Aferzysta z charyzmą. Potrafił sprzedać wszystko, nawet Ermitaż

Aferzysta z charyzmą. Potrafił sprzedać wszystko, nawet Ermitaż

Nikołaj Sawin zapisał się na kartach rosyjskiej historii jako jeden z najbardziej błyskotliwych i czarujących… oszustów. Przez ponad 30 lat dostarczał prasie tematów do artykułów, które czytało się niczym powieść przygodową. A to ukradł brylanty szwagierce cara, a to sprzedawał amerykańskim biznesmenom nieistniejące udziały w kolei transsyberyjskiej, a któregoś razu o mały włos zostałby królem Bułgarii. Szarmancki bon vivant, który obracał ogromnymi kwotami, dając swoim licznym kochankom w prezencie klejnoty i majątki, zmarł w zapomnieniu i samotności, a za jego grobem szły zaledwie trzy osoby. I choć od śmierci Nikołaja Sawina minęło ponad 80 lat, jego perypetie wciąż budzą emocje.

Gierasim Sawin, potomek znanego ziemiańskiego rodu, którego protoplasta był ulubieńcem rosyjskiej carycy Elżbiety, kochał swojego jedynego syna Nikołaja miłością absolutną i bezkrytyczną. Został ojcem grubo po czterdziestce, dlatego tak bardzo zależało mu, by dać mu tyle uwagi, ile tylko się da. Podczas gdy dzieci innych przedstawicieli wyższych sfer widywały rodziców zazwyczaj podczas posiłków, resztę czasu spędzając z bonami, mały Nikołaj towarzyszył ojcu niemal wszędzie. Razem chodzili na polowania, łowili ryby i cieszyli się z bogatych zbiorów w należącym do rodziny, olbrzymim majątku w guberni Kałuskiej.

Nikołaj był zdolny i błyskotliwy, miał talent do języków i wygłaszania kwiecistych przemówień, przez co wróżono mu karierę adwokata. Jego ociec zatrudniał dla niego najlepszych nauczycieli. Chłopcu pozwalano na wszystko, choć wtedy, w połowie lat 50. XIX w., nie słyszano jeszcze o bezstresowym wychowaniu. Dziedzic uwielbiał robić psikusy lokajom i służącym, choć nie było w nim złośliwości, a jedynie zamiłowanie do dobrej zabawy i śmiechu. Dlatego tym większy szok przeżył, gdy w końcu trafił w tryby tradycyjnej edukacji i zorientował się, że nikt nie zamierza mu pobłażać.

Po kilku wybrykach został ukarany rózgą i wydalony ze szkoły – jednego z najbardziej prestiżowych, moskiewskich liceów. Kolejne placówki również nie poznały się na jego poczuciu humoru – błyskawicznie z nich wylatywał. Wtedy zatroskany ojciec zasugerował synowi, by może zaciągnął się do armii – jako szlachcic nie musiał obawiać się trudów służby, wręcz przeciwnie – młodzi wojacy cieszyli się swobodą obyczajową, której nie mieli choćby studenci, którym za nieobyczajne zachowanie groziło relegowanie z uczelni. Nikołaj skwapliwie korzystał z uroków żołnierskiego życia, dosłużył się do stopnia korneta – był to najniższy stopień oficerski w kawalerii Armii Imperium Rosyjskiego.

Szalona młodość

Gierasim Sawin zmarł wkrótce po tym, jak jego syn poszedł do wojska. Plotka głosi, że załamał się na wieść o hulaszczym trybie życia jedynaka. Zostawił synowi bajeczny majątek – wszyscy przodkowie Sawina wiernie służyli carskiej rodzinie i mieli z tego tytułu spore profity. Nikołaj Sawin miał jednak tę szczególną cechę, która sprawiała, że nie było kwoty, której nie mógłby przepuścić. Bez żalu przegrywał w karty, swoim licznym kochankom kupował powozy, dacze, klejnoty i drogie suknie, a jednej podarował majątek wraz ze służbą.

W ciągu zaledwie kilku lat do drzwi Sawina zaczęli pukać wierzyciele. Był rok 1877, akurat wybuchła wojna z Turcją i Nikołaj postanowił przypomnieć o sobie rosyjskim oficerom. W jego dokumentach odnotowano, że dzielnie walczył w oddziałach kawalerii, wkrótce jednak został ranny i trafił do szpitala. Po wyjściu z niego już nie wrócił na front. Awanturnicza żyłka wiecznego optymisty podpowiedziała mu, że nadszedł czas, by wykorzystać jego liczne talenty. Gdyby tylko zechciał tę energię spożytkować w bardziej legalny sposób, na pewno zbiłby majątek. Dar przekonywania sprawiał, że potrafił sprzedać nieistniejące budynki i przedmioty, a nienaganne maniery onieśmielały najbardziej wytrawnych właścicieli hoteli i restauracji.

Nikołaj zaczął podawać się za hrabiego Toulouse-Lautrec de Savine'a, a na pytania o zaliczkę robił tak zniesmaczoną minę, że nikt już więcej nie zawracał mu głowy takimi drobnostkami.

Idąc na kolację, podrzucał do deseru skarmelizowanego karalucha i wychodził bez płacenia, z oburzeniem trzaskając drzwiami. Tak umiejętnie podrabiał obligacje i inne papiery wartościowe, że nawet wytrawni eksperci nie potrafili ich odróżnić od oryginałów.

Europejskie tournée

Gdy znał go już cały Petersburg i Moskwa, Nikołaj Sawin ruszył w tournée po Europie. W kasynach urządzał scenki i krzyczał po rosyjsku, twierdząc później, że właśnie ten numer podał, tylko krupier go nie dosłyszał.

Wkrótce postanowił przerzucić się na oszustwa dużego kalibru. We Włoszech poznał przedstawicieli włoskiej armii. Wtedy też przydało mu się kawaleryjskie doświadczenie. Udało mu się podpisać kontrakt na dostarczenie rosyjskich koni dla włoskiej armii. Faktycznie, kilka wzorcowych "egzemplarzy" trafiło do stajni ministerstwa obrony, jednak wkrótce po otrzymaniu okrągłej sumki kontrahent zniknął, a konie nigdy się nie pojawiły.

Kilka lat później o Nikołaju Sawinie znów zrobiło się głośno – tym razem popłynął do Stanów Zjednoczonych. Zamieszkał w jednym z najlepszych hoteli w San Francisco, tam ponownie podał się za hrabiego Toulouse-Lautrec de Savine'a i zaczął wypuszczać kontrolowane plotki o tym, że szuka podwykonawców do zrealizowania potężnej inwestycji, jaką była kolej transsyberyjska. Amerykańscy przedsiębiorcy godzinami czekali przed drzwiami rosyjskiego arystokraty, by uszczknąć kawałek rosyjskiego tortu. Gdy Sawin był już zadowolony z ilości otrzymanych zaliczek, bezszelestnie opuścił hotel i zniknął z Ameryki.

W Wiedniu z kolei owinął sobie wokół palca właściciela znanego hotelu, któremu wmówił, że właśnie dostał potwierdzenie z banku, że ogromna kwota na opłacenie apartamentu zostanie niezwłocznie wypłacona w pierwszym dniu roboczym po weekendzie, a przy okazji pożyczył od niego 10 tys. franków na drobne wydatki. Oczywiście, w poniedziałek nad ranem Sawin rozpłynął się w powietrzu.

Kilka miesięcy później pojawił się w Bułgarii, która 3 marca 1878 r. po wielu wiekach tureckiej okupacji odzyskała niepodległość. Zaczęły się poszukiwania kandydata na nowego władcę. Traktat pokojowy z San Stefano przewidywał, że książę Bułgarii zostanie wybrany przez zgromadzenie narodowe. Młode państwo potrzebowało wsparcia innych krajów, a przede wszystkim pieniędzy. Nikołaj Sawin zaprzyjaźnił się ze znanym bułgarskim politykiem Stefanem Stambołowem, któremu obiecał załatwienie pomocy ze strony Rosji (podawał się za zaufanego człowieka cara Aleksandra III), usiłującej odzyskać wpływy w Bułgarii, a także duży kredyt od bankierów francuskich. Stambołow był tak wdzięczny za wsparcie dla kraju, że zaproponował kandydaturę Sawina jako pretendenta do tronu.

Według wspomnień samego Sawina jechał on już do tureckiego sułtana po wyrażenie zgody na objęcie tronu przez hrabiego Toulouse-Lautrec de Savine'a (Bułgaria wciąż była wasalem Turcji) i był o włos od zdobycia władzy, gdy został rozpoznany przez… swojego dawnego fryzjera, który pamiętał go jeszcze z czasów gościnnych występów w Petersburgu. Fryzjer wiedział, że Sawin poszukiwany jest przez policję w całej Rosji i doniósł rosyjskim dyplomatom owocnym spotkaniu z Sawinem. Następnego dnia Nikołaj został aresztowany i przetransportowany do Odessy, gdzie trafił za kratki.

Do słynnego rosyjskiego dziennikarza i autora felietonów o Moskwie, Władimira Gilarowskiego Sawin pisał: "Chciałbym przedstawić panu moje wspomnienia, które planuję wydać drukiem. Zapraszam na spotkanie. Mogę pana przyjąć u siebie codziennie od pierwszej do trzeciej. Sam nie mogę się u pana zjawić, ponieważ, ku mojemu ubolewaniu, przebywam w więzieniu". Trzeba też podkreślić, że większość wiadomości o Sawinie, które rozpalają wyobraźnię po dziś dzień, to zapiski samego Sawina, któremu bardzo zależało na rozgłosie i wywieraniu wrażenia na ludziach. Mawiano o nim, że sam baron Munchausen mógłby uczyć się od niego sztuki wymyślania historii.

Samotność oszusta

Sawin był pozbawiony wolności przez ponad 25 lat. Cyklicznie uciekał z zesłania, z Syberii trafiał nawet w tak odległe zakątki świata, jak Portugalia czy Szanghaj. Za każdym razem jednak wpadał w ręce sprawiedliwości i dostawał kolejne wyroki.

W 1917 r. mocno schorowany Sawin wyszedł z więzienia i wrócił do Petersburga, gdzie – jak krąży legenda – sprzedał Pałac Zimowy (obecnie siedziba Ermitażu) Anglikowi, który przyjechał do Rosji w nadziei na zbicie kapitału podczas rewolucyjnej zawieruchy. Wkrótce wyjechał za granicę i już nie wrócił do ojczyzny. W mediach to tu to tam pojawiały się wzmianki o kolejnych awanturniczych przygodach Sawina, jednak radziecka prasa nastawiona była na tępienie wrogów ludu, a nie zachwycanie się ich sprytem.

Nikołaj Sawin zmarł w Szanghaju, w całkowitej samotności w 1937 r. Data śmierci nie jest jednak pewna, ponieważ nie zachowały się żadne dokumenty dotyczące pochówku. Najbardziej charyzmatyczny oszust w historii Rosji spoczął w bezimiennej mogile, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.