Anna Krauss: Ukończyłaś Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie. Jak wspominasz ten czas? Czy studia miały duży wpływ na to, jaką artystką jesteś dziś?
Magda Dziedzicka: Studia na Akademii Sztuk Pięknych były moim marzeniem jeszcze z czasów dzieciństwa. Jednak rodzice nie zgodzili się, żebym kształciła się w kierunku artystycznym. Musiałam mieć konkretny zawód. Od zawsze, odkąd pamiętam, kochałam sztukę w każdej postaci. Oczywiście, studia zaopatrzyły mnie w wiedzę o tworzeniu i w umiejętności. Tworzenie ikon, od czego zaczęłam, nie zamknęło się tylko na tradycyjnym pisaniu ikon. W kolejnych latach rozszerzyłam swoje zainteresowania na inne obszary – powstawało malarstwo sakralne w ogóle, ale też i inne rodzaje malarstwa ‒ abstrakcje, akty i inne. Pragnęłam ciągle coś nowego wymyślać, tworzyć.
Zajmujesz się ikonopisaniem – sztuką opartą na wielowiekowej tradycji. Co sprawiło, że właśnie ta forma twórczości tak Cię przyciągnęła?
Gdy 19 lat temu przeżyłam traumę życiową, poczułam silną potrzebę bliskiego kontaktu z Bogiem i wyrażenia tego w swojej twórczości. Zaspokojenie tej potrzeby dało mi malowanie świętych obrazów, zaczęłam od ikon. Ikona – to Boskość i artyzm w jednym.
Mówi się, że ikon się nie maluje, lecz „pisze”. Co to oznacza, bo zapewne wiele osób tego nie rozumie…
Rzeczywiście, tak się zwykle mówi. Sztuka sakralna w chrześcijaństwie to forma przedstawiania treści zawartych w Ewangelii. Ikony to święte obrazy wywodzące się z prawosławia, „opisujące” wydarzenia ewangeliczne. W ramach tego odłamu chrześcijaństwa przyjął się termin „pisanie” ikon, choć z powodzeniem można też ikony malować.
Pisanie ikon wymaga ogromnej cierpliwości, skupienia i uważności. Czy ten proces zmienił Cię nie tylko jako artystkę, ale też jako człowieka?
Jestem osobą wierzącą, od zawsze miałam bliski kontakt z Bogiem, ale dzięki ikonopisaniu zaczęłam szerzej, mocniej, pełniej czuć ten kontakt. Tak, tworzenie ikony wymaga cierpliwości i skupienia, a to nie jest zbyt zgodne z moimi cechami. W nabywaniu tych cech pomaga mi modlitwa i rozmowa z Bogiem, od której zwykle zaczynam malowanie ikony. Mam również takie wrażenie, że odczuwany wówczas przeze mnie kontakt w Bogiem pozwala mi lepiej dostrzegać emocje oraz losy ludzi i świata.
Zdarza się, że podczas pracy obraz lub ikona zaczynają „prowadzić” Cię w innym kierunku, niż początkowo zakładałaś? Lubisz takie twórcze niespodzianki?
Uwielbiam takie twórcze niespodzianki. Zatopienie się w swoim wnętrzu, emocjach, sercu, duszy przyczynia się do pełnego, prawdziwego, autentycznego tworzenia.
W Twoich pracach kolor odgrywa bardzo ważną rolę. Nawet w ikonach potrafisz nadać mu świeżość i własny charakter. Czy to świadomy dialog z tradycją?
Ukończyłam studia ikonopisania. Tworzenie ikon tradycyjnych techniką tempery żółtkowej, to było dla mnie za mało, potrzebowałam koloru, barwy. Pragnęłam, żeby ikony wyraźniej i łatwiej trafiały do duchowości każdego, by były przystępne zawarte w nich treści. Wydaje mi się, że właśnie dzięki moim barwom ten cel osiągnęłam.
Czy pamiętasz swoją pierwszą ikonę?
Jak już wspomniałam, przed laty, po przykrym zdarzeniu w moim życiu, zaczęłam szukać ukojenia właśnie w pisaniu ikon. Bywało, że w tamtym okresie malowałam po kilka ikon jednocześnie. Nie pamiętam teraz, która była pierwsza. Pamiętam dobrze tę, którą namalowałam w czasie studiów ikonopisania ‒ Chrystus Zbawiciel.
Jak dziś na nią patrzysz? Jest w niej coś, co do dziś Cię wzrusza albo rozbawia?
Patrzę na nią z sentymentem, niesie przecież wiele wspomnień. Ale każda moja ikona, i z tych wcześniejszych, i z tych późniejszych, porusza moje serce – inaczej w trakcie tworzenia i inaczej, gdy jest gotowa.
Jak wygląda Twoja pracownia? Potrzebujesz ciszy, muzyki, a może wokół Ciebie zawsze musi coś się dziać, żeby dobrze tworzyć?
Pierwotnie moją pracownią było moje mieszkanie, a dokładnie duży drewniany stół. Gdy moje dzieci już spały, wówczas w ciszy, spokoju, kontemplacji i przede wszystkim podczas modlitwy pisałam ikony.
Obecnie, od ponad 7 lat, tworzę w mojej Galerii Sztuki Dziedzicka, przy ul. Żurawiej 24a w Warszawie. Tutaj też tworzę ikony w ciszy. W tym czasie zapominam o wszystkim wokół mnie, jestem w innym, tylko swoim i Boga świecie. Wówczas czas nie istnieje. Zdarza się, że zanurzam pędzel w herbacie.
Masz swój rozpoznawalny styl, a jednocześnie tworzysz w oparciu o wielowiekowe kanony. Jak znaleźć równowagę między szacunkiem dla tradycji a własnym artystycznym głosem?
Staram się, aby każda moja ikona miała element tradycji. Szanuję wielowiekowe kanony. Moje dawne i współczesne ikony, jako rodzaj sztuki sakralnej, zawierają w sobie pierwiastek duchowości. Zachowanie wspomnianej w pytaniu równowagi nie sprawia mi trudności, tworzę bowiem z wielką wiarą i miłością do Boga.
Żyjemy w świecie pełnym pośpiechu i nieustannego przebodźcowania. Jak myślisz, czego współczesny człowiek może dziś szukać w sztuce?
Myślę, że każdy z nas, odbiorców sztuki, szuka w niej czegoś innego. Niektórzy szukają kontrowersji, silnego pobudzenia, szokujących bodźców, inni szukają spokoju, ukojenia. Moim zdaniem przede wszystkim, każdy człowiek próbuje odnaleźć w sztuce siebie samego, swoje emocje, duszę. To daje nam poczucie równowagi.
Nad czym obecnie pracujesz? Czy możesz już zdradzić, jakie projekty i marzenia czekają na realizację w najbliższej przyszłości?
W najbliższej przyszłości czekają mnie Targi Sztuki Sacralia 2026 w Warszawie. Mam jeszcze wiele innych propozycji, planów i marzeń, ale na razie wolałabym o nich nie mówić (bo mogłabym zapeszyć).
Czy sztuczna inteligencja, media społecznościowe i cyfrowy świat zmieniają sposób, w jaki odbieramy sztukę? Czy dla twórców to bardziej szansa czy zagrożenie?
Myślę, że autentyczny twórca, artysta nie powinien się niczego obawiać. Prawdziwa sztuka obroni się sama. Przeżyła przecież wiele różnych epok, zmian, rewolucji i żyje do dziś. Jestem z natury optymistką i wolę dopatrywać się szans, na przykład w sztucznej inteligencji. Może będzie ona dla artysty pomocnikiem – na wzór tych, którzy pomagali twórcom sztuki w przeszłości, zwłaszcza wielkim (takich jak Michał Anioł, Rembrandt i in.).
Gdybyś mogła zaprosić na rozmowę jednego artystę z dowolnej epoki, kto by to był i o co zapytałabyś go jako pierwsze?
Może van Gogh. Jak wiemy, kochał kolory (jak ja) i malowanie obrazów przeżywał bardzo emocjonalnie. I właśnie o te emocje chciałabym go zapytać – o ich siłę i barwę oraz jak one w jego przypadku wpływały na proces tworzenia.






















