Produkty
Aleksandra z Costasy, firmy, która wśród różnych marek ma m.in. właśnie Lily Lolo dobrała mi kilka fantastycznych produktów – preparat maskujący naczynka, podkład, puder na wykończenie, róż do policzków i cienie w różnych kolorach.
Preparat maskujący naczynka – jest w formie sypkiej, nakłada się go pędzelkiem, następnie nakładam podkład, potem puder wykańczający. Używam różu do policzków, następnie cienie na powieki (tu kolor zależny jest od wielu czynników – pogody na zewnątrz, humoru oraz wybranego ubrania). Tu Lily Lolo oferuje cienie i prasowane i sypkie, dla mnie to osobiście bez znaczenia, lubię bowiem jedne i drugie.
Co zawdzięczam kosmetykom mineralnym Lily Lolo? Ano to, że makijaż trzyma mi się cały dzień. W mojej intensywnej pracy i ciągłym przemieszczaniu się, nawet nie mam czasu wielokrotnie, by pomyśleć o poprawieniu makijażu, więc kosmetyki, których używam muszą być najwyższej jakości. I te właśnie wymagania spełniło i spełnia Lily Lolo.
Skóra się nie świeci, dzięki temu, że kosmetyki są naturalne. I mimo że czasami nie widać już różu na policzkach (mam tendencje do pocierania twarzy, gdy pracuję) twarz zachowuje po całym dniu resztki makijażu bez oznak świecenia się.
Kosmetyki
Zaobserwowałam, że dzięki kosmetykom Lily Lolo nie tworzą się żadne nawet najmniejsze wypryski skórne.
Ufff, rozpisałam się długo, jak na mnie, ale chciałam Wam jak najbardziej rzetelnie pokazać (opisać) ten super produkt!
Mam nadzieję, że zechcecie go spróbować. Obiecuję, że się nie zawiedziecie.
autor; Kasia Krauss
zdjęcia: Camera Piotrka



