Od szkockiego debiutanta do gwiazdy światowego kina
Sean Connery urodził się 25 sierpnia 1930 roku w Edynburgu. Zanim trafił do wielkiego kina, pojawiał się w niewielkich rolach filmowych i telewizyjnych. Jego filmowy debiut przypadł na połowę lat 50., a pierwsze lata kariery były okresem stopniowego zdobywania doświadczenia i szukania własnego miejsca w brytyjskim przemyśle filmowym.
Przełom przyszedł na początku lat 60. Wtedy otrzymał rolę, która miała całkowicie odmienić jego karierę. Producenci Albert R. Broccoli i Harry Saltzman zdecydowali się obsadzić go jako Jamesa Bonda w ekranizacji powieści Iana Fleminga.
Wybór nie był wówczas oczywisty. Connery nie był jeszcze wielką gwiazdą, a postać Bonda dopiero miała stać się jednym z największych fenomenów kultury popularnej. Wszystko zmieniła premiera filmu „Doktor No” w 1962 roku.
Brytyjski Instytut Filmowy podkreśla, że produkcja nie tylko wprowadziła Jamesa Bonda do kina, ale także ustanowiła wiele elementów charakterystycznych dla późniejszej serii. Connery stworzył przy tym kreację, która przez wielu widzów i krytyków do dziś uznawana jest za definicję filmowego 007.
James Bond – rola, która zmieniła kino
Sean Connery zagrał Jamesa Bonda w sześciu oficjalnych filmach serii: „Doktor No”, „Pozdrowienia z Rosji”, „Goldfinger”, „Operacja Piorun”, „Żyje się tylko dwa razy” oraz „Diamenty są wieczne”. W 1983 roku powrócił jeszcze do postaci agenta 007 w produkcji „Nigdy nie mów nigdy”, powstałej poza oficjalną serią Eon Productions.
Pierwszy Bond Connery’ego był inny od wielu późniejszych interpretacji tej postaci. Elegancki, pewny siebie, ironiczny, ale jednocześnie fizycznie imponujący i momentami brutalny. Aktor stworzył bohatera, który nie musiał podnosić głosu, aby zdominować ekran. Wystarczały spojrzenie, sposób poruszania się i charakterystyczny głos.
Szczególne znaczenie miał film „Pozdrowienia z Rosji” z 1963 roku. To właśnie tę produkcję Connery uważał za jeden ze swoich ulubionych filmów z serii. BFI zwraca uwagę, że obraz pokazuje Bonda w szczególnie surowej i fizycznej odsłonie – eleganckiego podczas oficjalnych spotkań, ale bezwzględnego, gdy sytuacja tego wymaga.
Rok później pojawił się „Goldfinger”, film, który w dużej mierze ustalił formułę kolejnych produkcji o agencie 007. Gadżety, spektakularne lokalizacje, charakterystyczni przeciwnicy, efektowne sceny akcji i specyficzne poczucie humoru stały się znakami rozpoznawczymi serii.
Connery był jednak świadomy, że ogromny sukces Bonda może stać się dla niego również zawodowym ograniczeniem. Dlatego konsekwentnie szukał ról, które pozwalały mu pokazać zupełnie inne aktorskie oblicze.
Alfred Hitchcock i „Marnie”
Jednym z ważnych etapów w karierze Connery’ego była współpraca z Alfredem Hitchcockiem. W 1964 roku aktor wystąpił w filmie „Marnie”, gdzie zagrał Marka Rutlanda – enigmatycznego, zamożnego mężczyznę uwikłanego w skomplikowaną relację z tytułową bohaterką.
Była to rola znacząca również dlatego, że Connery musiał wyjść poza schemat kina szpiegowskiego. Zamiast agenta działającego w świecie pościgów i międzynarodowych intryg pojawił się mężczyzna o znacznie bardziej niejednoznacznej psychologii.
Współpraca z Hitchcockiem pokazała, że Connery może być aktorem interesującym także poza kinem rozrywkowym. Jego ekranowa elegancja, która w Bondzie była elementem stylu agenta 007, tutaj nabrała zupełnie innego znaczenia.
Sidney Lumet i próba zerwania z wizerunkiem Bonda
Jednym z najważniejszych reżyserów w karierze Seana Connery’ego był Sidney Lumet. Panowie współpracowali przy pięciu filmach, a pierwszym z nich było „Wzgórze” z 1965 roku.
Connery zagrał tam Joe Robertsa, byłego żołnierza osadzonego w wojskowym więzieniu w Afryce Północnej podczas II wojny światowej. Była to rola zdecydowanie odległa od eleganckiego świata Jamesa Bonda.
„Wzgórze” pozwoliło aktorowi pokazać intensywność, gniew i dramatyczną siłę. Film był również ważnym dowodem na to, że Connery nie zamierza ograniczać się do jednego typu bohatera. BFI wskazuje właśnie tę produkcję jako jedną z najważniejszych w jego dorobku i podkreśla, że praca z Lumetem uwolniła aktora od części wcześniejszego ekranowego wizerunku.
Z Lumetem Connery spotkał się później między innymi przy „Morderstwie w Orient Ekspresie” z 1974 roku oraz „The Offence”. Była to jedna z najbardziej wartościowych artystycznie współprac w jego karierze.
Kino przygodowe, historyczne i science fiction
Connery nie bał się również ról nietypowych. W 1974 roku pojawił się w niezwykłym filmie science fiction „Zardoz” Johna Boormana. Produkcja, mocno osadzona w estetyce i intelektualnych fascynacjach kina lat 70., była jednym z najbardziej zaskakujących projektów w jego filmografii.
Rok później aktor zagrał w „Człowieku, który chciał być królem” Johna Hustona, ekranizacji opowiadania Rudyarda Kiplinga. Partnerował Michaelowi Caine’owi, a ich ekranowy duet należał do największych atutów filmu. Connery wcielił się w Daniela Dravota – awanturnika, który wraz z przyjacielem próbuje zdobyć władzę w odległej części świata.
W 1976 roku wystąpił natomiast w filmie „Robin i Marian”, w którym wcielił się w dojrzałego Robina Hooda. To interesująca kreacja, ponieważ aktor zagrał bohatera mierzącego się z własną legendą i upływem czasu.
Connery potrafił więc wykorzystać swój gwiazdorski status, a jednocześnie świadomie go podważać. Raz był niepokonanym agentem, innym razem zmęczonym wojownikiem, żołnierzem, awanturnikiem czy człowiekiem stojącym wobec własnych ograniczeń.
Oscar za „Nietykalnych”
Jednym z największych osiągnięć aktorskich Seana Connery’ego była rola Jima Malone’a w filmie Briana De Palmy „Nietykalni” z 1987 roku.
Produkcja opowiadała o walce agentów federalnych z gangiem Ala Capone’a podczas prohibicji. Connery wcielił się w doświadczonego policjanta, który staje się mentorem młodszego Elliota Nessa, granego przez Kevina Costnera.
Była to rola znakomicie dopasowana do dojrzałego już Connery’ego. Aktor nie musiał być najmłodszym człowiekiem na ekranie. Jego siła wynikała z doświadczenia, autorytetu i niezwykłej ekranowej obecności.
Za tę kreację otrzymał Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego. BFI zalicza „Nietykalnych” do najważniejszych filmów w jego dorobku, podkreślając, że właśnie za rolę Malone’a Connery otrzymał najważniejsze wyróżnienie amerykańskiej Akademii.
Ojciec Indiany Jonesa
Dwa lata później Connery stworzył kolejną niezapomnianą kreację. W filmie Stevena Spielberga „Indiana Jones i ostatnia krucjata” zagrał profesora Henry’ego Jonesa seniora – ojca Indiany Jonesa.
Harrison Ford wcielał się w tytułowego bohatera, a Connery otrzymał możliwość wykorzystania zupełnie innej strony swojego aktorskiego talentu. Jego postać była inteligentna, ekscentryczna, zabawna i zdecydowanie mniej bohaterska, niż można byłoby oczekiwać po aktorze kojarzonym z Jamesem Bondem.
Connery znakomicie odnalazł się w komediowym rytmie filmu. Relacja między ojcem a synem stała się jednym z najważniejszych elementów produkcji, a jego obecność nadała historii dodatkowej energii. BFI wskazuje tę rolę jako przykład umiejętności aktora do wykorzystania komediowego potencjału, który nie zawsze był obecny w jego wcześniejszej twórczości.
Kapitan Ramius i kino lat 90.
W 1990 roku Connery wystąpił w filmie „Polowanie na Czerwony Październik” Johna McTiernana. Zagrał Marka Ramiusa, radzieckiego dowódcę okrętu podwodnego.
Była to kolejna rola doskonale wykorzystująca jego dojrzałość i autorytet. Connery nie musiał już udowadniać, że potrafi być ekranowym twardzielem. Jego obecność sama w sobie budowała napięcie. BFI zwraca uwagę, że w latach 90. aktor coraz częściej otrzymywał role wykorzystujące jego niemal mityczny status gwiazdy.
W kolejnych latach pojawiły się między innymi „Robin Hood: Książę złodziei”, „Rycerz pierwszej klasy”, „Szukając siebie”, „Osaczeni” oraz „Twierdza”. Szczególnie ten ostatni film pozwolił mu po raz kolejny zagrać bohatera o przeszłości szpiegowskiej.
W „Twierdzy” z 1996 roku Connery wcielił się w Johna Masona, byłego brytyjskiego agenta. Była to rola, w której aktor świadomie flirtował ze swoim legendarnym wizerunkiem Jamesa Bonda, ale robił to z charakterystycznym dystansem.
Aktor, który nie pozwolił się zamknąć w jednej roli
Największą siłą Seana Connery’ego była jego zdolność do przekraczania własnego wizerunku. James Bond mógł zdefiniować jego karierę, ale jej nie wyczerpał.
W filmografii aktora znajdują się produkcje bardzo różne pod względem gatunku i stylu: thrillery, dramaty, kino wojenne, przygodowe widowiska, science fiction, ekranizacje literatury oraz kino akcji. Connery potrafił zagrać zarówno postać heroiczną, jak i moralnie niejednoznaczną. Bywał mentorem, wojownikiem, detektywem, szpiegiem, naukowcem, ojcem, awanturnikiem czy człowiekiem stojącym po drugiej stronie prawa.
Jego ostatnim filmem fabularnym była „Liga niezwykłych dżentelmenów” z 2003 roku. Po tej produkcji aktor zakończył swoją ekranową karierę. Oficjalna filmografia Connery’ego obejmuje role aż do tego filmu.
Sean Connery – legenda, która wykracza poza Jamesa Bonda
Sean Connery pozostaje jednym z tych aktorów, których obecność na ekranie trudno pomylić z kimkolwiek innym. Charakterystyczny głos, szkocki akcent, elegancja, fizyczność i niezwykła pewność siebie stworzyły ekranowy styl, który stał się jego znakiem rozpoznawczym.
James Bond zapewnił mu nieśmiertelność, ale o wielkości Connery’ego zdecydowało coś więcej. Potrafił bowiem przez kolejne dekady wykorzystywać popularność agenta 007, jednocześnie podejmując próby ucieczki od jego cienia. Współpracował z takimi reżyserami jak Alfred Hitchcock, Sidney Lumet, John Huston, Steven Spielberg czy Brian De Palma. Grał w filmach, które przeszły do historii kina, ale nie bał się również produkcji ryzykownych, dziwnych i eksperymentalnych.
Dlatego dziś, gdy wspominamy Seana Connery’ego w rocznicę jego urodzin, trudno sprowadzić jego dorobek wyłącznie do pytania: „którym Bondem był najlepszym?”. Znacznie ciekawsze jest inne pytanie: co sprawiło, że przez tak wiele lat potrafił być wiarygodny w tak różnych rolach?
Odpowiedź tkwi prawdopodobnie w jego niezwykłej ekranowej osobowości. Connery miał rzadki dar – nawet wtedy, gdy grał postać drugoplanową, potrafił sprawić, że widz czekał na jego kolejne pojawienie się. A gdy jako James Bond po raz pierwszy wypowiedział swoje nazwisko, rozpoczęła się historia jednej z najbardziej ikonicznych postaci w dziejach kina.
Sean Connery odszedł od ekranów, ale nie odszedł z historii filmu. Jego role nadal są oglądane, jego sposób grania nadal jest analizowany, a jego James Bond pozostaje punktem odniesienia dla wszystkich kolejnych aktorów wcielających się w agenta 007. To jedna z tych karier, w których popularność spotkała się z prawdziwym aktorskim rzemiosłem – i właśnie dlatego nazwisko Seana Connery’ego pozostaje synonimem wielkiego, klasycznego kina.
Więcej o kulturze i sztuce znajdziecie tutaj.



