Opór
Juliette Gréco urodziła się 7 lutego 1927 roku w Montpellier w południowej Francji. Jej ojciec był policjantem, a dzieciństwo spędziła głównie u dziadków w Bordeaux – matka pojawiła się w jej życiu ponownie dopiero, gdy Juliette miała siedem lat, po czym rodzina przeniosła się do Paryża, w okolice Saint-Germain-des-Prés.
Podczas okupacji niemieckiej matka i starsza siostra Juliette zaangażowały się w działalność francuskiego ruchu oporu. W 1943 roku matka została aresztowana. Jej córki również trafiły w ręce Gestapo i zostały osadzone w więzieniu dla kobiet. Juliette miała wtedy 16 lat – jako nieletnia uniknęła deportacji do obozu koncentracyjnego, w przeciwieństwie do matki i siostry, które trafiły do Ravensbrück. Część biografów przypisuje taki sam los samej Juliette, choć informacja ta nigdy nie została jednoznacznie zweryfikowana, a artystka niechętnie wracała do tego wątku. Po wyjściu na wolność przeszła pieszo kilkanaście kilometrów z powrotem do miasta, by odzyskać swoje rzeczy z siedziby Gestapo.
Narodziny „muzy Saint-Germain-des-Prés”
Po wojnie, pozostawiona samej sobie po tym, jak jej matka wyjechała do Indochin, Gréco zamieszkała w dzielnicy Saint-Germain-des-Prés, która po wojnie stała się sercem życia literackiego, mekką bohemy i myślicieli. Młoda Juliette zaczęła bywać w piwnicznych klubach i kawiarniach, gdzie rodziło się nowe pokolenie francuskich intelektualistów – Jean-Paul Sartre, Simone de Beauvoir, Albert Camus, Boris Vian, Jacques Prévert. To właśnie tam, w klimacie powojennego fermentu filozoficznego, zyskała przydomek muzy egzystencjalizmu – choć, jak sama podkreślała w wywiadach, nigdy nie czuła się filozofką, a jedynie kimś, kto żył pośród filozofów.
Jeszcze pod koniec wojny próbowała sił jako aktorka, a w listopadzie 1946 roku wystąpiła w sztuce „Victor ou les Enfants au pouvoir”. To Sartre – który później pisał dla niej teksty piosenek – miał umieścić ją w hotelu La Louisiane i ocenić, że „w jej głosie mieszczą się miliony wierszy”. Karierę piosenkarki rozpoczęła w 1949 roku, przyłączając się do kabaretu „Le Bœuf sur le Toit”, interpretując teksty Sartre’a, Raymonda Queneau i Roberta Desnosa. Na scenie stawała w czarnej sukni, długie włosy miała rozpuszczone. Jej styl – oparty nie tyle nie na sile głosu, co na ekspresyjnej melorecytacji i subtelnej mimice – uczyniły z niej jedną z najbardziej charakterystycznych wykonawczyń piosenki poetyckiej w historii Francji.
Miles Davis i inne miłości
W 1949 roku, podczas festiwalu jazzowego w Paryżu, Gréco poznała afroamerykańskiego trębacza Milesa Davisa. Połączyła ich miłość do sztuki, długie rozmowy i wrodzona potrzeba buntu. Ich romans, choć trwał zaledwie kilka tygodni, wywarł głęboki wpływ na obie strony, a para pozostawała w bliskim kontakcie przez kolejne dekady. Sam muzyk przyznawał później, że we Francji po raz pierwszy czuł się traktowany jak człowiek – za oceanem wciąż doświadczał rasizmu. Nie chciał narażać Juliette na amerykańską atmosferę wrogości, dlatego nigdy jej tam nie ściągnął. Sam jednak, mimo wszystko, nie chciał zostać w Paryżu, bo to w Ameryce współtworzył historię jazzu.
Wprawdzie to romans z Davisem jest najczęściej wspominany przez biografów Juliette Gréco, ale artystka była trzykrotnie zamężna i każdy związek odzwierciedlał inny rozdział jej artystycznego życia. Najpierw poślubiła aktora Philippe’a Lemaire’a – byli razem od1953 do 1956 roku i mieli córkę, Laurence-Marie. Pozostali dobrymi przyjaciółmi. Drugie małżeństwo – z wybitnym francuskim aktorem Michelem Piccolim – trwało ponad dekadę, od 1966 do 1977 roku i przypadło na szczytowy okres jej międzynarodowej sławy. I wreszcie, od 1988 do 2018 roku była żoną pianistyi kompozytora, Gérarda Jouannesta. Łączyła ich niezwykle silna więź.
W swoich związkach romantycznych Juliette Gréco była niezwykle namiętna, wściekle niezależna i nie podporządkowywała się tradycyjnym oczekiwaniom społecznym. Podchodziła do miłości z tą samą surową, bezkompromisową swobodą, która definiowała jej życie artystyczne.
Między piosenką a kinem
Choć zmierzch mody na egzystencjalizm w połowie lat 50. przejściowo osłabił zainteresowanie jej twórczością, w 1954 roku Gréco odbudowała pozycję dzięki triumfalnemu występowi w paryskiej Olympii. Potem wyjechała na zagraniczne tournée. Przyjmowała role filmowe i telewizyjne. Występowała w filmach Jeana Cocteau, zagrała w „Helenie i mężczyznach” Jeana Renoira oraz w „Witaj, smutku” Otto Premingera opartym na powieści Françoise Sagan. Dużą popularność przyniósł jej też telewizyjny serial „Belphegor” z lat 60., poświęcony legendarnemu upiorowi Luwru.
Wśród jej najbardziej rozpoznawalnych piosenek znalazły się m.in. „Déshabillez-moi”, „Les Feuilles mortes” oraz „Je suis comme je suis”. Ten pierwszy utwór – pierwotnie napisany z myślą o numerze striptizowym – był notabene zakazany w radiu i telewizji aż do 1968 roku, gdy zmiana obyczajów pozwoliła mu stać się równie wielkim przebojem, jak późniejsze „Je t’aime… moi non plus” Serge’a Gainsbourga, który również komponował dla niej muzykę – wbrew plotkom i domysłom, słynąca z łamania męskich serc Juliette i rozkochujący w sobie kobiety francuski bard nie mieli romansu, choć wzajemnie się inspirowali i trochę flirtowali. Dla Gréco komponowali także Jacques Brel i Charles Aznavour.
Wydawało się, że latach 70. publiczność straciła nieco zainteresowanie dawną muzą egzystencjalistów, jednak artystka nie zrezygnowała z koncertowania. Występowała na całym świecie. W 1982 roku opublikowała autobiografię i wydała nowy album, wracając także do sal konsertowych we Francji. W 1984 roku ówczesny premier Laurent Fabius odznaczył ją Legią Honorową, a w 1999 roku minister kultury Catherine Trautmann nadała jej Order Zasługi. W kolejnych dekadach nagrywała nowe płyty i koncertowała aż do bardzo zaawansowanego wieku – jeszcze po osiemdziesiątce potrafiła zachwycić scenicznym wykonaniem „Déshabillez-moi”.
„Umierać należy za kulisami”
Gréco zmarła 23 września 2020 roku w wieku 93 lat, w swoim domu w Ramatuelle na południu Francji. Jedno z jej ostatnich znanych powiedzeń, przytaczane po jej śmierci przez francuskie media, oddawało dystans, z jakim podchodziła do własnej sceny i śmierci zarazem – miała stwierdzić w jednym z wywiadów, że „umieranie na scenie byłoby niegrzeczne, bo umierać należy raczej za kulisami”.
To, co odróżniało Gréco od wielu innych gwiazd powojennej Francji, to fakt, że jej kariera nie zamknęła się w ramach jednej dekady czy jednego stylu. Przez lata pozostawała twarzą i głosem paryskiej bohemy, by ostatecznie stać się jedną z ikon francuskiej piosenki, występującą na scenie przez siedem dekad. Jej biografia – od aresztowania przez Gestapo, przez romans z Milesem Davisem, po wieloletnią przyjaźń z Sartre’em – czyni z niej postać, w której osobista historia splata się z historią XX-wiecznej Francji. Nie ma w tym przesady, podobnie jak w stwierdzeniu, Juliette Gréco to jedna z najbardziej oryginalnych postaci francuskiej kultury.
Więcej o sylwetkach kobiet znajdziecie tutaj.



