Styl jako komunikat – jak budować wizerunek, który wspiera kobietę w biznesie

Pierwsze wrażenie tworzy się w kilka sekund, ale jego skutki mogą towarzyszyć nam przez lata. W świecie biznesu kompetencje pozostają fundamentem sukcesu, jednak coraz większą rolę odgrywa również sposób, w jaki komunikujemy siebie poprzez wizerunek. Czy styl może wspierać rozwój zawodowy? Jak budować markę osobistą, nie rezygnując z autentyczności? I dlaczego świadomy wizerunek to nie kwestia próżności, lecz strategicznego działania? Na te pytania odpowiada Karolina Orzechowska.

Katarzyna Krauss: Czy można powiedzieć, że zanim kobieta zdąży się przedstawić, jej wizerunek już „opowiada” pewną historię?

Karolina Orzechowska: Oczywiście możemy odbierać świat bez dźwięku. Możemy nie usłyszeć nawet tego, jak ktoś się przedstawia, ale wciąż widzieć jego mowę ciała, wyczuć zapach, zwrócić uwagę na dobór kolorów czy drobne detale. To wszystko buduje pierwsze wrażenie, zanim padnie choć jedno słowo. Dlatego do wizerunku podchodzę jak do narzędzia. Staram się korzystać z niego świadomie, bo jest elementem komunikacji i może wzmacniać przekaz, który chcę nieść.

Jakie znaczenie ma pierwsze wrażenie w świecie biznesu i czy rzeczywiście mamy tylko kilka sekund, by je zbudować?

Pierwsze wrażenie, zarówno w biznesie, jak i w życiu, ma ogromne znaczenie. Wiem, że to buduje presję i widzę to również u swoich klientów. Ale tak po prostu działają nasze mózgi. Każdego dnia jesteśmy bombardowani ogromną liczbą informacji, dlatego bardzo szybko podejmujemy decyzje, komu poświęcimy uwagę.

W mediach społecznościowych często nie dostajemy drugiej szansy. Jeśli ktoś przewinie nasz profil czy materiał dalej, nie dostaniemy nawet kilku dodatkowych sekund, żeby pokazać, kim jesteśmy i co mamy do zaoferowania.

Jednocześnie chciałabym, żebyśmy potraktowali to jako fakt, a nie powód do udawania kogoś innego. Nie warto za wszelką cenę dopasowywać się do trendów, zmieniać stylu czy korzystać z każdego narzędzia wizerunkowego tylko po to, żeby zachwycić wszystkich. Najsilniejszy wizerunek to taki, który jest spójny z nami.

Gdzie przebiega granica między autentycznością a świadomym kreowaniem własnego wizerunku?

Na to pytanie każdy z nas powinien odpowiedzieć sobie sam. Nie jestem zwolenniczką wyznaczania innym granic autentyczności ani tworzenia listy zasad, według których każdy powinien funkcjonować. To zawsze będą czyjeś wartości, czyjeś przekonania i czyjeś wybory.

Mogę natomiast powiedzieć, czym autentyczność jest dla mnie. Dziś zdecydowanie mniej retuszuję swoje zdjęcia niż kiedyś i z tym czuję się bardziej komfortowo. Jednocześnie, gdy jadę na konferencję czy event, czuję się najbardziej sobą wtedy, kiedy jestem dobrze przygotowana, mam pełny makijaż, czasem nawet czerwone usta. Nie dlatego, że coś ukrywam, ale dlatego, że właśnie tak chcę się pokazać w tej sytuacji.

Z drugiej strony w mediach społecznościowych równie często pokazuję się bez makijażu, w dresie czy zwykłym T-shircie. Dla mnie autentyczność nie polega na tym, żeby zawsze wyglądać tak samo. Polega na tym, żeby zachowywać się spójnie ze sobą w różnych okolicznościach.

Największym potwierdzeniem, że to działa, są dla mnie sytuacje, kiedy po konferencjach, szkoleniach czy nawet przypadkowo na ulicy ludzie podchodzą do mnie i mówią: „Jesteś dokładnie taka sama jak w internecie”. Wtedy wiem, że moja komunikacja jest spójna. I właśnie tak rozumiem autentyczność.

Coraz więcej kobiet prowadzi własne firmy i buduje marki osobiste. Jaką rolę odgrywa w tym styl?

Z własnych obserwacji widzę, że nasz styl często ewoluuje razem z nami. Zmienia się wraz z doświadczeniem, pewnością siebie i etapem, na którym jesteśmy zawodowo. Sama od dawna planuję opublikować zestawienie swoich zdjęć z kolejnych lat i pokazać je obok tego, gdzie byłam wtedy biznesowo. Myślę, że takie porównanie najlepiej pokazuje, że rozwój marki i rozwój wizerunku bardzo często idą w parze.

Warto jednak pamiętać, że pokazywanie takiej zmiany wymaga odwagi. W mediach społecznościowych zawsze znajdzie się ktoś, kto powie: „Dwa lata temu ubierała się pani inaczej” albo „Kiedyś miała pani inne zdanie”. Dla mnie to akurat komplement. Oznacza, że się rozwijam i nie stoję w miejscu.

Jednocześnie nie chciałabym, żeby wybrzmiało z tego, że zmiana jest obowiązkiem. Są osoby, których styl od lat pozostaje niemal taki sam i to również jest w porządku. Najważniejsze jest to, aby wizerunek był świadomym wyborem, a nie próbą dopasowania się do cudzych oczekiwań.

Czy spotyka Pani kobiety, które mają ogromne kompetencje, ale ich wizerunek nie wspiera ich zawodowych celów?

Muszę przyznać, że moje klientki bardzo świadomie podchodzą do wizerunku jako narzędzia. Często pytają mnie: „Karo, jeśli całe życie będę chodzić w szarych marynarkach, to zniknę?”. A ja odpowiadam: „Nie. Możesz chodzić wyłącznie w szarych marynarkach. Zadbaj o detal, o spójność i nie przejmuj się tym, że akurat wszyscy wokół noszą różowe”.

Wizerunek nie polega na kopiowaniu trendów. Polega na świadomym podejmowaniu decyzji i konsekwencji w komunikacji.

Sama jestem dobrym przykładem. Mam tatuaże i wiem, że nie przekonam osób, którym tatuaże źle się kojarzą. Nie mam na to wpływu. Mogę natomiast wpływać na wszystko inne: na sposób, w jaki rozmawiam z ludźmi, jaką reprezentuję postawę, jak pracuję i jakich słów używam. To właśnie tym buduje się zaufanie.

Z jednej strony często słyszymy, że nie należy przejmować się opinią innych. Z drugiej prowadzimy biznes, chcemy zdobywać klientów, partnerów i budować wartościowe relacje. To nie zawsze jest proste i łatwo popaść w skrajności. Dlatego staram się nie mówić „nigdy”, bo życie wielokrotnie pokazuje, że jest znacznie bardziej złożone niż nasze deklaracje.

Najlepszym dowodem na to jest jedna z najważniejszych relacji zawodowych w moim życiu. Mój najlepszy szef był człowiekiem, z którym różniliśmy się niemal we wszystkim: poglądami, podejściem do świata, poczuciem humoru, a nawet wizerunkiem. Patrząc z boku, można by pomyśleć, że nie mamy ze sobą nic wspólnego. A mimo to zbudowaliśmy relację opartą na ogromnym szacunku. Kiedy odchodziłam z firmy, powiedział mi: „Karo, pamiętaj, zawsze będziesz nasza. Jeśli kiedykolwiek będziesz czegokolwiek potrzebowała, zadzwoń”. Do dziś uważam to za jedno z największych wyróżnień w moim życiu zawodowym. Pokazało mi, że trwałe relacje buduje się przede wszystkim na wartościach i wzajemnym szacunku, a nie na tym, czy we wszystkim się ze sobą zgadzamy.

Jakie błędy najczęściej popełniają przedsiębiorczynie, gdy myślą o budowaniu profesjonalnego wizerunku?

Widzę tutaj dwie skrajności. Są osoby, które w ogóle nie interesują się zasadami budowania wizerunku, i są takie, które chłoną każdą poradę i próbują wdrożyć wszystko naraz.

Sama przez to przechodziłam. Pamiętam swoje pierwsze wystąpienia publiczne. Otworzyłam szafę i pomyślałam: „Nie mam ani jednej pastelowej marynarki czy garnituru”. W tamtym czasie z każdej strony słyszałam, że właśnie tak wygląda profesjonalna kobieta w biznesie.

To jest bardzo ludzkie. Mamy naturalną potrzebę przynależności. Jeśli dopiero zaczynamy prowadzić firmę i widzimy określony wzorzec sukcesu, często próbujemy go naśladować. Ja również przez pewien czas poszłam tą drogą.

Z czasem zrezygnowałam z marynarek, ale zostawiłam sobie inne elementy wizerunku, które naprawdę ze mną rezonowały. Dlatego zachęcam, żeby traktować styl jak eksperyment. Sprawdzać, testować i wybierać to, w czym naprawdę czujemy się sobą. Nie ma jednego obowiązującego przepisu na profesjonalny wygląd.

Dzisiaj mamy też ogromny dostęp do świetnych specjalistów. Sama bardzo lubię konsultacje wizerunkowe. Korzystam z nich i uważam, że to żadna ujma poprosić o wsparcie. Wręcz przeciwnie. Moja serdeczna koleżanka, stylistka Antonina, nieraz sprowadza mnie na ziemię, kiedy zaczynam za bardzo odpływać z modowymi pomysłami. I właśnie dlatego, jeśli mam wątpliwości, pytam u źródła.

Czy profesjonalny wygląd oznacza dziś formalny dress code, czy współczesny biznes daje większą swobodę?

Moim zdaniem definicja profesjonalnego wyglądu nie jest uniwersalna. Każda branża interpretuje ją trochę inaczej, podobnie jak każdy kraj, bo wpływają na nią kultura, mentalność i obowiązujące normy. Dlatego nie wierzę w jedną, sztywną definicję formalnego dress code’u.

Gdyby ktoś powiedział mi: „Karolina, jutro ubierz się formalnie na obiad”, prawdopodobnie wybrałabym szerokie czarne spodnie z wysokiej jakości tkaniny, matowej, miękko układającej się na sylwetce. Do tego kremową, białą albo czarną koszulę w luźniejszym kroju, bo oversize to styl, w którym czuję się najlepiej. Rękawy byłyby lekko podwinięte, a biżuteria subtelna, ponieważ formalność nie musi oznaczać przesady.

Prawdopodobnie zrezygnowałabym również z czerwonej szminki. Gdy nie znam jeszcze miejsca ani osób, wolę zostawić ją na kolejne spotkanie, kiedy wiem już, jaki charakter ma dana relacja.

Dużą wagę przywiązuję też do zapachu. Wybrałabym perfumy, które nie dominują przestrzeni. Nie wiedząc, czy spotkanie odbędzie się w dużej sali czy przy niewielkim stoliku, postawiłabym na kompozycję lekką, elegancką i zapadającą w pamięć, ale nienarzucającą się otoczeniu.

Całość uzupełniłyby płaskie buty. Najpewniej loafersy albo bardziej streetwearowy model w czerni, delikatnie schowany pod szeroką nogawką. To właśnie w takim wydaniu czuję się jednocześnie profesjonalnie, swobodnie i przede wszystkim sobą.

Jak dopasować styl do branży, nie tracąc przy tym własnej osobowości?

Zaczęłabym od obserwacji. Oglądałabym, szukała inspiracji i chodziła na spotkania przedsiębiorców. Warto poznawać kobiety, które dopiero budują swoje firmy, ale też te, które prowadzą biznes od dwudziestu lat. To świetny sposób, żeby zobaczyć, jak różnie można definiować profesjonalny wizerunek.

Ja na przykład uwielbiam pokazy fryzjerskie i szkolenia dla tej branży. Fascynuje mnie to, jak ubierają się mistrzowie koloryzacji czy stylizacji. Ich styl jest bardzo artystyczny, co jest mi osobiście niezwykle bliskie. Jednocześnie, ponieważ pracują na scenie, ich ubiór jest też bardzo funkcjonalny.

Świetnym przykładem są barberzy. Wiele osób zwraca uwagę wyłącznie na estetykę ich stylizacji, a ja dostrzegam praktyczne detale. Często wybierają skórzane buty czy loafersy zamiast sportowych sneakersów z siateczką, bo po całym dniu pracy znacznie łatwiej usunąć z nich włosy. Uwielbiam właśnie takie niuanse. Pokazują, że dobry wizerunek nie jest tylko kwestią wyglądu, ale również funkcjonalności.

Kiedy już odrobimy tę pierwszą lekcję obserwacji, poszłabym krok dalej. Zamiast zaczynać od zakupów, wybrałabym trzy domy mody, których estetyka naprawdę do mnie przemawia i poznała ich historię. Następnie nauczyłabym się podstaw dotyczących tkanin i materiałów. Wiedza o tym, z czego wykonane są ubrania, jak się układają i w jakich sytuacjach sprawdzają się najlepiej, bardzo ułatwia budowanie własnego stylu.

Dopiero na końcu zdecydowałabym się na konsultację ze stylistką. Niekoniecznie po to, żeby od razu ruszyć na zakupy, ale po to, żeby lepiej zrozumieć siebie i świadomie zbudować własny sposób ubierania się, zamiast kopiować gotowe schematy.

W jaki sposób ubiór może wpływać na pewność siebie podczas ważnych spotkań, negocjacji czy wystąpień publicznych?

Kolory mają ogromną moc. Podobnie jak kroje, bo to od nich zależy, ile pokazujemy i jaki komunikat wysyłamy. Wszystko powinno być jednak dopasowane do sytuacji i do osoby, a nie do chwilowej mody.

Dla mnie równie ważna jest wygoda. Można być świetnie przygotowanym merytorycznie, pewnym siebie i mieć ogromne doświadczenie, ale jeśli założymy zbyt ciasną bieliznę, źle dopasowane spodnie albo materiał, który nie sprawdzi się w stresującej sytuacji czy wysokiej temperaturze, bardzo trudno będzie o pełen komfort. A komfort bezpośrednio wpływa na pewność siebie.

Dlatego przygotowanie do ważnego wystąpienia zaczyna się dla mnie dużo wcześniej niż przy szafie. Potrzebny jest dobry sen, spokojny poranek i chwila zapasu. Lubię wstać wcześniej, rozgrzać głos i przez jakiś czas pochodzić w wybranej stylizacji. Dzięki temu wiem, czy wszystko dobrze się układa i czy nic nie będzie odciągało mojej uwagi od tego, co mam do powiedzenia.

Zawsze zastanawiam się też, jaki charakter będzie miało moje wystąpienie. Podczas szkolenia najczęściej stoję lub siedzę, więc ubranie pracuje inaczej. Na scenie natomiast dużo się poruszam i intensywnie gestykuluję. W takich sytuacjach wybieram ubrania, które dobrze wyglądają w ruchu i podkreślają dynamikę wystąpienia.

To ma znaczenie nie tylko dla mojego samopoczucia, ale również dla odbioru. Jeśli fotograf robi zdjęcia podczas wydarzenia, chcę, żeby ubranie współpracowało z moją gestykulacją, a nie ją ograniczało. Lubię, kiedy ruch mankietów, spodni czy tkaniny naturalnie wzmacnia przekaz, zamiast odciągać od niego uwagę. Wizerunek ma wspierać komunikację, a nie z nią konkurować.

Czy istnieją elementy garderoby, które szczególnie wzmacniają poczucie sprawczości i profesjonalizmu?

Mam takie swoje określenie, że wiele kobiet ma własny „totem”. To charakterystyczny element stylu, który zostaje z nami niezależnie od etapu życia czy zmieniających się trendów.

Dla jednej osoby będzie to czarna kredka na dolnej linii wodnej oka. Dla innej charakterystyczna kreska na powiece, konkretny odcień różu, czerwone usta albo zawsze taki sam kolor paznokci. Są też kobiety, które do eleganckiego garnituru konsekwentnie zakładają błyszczące buty, kowbojki albo zwykłe, minimalistyczne sneakersy. To często drobiazg, ale właśnie on sprawia, że styl staje się rozpoznawalny.

Bardzo lubię takie detale, bo są czymś więcej niż modowym wyborem. To element, który pozostaje z nami niezależnie od tego, co dzieje się w życiu. Czy akurat rozwijamy firmę, zmieniamy pracę, przechodzimy trudniejszy okres czy świętujemy sukcesy, ten mały znak rozpoznawczy wciąż nam towarzyszy.

Myślę, że właśnie dlatego nazywam go „totemem”. Jest czymś stałym w świecie, który nieustannie się zmienia. I osobiście bardzo lubię, kiedy ktoś ma taki swój charakterystyczny element. Nie dlatego, że wpisuje się w trendy, ale dlatego, że opowiada coś o tej osobie.

Jaką rolę w budowaniu marki osobistej odgrywają kolory?

Sama pamiętam moment projektowania kolorystyki swojej marki. Słyszałam mnóstwo rad, co powinnam wybrać, a czego absolutnie nie. W pewnym momencie powiedziałam sobie: „Nie. Muszę to uprościć”. I właśnie w taki sposób rozmawiam później z klientkami.

Zadaję im kilka prostych pytań. Czy wyobrażasz sobie siebie ubraną od stóp do głów w tym kolorze? Jeśli nie w całości, to może chociaż w detalach? Czy gdybyś uszyła bluzy w kolorach swojej marki i wręczała je klientkom, byłabyś z nich dumna? Czy chciałabyś przebywać w pomieszczeniu, którego jedna ze ścian jest właśnie w tym kolorze? I najważniejsze pytanie: czy ty po prostu lubisz ten kolor?

Dla mnie świetnym przykładem jest moja klientka Sabrija. Uwielbia głęboki granat i właśnie na nim oparła identyfikację swojej marki. Nie dlatego, że ktoś powiedział jej, iż to najlepszy kolor dla branży beauty, ale dlatego, że naprawdę go kocha. Wystarczy wejść do jej domu. Granat pojawia się tam również we wnętrzach, choćby na kanapie. To pokazuje prawdziwą spójność.

Jednocześnie nie oznacza to, że stała się więźniem własnego brandingu. Jeśli jutro ma ochotę założyć różowy garnitur na szkolenie, po prostu to robi. I właśnie takie podejście jest mi najbliższe. Kolory mają wspierać naszą markę i osobowość, a nie zamykać nas w sztywnych ramach.

W erze mediów społecznościowych kobiety są nieustannie oceniane wizualnie. Jak zachować równowagę między atrakcyjnym wizerunkiem a presją perfekcyjnego wyglądu?

Mam wrażenie, że media społecznościowe niesłusznie dostają całą winę za zjawisko, które istniało na długo przed nimi. Kobiety były oceniane przez pryzmat wyglądu zawsze. Kiedyś robiło to otoczenie: rodzina, sąsiedzi, współpracownicy czy kolorowe magazyny. Dziś po prostu ten proces przeniósł się do internetu i stał się bardziej widoczny.

Dlatego nie szukałabym równowagi między atrakcyjnym wizerunkiem a presją perfekcyjnego wyglądu. Szukałabym równowagi między tym, jak chcę być odbierana, a tym, jak sama chcę się ze sobą czuć. To są dwie zupełnie różne rzeczy.

Moim zdaniem największym błędem jest próba wygrania konkursu, który nie ma mety. Zawsze znajdzie się ktoś młodszy, piękniejszy, bogatszy, lepiej ubrany czy z lepszym fotografem. Jeśli budujemy poczucie własnej wartości wyłącznie na porównywaniu się z innymi, prędzej czy później ten wyścig przegramy.

A największą ripostą na presję perfekcyjnego wyglądu jest zbudowanie życia, w którym wygląd przestaje być naszym największym osiągnięciem. To, co robimy, jak traktujemy ludzi i jaką wartość wnosimy do świata, zostaje znacznie dłużej niż idealnie dobrane zdjęcie na Instagramie.

PS Właśnie ogromny trend: długowieczność.

Jak ważna jest spójność między tym, jak wyglądamy offline, a tym, jak prezentujemy się w mediach społecznościowych?

Jeżeli Justyna Steczkowska pokazuje na Instagramie przede wszystkim koncerty, próby i przygotowania do występów, a później spotkam ją w Lidlu na zakupach, gdzie wygląda zupełnie inaczej niż na scenie, to przecież nie podejdę do niej i nie powiem: „Justynka, no nie jesteś autentyczna”. Pomyślę raczej: „Jest poza pracą”. I to jest zupełnie normalne.

Podobnie jest z prezesem dużej firmy. Gdybym ubiegała się o pracę w jego organizacji, nie oczekiwałabym, że jego profil będzie pełen zdjęć z grilla i rodzinnych imprez. Ale jeśli kiedyś spotkam go na takim grillu, nie będę zaskoczona, że zachowuje się po prostu jak człowiek.

Dlatego uważam, że autentyczność nie polega na pokazywaniu wszystkiego. Polega na spójności między tym, co decydujemy się pokazywać, a tym, jacy naprawdę jesteśmy.

Jednocześnie od siebie wymagam czegoś więcej, bo prowadzę jednoosobową markę osobistą. Moją pracą są rozmowy z ludźmi, budowanie relacji i zaufania. Chcę, żeby osoby, które rozmawiają ze mną przez wiadomości czy oglądają mnie w mediach społecznościowych, miały dokładnie takie samo doświadczenie, kiedy spotkają mnie na szkoleniu, konferencji albo przypadkiem na ulicy.

Sprzedaję wiedzę, sposób myślenia i relację. W takim modelu biznesowym spójność między światem online i offline jest dla mnie po prostu częścią produktu.

Czy zdarza się, że zmiana wizerunku staje się początkiem głębszej zmiany zawodowej lub osobistej?

Tak. U mnie tak było i było to bardzo widoczne.

To mój chyba 4 glow-up w życiu, więc okazuje się, że wypada jeden na dekadę, ha ha.

Czy istnieje coś takiego jak „styl liderki”?

Mój styl liderki jest przede wszystkim wygodny. Dla mnie ubiór działa trochę jak strategia. Ma wspierać mnie w każdej sytuacji, a nie być kolejną rzeczą, o której muszę myśleć.

Zastanawiam się więc bardzo praktycznie: czy materiał, z którego uszyte jest ubranie, sprawdzi się w stresującej sytuacji? Czy jeśli podczas spotkania będzie przerwa na lunch i mój organizm zareaguje po prostu po ludzku, na przykład wzdęciem, nadal będę czuła się komfortowo? Czy kolory podkreślą moją urodę? Czy uszanuję dress code i kulturę miejsca, do którego zostałam zaproszona?

To są dla mnie dużo ważniejsze pytania niż to, czy dany fason jest akurat modny.

Jednocześnie uważam, że styl liderki powinien zawierać odrobinę nonszalancji. Nie perfekcji, ale charakteru. Dobrze, kiedy pojawia się jakiś element, który sprawia, że zostajemy w czyjejś pamięci. Może to być charakterystyczny zapach, nietypowy dodatek albo ten osobisty „totem”, o którym wcześniej wspominałam.

To nie są rzeczy, które krzyczą. One nie dominują rozmowy. Po prostu zostawiają po sobie subtelny ślad. Taką własną sygnaturę, dzięki której jesteśmy zapamiętywani nie dlatego, że wyglądaliśmy idealnie, ale dlatego, że byliśmy wyraźnie sobą.

Co poradziłaby Pani kobiecie, która dopiero rozpoczyna działalność biznesową i chce zbudować profesjonalny, ale autentyczny wizerunek?

Zwróciłabym uwagę na jedną rzecz. Bardzo często mówimy o profesjonalizmie i autentyczności tak, jakby były swoimi przeciwieństwami. A moim zdaniem wcale nimi nie są. Profesjonalizm może być autentyczny, bo wynika z naszych wyborów, wartości i sposobu, w jaki chcemy pracować.

Mam nadzieję, że kobieta, która przeczyta ten wywiad, nie będzie próbowała odtworzyć mojego sposobu działania. Chciałabym raczej, żeby wyciągnęła z niego kilka inspiracji, a później zbudowała własną definicję autentyczności.

Dla mnie autentyczność oznacza między innymi szacunek do drugiego człowieka. Dlatego przy spotkaniach z klientami wymagam od siebie wysokiej kultury osobistej, odpowiedniego języka i solidnego przygotowania. Jeśli rano czeka mnie pierwsza konsultacja, wstanę wcześniej, dam sobie czas, rozgrzeję głos i przygotuję się tak, żeby klientka nie miała poczucia, że właśnie wstałam z łóżka. To jest moja forma autentyczności.

Autentycznością jest dla mnie również umiejętność powiedzenia: „Potrzebuję przełożyć spotkanie”. Jeśli wiem, że pod koniec intensywnego tygodnia nie będę w stanie poprowadzić konsultacji na poziomie, którego sama od siebie oczekuję, wolę otwarcie to zakomunikować. Moi klienci płacą za jakość mojej pracy, a nie za to, żebym za wszelką cenę pojawiła się w kalendarzu.

Autentyczność to także wyznaczanie granic, pozwolenie sobie na zmianę zdania i rozwój. Nie uważam, że raz podjęta decyzja musi obowiązywać do końca życia.

A profesjonalizm? Dla mnie jest bardzo prosty. To dotrzymywanie słowa, oddawanie pracy na czas i płacenie na czas. Właśnie tak wygląda mój autentyczny profesjonalizm. Nie jako zbiór zasad narzuconych z zewnątrz, ale jako sposób, w jaki każdego dnia wybieram pracować.

Na zakończenie: jakie trzy zasady warto zapamiętać, jeśli chcemy, aby nasz styl był nie tylko estetyczny, ale również wspierał naszą markę osobistą i rozwój zawodowy?

  1. Lepiej mniej niż więcej.
  2. Czystość, jakość ponad trendy.
  3. Sygnatura = totem.

Więcej o karierze i biznesie znajdziecie tutaj.

Karolina Orzaechowska
Karolina Orzaechowska
Karolina Orzaechowska
Karolina Orzaechowska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj


Inne w kategorii

PARTNERZY