Jego jedyne miłości

Jego jedyne miłości
Laptop, pixabay.pl

Komisarz Renata Zamojska sięgnęła po książkę na półce. To dziwne uczucie znaleźć na miejscu zbrodni powieść ulubionego autora, pomyślała. Przekartkowała gruby tom i znalazła najlepszy fragment. Uśmiechnęła się do siebie, czytając go po raz kolejny w życiu.

- Zna pan to? - spytała szefa techników.

Przyjrzał się okładce książki.

- Nie lubię fantasy – odpowiedział. - Przebrnąłem przez Tolkiena, ale reszta tych historii to już dla mnie za dużo.

- A ja uwielbiam. A to absolutna perełka.

- Tak, słyszałem. Saga Królestwo Purpurowych Mórz. Podobno mają nakręcić na tej podstawie serial. Będą zmiany w rankingu najbogatszych pisarzy polskich.

- Ofiara też była fanem – zauważyła komisarz. - Miał wszystkie części. I trzymał je na głównej półce. Jaka przyczyna śmierci?

- Nóż w sercu. Jedna rana. Śmierć na miejscu. Jutro po sekcji będziemy wiedzieć więcej.

Zamojska rozejrzała się po mieszkaniu.

- Skromnie tu, nie? - spytała komisarz. - Regały pełne literatury, ale poza tym tylko najpotrzebniejsze meble. Wiemy coś o zabitym?

- Arkadiusz Krop. Czterdzieści sześć lat, samotny kawaler, bezrobotny – odpowiedział mężczyzna.

- Bezrobotny? I co, z zasiłku kupił te wszystkie książki? Takie mieszkanie też kosztuje. Choćby czynsz.

Szef techników wzruszył ramionami.

- Zaraz ma tu przyjść jego sąsiadka. Podobno dobrze go znała. Chyba mu trochę matkowała. Może dowiemy się czegoś więcej.

I rzeczywiście, właśnie w tej chwili drzwi do mieszkania otworzyły się i ukazała się w nich na oko sześćdziesięcioletnia, niska kobieta z krótko obciętymi ufarbowanymi na kruczoczarny kolor włosami.

Ale zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, między jej nogami prześlizgnęły się trzy spaniele i wpadły do dużego pokoju merdając ogonami. Rozbiegły się po wszystkich kątach węsząc i rozglądając się.

- Szukają Arka – powiedział kobieta. - Biedaczki, co teraz z nimi będzie? Te psy to było całe jego życie, jego rodzina. A on dla nich...

- A u pani nie mogą zostać? - spytał szef techników głaszcząc jednego z psów.

- Chyba będą musiały. Są już starusieńkie. Mają po kilkanaście lat. Nikt już ich nie przyjmie…

- Czym się zajmował pan Krop? - przerwała jej Zamojska. - Kolega twierdzi, że był bezrobotny, ale coś musiał robić przez cały dzień.

- Arek? Ale on miał pracę - odparła zdziwiona sąsiadka. - Po prostu pracował w domu. Siedział przed komputerem godzinami.

- Przed jakim komputerem? - spytała policjantka. - Tu nie ma żadnego komputera,

Kobieta wskazała na stare biurko pod oknem.

- Tam stał. Zawsze tam stał – powiedziała. - A Arek siedział tu, na tym krześle – opowiadała dalej.

- A co on robił na tym komputerze? - dopytywała Zamojska. - Widziała pani?

- Nie, nigdy. Jak wchodziłam, zawsze go wyłączał. A ja, wie pani, wścibska nie jestem, nie pytałam…

- Ciekawe – mruknęła pod nosem komisarz. - A wie pani może, czy znał angielski?

- Nie wiem, dlaczego…?

Komisarz Zamojska podniosła ze stołu czasopismo i pokazała sąsiadce.

- Amerykański magazyn Society. Czytał to?

- A tak, już mi się przypomniało, pokazał mi kiedyś taki artykuł o klonowaniu zwierząt… O, Boże, co te psy wyprawiają. Agida, Siona i Turna, do nogi! Czego tam szukacie? - krzyknęła na spaniele, zaglądające właśnie do uchylonej szafy.

Zamojska spojrzała na nią zaskoczona.

- Jak pani je nazwała? Jak pani nazwała te psy? Proszę powtórzyć!

***

Zamojska uśmiechnęła się do mężczyzny siedzącego po drugiej stronie stołu. To dziwne uczucie przesłuchiwać swojego ulubionego autora, pomyślała. Miał miłą, atrakcyjną powierzchowność, którą dobrze znała z licznych zdjęć w mediach.

Podsunęła mu otwartą na stronie tytułowej książkę.

- Może zaczniemy od tego – powiedziała. - Podpisze mi pan? To mój ulubiony tom sagi.

Młody mężczyzna z nonszalancją sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyjął z niej czarne pióro. Wyciągnął rękę po książkę, ale ona w tym momencie zabrała ją.

- Albo nie – powiedziała. - Zmieniłam zdanie. Może powinien podpisać ją prawdziwy autor.

- Prawdziwy autor? O czym pani mówi? - spojrzał na nią, marszcząc brwi.

- Co pan robił przedwczoraj w nocy, między dwudziestą trzecią a północą?

- Czy to pytanie o alibi? Tak brzmi. - spytał mężczyzna.

- Skoro tak brzmi, pewnie takim jest – odpowiedziała komisarz. - To co pan wtedy robił?

- Byłem w domu.

- Ale nikt nie może tego potwierdzić, prawda?

- Miliony ludzi na świecie spędzają samotne wieczory i noce. To nie przestępstwo.

- Ale oni nie mają dodatkowo motywu do dokonania zbrodni, która rzeczywiście się wydarzyła.

- Nie wiem, o czym pani mówi.

Policjantka otworzyła książkę na przypadkowej stronie i na chwilę zatopiła się w lekturze.

- Naprawdę świetne – zachwyciła się. - Co za wyobraźnia. I ten warsztat, język. Szkoda tylko, że to nie pana dzieło. To pan Krop to wszystko napisał, prawda? Arkadiusz Krop.

- Krop? Pierwsze słyszę. To jakaś bzdura - oburzył się pisarz.

- Nie wiem, jak się poznaliście, myślę, że do tego jeszcze dojdziemy – zaczęła Zamojska. - To był układ doskonały, nie? On pisał te wszystkie książki, ale był dziwakiem i samotnikiem. Nie był zainteresowany ani sławą, ani bogactwem. Pan mu płacił dość pieniędzy, żeby stać go było na skromne życie i to wystarczało. Ale coś się ostatnio stało, tak? Nagle Krop zażądał nagle więcej pieniędzy.

Mężczyzna roześmiał się i pokręcił energicznie głową.

- Bzdury! Bzdury! – prychnął.

- Tak się składa, że nawet wiemy, no co je potrzebował: przeczytał artykuł w amerykańskim magazynie Society o klonowaniu zwierząt domowych. Wie pan, że to teraz całkiem proste. Wystarczy trochę pieniędzy. No, więcej niż trochę. Firma ViaGen z Teksasu żąda za sklonowanie psa pięćdziesiąt tysięcy dolarów. A on miał trzy psy, a właściwie trzy wierne suki, które były całym jego życiem. Bardzo stare, lada dzień mogły zacząć odchodzić. I nagle pojawia się możliwość, by były z nim dalej. A Krop pewnie usłyszał gdzieś, że pan za prawa do ekranizacji sagi zarobił okrągły milion euro. Sam pan się tym chwalił w mediach. Zapewne uznał, że ta okoliczność wykracza poza ustalone wcześniej warunki i zwrócił się do pana z żądaniem dodatkowych pieniędzy na podróż do Ameryki i opłacenie klonowania psów. Szkoda było panu tych pieniędzy, więc zabił pan Kropa i zabrał z jego mieszkania komputer. Zakładam, że miał tam oryginały tekstów, które sprzedaje pan na całym świecie jako własne i zarabia na tym niebotyczne sumy.

Mężczyzna znowu się zaśmiał.

- Ciekawa teoria, wie pani? Bardzo literacka nawet. Ale nie ma pani na to dowodów.

Zamojska popatrzyła na niego z politowaniem.

- Nie, ale mam kilka poważnych poszlak i znam dobrze prokuratora. Powinno wystarczyć, żeby pana wsadzić do procesu.

- Poszlak? O czym pani mówi?

- Agida, Siona i Turna. Kojarzy pan te imiona? - spytała policjantka.

- Oczywiście – odpowiedział pisarz. - To imiona trzech sióstr, głównych bohaterek sagi Królestwo Purpurowych Mórz.

- Zgadza się – powiedziała Zamojska. - I pan sam je wymyślił? Są dość niepowtarzalne.

- Oczywiście, że ja je wymyśliłem. A któż by inny?.

- To jak pan wyjaśni, że tak samo wabią się trzy suki Kropa? Mają od czternastu do szesnastu lat, a pan zaczął pisać sagę najwyżej pięć lat temu. Sprawdziliśmy na wszelki wypadek u weterynarza, który się nimi opiekował. Te imiona ma w komputerze od kilkunastu lat. Kiedy Krop szukał imion do swojej historii, wybrał te ukochanych suk. Nie wiedział pan o tym?

Mężczyzna wpatrywał się w Zamojską oniemiały.

- Nigdy mi się nie podobały – powiedział w końcu zrezygnowany. – Te imiona. Chciałem je zmienić, ale się uparł. Walczył o nie jak lew. Nie rozumiałem, dlaczego to dla niego takie ważne. A to dlatego? Przez jakieś psy?

- Nadal pan nie rozumie. To nie jakieś psy. To były najważniejsze istoty w jego życiu. Jego rodzina. Jego jedyne miłości.