Więcej...

    Historia z wojną w tle, którą napisało życie

    W każdym chyba z nas tkwi potrzeba poznania przodków. Każdy z nas chce mieć pełną rodzinę. Jednak los bywa okrutny, a historia pisze scenariusze, których nie wymyśliłby żaden reżyser.  To historia przyrodniego rodzeństwa, których los rozrzuca na dwa kontynenty, a poznać się im będzie dane u schyłku życia. Historia ludzi, gdzie jedno trochę wie o drugim, ale to drugie nie ma pojęcia o istnieniu tego pierwszego. To historia składania puzzli z kawałków opowieści i zdjęć.

    Historia

    To historia wielkiej miłości w przeszłości i teraz.

    Odkąd pamiętam, ze strony Mamy znałam tylko jej Mamę, naszą ukochaną Babcię Danusię. Tata Mamy owiany był tajemnicą. Wiadomo było, że w kwietniu 1944 roku został aresztowany przez Gestapo na Kercelaku i trafił na Pawiak. Niemcy mieli przecieki, że coś się szykuje na sierpień, więc pod koniec lipca 1944 roku Pawiak zostaje ewakuowany. Dziadek Anatol trafia, jako oficer Armii Krajowej, do obozu w Mauthausen. Nasza wiedza kończy się na tym obozie, że tam ginie, umiera.

    Babcia Danusia z Dziadkiem Anatolem, Warszawa, lata 30-ste.

    Drzewo genealogiczne, które skrywa tajemnicę

    Przed śmiercią Babci Danusi w odwiedziny wpada do niej jej kuzyn, Wuj Zdzich, który skrupulatnie odtwarza nasze drzewo genealogiczne i zapisuje strzępki przeszłości. Odwalił kawał świetnej roboty. Jestem przy tej wizycie. Wuj pyta Babcię, czy ma jakieś uwagi do drzewa, a Babcia mówi, że nie. Zaciekawiona sięgam po zwoje papieru, przelatuję wzrokiem kolejne linijki tekstu i trafiam na informację, że Dziadek Anatol, o którym zawsze myślałam, że umiera w 1945 gdzieś w Austrii, w obozie, umiera jednak w Stanach Zjednoczonych, w 1981 roku na białaczkę.

    Babcia pytana o to, odwraca głowę i nigdy nie udziela na tysiące pytań odpowiedzi. Niebawem umiera. Po śmierci Babci porządkujemy tysiące szpargałów po niej, trafiając na bogatą korespondencję, z której wynika, że Dziadek godzi się na to, że ona nie chce mieć z nim kontaktu, choć do końca nie wiemy wtedy, dlaczego. Czytamy, niewiele rozumiemy. Serca i oczy płaczą. Odkładamy jednak to wszystko z powrotem do małej, beżowej walizeczki, jakbyśmy nie chciały rozdrapywać przeszłości, szanując niezrozumiałe milczenie Babci i tajemnicę, którą zabiera do grobu.

    Amerykańskie cmentarze otwierają się przed nami

    Ponieważ nie mamy wieści od Babci Przyjaciółki, którą los po wojnie rzuca, nomen omen, do Stanów, około roku 2009 zaczynam przeglądać spisy cmentarne w USA, by ją znaleźć. Trafiam na nią. I wtedy coś mi klika w głowie i wpisuję nazwisko Dziadka, ale wyskakuje mi dwóch Anatolów Buczarskich. Jeden to na pewno Dziadek, drugi wygląda na jego syna, ale my mamy tylko wiedzę, że Dziadek miał syna, ale o imieniu Wiktor. Szperam dalej, nie poddaję się.

    Fundacja, która zmienia nasze życie

    Trafiam w końcu na zdjęcie z książki wydanej przez Fundację na rzecz tradycji jazdy konnej, które w mojej ocenie podpisane zostało źle. Mianowicie Dziadek czeka na pasowanie przez Gen. Andersa, a nie jest pasowany. Postanawiam więc napisać do Fundacji i załączam kilka zdjęć Dziadka, by się niejako uwiarygodnić. Nie czekam długo na odpowiedź. Odpowiada mi sama Pani Prezes Fundacji, Pani Karola Skowrońska, która dziękuje mi za sprostowanie, za zdjęcia, ale mówi, że nic nie wie o nas, a przecież nie dalej jak w 2007 lub 2008 roku był tu syn Dziadka, Wiktor z rodziną. Opowiadam jej więc historię, że my wiemy, że on jest, ale że on nie ma wiedzy o nas. Za moją zgodą wysyła zdjęcia do Wiktora. Nie oczekuję fajerwerków. Bądź co bądź chcę w czyjeś życie wejść z buciorami. Nagle i bez uprzedzenia twierdząc, że jego ojciec to mój Dziadek.

    Mija pewnie miesiąc. Siedzę w pracy, gdy nagle na moim biurku dzwoni telefon i sekretarka mówi, że dzwoni jakiś pan z USA i twierdzi, że jest moim wujkiem. Znam rodzinę ze Stanów, nikt by się tak nie przedstawił. Wiem, że dzwoni ON.

    Serce mi wali jak oszalałe, bo nie wiem czego się spodziewać. Łączymy się.

    Ilość emocji, płaczu, niedowierzania, radości jest nie do opisania. Ale prawdziwa eksplozja przed nami. W końcu przyznaję się mojej Mamie, że nawiązałam kontakt z jej przyrodnim bratem. Szok, niedowierzanie, obawa, ciekawość, strach, smutek, radość i nadzieja.

    By móc rozmawiać ze swoim bratem nauczyła się obsługi komputera

    Dla niego moja Mama uczy się obsługiwać komputer i komunikatory, tak, by móc przez kamerkę z nim gadać. I toczą wielogodzinne rozmowy o przeszłości, o historii, o Bogu, o ich Ojcu, którego Ona zna tylko ze zdjęć i opowieści najbliższych, a on go pamięta żywego, a nie zna tej części życia zostawionej w Polsce. I tak upływają godziny, tygodnie, miesiące.

    Okazuje się, że Dziadek wychodzi z obozu, udaje mu się. Jest wycieńczony, jeszcze na Pawiaku wybili mu wszystkie zęby, więc na pewno jest wrakiem człowieka. Wsparcia udziela mu kobieta, z którą się wiąże i zakłada nową rodzinę: najpierw rodzi się im syn Anatol, jeszcze w Austrii. Potem przedostają się chyba przez Anglię do Stanów Zjednoczonych, gdzie rodzi się wuj Wiktor i ciocia Tania.

    Niesamowite jest to, że cała czwórka rodzeństwa ma po trójce własnych dzieci.

    Mama bardzo zżywa się z Wujem. Czasem ją chyba drażni tym, że ich ojciec był mu znany, a ona może karmić się czyimiś opowieściami. Jednak w końcu podjęta zostaje decyzja, że Wuj Wiktor z Ciocią Deborah i trójką dzieci przyjadą do Polski.

    Wizyta pełna emocji

    Kto tego nie przeżył, nie wie, ile to jest emocji. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić tego, co przeżywała moja Mama, gdy czekała na przyjazd młodszego brata, którego zawsze chciała mieć, a dane jest jej go poznać dopiero w wieku 69 lat, na 3 lata przed swoją śmiercią.

    Przyjeżdżają na 2 tygodnie. To dużo, a jednocześnie jakże mało w stosunku do czasu, którego nie są w stanie już nadrobić. To czas niezwykłych przeżyć dla wszystkich. To czas rozmów, zwiedzania, bycia, patrzenia na siebie, poznawania się nawzajem.

    Rodzina prawie w komplecie, Zakopane, 2011.

    Oczywiście odwiedziliśmy w Grudziądzu panią Karolę, a nasza wizyta zbiegła się z XXII Zjazdem Kawalerzystów w Grudziądzu, w szkole oficerskiej, którą skończył mój Dziadek. Pani Karola, dobry duch tego spotkania, była niezwykle wzruszona widząc nas, to, że udało jej się nas połączyć.

    Spotkanie w Grudziądzu z Panią Karolą, naszym dobrym duchem

    A co by było, gdyby?…

    Niejednokrotnie zadaję sobie to pytanie – a co by było, gdyby? Gdyby Dziadek po wojnie jednak wrócił do Polski? Czy byliby z Babcią szczęśliwi? Czy moja Mama miałaby rodzeństwo rodzone? Czy ich związek nie przetrwałby próby czasu? Co by było, gdyby Babcia pozwoliła Dziadkowi utrzymywać kontakt z nimi? Dlaczego nie pozwoliła? Czy powodem były czasy stalinowskie czy kobieca duma? Na te pytania nigdy nie poznamy odpowiedzi. Oczywiście, że żałuję, że moja Babcia i Mama żyły bez niego, że nie było nam dane poznać Dziadka. Jednak los dał nam Wuja Wiktora i jego rodzinę.

    Ps. To historia mojej rodziny – Anatola i Danuty Nałęcz-Buczarskich, ich córki Barbary Krauss i ich wnuczek Kasi, Ani i Marysi Krauss.

    Katarzyna Krauss

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY