Więcej...

    GRA W SZACHY czyli o matkach z wózkiem w komunikacji miejskiej

    Każdy przedsiębiorca musi zaliczyć choć raz w życiu zabawę przy okienkach w Urzędzie Skarbowym, choć nie ma to nic wspólnego z popularnym onegdaj teleturniejem „Idź na całość”. Droga do mojego Urzędu to około 12 przystanków autobusowych...

    Plan

    Zanim kierowca wrzucił pierwszy bieg, ja zaczęłam już tworzyć plan jak za te 12 przystanków przystąpię do karkołomnej figury cyrkowej zwanej wysiadaniem: którymi drzwiami, którym kołem pierwszym, przodem czy tyłem (och, urwiski, to nie wpis o pozycjach kamasutry!), czy pierwsza ja czy ten pan z torbą na zakupy, najpierw wózek czy jednak ja.

    Na pierwszym przystanku rozpinam córce kombinezon, zdejmuję czapeczkę, uśmiechamy się do siebie. Jest cudo. Na drugim i trzecim jeszcze jest rodzinnie, wesoło tak, przyjaźnie. Widocznie dobrze się obie bawimy; postronni też, bo rozpływają się w zachwytach. Od czwartego przystanku zaczyna się wyraźne spięcie: zakładam już sobie szalik choć grzanie w autobusie przypomina mikroklimat egzotycznej oranżerii. Niech was nie zmyli frymuśny mój ton.

    Cały plan

    Od piątego przystanku bowiem obmyślam cały plan: na ósmym zapnę córce kombinezon, na dziesiątym założę czapeczkę, na jedenastym zwolnię hamulec wózka i ustawie się tyłem do pasażerów po to, aby na dwunastym plecami torować sobie drogę ku wolności. Po radosnym entourage’u nie ma już śladu; od ósmego przystanku jestem skupiona jak na pierwszej lekcji chińskiego. Pocę się, nerwowo rozglądam i modlę o przystanek. Postronni kiwają tym razem z politowaniem, bo matka cała w stresach, dziecko płonie w pąsach, troszkę już kwilące.

    Matki z wózkami

    Jeśli pomyślicie kiedyś Panie i Panowie, że matki z wózkami w komunikacji miejskiej mają nadprogramowe wymagania i są nieuprzejme bądź, o zgrozo, mają zadarte nosy to nie, nic z tych rzeczy! One po prostu grają w myślach w szachy, snują w głowach plany, obmyślają strategię, przystosowując cały ten proces przejazdu do misterium fizyki kwantowej. My nie zadzieramy nosa tylko patrzymy ponad głowy współpasażerów, planując jak szachista kolejne ruchy. Wszystko po to, by po prostu przeżyć.

    Joanna Plesnar

    PS. Inne teksty Joanny znajdziecie na blogu (Biznes)Woman na Macierzyńskim!

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY