Więcej...

    „Ring of Fire” – love story June Carter i Johnny’ego Casha

    O tej miłości powstawały artykuły, książki, a nawet oscarowy film. Historia Johnny’ego Casha i June Carter to jedna z tych, które chce się opowiadać prosto i pięknie. Twórcy „Walk the Line” z 2005 roku właśnie tak opowiedzieli ją światu – i właśnie dlatego Rosanne Cash, najstarsza córka Johnny’ego, patrzy na hollywoodzki hit z dystansem. Co sama chciała opowiedzieć o związku Johnny’ego i June? „Wydawało się to nieuchronne” – wyznała w 2019 roku w wywiadzie dla magazynu „People”. A przy wielu innych okazjach, pytana o słynne love story i rolę June jako wybawicielki, zwykła mawiać: „To nieco bardziej skomplikowane”. Cóż więc przemilczeli twórcy filmu z Reese Witherspoon i Joaquinem Phoenixem?

    Osobnymi ścieżkami

    June Carter – właściwie Valerie June Carter – urodziła się 23 czerwca 1929 roku w Maces Spring w Wirginii, w rodzinie gwiazd muzyki country. Jej matka, Maybelle Carter, jej ciotka Sara i wuj A.P. Carter tworzyli The Carter Family – pierwszą wielką rodzinę amerykańskiej muzyki folkowej i country, nagrywającą już od 1927 roku. June dorastała z instrumentami w rękach i przed mikrofonem.

    Grała na gitarze, banjo, harmonijce i autoharpie. Śpiewała, choć nigdy nie czuła się szczególnie utalentowaną piosenkarką. Była za to urodzoną komiczką i aktorką, co w świecie zdominowanym przez powagę country okazało się osobną walutą. Rodzina Carterów dołączyła do Grand Ole Opry w 1950 roku – i to tam June stała się twarzą nowego pokolenia muzykalnej dynastii. No i zyskała własne grono fanów.

    Zanim spotkała Johnny’ego Casha, była już dwukrotnie mężatką. Pierwsze małżeństwo z piosenkarzem country Carlem Smithem trwało od 1952 do 1956 roku, a para powitała na świecie córkę Carlene. Drugie małżeństwo – z Edwinem „Ripem” Nixem to lata 1957 do 1966 i kolejna córka, Rosie. W międzyczasie – szkoła aktorska, występy przed kamerą, przyjaźnie z Patsy Cline, Elvisem Presleyem i innymi gwiazdami. June Carter sama była gwiazdą – nie potrzebowała Johnny’ego Casha, żeby istnieć.

    Johnny Cash urodził się jako J.R. Cash w 1932 roku w Kingsland w Arkansas, dorastał w Dyess – kolonii rządowej utworzonej dla biednych rodzin w czasach Wielkiego Kryzysu. Bawełna, pieśni, bieda i brat Jack, który zginął tragicznie, gdy Johnny miał dwanaście lat – ta strata ciążyła Cashowi przez całe życie.

    Po służbie w lotnictwie zaczął nagrywać w Sun Records Sama Phillipsa w Memphis. „Cry! Cry! Cry!”, „Folsom Prison Blues”, „I Walk the Line” — w połowie lat 50. Cash był już kimś. W 1954 roku ożenił się z Vivian Liberto. Na świat przychodziły kolejne córki. Johnny robił karierę, próbował być mężem i ojcem. Może nawet by mu się udało, gdyby nie ciągłe zagłuszanie bolesnych wspomnień alkoholem i narkotykami. I gdyby nie zakochał się w kimś innym.

    Grand Ole Opry, 1956

    7 lipca 1956 roku Cash debiutował na scenie Grand Ole Opry w Nashville. Był tam Carl Smith – pierwszy mąż June Carter – który zapowiedział Johnny’ego słowami: „najjaśniej wschodząca gwiazda muzyki country”. Tamtego wieczoru, za kulisami, June poznała Johnny’ego.

    Już co nieco o nim wiedziała. Elvis Presley, z którym koncertowała w południowych stanach, zmuszał ją, żeby słuchała piosenek Johnny’ego Casha z szafy grającej.

    Na temat ich pierwszego spotkania June Carter napisała później w notatkach do boxsetu Johnny’ego z 2000 roku: „Nie pamiętam nic innego z naszej rozmowy, wyłącznie jego oczy. Te czarne oczy, które lśniły jak agaty. Wierzyłam, że gdybym patrzyła w nie dłużej, wciągnęłaby mnie jego dusza i nie byłabym już w stanie odejść”.

    Cash podobno powiedział jej tamtego wieczoru, że „pewnego dnia ją poślubi”. Oboje nosili wtedy obrączki, ale życie już pisało scenariusz.

    Ring of Fire

    W połowie lat 50. June i Johnny zaczęli wspólnie jeździć w trasy. Uczucia narastały po obu stronach, choć June walczyła z nimi długo i świadomie.

    „Nie pragnęłam się w nim zakochać, nie zamierzałam się zakochać. Bałam się go śmiertelnie” – mówiła później June.

    W 1963 wciąż była żoną Ripa Nixa. Sfrustrowana własnymi uczuciami, których nie potrafiła ani ugasić, ani zaakceptować – zaczęła pisać. Pojawił się pomysł na „Ring of Fire” – utwór o jakże płomiennym, niebezpiecznym uczuciu. Współautorem tekstu był Merle Kilgore. June zaproponowała piosenkę najpierw swojej siostrze, Anicie Carter. Kiedy Cash nagrał własną wersję, dodał trąbki mariaczi i zrobił z „Ring of Fire” jeden z najbardziej rozpoznawalnych kawałków w historii country.

    Ta piosenka nie jest miłosnym wyznaniem sensu stricto. To nie jest muzyczna opowieść o triumfie miłości, ale o strachu przed nią, niemożności ucieczki i bólu płynącego z pożądania czegoś, co może cię spalić. Ponadczasowy hit.

    Dwanaście lat

    Cash zakochał się w June od pierwszego wejrzenia. Może nawet już w chwili, gdy usłyszał jej głos w radio? Oświadczał się jej kilkakrotnie na przestrzeni lat. Kilkakrotnie odmówiła.

    22 lutego 1968 roku, na scenie w London, w kanadyjskiej prowincji Ontario, przed siedmioma tysiącami widzów, po wspólnym wykonaniu „Jackson” – Cash zatrzymał show i zapytał June, czy wyjdzie za niego. Mówiła potem, że próbowała grać na zwłokę –powiedziała, że nie musi odpowiadać od razu. Cash nalegał. Publiczność nalegała. Padło wyczekiwane „tak”.

    1 marca 1968 roku – osiem dni po zaręczynach, jeden dzień po tym jak razem odebrali Grammy za „Jackson” – pobrali się w kościele we Franklin w Kentucky. Cash, wchodząc na scenę po statuetkę, powiedział: „To wspaniały prezent ślubny”. Dwa lata później na świat przyszedł ich syn, John Carter Cash. To był jeszcze lepszy prezent.

    Vivian

    Historia miłości Johnny’ego i June ma swoją ciemną stronę – osobę, która w filmach i wspomnieniach bywa spychana na margines lub pomijana całkowicie. Vivian Liberto Cash – pierwsza żona Johnny’ego, matka jego czterech córek – była ofiarą tej historii, nie tłem.

    Wyszła za Johnny’ego w 1954 roku. Była z nim przez pierwsze, najtrudniejsze lata kariery, towarzysząc mu podczas wzlotów i upadków, wyciągając go z aresztów i próbując go zmotywować do walki z uzależnieniem. W 1966 roku złożyła pozew o rozwód, powołując się na zdrady i nałóg męża.

    „Powinnam była być nieustępliwa w ratowaniu tego małżeństwa — tak nieustępliwa jak June była w jego niszczeniu” – napisała w swojej autobiografii, wydanej pośmiertnie. Vivian zmarła w 2005 roku.

    W dokumentalnym filmie „My Darling Vivian” z 2020 roku, poświęconym pierwszej żonie Casha, córka pary Rosanne powiedziała, że w oczach opinii publicznej jej matka „zniknęła w mroku”, podczas gdy historia Johnny’ego i June żyje własnym życiem.

    Nie taka znowu bajka

    Trzydzieści pięć lat. Tyle trwało ich małżeństwo – od marca 1968 do śmierci June w maju 2003. Panuje przekonanie, że June w cudowny sposób ocaliła Johnny’ego przed jego własnymi demonami. Jest w tym trochę prawdy. I trochę przemilczeń.

    Johnny nie tknął narkotyków przez siedem lat od narodzin syna. Potem trzeźwy jedynie bywał. Odnosił sukcesy, tworzył, czuł wiatr w żaglach, a za moment przeżywał artystyczne i finansowe dołki. June była przy nim – i to jest prawda. Usunęła się w cień, by dyskretnie, ale z wielką siłą go wspierać. Ale prawdą jest też to, że uzależnienie nie zniknęło cudownie z chwilą zaślubin.

    John Carter Cash napisał w swoich wspomnieniach „Anchored in Love” z 2007 roku, że pod koniec lat 70. uzależnienie ojca „przejęło z powrotem kontrolę nad jego życiem” i że rodzice „byli o jeden krok od rozwodu”. Cóż więc uratowało ich małżeństwo? „Nauczyli się na nowo siebie kochać. Wybaczyli sobie. I cud polega na tym, że mieli siłę, żeby wybaczyć. Odzyskali razem siłę. I tak, były chwile, kiedy powinna go opuścić” – mówił John Carter Cash.

    Cash w liście urodzinowym do June z 1994 roku – liście, który trafił do zestawienia najpiękniejszych listów miłosnych wszech czasów – pisał: „Czasem trochę nawzajem się drażnimy. Może czasem bierzemy siebie za pewnik. Ale od czasu do czasu, jak dziś, rozmyślam o tym i uświadamiam sobie, jakie mam szczęście, że dzielę życie z najwspanialszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem. Wciąż mnie fascynujesz i inspirujesz”.

    W tym liście jest więcej prawdy niż w filmie „Walk the Line”.

    I jej demony

    Narracja o June Carter Cash – zbawicielce, opoce, kobiecie, która wyciągnęła Casha z otchłani – jest prawdziwa, choć niepełna.

    John Carter Cash, pisząc o matce, był wobec niej czuły i szczery zarazem: June zmagała się z kompulsywnym zakupoholizmem i poważnym uzależnieniem od leków na receptę. Kobieta, która pomagała Johnny’emu przez kolejne odwyki i nawroty, która spuszczała jego tabletki w toalecie, sama prowadziła wewnętrzną walkę, mniej widoczną, częściej pomijaną w opowieściach.

    June była artystką z własnym głosem i własnym humorem – nie tylko żoną, nie tylko matką, nie tylko ratowniczką. Zanim weszła w orbitę Casha, zdążyła przeżyć dwa małżeństwa, samodzielnie wychowywać córki, zbudować karierę na własnych zasadach. Była pierwszoplanową postacią w jednej z najważniejszych rodzin w historii country. Pozostanie w cieniu Casha był jej wyborem – ale nie jedyną możliwością.

    Rosanne Cash w mowie żałobnej po śmierci June w 2003 roku powiedziała: „Ona nieustannie podnosiła ludzi na duchu. Długo zajęło mi zrozumienie, że kiedy cię podnosiła, pokazywała ci po prostu najlepsze części ciebie samego”. A przy trumnie dodała jeszcze jedno zdanie, które nie brzmi jak idealizacja, lecz jak trzeźwa ocena: „Gdyby bycie żoną było korporacją, June byłaby CEO”. Johnny wielokrotnie mówił o June jako „swojej kotwicy”. Nie wyobrażał sobie życia bez niej.

    Wspomnienie

    June Carter Cash zmarła 15 maja 2003 roku, w wyniku powikłań po operacji zastawki serca. Miała siedemdziesiąt trzy lata. Johnny Cash przeżył ją o cztery miesiące – odszedł 12 września 2003 roku, z powodu powikłań cukrzycowych. Są pochowani obok siebie.

    W 2025 roku June Carter Cash została pośmiertnie wprowadzona do Country Music Hall of Fame. Piosenka „Ring of Fire” grana jest do dziś na każdej imprezie country na całym świecie. Napisała ją kobieta, która bała się własnych uczuć i nie chciała się zakochać w „niebezpiecznym” człowieku.

    A jednak zakochała się. I wytrwała przy nim przez trzydzieści pięć lat – nie dlatego, że była świętą, lecz dlatego, że była człowiekiem o wyjątkowej sile. Człowiekiem z własną historią, własnymi słabościami i własną miłością, której nikt – nawet najlepszy biograf – do końca nie opowie.

    Więcej o kulturze i sztuce znajdziecie tutaj.

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY