Co kraj, to obyczaj – komunikacja międzykulturowa, czyli jak rozmawiać, żeby się dogadać

Co kraj, to obyczaj – komunikacja miedzykulturowa, czyli jak rozmawiac, zeby sie dogadac zdjęcie główne eb0d50ed821fda50b2f45

Spotkanie się przedstawicieli odmiennych kultur bywa zabawne, a może też przynieść sporo trudności. Z drobnych wpadek obie strony chętnie się pośmieją, ale gdy bezwiednie kogoś obrazimy, totalnie się nie dogadamy albo całkiem nieświadomie wyrazimy brak szacunku do innych norm, pojawią się kłopoty.

Proces komunikacji międzykulturowej posiada dwa wymiary: werbalny, czyli słowny i niewerbalny, składający się z takich elementów jak postawa, gesty, mimika. Właśnie poprawne odczytanie komunikatów niewerbalnych to klucz do dobrego porozumienia się.

To, w jaki sposób działają przedstawiciele innych krajów, nie wynika z ich złej woli, ale z kultury, w której zostali wychowani. Pod zewnętrznymi przejawami różnic kulturowych takich jak: mniej lub bardziej formalne kontakty w zespole, bariery językowe czy silny indywidualizm, kryją się różne wzorce wyniesione z domu, różne systemy wartości i przynależność do danej religii. Nawet gdy uważamy się za osobę tolerancyjną i otwartą na innych, możemy zdziwić się, jak odmienne można mieć podejście do upływu czasu, etykiety biznesowej czy poziomu ekspresji.

W pierwszym kontakcie z cudzoziemcem już samo powitanie i związane z tym zachowania mają ogromne znaczenie. W Stanach Zjednoczonych przy powitaniu niezbędne jest nawiązanie kontaktu wzrokowego z rozmówcą. W przeciwnym razie możemy być odebrani jako nieszczerzy. Z kolei ten sam gest w Japonii uznawany jest za brak szacunku. W tym wypadku powinniśmy spuścić wzrok w momencie powitania. Japończycy, kiedy kogoś poznają, wykonują ukłon. Osoba o wyższej pozycji kłania się nieznacznie, natomiast osoba o najniższym statusie – nisko.

W USA duże znaczenie odgrywa promocja siebie. Jeśli nie przedstawimy siebie jako specjalisty, możemy wyjść na osoby, które niczego nie osiągnęły. Nawet jak ktoś zajmuje się czymś przyziemnym i zwykłym, mówi o sobie w samych superlatywach. Zupełnie odwrotnie jest w Korei Południowej. Tam lepiej nie wychylać się z szeregu.

W różnych kulturach inne jest także podejście do czasu. Spóźniając się na spotkanie u naszych zachodnich sąsiadów, możemy przekreślić sobie szansę na dobrą współpracę i poważne traktowanie, a dla Włochów czy mieszkańców Rumunii nie stanowi to problemu.

Poprawność polityczna i dyplomacja to podstawa w Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy nie chcąc kogoś obrazić, mówią nie wprost, ogólnikowo. Każde spotkanie zaczynają takim konwersacyjnym lodołamaczem, czyli rozmowy na błahy temat (np. podróż, pogoda), tzw. small talkiem. Nawet jeśli Anglicy wydają się otwarci, tak naprawdę nie chcą nikogo wpuszczać w swoje osobiste życie.

Zupełnie inny stosunek do relacji mają Brazylijczycy, którzy dużo o sobie mówią i chętnie nawiązują przyjaźnie, także w pracy.  Tego samego oczekują od innych. Niechęć do opowiadania o sobie, nawet podczas oficjalnych spotkań, mogą odebrać jako wrogość i niechęć do dalszej współpracy. Duże znaczenie ma dla nich kontakt wzrokowy, a także częsty dotyk, na przykład klepanie po plecach. Normą jest przerywanie komuś podczas rozmowy w połowie zdania, a punktualność oznacza spóźnienie 20–30 minut.

Guanxi, czyli relacje, są niezwykle ważne również w Chinach. Rożne sprawy załatwiają przez siatkę rodziny i znajomości. Chińczycy są stonowani, nie krytykują ani nie chwalą nikogo za bardzo. Cenią harmonię i zachowanie spokoju. Ich komunikacje charakteryzuje brak krzyku, okazywania emocji, wylewności czy gadatliwości. Nie spóźniają się. Na spotkania przychodzą kilka minut przed czasem.

W Niemczech wszelkie procedury są w cenie. Spotkania formalne prowadzone są wedle ustalonego planu i nie ma w nich miejsca na improwizację. Niemcy są otwarci i mówią wprost. Podczas (na przykład) negocjacji z nimi, nie musimy czytać między wierszami. Podobnie jest w Szwajcarii i w krajach skandynawskich.

Z kolei w Japonii w ogóle nie wypada powiedzieć ,,nie”. Nikt nam wprost nie odmówi. Usłyszymy za to zawoalowaną odpowiedź, która będzie znaczyła kategoryczną odmowę.

Według badaczy różnic kulturowych, Fonsa Trompenaarsa i Charlesa Hampten-Turnera, na świecie wyróżniamy dwie kultury: kultury brzoskwinie i kultury kokosy.

Kultury brzoskwinie, to takie, których przedstawiciele mają miękka otoczkę. Na  początku znajomości są mili, przyjaźni, szybko dopuszczają innych do siebie. Jednak w ich środku znajduje się pestka, przez którą trudno się przedostać. Tak jest w USA i Ameryce Południowej. Przyjacielskie rozmowy, uprzejmość i uśmiech, to po prostu przejaw grzeczności, a nie początek głębszej relacji.

Kultury kokosy, do których należymy my, Polacy, mają twardą skorupę. Początki znajomości są trudne, ale gdy przełamie się pierwszą barierę, pojawia się miękki miąższ. Znajomość jest głębsza i pozostaje na długo. Kokosy to Niemcy, mieszkańcy Skandynawii i krajów Europy Wschodniej.

Kokosy często sądzą, że brzoskwinie są powierzchowne i nieszczere, a brzoskwinie, że kokosy to osoby wrogo nastawione.

W kontaktach z obcokrajowcem warto zawczasu przygotować się na ewentualną komunikacyjną porażkę. Wystarczy przeprosić i poprosić o dokładniejsze wskazówki. Jeśli jednak wszystko zawiedzie i czeka nas komunikacyjna wpadka, pozostaje tylko śmiech. Śmiech jest ponad kulturowy i zaraźliwy. A szczery – zrozumiany przez wszystkich, niezależnie od kraju, kultury i religii.

Katarzyna Sikora