Miłość
W styczniu na ekrany wchodzi film w reżyserii Marii Sadowskiej „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”, a książka „Sztuka kochania” znów została wznowiona (w PRL-u rozeszła się w ponad siedmiu milionach egzemplarzy, czyli w większym nakładzie niż Biblia). W czasach, kiedy o tym, jak korzystać z sexu wiedzą wszyscy, spróbujmy ustalić, co głosiła i polecała Wisłocka swoim czytelnikom, że wciąż tak fascynuje:
Przed wszystkim wiedziała, o czym pisze, bo mówiła, że gdyby nie znała tematu to byłaby jak ślepy, który pisze o kolorach. Żyję tylko wtedy, gdy kocham, reszta to tylko kalendarz – mawiała. Miłość to jedno, a sex, którego nie lubiła, to inna sprawa. Dlatego zdecydowała się w życiu osobistym na to, żeby przyjaciółka zastępowała ją w małżeńskim łożu. Uważałam, że będzie nam fajnie w trójkącie, ona miała cholerny temperament, który jemu pasował, bo on też, owszem, miał, a ja – nie. No, nie miałam temperamentu – mówiła w wywiadach. To tyle z publicznych wyznań, a w listach do przyjaciół pisała: Nigdy nie przeżywałam podobnych wrażeń i nie wiedziałam, jaki to koszmar patrzeć na ukochanego człowieka z żoną.
Ludzie
Wisłocka kochała ludzi, dla których pisała książki i całe życie poświeciła na edukowanie swoich pacjentów. W pracy dawała z siebie wszystko, była szczera, aż do bólu. W „Sztuce kochania” pisała, że miłość nie zna wieku, ona wieje jak wiatr, a wiek partnerów nie odgrywa większej roli. Nagle człowiek spotkany zupełnie przypadkowo staje się najważniejszą osobą w życiu. I dodawała, że trzeba wreszcie zrozumieć, że szczęście leży na drodze, a nie u celu, i im mniej za nim gonimy, tym na koniec więcej otrzymujemy.
Uważała też, dość nie modnie dziś, że kobiety nie powinny zabierać mężczyznom możliwości opieki nad sobą. Nic się nie stanie, jak czasem zemdlejecie w jego ramionach – mówiła. Dodawała też, że kobieta powinna flirtować z mężczyznami i sexownie się ubierać, bo zazdrość to lekarstwo na nudę. Uwielbiała grę Flirt, która polegała na tym, że w tali kart były pytania i odpowiedzi. Uczestnicy gry podawali wybranemu partnerowi kartkę z pytaniem bądź odpowiedzią.
Romanse
Sama miewała liczne romanse w tym wakacyjne, które jak pisała nie mogą być powodem rozbijania życia prywatnego. Zdaniem Wisłockiej trzeba być przede wszystkim szczerym w stosunku do siebie, bo uczuć nie można sobie nakazać, ale trzeba mieć trochę cywilnej odwagi i przyznać się do nich.
Jej zdaniem miłość jest sztuką, dlatego pośpiech w łóżku jest błędem niewybaczalnym, trzeba poczekać na odpowiedni moment. Ten moment. Wtedy nic nie ma znaczenia, cały świat się nie liczy. Ciekawe skąd to wiedziała, skoro nie przepadała za sexem? Tragizm Wisłockiej polegał na tym, że nigdy nie przeżyła tego, o czym pisze w swojej książce – związku ciałem i duszą. Widziała głównie ciemne strony w życiu kobiety. Pisała na przykład: Szkoda, że nie było kobiety do konsultacji, gdy Pan Bóg stwarzał Ewę. Wyszło na to, że cierpi w czasie miesiączek, cierpi u bram rozkoszy, cierpi w ciąży, cierpi w czasie rodzenia. A Adam? On ma rozkosz seksualną niczym nieobwarowaną. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie.
Rodzice
Ostrzegała też swoich pacjentów, że rodzice nie powinni nastawiać się na wymarzoną z różnych względów płeć dziecka, bo wpływa to potem na jego usposobienie. Twierdziła, że w ten sposób rodzą się często łagodne i dziewczynkowate chłopaki albo męskie dziewczyny.
Kobiety zawsze będą myśleć przede wszystkim o miłości, gdyż to ona jest motorem życia. Ale potrafi też zabić… w jednym momencie – uważała. Pod koniec życia marzyła o przyjacielu, o facecie spokojnym, ciepłym, niezawodnym i o małym spokojnym uczuciu. Chyba to, o czym marzyła znalazła w relacji ze swoim jamnikiem Dusiołkiem, bo fotografię z nim poleciła umieścić na swoim nagrobku. Mawiała o nim, że „taki był ludzki” i jak nikt potrafił patrzeć w oczy.
Kasia KAMIŃSKA
zdjęcie: Materiały promocyjne Pruszyński Media
Pisząc tekst korzystałam z książek: „Sztuka kochania” M. Wisłocka oraz „Michalina Wisłocka, sztuka kochania gorszycielki” W. Ozminkowska




