Urodzona, by rozbawiać
Julia Louis-Dreyfus przyszła na świat 13 stycznia 1961 roku w Nowym Jorku. Dzieciństwo i okres dorastania spędziła przemieszczając się między domami swoich rodziców – rozwiedli się, gdy miała rok. Były to nie tylko różne domy, ale i całkiem odmienne światy. Jej matka była nauczycielką, pracującą z dziećmi o szczególnych potrzebach, i pisarką. Przeprowadziła się do Waszyngtonu, kiedy Julia miała osiem lat. Z kolei ojciec – urodzony we Francji – robił interesy i rezydował w Nowym Jorku. Gdy jego córka się urodziła, mógł się już poszczycić niemałym majątkiem.
„Zawsze chciałam występować” – wyznała Julia w jednym z wywiadów. A zapytana przez Lisę Kudrow, czy pamięta moment, kiedy po raz pierwszy rozśmieszyła publiczność, odpowiedziała: „Owszem, pamiętam. W czwartej klasie brałam udział w szkolnej sztuce i grałam jakąś królową. W jednej scenie miałam zemdleć, co zrobiłam, i wywołało to ogromny śmiech. A to był, nawiasem mówiąc, dramat. Poważne przedsięwzięcie. Nie miało być zabawnie. Nie zamierzałam wywołać śmiechu, ale śmiech tak dobrze mi zrobił, że zaczęłam mdleć wszędzie, gdzie się dało”.
Uczęszczając do prywatnej szkoły dla dziewcząt – Holton-Arms School – w Bethesda w stanie Maryland, myślała już o karierze komediowej. W 1979 roku, po ukończeniu szkoły średniej, rozpoczęła studia na Northwestern University w Evanston w stanie Illinois, gdzie studiowała aktorstwo i zaangażowała się w Practical Theatre Co., prowadzony przez aktora Brada Halla. Między nią a Hallem zaiskrzyło i kilka lat później, w 1987 roku, wzięli ślub.
W 1982 roku, z pomocą liderów legendarnej trupy komediowej Second City, Practical Theatre rozpoczęło występy w Chicago. Prezentowali improwizowane spektakle komediowe i mieli znakomite recenzje. Wkrótce zostali dostrzeżeni przez Dicka Ebersola, producenta szalenie popularnego programu „Saturday Night Live” (SNL) stacji NBC. Louis-Dreyfus, w wieku 21 lat, porzuciła studia na Northwestern i przeprowadziła się do Nowego Jorku. Pozostała stałą członkinią obsady SNL do 1985 roku, choć nie podobała jej się panująca za kulisami atmosfera „wyścigu szczurów”. Po odejściu z programu występowała gościnnie w różnych sitcomach i rozpoczęła karierę filmową. W 1986 roku zagrała niewielką rolę w horrorze fantasy „Troll” oraz w filmie Woody’ego Allena „Hannah i jej siostry”. Nieco większe pole do popisu miała w kultowej komedii „W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju” z 1989 roku. Jednak to nie w kinie, a w telewizji miała odnieść najbardziej spektakularne sukcesy.
Elaine
W 1989 roku stacja NBC miała twardy orzech do zgryzienia. Pilotowy odcinek serialu „Kroniki Seinfelda” z Jerrym Seinfeldem, tworzony przez Jerry’ego i jego kolegę Larry’ego Davida, okazał się totalnym niewypałem. Jednak Rick Ludwin, wiceprezes ds. programów specjalnych i rozrywkowych NBC, postanowił o sitcom zawalczyć. Cudem pozyskał pieniądze na parę kolejnych odcinków. Postawił Seinfeldowi i Davidowi tylko jeden warunek: w serialu miał pojawić się pierwiastek żeński. Nie sarkastyczna kelnerka na dalszym planie (jak w odcinku pilotowym), ale wyrazista pierwszoplanowa bohaterka.
Pierwowzorem Elaine Benes była Monica Yates, z którą parę lat wcześniej spotykał się Larry David. Pomysł przedstawienia podobnej osobowości okazał się strzałem w dziesiątkę. Elaine to postać złożona i ciekawa: neurotyczna, bardzo inteligentna, sarkastyczna, ale też samolubna i impulsywna. Któż mógłby ją zagrać? Na casting przyszło wiele aktorek, łącznie z Rosie O’Donnel, ale wybór padł na Julię Louis-Dreyfus. Larry osobiście ją polecił – dostrzegł jej potencjał parę lat wcześniej, kiedy sam pisał skecze dla „Saturday Night Live”.
Julia z każdym z członków obsady potrafiła się porozumieć w ułamku sekundy. Jerry Seinfeld był zachwycony, a ona już w pierwszym odcinku ze swoim udziałem udowodniła, że nie da się zepchnąć na dalszy plan i że bez niej „Kroniki Seinfelda” nie zajdą wysoko. Ostatecznie stały się kulturowym fenomenem.
Ponieważ talent komediowy Louis-Dreyfus rozkwitał z każdym sezonem, grana przez nią Elaine mogła się rozwijać, zmieniać i coraz odważniej wyrażać opinie. Dopisana „na specjalne życzenie NBC” bohaterka okazała się przełomową postacią kobiecą w amerykańskiej telewizji. W czasach, gdy aborcja nadal była tematem tabu, Elaine Benes – w czasie największej oglądalności – odważnie artykułowała swoją opinię i oświadczyła, że „Sąd Najwyższy przyznaje jej prawo do decydowania w tej delikatnej sprawie”. Co istotne, sama Elaine nigdy nie była w ciąży, nie miała więc osobistych powodów, by wypowiadać się na ten temat. Po prostu święcie wierzyła, że kobiety mają prawo podejmować decyzje – i tyle. Wprowadzenie tego tematu do serialu zdominowanego przez facetów i ich „męskie sprawy” było ryzykowne, ale dało początek kolejnej już dyskusji na temat praw kobiet, przyciągnęło nowych widzów, a Elaine stała się nową ikoną amerykańskiej popkultury.
Nie dość, że opowiadała się za prawem do decydowania o sobie, była też seksualnie wyzwolona. Pokazywała, że kobieta ma prawo decydować z kim, co, gdzie, jak i kiedy, nie musi się wstydzić i z czegokolwiek tłumaczyć. Poza tym Elaine była jedną z niewielu bohaterek telewizyjnych, które skupiały się na karierze, rezygnując z podążania tradycyjną ścieżką. Nie interesowały jej konwencje społeczne i oczekiwania świata zewnętrznego wobec niej jako kobiety. Zdawała sobie sprawę ze swojego wysokiego IQ i była świadoma swoich kompetencji. Bywała egoistką. Bywała złośliwa i cyniczna, a dzięki temu mniej cukierkowa niż inne dziewczyny z sitcomów. Pokazanie wielowymiarowej kobiety w męskim świecie stanowiło ważną kwestię dla pań wkraczających w nowe millenium. Wiele Amerykanek, widząc Elaine w telewizji, myślało: „Ona jest bardzo podobna do mnie. Ma poglądy takie jak ja. Nie jest idealna, ale nikogo nie udaje. I to jest w porządku”. W 1994 roku za rolę w „Kronikach Seinfelda” Julia zgarnęła Złoty Glob, a w 1996 pierwszą nagrodę Emmy (była to piąta nominacja). Jej bohaterka stała się postacią kultową, a sama Julia miała jeszcze wielokrotnie udowodnić, na co ją stać.
Żadna tam klątwa
W 1998 roku „Kroniki Seinfelda” zniknęły z ramówki NBC. W ciągu 9 lat pracy nad sitcomem Julia stała się jedną z największych gwiazd telewizji, a w międzyczasie powitała na świecie dwóch synów. Pod koniec lat 90. w mediach pisano o „klątwie Seinfelda” – panowało powszechne przekonanie, że aktorzy i twórcy serialu nie mieli już szans, by odnieść sukces tej skali czy w ogóle brać udział w kolejnych projektach. Sprawdziło się to w przypadku Jasona Alexandra i Michaela Richardsa, ale nie w przypadku Luois-Dreyfus.
W latach 2002-2003 grała w sitcomie „Watching Ellie”. Znacznie większym sukcesem była tytułowa rola w serialu „Nowe przygody starej Christine”, emitowanym od 2006 do 2010 roku. Julia grała tu samotną matkę utrzymującą przyjazne relacje z byłym mężem. W 2006 roku odebrała nagrodę Emmy dla najlepszej aktorki komediowej. W 2010 roku Louis-Dreyfus otrzymała gwiazdę w Alei Gwiazd w Hollywood. Natomiast w 2012 pojawiła się na ekranie jako wiceprezydent (a później prezydent) Stanów Zjednoczonych, Selina Meyer, w serialu komediowym „Figurantka”. Rola Julii w tej produkcji HBO umocniła pozycję jednej z najlepszych aktorek komediowych w USA i przyniosła sześć kolejnych nagród Emmy dla najlepszej aktorki komediowej, plus trzy dla najlepszego serialu (trafiły na konto Louis-Dreyfus jako producentki). Osiem Emmy w kategorii aktorskiej to rekord. Co do nagród SAG – Julię pięciokrotnie nagrodzono za rolę Elaine i czterokrotnie za kreację Seliny.
W 2017 roku Julia, ogłosiła, że zdiagnozowano u niej raka piersi i w związku z tym produkcja „Figurantki” została przerwana. Dwa lata później zaprezentowano siódmy i ostatni sezon. Ale Louis-Dreyfus nie lubi bezczynności. W 2021 roku dołączyła do Marvel Cinematic Universe, wcielając się w Valentinę Allegrę de Fontaine w miniserialu „Falcon i Zimowy Żołnierz”
Wystąpiła w kilku filmach, między innymi „Przejrzeć Harry’ego” z 1997, „Ani słowa więcej” z 2013, „Naprzód” z 2020, czy „Thunderbolts” z 2025 roku. Nie jest kojarzona z Hollywood – i nawet jej tam specjalnie nie ciągnie. Zbyt ceni autentyczność, nie jest oportunistką, nie ma ochoty robić czegokolwiek na pokaz. Ma dystans do show-biznesu, sławy i samej siebie. Od 38 lat z tym samym mężem, bez skandali – za spokojnie, jak na hollywoodzkie standardy.
Dzięki swojemu talentowi i ciężkiej pracy stała się jedną z twarzy amerykańskiej komedii telewizyjnej. Pokazała, że kobieta może być zabawna nawet wtedy, gdy nie gra gapy ani idiotki. Że komedia nie jest domeną mężczyzn. „Największym wyzwaniem jest po prostu wyeliminowanie płci z całego cholernego równania. Śmieszne kobiety są tak samo zabawne jak śmieszni mężczyźni, często nawet bardziej. Co ciekawe, kobiety, które nie są zabawne, i tak są znacznie śmieszniejsze niż nieśmieszni mężczyźni. Jedyną rzeczą mniej zabawną niż nieśmieszny mężczyzna są dwaj nieśmieszni mężczyźni” – mówiła pół żartem, pół serio.
Więcej o sylwetkach kobiet znajdziecie tutaj.



