Zabawka
Jej producentem był Edward Manitius, znany warszawski twórca. Zabytkowa zabawka znajduje się w kartonowym pudełku, które zawiera cały zestaw nietypowych plastikowych klocków w kształcie kanciastej litery U.
– Elementy można ze sobą dowolnie łączyć w różnych płaszczyznach, tworząc nawet dość skomplikowane konstrukcje. Na atrakcyjność układanki wpływają kolory poszczególnych elementów – czyste, podstawowe: żółty, czerwony i niebieski oraz, dodatkowo, zielony – tłumaczy Lena Wicherkiewicz.
„Hocki – klocki” wyprodukował Edward Manitius (1902-1975), warszawski producent zabawek oraz pomocy dydaktycznych dla szkół i przedszkoli, pod koniec lat 60. XX wieku lub w pierwszej połowie kolejnej dekady.
Twórca
O ich twórcy warto powiedzieć więcej.
– Nowoczesnym zabawkarstwem, łączącym dydaktykę, walory plastyczne i funkcjonalne wyrobów, zajmował się od lat 20. XX wieku. W rodzinnej kamienicy przy ulicy Kępnej 15 na Pradze prowadził wytwórnię autorskich zabawek i opakowań, która działała nieprzerwanie, choć pod różnymi nazwami, do 1975 roku – opowiada Lena Wicherkiewicz.
Zmieniały się materiały, z których wykonywał zabawki i pomoce dydaktyczne. Początkowo było to drewno, następnie również tkaniny, a od końca lat 60 XX wieku także tworzywa sztuczne. Niezmienne pozostawały ich walory edukacyjne i estetyczne. Większość wzorów zabawek i pomocy lub technologie ich wytwarzania chroniły patenty.
– Tak jest również w przypadku „Hocków – klocków”. Zaświadcza o tym nadruk umieszczony na boku pudełka – „Wzór zastrzeżony w Urzędzie Patentowym PRL” – dodaje.
Nazwa
Nazwa układanki jest wdzięczna, rymowana, zachęcająca do zabawy. Według Wielkiego Słownika Języka Polskiego tytułowe hocki-klocki to „czynności lub zdarzenia pozbawione sensu, niepotrzebne lub mało istotne” . Potocznie mówimy tak o figlach, psotach i głupstwach.
– Jednak układanka Manitiusa nie zachęca do figli czy niepoważnych psot. Została zaprojektowana, jakbyśmy to powiedzieli mówiąc współczesnym językiem, do „kreatywnej zabawy”, czyli kształcenia w przyjemny sposób, w tym wypadku – wyobraźni przestrzennej oraz umiejętności konstrukcyjnych – tłumaczy.
W Słowniku języka polskiego można przeczytać, że klockiem (w lm. klockami) nazywano dawniej drewienko albo inny przedmiot przypinany ukradkiem z żartów w środę popielcową osobom, które w ubiegłym karnawale nie zawarły związków małżeńskich.
Klocki
A skąd „hoc’? Podobno tak pokrzykiwano z wesołości za nieszczęśnikami ozdobionymi klockami. Warto dodać, że klockami nie były jedynie drewienka, ale często bardzo nieprzyjemne rzeczy – kurze łapki, kości zwierzęce lub rybie ości. Słowo „hoc” znaczyło dawniej „hyc!” czyli skakanie, które z czasem przekształciło się w używane obecnie „hop!”. Od „hoc” powstał rzeczownik „hocki”, używany z czasownikami w określeniach: „hocki wyprawiać”, czyli nie siedzieć spokojnie lub „brać kogoś na hocki” – robić sobie z kogoś żarty. A potem hocki połączyły się z klockami i powstało złożenie „hocki – klocki”, czyli coś niepoważnego.
– Dla Edwarda Manitiusa zabawa klockami nie była bynajmniej niepoważna. Wręcz przeciwnie. Traktował ją z prawdziwą atencją. Zgodnie z nowoczesnymi koncepcjami pedagogiki, dostrzegał w zabawie duży potencjał edukacyjny, obejmujący zarówno kształcenie umiejętności logicznych, przestrzennych czy sprawności manualnych, i – co nie mniej ważne – wrażliwości plastycznej – dodaje Lena Wicherkiewicz.
Txt: Anita Kamieńska
Opracowano na podstawie: „Rzeczy niepoważne? Czyli o jednej z zabawek” tekstu Leny Wicherkiewicz – współkuratorki przygotowanej wystawy „Rzeczy do zabawy. Edward Manitius i jego wytwórnia”, który ukazał się na stronie internetowej Muzeum Warszawy.
Zdjęcie: Zestaw do zabawy “Hocki klocki”, II połowa XX wieku, przed 1975, Wytwórnia Zabawek i Wyrobów Zdobniczych E. Manitius, MHW 30721/a-b, Muzeum Warszawy



