Czarny Anioł. Uwodzicielka z Rosji doprowadzała mężczyzn do ruiny i zbrodni

Czarny Anioł. Uwodzicielka z Rosji doprowadzała mężczyzn do ruiny i zbrodni

Wiosną 1910 r. Wenecję nawiedziła fala… dziennikarzy najważniejszych światowych gazet. Ich zadaniem było opisanie najgłośniejszego procesu dekady: na ławie oskarżonych zasiadła bowiem słynna rosyjska arystokratka, oskarżona o doprowadzenie swego kochanka do obłędu i nakłonienie do zamordowania swojego narzeczonego. Maria Tarnowska rozpalała wyobraźnię czytelników – media nazwały ją "Czarnym Aniołem", ponieważ swoją urodą, wdziękiem i znajomością ars amandi doprowadzała mężczyzn do obłędu, samobójstw i zbrodni.

Maria przyszła na świat w maju 1877 r. w majątku pod Kijowem. Była córką poważanego oficera, hrabiego Mikołaja O’Rourke’a. Jej przodkowie przybyli do Rosji z Irlandii za czasów panowania carycy Elżbiety. Jedną z najsławniejszych przedstawicielek jej rodu była królowa Szkotów Maria Stuart. O irlandzkich korzeniach Maniuni, jak zdrobniale nazywali ją bliscy, przypominały długie, złotorude, iście tycjanowskie włosy.

Panna z dobrego domu

W dzieciństwie podczas zabawy uderzyła się w głowę i zaczęła tracić wzrok, dlatego lekarze zalecili jej, by nosiła na oczach specjalną opaskę. Zdjęła ją dopiero w dwunastym roku życia, gdy zatroskani rodzice sprowadzili do posiadłości pod Kijowem angielskiego okulistę, który orzekł, że opaska nigdy nie była potrzebna. Wtedy okazało się, że Maria ma przepiękne niebieskie oczy w oprawie długich, czarnych rzęs. Szybko zorientowała się, że jej nadzwyczajna uroda jest jej najpotężniejszym orężem i zaczęła robić z tego użytek. Nie lubiła się uczyć, ale wystarczyło jedno spojrzenie, a nauczyciele Połtawskiego Instytutu Szlachetnie Urodzonych Panien miękli i wystawiali jej dobre oceny. Zresztą, stopniami Maria nie zaprzątała sobie głowy – jej celem było wyjście za mąż za kogoś wystarczająco bogatego, by zaspokoić jej wygórowane potrzeby finansowe.

Od dzieciństwa bowiem kochała przepych, wygodę, rozrywki i kosztowności. Rodzice zaś kochali córkę nad życie, więc spełniali wszystkie jej zachcianki – tego samego oczekiwała od przyszłego małżonka. Gdy miała 17 lat, podczas balu poznała Wasilija Tarnowskiego – jedną z najlepszych partii w Rosji. Był dziedzicem ogromnego majątku, bon vivantem, który kochał polowania, zabawy i podróże. Rodzice obojga młodych nie zgadzali się na ślub, więc za namową ciotki Maria i Wasilij uciekli i pobrali się w małej wiejskiej cerkwi. Odtąd ich życie toczyło się wesoło, zakrapiane alkoholem, kokainą i morfiną. Wasilij uwielbiał też wizyty w domach uciech. Co najdziwniejsze, zabierał do nich żonę, która odznaczała się dużym temperamentem.

Wkrótce wybuchł pierwszy skandal z udziałem Marii Tarnowskiej. Młodszy brat Wasilija popełnił samobójstwo, a przyczyną miało być namiętne uczucie do szwagierki. Plotkowano, że Maria uwiodła 17-latka i nakłoniła do targnięcia się na swoje życie, ponieważ jedynym spadkobiercą Piotra był Wasilij, którego majątek z powodu rozrzutnego stylu życia dosłownie topniał w oczach.

Po kilku latach małżeństwo Tarnowskich doczekało się dwójki dzieci, a Maria – pokaźnej listy kochanków. Zwracano uwagę, że najczęściej wybierała młodszych od siebie mężczyzn, znanych z zamiłowania do pojedynków – w tamtych czasach nazywano ich z francuska "brettami". Jednocześnie każdemu z nich opowiadała, jakim tyranem jest jej mąż – w nadziei, że któryś z nich postanowi walczyć o jej uwolnienie.

Granda w hotelu

Pewnego dnia namówiła męża, by po spektaklu pojechali do restauracji w Grand Hotelu w Kijowie – tam też przyjechał jej kochanek. Ukartowała wszystko tak, by Wasilij, zmęczony wielomiesięcznym romansem żony, zobaczył, jak kochanek ją całuje. Wściekły mężczyzna wyciągnął pistolet i postrzelił rywala. Podczas gdy kochanek walczył o życie w szpitalu (zmarł po kilku miesiącach na Krymie), a mąż siedział w areszcie, Maria Tarnowska pojechała na Krym z kolejnym kochankiem, bogatym baronem Władimirem Schtahlem. Schtahl porzucił dla Marii żonę i dzieci, kupił kochance posiadłość i obiecał, że po rozwodzie natychmiast się z nią ożeni. Maria jednak nie chciała ponownie tracić wolności i trafiać w sieci małżeństwa – dlatego namówiła Schtahla, by ubezpieczył się na życie i uczynił ją swoją spadkobierczynią. Dwa dni później baron Schtahl zastrzelił się przed budynkiem "teatru anatomicznego" w Kijowie, jak wówczas nazywano prosektoria, pozostawiając testament, w którym wszystkie swoje dobra materialne przepisał na Marię.

Tarnowska nie rozpaczała po śmierci kochanka – na horyzoncie majaczył kolejny, tym razem adwokat Donat Priłukow. Po kilku miesiącach Priłukow, poważany w mieście prawnik, porzucił żonę i dzieci, ukradł pieniądze swoich klientów i uciekł z Rosji wraz z Marią. Pojechali do Algierii, gdzie spędzili zimowe miesiące, a później ruszyli do Europy, po drodze zatrzymując się w najdroższych hotelach i stołując się w światowej sławy restauracjach. Za granicą dowiedziała się, że jej mąż został uniewinniony.

Śmierć w Wenecji

Pewnego dnia, spacerując po Wenecji, Maria spotkała swoich dawnych przyjaciół – hrabiostwo Emilię i Pawła Komarowskich. Hrabina Emilia była ciężko chora, dlatego Maria zaofiarowała się, że będzie dotrzymywać jej towarzystwa i dbać, jak najlepsza pielęgniarka. Para z chęcią zgodziła się gościć Marię – tymczasem przebiegła kobieta zaczęła realizować plan przejęcia kolejnego majątku. Nie udowodniono jej otrucia Emilii, wiadomo jednak, że stan kobiety gwałtownie pogorszył się wkrótce po tym, jak zamieszkała z nimi Maria, a kilka tygodni później odeszła. Hrabia oświadczył się Tarnowskiej następnego dnia po śmierci żony i na dowód swojego gorącego uczucia przepisał na nią cały swój majątek.

Tymczasem Donat Priłukow, który nigdy nie zniknął z życia Marii, już planował, jak pozbyć się hrabiego. Zabójcą stał się… kolejny kochanek kobiety, Nikołaj Naumow, szaleńczo zakochany student, którego łatwo było przekonać, że Komarowski w rzeczywistości jest tyranem i znęca się nad Marią na najbardziej wymyślne sposoby. Naumowa i Tarnowską łączył namiętny związek, w którym to ona dominowała nad uległym studentem, więc myśl o tym, że ktoś może wyrządzać krzywdę Marii, doprowadzała mężczyznę do szaleństwa. Tarnowska sprytnie podsycała te emocje, aż 4 września 1907 r. Nikołaj Naumow zapukał do drzwi weneckiej posiadłości hrabiego i strzelił do niego kilka razy. Ciężko ranny Komarowski zmarł po kilku dniach w wyniku błędu lekarskiego, a jego testament od razu wszedł w życie. Dopiero wtedy Nikołaj Naumow z gazet dowiedział się, jak ogromny majątek dziedziczy Tarnowska i zrozumiał, że stał się narzędziem zbrodni w jej rękach. Obciążył ją winą za podżeganie do zabójstwa. Włoscy karabinierzy rozpoczęli poszukiwania "dziedziczki", odnaleziono ją dopiero w Wiedniu, gdzie próbowała podjąć pieniądze z ubezpieczenia Komarowskiego.

Głośny proces

Śledztwo trwało niemal trzy lata. Gdy wiosną 1910 r. w końcu ruszył proces w sprawie zabójstwa hrabiego Komarowskiego, publiczność waliła do budynku sądu jak na najlepsze przedstawienie, a gazety z relacjami z sali sądowej sprzedawały się jak świeże bułeczki. Opinię publiczną zastanawiało, jak to możliwe, że Maria Tarnowska doprowadziła tylu mężczyzn do szaleństwa. Po latach uznano, że bezpruderyjność i znajomość ars amandi w czasach postwiktoriańskich było tym, co wyróżniało Tarnowską wśród cnotliwych przedstawicielek wyższych sfer.

Naumow został skazany na trzy lata więzienia, Donat Priłukow na 10 lat, a "Czarny Anioł", jak okrzyknęła Marię prasa, na osiem. Tarnowska wyszła na wolność już po pięciu latach i rozpłynęła się w powietrzu, kryjąc się przed dziennikarzami. Później okazało się, że wyszła za mąż, zamieszkała w Buenos Aires i prowadziła sklep z tkaninami, a w 1931 r. przeniosła się do Santa Fe. Zmarła 23 stycznia 1949 r.