Maluje, by odnalezc spokoj i radosc zdjęcie główne 5833601611dacc4727e55ff0

Maluję, by odnaleźć spokój i radość

Maluję czystą abstrakcję – abstrakcję kolorystyczną, tj. malarstwo intuicyjne dyktowane kolorem. Świat wokół nas nie jest przecież tylko tym, co materialne i widoczne. Poza naszą percepcją istnieje życie pełne i doskonałe. Maluję to, co czuję. Otwieram się na pomysły płynące z intuicji, zachowując własną indywidualność i niepowtarzalność. Maluję nie to, co widzę, ale to, co czuję. Szukam głównej treści i głębi tego, co jest niewidoczne, moje uczucia, moje lęki, mój bunt i brak zgody na niektóre kwestie. Maluję, by odnaleźć spokój i radość. – O pracy twórczej i nie tylko rozmawiam z Magdaleną  Lenartowicz.

Stajesz się sławna. Jakie były początki Twojej twórczości malarskiej?

Tak naprawdę, to zaczęłam malować zupełnie niedawno – bo 3 lata temu, kiedy urodziły się moje dzieci. Poczułam wtedy potrzebę wyjścia ze swojej strefy komfortu i rozpoczęcia tworzenia czegoś więcej – czegoś nowego. Potrzebowałam jakby ujścia emocji... I wtedy właśnie zaczęłam malować. Rozpoczęłam od małych formatów 20 x 30 cm. To były obrazki dla dzieci. I wszystkie bardzo szybko się rozeszły. Zostały sprzedane. I wtedy mój mąż powiedział, że teraz potrzebny mi będzie duży format. Kupiłam więc pierwsze duże płótno 100 x 100. I ten obraz także szybko się sprzedał.

Potem były kolejne płótna…      

                                                                                                                                      ...które zauważył Sopocki Dom Aukcyjny, będący na rynku sztuki i kolekcjonerstwa już ponad 30 lat. I który posiada galerie w Sopocie, Gdańsku, Warszawie i Bydgoszczy, gdzie organizuje kilkadziesiąt aukcji rocznie. Zostałam przez nich zaproszona na pierwszą aukcję sztuki młodej, czyli artystów urodzonych po roku 1989, którzy zaczęli tworzyć młodą sztukę polską. I tam też, mój obraz o tematyce abstrakcyjnej, szybko się sprzedał. I właśnie od sprzedaży tego obrazu zaczęło się wszystko…. To mnie uskrzydliło... Podjęłam wówczas decyzję, że na swoje 30 urodziny zrobię pierwszy wernisaż. I tak też się stało. Zaprezentowałam wtedy 10 nowych obrazów. I znowu wszystkie zostały sprzedane. Ten sukces był kolejnym moim motorem do dalszej twórczości. I ona się jakby zaczęła się klarować...  

Jak powstają Twoje prace? Co jest w nich najważniejsze?

Maluję czystą abstrakcję – abstrakcję kolorystyczną, tj. malarstwo intuicyjne dyktowane kolorem. Świat wokół nas nie jest przecież tylko tym, co materialne i widoczne. Poza naszą percepcją istnieje życie pełne i doskonałe. Maluję to, co czuję. Otwieram się na pomysły płynące z intuicji, zachowując własną indywidualność i niepowtarzalność. Maluję nie to, co widzę, ale to, co czuję. Szukam głównej treści i głębi tego, co jest niewidoczne, moje uczucia, moje lęki, mój bunt i brak zgody na niektóre kwestie. Maluję, by odnaleźć spokój i radość.

W swojej twórczości używam złota. Maluję akrylem, temperą i pastą strukturalną, nazywaną również modelującą albo pastą 3D, pozwalającą uzyskać efekty, które urozmaicają. Można też dzięki niej tworzyć struktury, dodawać plastyczności obrazom, robić reliefy. Wyrabiam w sobie technikę łączenia tych wszystkich mediów, które są dostępne. I je następnie testuję.

Najnowsze moje prace opierają się głównie na pergaminie czerpanym, którego używam, aby dodać im wypukłości różnego rodzaju. Dodaję do tego złota płynnego, które jest na bazie alkoholu i które się mieni – tak, jak byśmy spoglądali na obrączkę. Żadna technika nie daje bowiem takiej 100% pewności, kiedy chodzi o efekt końcowy.  

W praktyce wszystkie moje metody, które wypracowałam w malowaniu, to malarstwo niepowtarzalne. Wszystko wypracowuję sama – metodą prób i błędów. Nawet nauczenie się malowania temperą jest niesamowite. Ilu potrzeba zabiegów, żeby tempera wyglądała dobrze i utrzymywała świeżość w malowaniu. Do ciekawych technik malowania zaliczam także                                                                                            suche pigmenty dające świeżość i błysk. Aktualnie maluję bardzo duże formaty – nawet 190 x 190.                                                                                                    Udało mi się też namalować 250 x 300.                      

W swoich pracach bardzo często korzystasz ze starych papierów...    

Moja przyjaciółka w ramach obecnej panującej mody na remonty, czyściła piwnice i znalazła bardzo stare, niepotrzebne już nikomu papiery. Chciałam dać im kolejne życie i pokazać, że stare, teoretycznie nieużyteczne rzeczy mogą być częścią czegoś nowego i fajnego.  Recykling starych rzeczy, może być  odpowiedzią na rozdmuchana potrzebę konsumpcjonizmu, którą widzimy teraz na każdym kroku.  

Ile wystaw już miałaś?  

Mam za sobą trzynaście wystaw indywidualnych. Swoje prace wystawiałam głównie w Warszawie. Wspomnę tu m.in. o warszawskich Bulwarach Wiślanych i wystawie „Spójrz uważnie”, zorganizowanej w ramach projektu „Sztuka na 6” w Galerii Przy Plaży. Miałam też wystawę w Rzeszowie. Moje prace można było ponadto zobaczyć w Atenach w galerii internetowej, dokąd je wysłałam. Głównie jednak opieram się na Warszawie. Moja największa wystawa miała miejsce we wrześniu 2021 roku w Teatrze VI Piętro w Pałacu Kultury i Nauki, którego współwłaścicielami i dyrektorami są: Michał Żebrowski i Eugeniusz Korin. Moją kuratorką była Iwona Kowalczyk. Kolejną planuję w ekskluzywnym hotelu przy ul. Poznańskiej.  

Z wykształcenia jesteś kulturoznawcą Europy środkowo-wschodniej.      

Studiowałam historię sztuki. To była nauka teorii i głównie dat.  

A skąd biorą się Twoje pomysły malarskie?  

Siadam do płótna i dalej jest kompletna improwizacja. Chcę pokazać wszystko, co się dzieje w mojej głowie. Dlatego potrafię obraz malować 5 czy nawet 10 razy. I całe moje malowanie opiera się na warstwach. Im więcej warstw, tym obraz jest ciekawszy. Czasami jest tak, że po 5 warstwach stwierdzam, że obraz jest już gotowy. A czasami obraz potrzebuje dużo, dużo więcej warstw. Każda następna warstwa zakrywa poprzednią i widać tylko tę ostatnią. Czasami zdarza się jednak, że widać też kilka poprzednich. Wszystko zależy od tego, co chcę, aby było widać. Maluję w domu, przeważnie z dziećmi na rękach. Maluje dłońmi, które są bardziej precyzyjne nawet od pędzla. One idealnie rozcierają farby. Uzyskuje się przez to fakturę, kolor i całą wizję obrazu. To jest ułuda, że coś jest perfekcyjne. Jeśli uznam, że obraz jest gotowy, to kończę pracę. Czasami obraz stoi u mnie tydzień na warsztacie. I potrafię na nim jeszcze coś domalować albo nawet go przemalować. Albo dołożyć, albo odjąć. Maluję przeważnie w nocy, przy sztucznym świetle. Światło nie ma dla mnie większego znaczenia. Moje prace, przy różnym oświetleniu, dają rożne efekty świetlne. Maluję przy półmroku, z dobrą muzyką, czasami z kieliszkiem wina i herbatą na stole. Maluję też czasem do południa, kiedy Michałek śpi, a Hania jest w przedszkolu. Bycie artystą to dla mnie bycie wszechstronnym. I radzenie sobie w różnych sytuacjach.

Jak widzisz swoją przyszłość?  

Jeżeli chodzi o plany na przyszłość, to chciałabym poeksperymentować jeszcze bardziej z formą i jeszcze bardziej z wypukłością. Chciałabym robić również reliefy –  kompozycje wykonane na płycie kamiennej z pozostawieniem na niej tła. Takie dzieło uzyskuje się poprzez rzeźbienie, kucie lub odlewanie. Chciałabym tworzyć reliefy na wzór barokowych dekoracji, ale nie kwiatowych, tylko bardziej strukturalnych i abstrakcyjnych. Relief jest lekko rzeźbiony. I chciałabym znaleźć taką technikę, która umożliwi mi to. Takiej decyzji jednak jeszcze nie podjęłam.

Myślę też o pójściu do stojącej rzeźby, ale brakuje mi na to warsztatu i dużej przestrzeni na tworzenie konkretnych pomysłów. Korci mnie bardzo kamień. I chciałabym zająć się jego obróbką. Myślę, że kamień w Polsce jest ciągle niedoceniany i że kojarzy się np. z nagrobkami i sztuką cmentarną. A kamień może mieć duże zastosowanie w formie dekoracyjnej.

Na studiach pasjonowały mnie różnego rodzaju kamieniołomy w Polsce. Sztuka barokowa opierała się głównie na nagrobkach, ze względu na to, że wszystko inne zostało zniszczone. Szczególnie interesuje mnie kamieniołom pod Chęcinami, bo tam są nadal złoża marmuru i różanki. A są to przecież kamienie półszlachetne. I im więcej taki kamień ma skaz, tym jest dla mnie ciekawszy. Mam jak widać dużo pomysłów.

Szykuję ciekawą wystawę na 8 marca 2022 roku. To na razie wstępny projekt, bliżej terminu dam więcej szczegółów. Będą tam cztery artystki i ich cztery spojrzenia na sztukę.

Powiedz mi jeszcze coś więcej o samej sobie…  

Jestem z Radomia. Tam swoją edukację artystyczną rozpoczęłam w Zespole Szkół Plastycznych im. Józefa Brandta.  Z wykształcenia jestem kulturoznawcą Europy Środkowo-Wschodniej, którą ukończyłam na Uniwersytecie Warszawskim. Studiowałam tam historię sztuki. To była nauka teorii i głównie dat. Mam męża finansistę i dwójkę dzieci. Mąż śmieje się, twierdząc, że marzył o żonie kreatywnej. I nie sądził, że moje zainteresowania pójdą w kierunku artystycznym. Bardzo lubi chodzić ze mną na wystawy czy wernisaże.

Jestem pasjonatką barw i piękna. Do moich największych sukcesów zaliczam tapety z wzorami moich obrazów. Mam już jedną taką kolekcję za sobą i za rok będzie wypuszczona na rynek kolejna.

Jestem bardzo oszczędna jeśli chodzi o materiały i staram się zawsze wykorzystywać je do końca. Jestem ekologiem i posiadam wiedzę, ile tego zużywam i jak bardzo dużo tego produkuję. Dlatego właśnie staram się zużywać farby do końca.

Dziękuję za rozmowę. Życzę samych sukcesów i realizacji wszystkich planów i zamierzeń!

Rozmawiała Katarzyna Krauss

Partnerzy