyli postrzegasz moment przełomu ’89 jako wyzwanie?

To były wyjątkowo trudne czasy. Można powiedzieć, że rewolucyjne, ponieważ nagle zmieniły się reguły gry. O sto osiemdziesiąt stopni. Dla niektórych, zwłaszcza młodych i wykształconych oznaczało to wielką szansę, możliwość rozwoju, szybkiego zrobienia kariery, dużych pieniędzy. Ale dla wielu innych, pracowników likwidowanych fabryk wolność oznaczała bezrobocie, brak środków do życia, upadek, deklasację. Cierpiały całe rodziny. I ten stan trwał długo. Kres masowego bezrobocia w Polsce to dopiero czasy niemal nam współczesne. W pierwszym dziesięcioleciu XXI alternatywą bezrobocia był dla młodych i wykształconych Polaków wyjazd do Wielkiej Brytanii lub Irlandii, gdzie karierę zaczynało się „na zmywaku”.

Czy kobiety są ważne w Twoich powieściach?

Piszę powieści o kobietach i dla kobiet. Moje bohaterki nie zawsze są sympatyczne, jak na przykład matka Michaliny z „Motyli z miasta wolności”, która porzuca córkę, bo chce być wolna i mieć „drugie życie” z „mężczyzną swojego życia”. Co z tego wynika? Zapraszam do lektury. Generalnie mogę powiedzieć, że wszystkie moje bohaterki mają w życiu pod górkę, ale walczą, nigdy nie składają broni i często osiągają to, do czego dążą.

Czy odnajdujesz siebie lub swoich bliskich w swoich bohaterkach/bohaterach?

I tak, i nie. Jej już mówiłam tworzę postaci ze skrawków, dziergam, lepię, układam puzzle. Oczywiście, że niektóre z tych postaci mają moje cechy, albo są podobne do bliskich mi osób, ale tylko trochę. W „Motylach” po raz pierwszy zastosowałam narrację pierwszoosobową, to są właściwie dwie narracje, bo historię rodziny Motylów opowiadają dwie kobiety: Bronka i Michalina. Chodziło mi o to, żeby czytelnik wiedział, że to są subiektywne relacje o wydarzeniach i subiektywne oceny. Prawda leży gdzieś po środku albo nawet obok. Ja nie jestem ani Bronką, ani Miśką, choć przyznaję, że każda z nich ma pewne moje cechy.

Pochodzisz z Warszawy, mieszkałaś wiele lat w Gdańsku, a obecnie swój azyl znalazłaś w Zielonej Górze – które z tych miast opisujesz najczęściej? A które jest Ci najbliższe?

Najwięcej stron napisałam o Gdańsku, choć najbliższa jest mi Warszawa, to moje rodzinne miasto, tam się wychowałam, tam są moje korzenie.

Twój obecny dom to Zielona Góra, miasto winnic – piszesz jakąś książkę, której akcję umieściłaś w Zielonej Górze? 😊

Na razie jeszcze za mało znam Zieloną Górę, ale to bardzo ciekawe miejsce. Jestem w trakcie lektury cyklu powieściowego Zofii Mąkosy „Wendyjska dolina”. Autorka bardzo wnikliwie przedstawia genezę winnego miasta, które dopiero po II wojnie światowej stało się polską Zieloną Górą, a wcześniej było Grunbergiem, a także Zeleną Horą.

Kochasz kulturę francuską. Co takiego fascynuje Cię we Francji?

Fascynuje mnie życie codzienne, to, że ważne jest celebrowanie codzienności, posiłki. Przerwa obiadowa w środku dnia, czyli sygnał, że trzeba się czasem zatrzymać, nie pędzić tak, wypić kieliszek wina, zjeść coś dobrego, porozmawiać ze znajomymi, po prostu żyć. To jest mieszczańskie społeczeństwo, które twardo stąpa po ziemi. Są tu stare domy, stare pieniądze, różne żelazne reguły pisane i niepisane prawa, których należy przestrzegać, czyli wszystko to, czego tak brakuje w Polsce.

Jesteś laureatką konkursów literackich, ostatnio nagrodzono Cię w konkursie „Pokolenie Solidarności”; Twoja powieść Krótka historia naszego podwórka zdobyła pierwszą nagrodę za odtworzenie realiów i niepowtarzalnego klimatu lat osiemdziesiątych. Jakie emocje towarzyszyły Ci po werdykcie?

No cóż, trochę byłam zaskoczona, ale ucieszyłam się. Ta nagroda zainspirowała mnie do napisania „Motyli”, których akcja rozgrywa się właśnie w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.

Nad czym teraz pracujesz?

Pracuję nad powieścią pod roboczym tytułem „Panny z Wilczej”. Zakładam, że będą to dwa tomy, opowieść o warszawskiej rodzinie rozpięta między rokiem 1937, a czasami współczesnymi. Tyle mogę powiedzieć na razie.

Dziękuję za rozmowę.

Więcej o kulturze i sztuce znajdziecie tutaj.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj


Inne w kategorii

PARTNERZY